fot. materiały prasowe

Quebonafide w Katowicach: bardziej koncert hip-hopowy czy performance artystyczny? [relacja]


22 kwietnia 2022

Podziel się newsem:

21 kwietnia w katowickim Międzynarodowym Centrum Kongresowym odbyło się otwarcie Psycho Relations, czyli ostatniej trasy, którą raper z Ciechanowa zagra jako Quebonafide. Sprawdź, jak się bawiliśmy.

W atmosferze wyczekiwania

Otwarcie bram zaplanowano na godzinę 18:00, a wyjście gwiazdy wieczoru na 20:00. Między 18:00 a 19:00 pod Międzynarodowym Centrum Kongresowym kręciły się już nieregularne grupki młodych ludzi – ich wygląd w przeważającej mierze przywodził na myśl wiek licealny, gdzieniegdzie można było spotkać nieco starsze osoby. Nie wszyscy zdecydowali się od razu na zajęcie miejsca w kolejce do wejścia na event. Sporo ekip po prostu siedziało na schodkach prowadzących do miejsca wydarzenia, wspólnie odczekując czas pozostały do rozpoczęcia koncertu. Dzięki temu, jeśli ktoś postanowił wejść do budynku od razu, to nie musiał długo czekać na swój wstęp – kolejka nie była zatłoczona. Czego nie można powiedzieć o wnętrzu miejsca wydarzenia.

W środku znajdowało się stoisko, w którym sprzedawano specjalny merch dedykowany trasie koncertowej. Można było odnieść wrażenie, że wszyscy lub niemal wszyscy spośród tych, którzy już weszli do środka, są nim zainteresowani, tak długi korowód prowadził do sprzedawców ubrań. Podobnie sprawy się miały z kolejkami do stoisk z alkoholem czy jedzeniem – jeśli ktoś chciał sobie coś kupić, musiał uzbroić się w cierpliwość.

To wszystko działo się na korytarzu Międzynarodowego Centrum Kongresowego, a przecież najważniejszym punktem programu była przestronna sala, w której miał odbyć się koncert. Mimo wczesnej godziny widownia była już sporych rozmiarów. W tym pomieszczeniu było ciemno, oświetlały je tylko dwie ogromne lampy emitujące niebieskie światło. W ruch poszły także urządzenia produkujące dym. Ilość ludzi oczekujących Quebo zachęciła i mnie do ustawienia się wśród publiczności – obawiałam się, że jeśli przyjdę tu później, to będę zmuszona stać z tyłu przez cały koncert. W oczekiwaniu upłynęło mi lekko ponad pół godziny, podczas której gwar rozmów przerywały tylko dochodzące ze sceny dźwięki pianina oraz popularne piosenki śpiewane przez osoby z widowni.

Taconafide wciąż silne

Quebo spóźnił się zaledwie kilkanaście minut. Wyszedł na scenę jako karykatura swojej osoby – na twarzy miał charakterystyczną chustę z przerysowanym wizerunkiem Quebonafide. Start tracklisty wieczoru bez zaskoczeń – wybrał utwór ROMANTICPSYCHO, otwarcie jego najnowszej płyty. Nie znajdował się jednak w centralnym miejscu sceny – to zajmowała… kukła na sznurkach przywodząca na myśl alter-ego rapera, tego nieśmiałego gościa, w którego się wcielał przed premierą ostatniego albumu. Ktoś znajdujący się nad sceną musiał z góry poruszać tą marionetką, a raper kręcił się wokół niej, cały czas z zakrytą twarzą.

Drugim granym przez niego kawałkiem był hit SZUBIENICAPESTYCYDYBROŃ, po którym to kawałku… kukła imitująca Quebo okazała się człowiekiem. Postać zdjęła swoje przebranie, zdjęła przyczepione do nóg i rąk sznurki, a jeden z nich pozostawiła sobie na szyi, przez co przypominała wisielca. Miała na twarzy identyczną chustę co prawdziwy Grabowski, tę z jego przerysowanym wizerunkiem. Nie tylko okazała się człowiekiem – była również hypemanem rapera. Wspólnie zagrali kawałek TEEN KASIA. Następnie między dwojgiem Quebonafide doszło do spięcia. Kłótnia wyglądała tak, jakby raper miał coś do zarzucenia samemu sobie. Wyzywał swoje alter-ego od tchórzy, miała miejsce fizyczna przepychanka.

