fot. Ola Bodnaruś

Jann: „Muzyka niczego nie wymaga” [wywiad]


23 czerwca 2022

Podziel się newsem:

Jann jest już po swoim pełnoprawnym debiucie, a EP-ka Power otworzyła mu drogę do kariery. W naszej rozmowie artysta opowiedział o swoim własnym powerze oraz zdradził, kiedy właściwie zaczął tworzyć sztukę.

Jann – sztuka nie jest nieosiągalna

Maja Kozłowska, Rytmy.pl: Kiedy poczułeś, że chcesz być artystą, a kiedy, że faktycznie nim jesteś?

Jann: Ciężko mi określić artystę. Ostatnio rozmawiałem o tym z siostrą. Zrobiła świetną grafikę i zapytałem ją, czy zrobiła to na jakiś konkurs, a ona była bardzo zdziwiona, bo zrobiła to po prostu dla siebie, z własnej potrzeby. Nie przeszło jej przez myśl, że to właśnie jest “sztuka”, bo dla niej to duże słowo opisujące dużą, ważną rzecz. Ja sam padam często ofiarą takiego myślenia, że artyści robią wielkie niesamowite rzeczy, które są nieosiągalne dla zwykłych śmiertelników. A jest zupełnie odwrotnie! Uświadomiłem to sobie, kiedy wydałem Do You Wanna Come Over. Napisałem tę piosenkę w dziesięć minut przy pianinie w swoim pokoju, bo te emocje same pchały się na zewnątrz. A kiedy ją wypuściłem, zaczęło być to poważnie odbierane, zobaczyłem reakcję ludzi i wtedy pomyślałem, że to może być sztuka.

Czyli łączysz sztukę, bycie artystą, z jej recepcją?

Jann: Po prostu wydaje mi się, że czasami trzeba zewnętrznej opinii, żeby zauważyć, że coś może mieć taką wartość. Robisz to, co robisz, a później ktoś to odbiera i daje feedback: „ej, to co robisz jest super, może gdzieś to wysłać, gdzieś to pokazać” i wtedy nadchodzi ten moment uświadomienia: czyli to może być coś więcej.

To ciekawe spostrzeżenie, bo sama bym bardziej obstawiała, że zaczynasz z myślą, że chcesz robić sztukę, a to potwierdzenie jest dopiero później. Bo nie piszesz piosenek dla pisania piosenek.

Jann: No, nie piszę piosenek dla pisania piosenek, chociaż w sumie… czasem tak! (śmiech) Ja po prostu zawsze chciałem być na scenie i dlatego też zacząłem tworzyć muzykę. Nikt by mi jej nie napisał, więc zacząłem robić to sam. Nie byłem przekonany, że jestem w tym dobry, że jest to coś, co można nazwać sztuką. Piszę piosenki, żeby je śpiewać, ale dopiero po zwrotnym komunikacie utwierdziłem się w przekonaniu, że to ma sens.

A pamiętasz od kogo wyszła ta pierwsza konfrontacja, ten odbiór, po którym pomyślałeś, że to, co robisz to sztuka?

Jann: Aprobata ze strony wytwórni, poparcie tego, co robię, chęć takiej pomocy i pokazania szerszej publiczności. Ja to robiłem dla siebie, chciałem to robić szerzej, ale nie miałem tyle pewności, że jestem już na tym etapie. A kiedy to przychodzi, to widziałem, że to już jest docenione.

Sam wysłałeś swoje numery?

Jann: Przez moją znajomą. Wysłałem do niej jakieś swoje rzeczy i ona przekazała to dalej. To nie było tak, że sam się zainteresowałem. Tak samo było chyba też z Amy Winehouse.

Przeczytaj: Jann – Power w pełnym tego słowa znaczeniu. Debiut, ale to supremacja [recenzja]

Jann wywiad power
fot. Ola Bodnaruś

Najpierw UK, potem Polska

A jaki wpływ miał na ciebie Londyn jako na muzyka?

Jann: Nie doświadczyłem Londynu chyba na tyle, na ile chciałbym go doświadczyć, nie wychodziłem zbyt często z domu. Od czasu do czasu chodziłem na jakieś gigi, gdy grali moi znajomi. Ludzie, których poznałem na uczelni, wielokulturowość, różnice spojrzeń na pewne rzeczy, świat, który otwiera umysł, to bardzo rozszerzyło moją perspektywę, bardzo otworzyło mnie na inne rodzaje muzyki, na eksperymentowanie z muzyką. Bardzo wolne jest to miasto. Nie wolne, w sensie, że nie szybkie (śmiech), tylko przestrzenne.

