Rap w 2k20, czyli jak wygląda hip-hop z wkładką


02 października 2020

Podziel się newsem:

Na polskiej scenie hip-hopowej miejsca jest sporawo, a na pewno wystarczająco, by nowi uczestnicy rap gry zadomowili się na tej szachownicy. Młody Borek oraz młody Fifi nie są już tacy młodzi, a przynajmniej nie w znaczeniu nazwisk, które dopiero co się pojawiły. Szukamy więc nowych i mamy już parę typów, które wkrótce mogą mocno zamieszać.

Rap dla wszystkich?

Skoro rap, to na pewno młodzi, a do tego wariaci. Kto inny ma tyle odwagi, żeby brać się za składanie rymów, kręcenie sampli i wychodzeniem ze swymi wierszami do ludzi? Uwaga, bo komuś to się może nie spodobać. Ktoś może zmieszać cię z błotem. Ktoś może rozpętać shitstorm w Internecie. Dużo odwagi trzeba, by dokonać takiej artystycznej ekspozycji, to jasne, tylko powiedzmy sobie szczerze: ile jest do stracenia, a ile do zyskania? W podziemiu fajnie jest, lecz apetyt rośnie w miarę jedzenia i już pięciu ziomków, którzy krzyczą pod sceną w piwnicy lokalu wujka kuzynki twojej kumpeli z klasy, nakręca na więcej. Nie, że to parcie na szkło – raczej normalnie rozumiany rozwój i naturalna kolej rzeczy. Najpierw małe sceny, później duże sceny. Gdy jesteś głodny, nie najesz się cheesem z maczka, tylko wjedzie powiększony zestaw i to jest zupełnie ok.

rap Prometh
Prometh

Środowisko hip-hopowe wydaje mi się działać na zasadzie ograniczonego zaufania. Z jednej strony turbo otwarte, z drugiej – niemal ekskluzywne, jak kluby, w których obowiązuje selekcja. Nie było cię na Ślizgu, więc nie mamy o czym gadać. Można za to się pchać. Rap-gra nie należy do czystych rozgrywek, wszystkie chwyty są tam dozwolone, począwszy od używania łokci i kolan, aż po soczyste punch-line’y. A te machlojki pod parasolem sztuki, bo soczyste beefy przecież pięknie hulają na głośnikach. Nawet, jeśli mają już z dziesięć lat i wszystko w nich to dawno i nieprawda. Podsumowując – jeśli masz zajawkę, to rób to dalej. Dla zabawy, dla siebie. Może wkrótce zaczniesz to robić też dla innych.

rap Lackluster
Lackluster

Młodzi gniewni (?)

Młode towarzystwo na dobre rozsiadło się w loży dla vipów, bo kto obecnie robi takie liczby jak Mata? Ten rozmemłany styl, nawijka jak po wyczołganiu się z wyra o trzynastej, czy cały koncept zwrotki osnuty na butach – ale nie żadnych jordanach, reebokach, czy innych adidasach, a na sandałach no name – lubimy to. Tak samo jak sympatycznego Janka-Rapowanie, wciąż z vibe’em gościa z przedostatniej ławki w naszej klasie, czy OKI’ego, którego podejrzewam o jakieś prywatne zatargi z Eminemem i – może, w przyszłości? – próbę zmierzenia się z jego rekordem słów na sekundę. Oprócz nich są też oczywiście inni, Schafter, bawiący się formą Kacperczyk, Gverilla. A nieco dalej, funkcjonując gdzieś w drugim obiegu są oni – raperzy, którzy produkują fun.

rap ukeboy
ukeboy

Prometh – on i jego ego

Gość ewidentnie bawi się z koncepcją, śmigając sobie swobodnie po powierzchni rapu i alternatywy. Ani w jedną, ani w drugą stronę nie jest mu bliżej, lecz wyrośliśmy już z szufladkowania – niech sobie Prometh rb z muzyką absolutnie, co tylko chce. Do tej pory na streamingach krąży parę jego kawałków (cały album mishmash póki co jest dostępny na badcampie artysty) w tym całkowity banger ta piosenka nie jest smutna. I bum, ponad 200k odsłon na Spotify, kiedy reszta numerów (poza featem ze Zdechłym Osą i MŁODYM DZBANEM) nie ma nawet 35 tysięcy odtworzeń. Totalne marnotrawstwo: utwory Prometha bujają idealnie, stopa chodzi niezależnie od głowy, wszystko w swoim rytmie. Siądzie na słuchawkach, siądzie na imprezie z ziomkami, siądzie na siedzianym spotkaniu z plotkami, planszówkami i piwkiem w tle. P jak Prometh – do zapamiętania.