Po tym elemencie performance’u przyszedł czas na utwór Tamagotchi z płyty Soma 0,5 mg nagranej razem z Taco Hemingwayem. Po powolnych, nastrojowych kawałkach, przez które klimat wieczoru był dotychczas dość specyficzny, przyszedł czas na prawdziwy koncertowy ogień. Chyba nikogo nie zdziwi, jeśli napiszę, że publika była takim doborem tracklisty zachwycona – c’mon, przecież ten kawałek opiewa na ponad 100 milionów wyświetleń na YouTube. To chyba znaczy, że ludzie go lubią. Ich entuzjazm nie został ugaszony, ponieważ po Tamagotchi przyszedł czas na równie uwielbiane 8 kobiet, które cieszyło się tak samo pozytywnym odbiorem.

Quebonafide w strugach deszczu

Dalej miał miejsce kolejny zagadkowy element, z tych które skłaniają mnie do zdania, że wczorajszy koncert był nie tylko standardową w hip-hopie promocją nowej płyty, ale także swojego rodzaju artystycznym performansem, którego zamysł pozostaje dla mnie niezrozumiały. Skończyła się muzyka, zamiast niej wyemitowano przerażający dźwięk przywodzący na myśl stare horrory. Gwiazda wieczoru uklękła na kolanach, po czym podeszło do niej trzech mężczyzn, którzy założyli na nią… różową plastikową folię. I co autor mógł mieć na myśli?

Powrotów do nieco starszych hitów autorstwa Quebo nie mogło zabraknąć, podobnie jak przypomnienia, że znajdujemy się na trasie promującej jego najnowszy materiał. Tak więc dalej przyszedł czas na pochodzące z niego PRZYTOBIE. Artysta rapował nadal na kolanach, stopniowo zdejmując z siebie wspomnianą folię. Choć plastik na raperze można zaliczyć do odstępstw od normy, to jednak standardem było, że jego wygląd zmieniał się przez cały wieczór. Akurat przy kawałku PRZYTOBIE, gdy pozbył się różowego przyodziania, założył dla odmiany na ręce gruby czarny materiał, na oko również plastik, który mógłby przypominać rękawiczki, gdyby nie to, że oprócz zakrywania rąk Quebo sięgał do ziemi.

Kolejny track został zagrany niezwykle efektownie. Była to piosenka JESIEŃ, podczas której na scenie zaczął padać sztuczny deszcz. Wybrzmiewały zwrotki Natalii Szroeder, a Quebonafide kąpał się w strugach wody. Później przyszła kolej na następną dawkę abstrakcji. Na scenie znalazł się mały chłopiec, który śpiewał operową arię, choć śpiewał to dużo powiedziane – strasznie fałszował. Mimo to cała publiczność biła mu brawa. Był to zabieg najpewniej mający na celu chwilowe odwrócenie uwagi publiczności. W tym czasie artysta przemieścił się na specjalne przygotowane podium po drugiej stronie koncertowej sali. Gdy rozbłysły na tamtej stronie światła, można było dostrzec rapera grającego na keyboardzie. Nie trwało to długo, ponieważ kolejny w trackliście był Madagaskar, który Quebo wykonał na rękach swoich fanów. Przemieścił się na wspomniane podium po to, żeby wrócić na scenę główną w trakcie stage divingu.

Żadnych gości

Należy zwrócić uwagę na pierwszego i jedynego gościa zaproszonego na ten koncert. Był nim Kukon. Artysta pojawił się na scenie przy okazji kawałka Piję wódę i słucham Ich Troje, został też, by wykonać z gwiazdą wieczoru ich wspólny track z ROMANTICPSYCHO, czyli ZŁOTEGLOBY. Jego pojawienie się wywołało wśród publiczności spory entuzjazm. Artysta był ubrany w kostium z błyszczącego czarnego materiału, a na scenie pojawił się wraz z dwoma sporych rozmiarów przestrzennymi prostokątami. Najpierw siedział pod jednym z nich, potem razem z Quebo weszli na owe bryły i z nich rapowali.

Po ich wspólnym wykonie scenę przejęły chórzystki. Śpiewały utwór, który również mógł przywieść na myśl operę, robiły to jednak znacznie lepiej niż wspomniany wcześniej mały chłopiec. Słychać było, że są utalentowane w swojej dziedzinie. Żeby było ciekawiej, wszystkie trzy były przebrane za postacie z anime. Ich śpiew płynnie przeszedł w track Half dead, a my tym samym zbliżamy się nieubłaganie do drugiej połowy koncertu, w której to działo się więcej niż w pierwszej. Ciechanowianin zmienił nieco dotychczasowy bieg tracklisty – zagrał więcej starych kawałków, jak i również… te dotąd niepublikowane, tzw. materiał przedpremierowy. Zaczęło się nostalgicznie – od kawałków Half dead i C’est la vie pochodzących ze starszych albumów Quebo, po których przyszedł czas na nowości od artysty.