A jakie są twoje najbardziej londyńskie/brytyjskie doświadczenia? Takie mocne hitnięcia kulturowe, co uważasz za szczególnie brytyjskie?

Jann: W Londynie nie ma domówek. To nie jest zbyt popularne, żeby urządzać imprezy urodzinowe. Tam raczej wychodzi się na miasto. No i można przechodzić na czerwonym świetle, to mnie akurat strasznie tutaj wkurza, że nic nie jedzie, ale nie, trzeba poczekać na zielone (śmiech)

To może być niezły szok, jak ktoś przyjeżdża z zagranicy i nie zna tych przepisów, a tu na dzień dobry mandat. (śmiech). Kiedy wyszła twoja EP-ka, to trafiłeś na różne playlisty Spotify – nie tylko polskie. Wiesz, gdzie cię najchętniej słuchają?

Jann: Oczywiście najwięcej słuchaczy mam w Polsce, ale również chętnie mnie słuchają np. w Niemczech, Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii.

Planujesz jakieś zagraniczne koncerty?

Jann: Na ten moment skupiam się na działaniach tutaj na miejscu.

Jann – Promise (Official Video)

Kiedy byłam na twoim gigu, to miałam wrażenie, że z każdą piosenką grasz inny koncert. Ja się tam czułam, jakbym była na kilku zupełnie różnych występów. I pomyślałam sobie po tym, że EP-ka jest mega spójna, ale na żywo usłyszałam totalny rozdźwięk. Nie wiedziałam, że jeden koncert może dostarczyć tak różnorodnych wrażeń.

Jann: To super, cieszę się bardzo. Zastanawiałem się też, jak to będzie odebrane. Jest bardzo duży rozdźwięk między tymi emocjami, ale też faktycznie mam feedback, że to dobrze działa i ludziom się podoba. Przychodzili do mnie później po koncercie i opowiadali, że płakali i tańczyli. To fantastyczne, że mogę dać publiczności tak różne emocje, że to jest tak szeroki zakres i właśnie tak chciałbym działać na ludzi.

Byłeś świadom, że faktycznie aż tak hitnie? Odbiór emocjonalny to jedno, ale zagranie tak zróżnicowanego gatunkowo i wrażeniowo seta to drugie. Nie widziałam czegoś takiego, żeby jednocześnie być na koncercie popowym i elektronicznym.

Jann: Ja zawsze mówię, że gdybym miał się określić jednym słowem, to byłby eklektyzm. We mnie bardzo dużo różnych rzeczy gra. Lubię i wolne ballady do płakania w autobusie, i lubię też na maksa EDM, więc po prostu stwierdziłem, że nie będę się ograniczał. I że chcę robić wszystko, no i zobaczymy, jak to się przyjmie.

A do jakiej ballady ostatnio płakałeś w autobusie?

Jann: Ostatnio bardzo spodobała mi się piosenka Drive Safe Rich Briana. Może nie aż taka do płakania, ale jest bardzo nostalgiczna.

Jann wywiad power
fot. Ola Bodnaruś

Zachód>wschód?

Zastanawiałam się, czy kiedy jesteś na scenie, potrzebujesz się w jakiś sposób odizolować jakimś scenicznym alter ego?

Jann: Nie, nie mam takiej potrzeby, wręcz przeciwnie, czuję się dosyć swobodnie. Chcę pokazać jak najbardziej autentycznego siebie ludziom i w sumie z takim założeniem just have fun wychodzę na scenę. Chcę się dobrze bawić, a kiedy publiczność się bawi, to działa na zasadzie wzajemnego nakręcania. Nie potrzebuję kreować swojej persony.

Zauważyłam, że jesteś w social mediach, ale w takim stonowanym poziomie. Trochę jesteś, trochę cię nie ma, ale to właśnie wypada totalnie autentycznie. Jak chcesz to rozwijać pod względem promocji?

