Materiały prasowe

Krzysztof w piątek: koniec Quebonafide, czyli duża ciekawość bez zaskoczenia


22 października 2021

Podziel się newsem:

Zanim kraj zobaczy ostatnią trasę Quebonafide, zastanówmy się, ile mówi ona nie tylko o rynku, ale też o artyście i o nas. Myślę, że sporo.

Postać mówi: pas, postacie mówią: sprawdzamy

Cokolwiek się jeszcze nie stanie, 12 października 2021 roku już zapisał się w historii polskiego rapu. Jeśli dotąd żyliście pod kamieniem, to spieszę z wyjaśnieniem. Tego dnia Quebonafide ogłosił, że w 2022 zagra swoją ostatnią trasę koncertową, która będzie się nazywać Psycho Relations. Choć do startu jeszcze sześć miesięcy, bilety sprzedają się jak świeże bułeczki. Nie może być zresztą inaczej. W końcu mówimy o raperze, który zmienił kilka obszarów gry i wciąż cieszy się niesłabnącą popularnością.

Linia życia tego ogłoszenia okazała się, przynajmniej na razie, krótka. Owszem, zasięgowe serwisy nadal podgrzewają temat i na pewno będą to robić jeszcze długo. Wystarczyło jednak, że Mata niespodziewanie wyskoczył ze swoją współpracą z McDonald’s, a media kolejny raz łapczywie wbiły w niego wzrok. Po ponad tygodniu na Quebo ledwie się oglądają, niezbyt uważnie i raz na jakiś czas. Można byłoby to zrzucić na karb niefortunnego timingu, bo młody raper z SBM Label wydał przed chwilą album i zagrał największy koncert w historii polskich rymów i bitów, więc bazowy temat domaga się kolejnych follow-upów i ich pompowania. Można byłoby, gdyby nie fakt, że równocześnie nie ustaje zamieszanie wokół Young Leosi. Podział uwagi nie jest równy, lecz każda ze stron może czuć się medialnie dopieszczona. Trzecia nie za bardzo.

Te dwie postaci zdominowały socialowe dyskusje i netowe szpalty, bo zadziałały na zbiorową, pozaśrodowiskową wyobraźnię. W ich przypadku spory dotyczą tylko w jakimś procencie samej muzyki, cała reszta to mieszanina uniwersaliów i stereotypów wychodząca daleko poza nią. Nic dziwnego, że każdy chce coś powiedzieć. Trzeba też jednak zauważyć, że gdy w 2020 ciechanowski artysta uprawiał swój sugerujący problemy z psychiką auto-cosplay, to głosów z zewnątrz było, mimo szumu, wyraźnie mniej niż teraz. Abstrahując od tego porównania – nadwiślańscy twórcy, wpisując się promocyjnie w ogólnoświatowe trendy, doprowadzili do sytuacji, którą da się opisać krótką parafrazą: w rapie jesteś tak dobry, jak twój ostatni merch. Trwając w kulturze eventu, zapominamy, że ma on nie tylko oprawę, ale też wsad. A to ten ostatni wydaje się najważniejszy, gdy chcemy zrozumieć, co powiedział nam Quebonafide. I kiedy właściwie to zrobił.

Quebonafide – SZUBIENICAPESTYCYDYBROŃ

Szok, niedowierzanie, niedosłuchanie

Gdy ostatnio jechałem do studia TOK FM, by porozmawiać na antenie o wyjściu Quebonafide, myśli jeszcze mi się nie ułożyły. Mimo wcześniejszych przygotowań w komunikacji miejskiej szybko spisywałem w notatniku kolejne wątki i punkty zaczepienia, by niczego nie pominąć. Na radiowym fotelu poczułem pewność, że moja teoria może nie być zupełnie z czapy, ale podczas wejścia zjadł mnie stres. Rzeczy poumykały, powiedziałem ułamek tego, co chodziło mi po głowie. Nie jest mi wstyd, ludzie z przewagą pióra nad mikrofonem tak miewają. Potraktujcie ten felieton jak nieco hermetyczny suplement do mojego występu, zwracający uwagę na sygnały, z którymi straciłem łączność przez tremę.