Prometh – ta piosenka nie jest smutna

Lackluster – będzie grać, bo lubi

Jeden singiel, a ja przypominam stary dowcip: mamo, schowaj odkurzacz, bo Lackluster pozamiatał. Kolejny młody artysta, który kręci się między hip-hopem a alternatywą. Przy tym: nie zachowuje się jak dziecko, które zgubiło mamę między alejkami w supermarkecie, a całkiem świadomie brnie sobie w te różne muzyczne wpływy. Tu po pas, tam po szyję, dzięki czemu dostajemy przyjemniutki singiel o mocno letnim zabarwieniu, bez żadnych przeciwskazań, by słuchać go także poza sezonem na krótkie rękawki. Jeśli ktoś tęskni za wakacjami, Portret pomoże mu do nich wrócić i raz jeszcze odetchnąć chillującym vibe’em rozbijania się po mieście o 22, kiedy jeszcze było jasno. Na singlu oprócz wyluzowanego wokalu Lacklustera słyszymy wstawki od Nostalg1i oraz saksofonowy popis Kuby Więcka, co razem daje, ni mniej, ni więcej, jak absolutny hit – na więcej niż jeden sezon. Ja będę wracać, jak do ulubionego serialu.

Lackluster – Portret

ukeboy z innej galaktyki

Już nie debiutant, bo na koncie ma dwa albumy, lecz przeszedł bokiem i nie narobił specjalnego medialnego szumu. Stylistycznie znowu misz-masz, ukeboy, cytując Holaka, zmienia się jak Bowie, ale nie z albumu na album, a z tracku na track. Raz ma znudzoną nawijkę a’la Taco Hemingway z Trójkąta Warszawskiego skrzyżowany z Meek Oh Why’em, a raz śpiewa tęsknie, rzewnie i podobnie do siebie samego. Robi rzeczy quasi-rapowe, więc mocno wpisuje się w estetykę miłościwie panujących nam trendów, lecz zdaje się działać w tym prawie od niechcenia. Nonszalancja, ale nie lekceważenie, podejście z wzruszeniem ramion, lecz jakąś wewnętrzną siłą. Pozycja obowiązkowa dla łowców nowych brzmień.

ukeboy – Andy Warhol

Rap w nowym stylu

Kiedyś kręciło się nosem na autotune’a, dziś jesteśmy z nim zaprzyjaźnieni. Ci, którzy wiernie trzymają się starej szkoły hip-hopu być może również będą potrzebowali trochę czasu, by przekonać się do pomysłów nowych artystów, ale spokojnie. Oni są i będą, bo grają – przede wszytskim dla siebie.

Na polskiej scenie hip-hopowej miejsca jest sporawo, a na pewno wystarczająco, by nowi uczestnicy rap gry zadomowili się na tej szachownicy. Młody Borek oraz młody Fifi nie są już tacy młodzi, a przynajmniej nie w znaczeniu nazwisk, które dopiero co się pojawiły. Szukamy więc nowych i mamy już parę typów, które wkrótce mogą mocno zamieszać. […]

Kup Bilet Otwarty na dowolny koncert

Biletomat.pl
50-500 PLN
Jak kupić bilet?

Po kliknięciu "Kup bilet" przeniesiesz się do strony internetowej oficjalnego dystrybutora biletów i na jego stronie dokonasz zakupu.

Bezpieczne zakupy u oficjalnych dystrybutorów

Zakup biletu odbywa się na stronie oficjalnego dystrybutora biletów. Pamiętaj o tym, że jeżeli miejsca są numerowane, a bilety sprzedaje kilka firm, to każda z nich udostępnia inną pulę miejsc do wyboru.

Polub Rytmy.pl na Facebooku:

Sprawdź także


Imprezy blisko Ciebie w Tango App →