Jann: Z social mediami mam specyficzną relację, wchodzę, staram się komunikować z ludźmi, to dla mnie spoko rzecz, żeby z nimi rozmawiać. Dopiero teraz zauważam, że oni przychodzą i są faktycznie zainteresowani tym, co robię i są zainteresowani mną. Kiedy wstawiam coś, nad czym aktualnie pracuję i pokazuję to na instastory albo wrzucam coś z backstage’u, ludzie piszą: „o, super, wstawiaj takie rzeczy, bo jestem ciekaw, jak to robisz”. To jest super, że można się bezpośrednio połączyć z ludźmi.

W innych wywiadach sporo mówiłeś o produkcji, że to istotny aspekt twojej pracy. Może jest jakiś artysta, któremu chciałbyś wyprodukować numer?

Jann: Na razie sobie (śmiech). Wydaje mi się, że to jest jeszcze sfera, w której ja nie czuję się stuprocentowo pewnie. Dużo się jeszcze uczę od osób, z którymi pracuję, od Jerry’ego czy od Sarapatów. Moja produkcja wciąż jest na podstawowym poziomie, potrzebuję dużo pewności, więc na razie chcę rozwinąć ten skill u siebie, a wtedy pomyślę nad współpracą.

Wydaje mi się, że twoje brzmienie często określa się jako “zachodnie”, co w Polsce jest ekwiwalentem komplementu. Zgadzasz się z tym podsumowaniem?

Jann: Nie wiem, czy powinno być ekwiwalentem komplementu, bo to trochę zakłada, że „wschodnie” jest złe. Ja po prostu od dziecka słucham najwięcej muzyki brytyjskich i amerykańskich artystów i ona też na mnie bardzo wpływa. Więc jeśli to się rozumie przez „zachodnie”, to chyba bym się zgodził.

Wydając Power, absolutnie nie dałeś po sobie poznać, co nadchodzi, jaką bombę spuścisz na swoich fanów. Odszedłeś od patternu, w którym artysta publikuje trzy single, po czym ukazuje się EP-ka z pięcioma kawałkami. Dlaczego? Czy to w ogóle jest bezpieczne?

Jann: To nie jest bezpieczne (śmiech). Miało tak być – że część tych kawałków wejdzie na tę EP-kę. Album miał w ogóle inaczej wyglądać, zostać w tym spokojnym klimacie, który wcześniej zaprezentowałem, ale stwierdziłem, że nie ma na co czekać. Miałem też problem z ograniczaniem siebie – trzymam dużo takich odważniejszych kawałków gdzieś na komputerze czy w notatkach głosowych. Tylko zawsze tłumaczyłem sobie, że nie jestem na tym poziomie, żeby faktycznie to wypuścić. Ania, moja kochana menadżerka, przekonała mnie, żebym wydał Emperor’s New Clothes, a ja wtedy pomyślałem, że skoro już to robimy, to zrobimy tę EP-kę zupełnie inaczej. Jakoś to poszło, znalazłem też ludzi, z którymi mogłem pracować, Sarapatę i Jerry’ego, z którymi super mi się współtworzyło, razem się nakręcaliśmy i tak to się narodziło.

Jann promise wywiad
fot. Ola Bodnaruś

„Szesnastoletni ja nie był gotowy na karierę”

Zadebiutowałeś z EP-ką Power w wieku dwudziestu trzech lat. Czy uważasz, że młodym ludziom jest łatwiej wbić się na scenę i zrobić tam sobie miejsce?

Jann: Ja zawsze chciałem zacząć karierę bardzo wcześnie, w wieku 16 czy 17 lat, więc 23 to dla mnie dużo. Ale nie żałuję, bo z perspektywy czasu widzę, że szesnastoletni ja totalnie nie był gotowy na karierę. Myślę, że to zależy od bycia świadomym jakie miejsce na tej scenie chce się sobie zrobić. A to każdemu przychodzi w innym wieku.

A znasz „stare” debiuty, które okazały się świetnymi trafami?

Jann: Ostatnio o tym myślałem i chyba Lizzo, ona tak dosyć późno zaczęła. Znaczy, pracowała wcześniej na swój sukces, bo na niego zawsze się pracuje dużo wcześniej, po prostu ten spotlight może przyjść później. Swoje kawałki wypuściła już koło trzydziestki. I tak.. i tak to nie jest późno.