O tym, jak wersje deluxe zamazują obraz danego momentu w karierze artysty, pisałem niedawno przy okazji recenzji EP-ki wspomnianego już wcześniej Maty. Zainteresowanych zachęcam więc do lektury. Ruchy Quebo z marca i kwietnia poprzedniego roku mają sporo wspólnego z tym zagadnieniem, chociaż były zdecydowanie bardziej spektakularne. Akcja z nowym-starym wizerunkiem rapera z Ciechanowa funkcjonuje po czasie jako pusty element promocji, do tego rozciągnięty na zbyt długi czas. Jej sens był jednak inny, o czym przekonuje pierwsza płyta ROMANTICPSYCHO. Materiał, którym wzgardzili fani, uznając go automatycznie za nieśmieszny, niewart uwagi bait, ma swoje znaczenie. Teraz, po wiadomej deklaracji, jest ono jeszcze większe niż poprzednio.

Dzięki niemu, a nie właściwemu albumowi, można zrozumieć myśl stojącą za przywdzianiem niebieskiej polówki i założeniem okularów. To niejako powrót do ustawień fabrycznych – czasów, gdy wielkie granie było mglistym majakiem, zaś na pierwszym miejscu stała czysta muzyka, bez marketingowej otoczki i towarzyszących jej mechanizmów. Nie ma przypadku w tym, że słyszymy tu chałupniczą produkcję, koślawe, często freestyle’owe linijki, a swoje trzy grosze dorzucili również mało znani gracze z Ciechanowa. Nie ma przypadku w tym, że sprawdzono siłę uczucia fanów za pomocą wypuszczenia czegoś słabego, z n-tej ligi undergroundu, bez jednoczesnej zapowiedzi porządnej płyty. Event? Tak. Z oprawą i wsadem.

Quebonafide – JESIEŃ

Niedoskonały krążek i dopieszczony album to rzeczy komplementarne, o czym pisało i mówiło się zdecydowanie za mało, choć przecież łączą je trzy pierwsze tracki. Pisałem tak w dniu premiery, napiszę tak i teraz – dla mnie drugie ROMANTICPSYCHO to list miłosny nie tylko do kobiety. To także list miłosny do rapu. Brzmi on w obecnych okolicznościach jak misternie przygotowane pożegnanie z polskim wydaniem gatunku, zakończenie podróży od głębokiego podziemia na szczyt mainstreamu. Tę tezę wspierają linijki mówiące o presji wymyślania się wciąż na nowo, tęsknocie za czasami bez błysku reflektorów i chęci ucieczki, które często pojawiają się na ostatnim albumie Quebonafide, lecz ważniejsze wydaje mi się… wszystko inne.

Jeśli wziąć poprawkę na ciechanowski materiał, od razu inaczej patrzy się chociażby na listę gości. Wtedy zaproszenie tuzów jak patr00 czy Kixnare oraz namówienie Smarka brzmią jak spełnienie marzenia związanego ze złotymi czasami underu. Wtedy zaproszenie Emade czy Sokoła wygląda jak spełnienie marzenia związanego z kanonicznymi postaciami mainstreamu lat zerowych. Z innych źródeł wiem też, o czym pisałem tutaj, że bit do GAZPROMU miał zrobić ktoś inny, za to w podobnym, bardzo charakterystycznym dla momentu dziejowego stylu. Podkreśleniem pozycji scenowej są featuringi największych postaci (Taco Hemingway, Mata, Bedoes) oraz nagranie kawałków z ludźmi, którzy wydawali się nie do namówienia (Sentino, Kiełas). Dodajmy jeszcze rapowanie bez efektów, tak jak robiło się to kiedyś. Nasz rap, będący rozpędzoną machiną biznesową, przyzwyczaił, że wszystko jest po coś. Naprawdę trudno być zaskoczonym.