Nastrojowe zakończenie

W pierwszym z zagranych przez niego przedpremierowych tracków szczególnie zapada w pamięć wers kiedyś byłeś spontaniczny, który to został zarapowany aż kilkukrotnie. Nie zagrał całego kawałka, a jedynie kilka zwrotek, z których na pierwszy plan wybija się wspomniana – Quebonafide kładł na nią szczególny nacisk. Po tym krótkim sneak peaku z nowego projektu twórca zagrał GAZPROM oraz TOKYO2020 – na kolejną porcję nowości nie musieliśmy czekać długo.

Drugi przedpremierowy numer nie był solowym materiałem rapera, zawierał featuring. Nie jest łatwo zidentyfikować, kto konkretnie dograł mu się w tym kawałku, flow wykonawcy przywodziło jednak na myśl Ralpha Kamińskiego. I nie tylko flow – całość utworu była utrzymana w alt-popowych klimatach, dobrze znanych z twórczości wokalisty. Jeśli więc to nie Ralph udziela się tam gościnnie, to twórca z bliźniaczo podobnym głosem i stylistyką. Quebo na moment odbił od nowości, zagrał ASPARTAM, PAPUGĘ oraz BUBBLETEA. Wrócił do nich jednak ponownie – rapując trzeci i ostatni kawałek, którego nikt z publiczności wcześniej nie słyszał, zapowiedział, że „na następnym koncercie zagra go z chórem gospel”. Tego nie wiemy, jesteśmy jednak niezwykle ciekawi, co po tak wyróżniającym się koncercie twórca skroi swoim fanom w kolejnych przystankach z trasy Psycho Relations.

Wraz ze zbliżaniem się końca koncertu robiło się coraz bardziej dyskretnie i kameralnie. Artysta wyszedł na sam przód sceny i usiadł na podłodze. W takiej pozycji zagrał CZŁOWIEKAZKSIĘŻYCA oraz TOWSZYSTKOBYŁODLACIEBIE. Po masie bardzo intensywnych koncertowych doznań to zakończenie było idealnym sposobem na ostudzenie atmosfery i wprowadzenie wyjątkowego klimatu. Quebo podziękował swojej widowni za wyjątkowy wieczór, po czym znikł ze sceny, ale tylko na moment – wrócił, gdy publiczność poprosiła go o bis. Zagrał raz jeszcze numer SZUBIENICAPESTYCYDYBROŃ. Tym samym event w katowickim Międzynarodowym Centrum Kongresowym dobiegł końca, a fani zostali z całym mnóstwem wrażeń, przemyśleń oraz wachlarzem intensywnych doznań.

Quebonafide w Katowicach: bardziej koncert hip-hopowy czy performance artystyczny? [relacja]
fot. Itokyl

Przeczytaj także: Krzysztof w piątek: koniec Quebonafide, czyli duża ciekawość bez zaskoczenia

21 kwietnia w katowickim Międzynarodowym Centrum Kongresowym odbyło się otwarcie Psycho Relations, czyli ostatniej trasy, którą raper z Ciechanowa zagra jako Quebonafide. Sprawdź, jak się bawiliśmy. Zobacz także Beefy między raperami są przereklamowane. KęKę dissuje producenta samochodów „Wiedźmin: Rodowód krwi” jak na razie zapowiada się tragicznie Czy KęKę nagrywałby disco-polo? Pewnie, że by nagrał W […]

BILETY NA KIZO "OSTATNI TANIEC" TOUR!

Biletomat.pl
69 PLN
Jak kupić bilet?

Po kliknięciu "Kup bilet" przeniesiesz się do strony internetowej oficjalnego dystrybutora biletów i na jego stronie dokonasz zakupu.

Bezpieczne zakupy u oficjalnych dystrybutorów

Zakup biletu odbywa się na stronie oficjalnego dystrybutora biletów. Pamiętaj o tym, że jeżeli miejsca są numerowane, a bilety sprzedaje kilka firm, to każda z nich udostępnia inną pulę miejsc do wyboru.

Polub Rytmy.pl na Facebooku:

Sprawdź także

Imprezy blisko Ciebie w Tango App →