Z polskich artystów pomyślałam o Jakubie Skorupie, który zadebiutował niedawno i wydał pierwszy album w wieku trzydziestu lat. Naprawdę świetna płyta.

Jann: Jak się robi coś autentycznego, to się przyjmie, nieważne, ile ktoś ma lat.

Wiesz, kiedy recenzowałam twoją płytę, zastanawiałam się, czy używać porównań do innych artystów. Inspiracje będą się wychylać, to raczej neutralny ślad, często nie są nawet zamierzone, tylko są efektem tego, co podświadomie chłoniemy. Myślisz, że muzyka wymaga robienia nowych rzeczy?

Jann: Myślę, że muzyka niczego nie wymaga. Muzykę każdy może wykorzystywać jak chce. Słuchałem dzisiaj Olivii Rodrigo i w jej muzyce jest pełno takich sprawdzonych schematów, a jednocześnie jest innowacyjna. Warto wiedzieć, skąd się muzyka brała i skąd się bierze, mieć podstawową wiedzę z teorii, historii muzyki. Trzeba dużo czerpać z innych, żeby zrobić coś nowego.

W literaturze jest tak samo. Żeby pisać, trzeba czytać.

Jann: Dokładnie. Żeby tworzyć, trzeba słuchać i czerpać tę inspirację. Potrzeba też dużo odwagi, żeby robić rzeczy, których nikt nie zrobił. To jest ciężkie, bo skoro nikt ich nie zrobił, to nie wiadomo, czy to działa, czy to jest coś, co jest warte eksperymentów i wysiłku. Młodzi artyści często się boją, że to może nie zaskoczyć, że nie trafią do właściwych mediów.

Jann – Do you wanna come over?

„Nie jestem fanem naklejek i etykiet”

Niedawno dołączyłeś do line-upu Great September. Znasz artystów, z którymi będziesz występować?

Jann: Tam gra bardzo wielu artystów, ale tak, są też tacy, których lubię i których słucham.

A na czyj koncert pójdziesz?

Jann: Jestem bardzo ciekaw Julii Wieniawy i bardzo jej kibicuję, no i na Ralpha też bym z chęcią poszedł.

Na headlinera, wiadomo (śmiech). Ty przeszedłeś drogę od Do You Wanna Come Over do Eren. Jakie przystanki między tymi utworami były dla ciebie najbardziej znamienne w procesie tworzenia?

Jann: Cały Power jest dla mnie takim kamieniem milowym. Widzę ogromną różnicę w swojej świadomości artystycznej i podejściu do tworzenia, dostrzegam, jak moje procesy twórcze się zmieniły od DYWCO do Eren. Przez ten trochę ponad rok zmieniło się też moje podejście. Nabrałem pewności siebie, Do You Wanna Come Over powstało w pokoju w Londynie, po prostu pod wpływem emocji. Jak spojrzę wstecz, to matko, teraz traktuję to dużo poważniej, traktuje to jako moją pracę. Jestem dużo odważniejszy. Zrobiłem Power i to był pierwszy tak odważny i ryzykowny ruch, ale jestem z niego bardzo zadowolony. Nie zatrzymuję się, ten rozwój nadal będzie.

Spodziewałam się płyty romantycznej, do zakochania. Takiej nie dostałam – Power to album mocny, jego tytuł jest nad podziw adekwatny, nie tylko treściowo. W którym momencie płyty Twoim zdaniem jest epicentrum tej siły?

Jann: Właśnie w środku. W Emperor’s New Clothes.

A konkretny wers? Konkretne muzyczne wzniesienie?

Jann: Chyba nie potrafię wybrać. Dla mnie cały ten projekt jest spójny, dlatego też jestem z niego tak dumny i zadowolony. Power idealnie opisuje ten album, to dla mnie kamień milowy, jak mówiłem wcześniej. Cała ta płyta jest taki moim powerem. Wydałem go jako świadomy artysta, oh, powtarzam to dosyć często (śmiech). Uważam, że całość jest skondensowana i fajnie to się zamyka w słowie „power”, które jest tu słowem-kluczem. O, więc może w samym środku albumu, w środku Emperor’s New Clothes: „Power Power Power!”