Przeczytaj także inny felieton cyklu: sprawa Sobla

Przyjacielskie przekazanie poprzeczki

Gdyby Quebonafide chciał faktycznie dać sobie spokój z (polskim?) rapem, byłoby to logicznym ukoronowaniem jego kariery w tym obrębie muzycznym. Bo tak, ta kariera była modelowa i stała się łącznikiem pomiędzy diametralnie różnymi czasami na rynku.

Czas na krótki przelot dla niewtajemniczonych i/lub kwestionujących. Ciechanowianin zaczynał lokalnie, wypuszczając razem z Fuso nielegale jako Yochimu. Równocześnie zaczął startować w bitwach freestyle’owych, z czasem zaczął odnosić w nich coraz większe sukcesy. Za pośrednictwem SB Maffiji wypuścił wolnostylowy, dobrze starzejący się mixtape, później opublikował razem z Eripe album przepełniony panczlajnami. Z miejsca poszedł na swoje, brawurowo reklamując miejscami mocno pokręconą Ezoterykę. Już rok później zaprezentował światu pierwszy album labelowy. Dzięki stylistyce Egzotyki i podróżom z nią związanym pokazał, że warto myśleć szerzej. W końcu połączył siły z kolejnym gigantem, czyli Taco, a ich Soma rozbiła bank. Szybko został najpoważniejszym propagatorem i zarazem beneficjentem postępu technologicznego. Stał się też symbolem kreowania wizerunku i tym, na kogo powinno się patrzeć, by odnieść sukces.

Kolejne bite rekordy były wynikiem obranej strategii, wywindowały go na szczyty popularności. Rewolucja, którą wywołał, wcale go nie zjadła, za to zaczęła wchodzić w nową fazę. Zaczęła udowadniać mu, że jeśli przeszedł grę, to tylko swoją własną. Trudną, bo pionierską, ale własną. Ci, którzy przyszli długo po nim, grają w coś podobnego, tyle że na lepszej, nowszej konsoli.

Quebonafide – Hype

Kiedy w lutym tego roku gruchnęła informacja, że dzięki stworzonemu z ReTo Half Dead wbiło mu pierwsze 100 milionów wyświetleń na jednym kawałku w serwisie YouTube, pewnie się nie ekscytował, bo udało się to innym. Trudno mi też uwierzyć, że gdyby jako pierwszy wszedł na poziom dwóch milionów słuchaczy na Spotify, to dałby trollerską wrzutkę. Po prostu ktoś, czyli Mata, już tego dokonał. On zmienia nasze myślenie o szczycie, bo wspina się tam, gdzie wcześniej nie było nikogo. Quebo już ustępuje mu na Instagramie i w streamingu, więc mógłby się z nim ścigać. Przecież widzieliśmy, że adrenalina potrafi go napędzić, a młody musi jeszcze poczekać na swoje diamentowe płyty. Tylko raz – czy na pewno chce mu się stawać w nierównym wyścigu, z inną dynamiką wzrostu konkurentów? A dwa – czy chce narzucać sobie ciągłą presję w starciu z kumplem, który robi karierę przynależną do innych czasów? Nie mylmy nienasycenia z obsesją.

Nie jestem pewien, czy decyzja o zakończeniu przygody pod pseudonimem Quebonafide zostałaby podjęta, gdyby poprzednia trasa koncertowa doszła do skutku. Kto wie, może dałby taki show, że wszystkim pospadałyby klapki, po czym ci wszyscy rozpisywaliby się o niepodzielnym panowaniu? Tego już się nie dowiemy. Gatunek dorobił się jednak w międzyczasie nowego lidera muzycznego, wizerunkowego i wizualnego. Bycie tym drugim rzadko jest w smak postaciom takiego pokroju. By znów być tym pierwszym i zrobić coś spektakularnego trzeba podjąć drastyczne kroki. Bez cienia gwarancji, że się uda.

Quebonafide ft. ReTo – Half Dead

Dwie albo i trzy drogi

Nie biorę pod uwagę wariantu, w którym szef QueQuality kończy karierę muzyczną. Gdyby tak miało być, pewnie inaczej sformułowałby komunikaty związane z promocją ostatniej trasy. Sądzę, że nie ma też mowy o zmianie pseudonimu, za to zupełnie naturalne wydaje mi się rozpoczęcie działań pod imieniem i nazwiskiem. Szczególnie jeśli miałoby chodzić o karierę w popie. Celowo nie wspomniałem wcześniej o gościnnych występach ludzi z tego kręgu na wiadomej solówce. Featy znacząco się różniły, szły w kilka stylów i przebiły się do świadomości słuchaczy spoza rapu. Dały zatem pole do myślenia, że tu też jest życie, może nawet fajniejsze. Sukces utworu Bubbletea, który jako pierwszy polski w mniej niż rok uzyskał 30 milionów odtworzeń w Spotify, to niezłe paliwo. Te rejony wiążą się z częstszymi kontaktami z show-biznesem, a bohater tego tekstu ma najczęściej do niego awersję. Niby można od tego stronić – pytanie, w jakiej skali będzie się wtedy działać.

Popowy trop uprawdopodobnił dziennikarz Tomasz Smokowski, który powiedział, że Quebo pisze coraz lepsze piosenki i poznamy jego kawałek z Królem. Na razie tak się nie stało. Dostaliśmy za to utwór z Amerykaninem Mickiem Jenkinsem i Francuzem Onrą, a także zaginionego Benz-Dealera z Estończykiem Tommym Cashem. Podsyca to domysły, czy aby nasz rodak nie ma w planach wyjścia ze swoją muzyką w Europę. Tyle się przecież gadało o przygotowywaniu albumu Galaktyka, który miał zebrać mocne ksywy i uderzyć w kontynent. Widzę pewien problem. Żeby odpowiednio wejść na europejski rynek przydałoby się tworzyć w jednym z najpopularniejszych języków. Nie mówię, że to nie do przeskoczenia, ale to od progu spora bariera.

Jest jeszcze możliwość, że jeden z najpopularniejszych artystów w Polsce wybierze drogę pośrednią. Zrobi twardy reset, zacznie działać jako Kuba/Jakub Grabowski i postara się łączyć gatunkowe granie z popem i mruganiem do świata. Tylko czy on już tego nie zrobił ostatnio? I jak miałoby to popchnąć jego karierę, co jej dać? Pytań jest sporo. Ja widzę mężczyznę, który żyje pasją, ale jest cholernie zmęczony i potrzebuje stanowczej, stymulującej kreatywnie odmiany. Skoro wydeptał własną ścieżkę w trudnej branży, a później przerobił ją na autostradę, to raczej nie ma dla niego rzeczy niemożliwych.

Quebonafide ft. Mick Jenkins – Matcha Latte

Zanim kraj zobaczy ostatnią trasę Quebonafide, zastanówmy się, ile mówi ona nie tylko o rynku, ale też o artyście i o nas. Myślę, że sporo. Postać mówi: pas, postacie mówią: sprawdzamy Cokolwiek się jeszcze nie stanie, 12 października 2021 roku już zapisał się w historii polskiego rapu. Jeśli dotąd żyliście pod kamieniem, to spieszę z […]

Wiemy, gdzie są najlepsze koncerty. Sprawdź!

Biletomat.pl
20 PLN
Jak kupić bilet?

Po kliknięciu "Kup bilet" przeniesiesz się do strony internetowej oficjalnego dystrybutora biletów i na jego stronie dokonasz zakupu.

Bezpieczne zakupy u oficjalnych dystrybutorów

Zakup biletu odbywa się na stronie oficjalnego dystrybutora biletów. Pamiętaj o tym, że jeżeli miejsca są numerowane, a bilety sprzedaje kilka firm, to każda z nich udostępnia inną pulę miejsc do wyboru.

Polub Rytmy.pl na Facebooku:

Sprawdź także


Imprezy blisko Ciebie w Tango App →