Jann – Emperor’s New Clothes

Słyszałeś już zapewne porównania do Euforii, przy czym moim zdaniem – kwestia pewnego podobieństwa do soundtracku to jedno. Twoja muzyka ma ten rozedrgany klimat, który idealnie wpisuje się w taki rozpadający się obraz. Hedonizm przeplatany jakimś niewyobrażalnie ciężkim brzemieniem.

Jann: (śmiech) No, ja nie obejrzałem Euforii, widziałem jeden odcinek i tak, ciężkie to jest, to nie był serial na tamten moment, w którym chciałem go oglądać. Ale ja nie chcę tworzyć muzyki, która jest tylko lekka, zależy mi na autentyczności, jestem też zawodowym overthinkerem.

Teraz przynajmniej może się coś z tego wykluć (śmiech).

Jann: Tak (śmiech), dlatego mówię, że zawodowym. Na tym krążku jest bardzo dużo moich przemyśleń na różne tematy. Dlatego to jest mój „power”, bo to są ścieżki, przez które ja przechodzę, ustawianie swojego światopoglądu, bardzo dużo jest na tej płycie obserwacji. Emperor’s New Clothes to jest np. obserwacja, jak funkcjonujemy w społeczeństwie, jak wychodzimy z pewnych oczekiwań i wyłamujemy się ze schematów.

Dla mnie trzy pierwsze numery z Power są jak dla mnie totalnie queerowe. Myślisz ze doczekamy się takiego określonego podgatunku?

Jann: Nie mylisz się na pewno – jeśli słyszysz, że to jest queerowe, to tak jest. Uważam, że w interpretacji nie ma pomyłek. Jeśli tak to odczuwasz, to tam jest, jeśli to tam znajdujesz i tego potrzebujesz – to tam jest. Ktoś mi powiedział, że w LOOKATME słyszy Vogue Madonny, jeśli to słyszysz – proszę bardzo, nie inspirowałem się, ale w tym nie ma błędu. A Czy jest potrzeba na taki podgatunek? Ja raczej nie będę jego prowodyrem, ale ja w ogóle nie jestem fanem żadnych naklejek i etykiet, nie podpisuję się i nie oceniam się gatunkowo.

Teraz niemożliwie jest oceniać jednoznacznie. Powtarzam to chyba w każdym wywiadzie, kiedy zboczymy na te tory gatunkowe, ale wróćmy do tematu. Eren zamyka płytę Power i jako utwór na wyjście zarówno wycisza, jak i wzburza. Opowiedziałeś o relacji, dokładnie tak, jak się przez nią przechodzi – etapowo. Ale dla ciebie Power nie jest przecież zakończeniem.

Jann: Eren jest ciekawą piosenką, moją ulubioną piosenką z całej płyty. Też jest o powerze, o takiej sile, która siedzi gdzieś w środku. Każdy z tych utworów jest dla mnie jakimś innym „powerem”, czymś w nas zakorzenionym i czego nawet czasami się boimy. Jak w przypadku tej piosenki – że kogoś skrzywdzimy. Ta siła, która w nas siedzi, trochę nas przeraża, więc to jednocześnie siła i słabość. Power of Weakness.

Jann – Power – odsłuch albumu

Jann jest już po swoim pełnoprawnym debiucie, a EP-ka Power otworzyła mu drogę do kariery. W naszej rozmowie artysta opowiedział o swoim własnym powerze oraz zdradził, kiedy właściwie zaczął tworzyć sztukę. Zobacz także Snoop Dogg podbija stawkę dla zwijacza blantów: „To przez inflację” Serwisy aukcyjne lada moment pękną w szwach. Quebonafide na sprzedaż Dawid Podsiadło […]

Wiemy, gdzie są najlepsze koncerty. Sprawdź!

Biletomat.pl
20 PLN
Jak kupić bilet?

Po kliknięciu "Kup bilet" przeniesiesz się do strony internetowej oficjalnego dystrybutora biletów i na jego stronie dokonasz zakupu.

Bezpieczne zakupy u oficjalnych dystrybutorów

Zakup biletu odbywa się na stronie oficjalnego dystrybutora biletów. Pamiętaj o tym, że jeżeli miejsca są numerowane, a bilety sprzedaje kilka firm, to każda z nich udostępnia inną pulę miejsc do wyboru.

Polub Rytmy.pl na Facebooku:

Sprawdź także

Imprezy blisko Ciebie w Tango App →