Przestań oglądać lyric video – te kanały na YT okradają Twój ulubiony k-popowy zespół


30 września 2020

Podziel się newsem:

Polub Rytmy.pl na Facebooku:

Lyric video od zawsze cieszyły się popularnością w k-popowym fandomie. Wydają się być czymś pożytecznym – pozwalają zrozumieć tekst i poznać wymowę koreańskich słów. Jednak w rzeczywistości są maszynką do wyciągania pieniędzy z kieszeni artystów. Sprawdźcie, jak to możliwe.

Lyric video – od fanów dla fanów pieniędzy

Lyric video mają szczególne znaczenie dla fanów k-popu. Zawierają nie tylko tłumaczenie tekstu, ale też koreańskie słowa po romanizacji, czyli zapisane alfabetem łacińskim. Dzięki temu zaśpiewanie piosenek jest łatwiejsze dla fanów zza oceanu.

Dodatkowo k-popowe lyric video są najczęściej przygotowane w wersji z kodem kolorystycznym, w których podświetla się zdjęcie wokalisty lub rapera wykonywującego dany fragment piosenki. To pozwala zapoznać się nowym fanom z imionami i głosami muzyków wchodzących w skład, często bardzo licznych, grup.

Tego typu filmiki są też świetne do odsłuchiwania piosenek w tle, bo mają wycięte intra, outra i inne fragmenty teledysków, które stają się irytujące przy wielokrotnym odtwarzaniu tego samego kawałka. To wszystko sprawia, że lyric video są szalenie popularne, osiągając na YouTube miliony odsłon. Zdarza się, że ich zasięgi są większe niż oryginalnych utworów.

Tak stało się z piosenką Ma City BTS. Utwór na oficjalnym kanale ma 1,6 mln odsłon, a fanowskie lyric video prawie 6 mln. Gdzie są duże zasięgi, tam są pieniądze. Jednak artyści i wytwórnie, mają prawa autorskie do swoich piosenek, więc powinni być zabezpieczeni, prawda? Okazuje się, że nie jest to oczywiste.

Jak oszukać YouTube’a i zarabiać miliony?

Rozważmy hipotetyczną sytuacją. Tworzysz filmik na YT i korzystasz z popularnej piosenki. Monetyzujesz swoje dzieło, pozwalając by wyświetlały się na nim reklamy. W końcu, wykonałeś pracę i chcesz zarobić. Błąd. System YouTube’a rozpozna utwór, a zysk z reklam nie trafi do Ciebie, a do twórcy piosenki, którą wykorzystałeś. Algorytm portalu nie jest jednak idealny i jest sposób, żeby sobie z tym poradzić.

Powiedzmy, że wykorzystałeś dwie piosenki w swoim filmiku. YouTube dzieli zysk z wyświetlanych reklam i pieniądze trafiają do obu wykonawców. To jest właśnie luka w systemie, dzięki której kanały lyric video mogą przesypywać dolary z portfeli k-popowych wytwórni do swoich kieszeni. Wystarczy do filmiku wstawić outro – kilkudziesięciosekundową piosenkę, do której to Ty masz prawa autorskie. Piosenka nie musi być dobra, ani popularna. Nie musisz być nawet jej autorem, wystarczy, że kupisz do niej prawa autorskie. Krótki dżingiel możesz zamówić na Fiverr za kilkanaście dolarów. To wystarczy, żeby algorytm YouTube uznał Twoje prawa do połowy zysków reklam osiąganych dzięki wykorzystaniu piosenek BTS, BlackPink, czy Stray Kids.

Ile można zarobić w ten sposób? Sprawdźmy jeden z największych kanałów lyric video, stosujący tę metodę – Zaty Farhani. Obecnie ma on prawie pół miliona subskrybentów i ponad tysiąc wgranych filmików, które obejrzano około 400 mln razy. Według estymacji Social Blade kanał może przynosić nawet 1,2 mln dolarów rocznie.

Fani k-popu – adwokaci diabła

K-popowy fandom zdaje się być nieświadomych problemu. Owszem, często można natknąć się na posty w social mediach, w których fani przestrzegają się przed oglądaniem lyric video w dniu premiery piosenki. Wszystko po to, żeby comeback ich ulubionego zespołu zyskał jak największy zasięg.

Kwestia praw autorskich i zysków, często jednak umyka ich uwadze. Zdarza się, że fani wręcz stają w obronie twórców problematycznych filmików, twierdząc, że należy im się zapłata za pracę. W końcu stworzenie lyric video zabiera czas, a jednocześnie jest pożyteczne dla fandomu. Warto się jednak zastanowić, czy takie wynagrodzenie jest uczciwe.

Ile czasu zajmuje stworzenie lyric video? Filmiki z tekstem pojawiają się na YouTube nawet w kilkadziesiąt minut po premierze piosenki. Wniosek nasuwa się sam – nie jest to pracochłonny proces. Wystarczy wrzucić dostarczony przez wytwórnię tekst, zdjęcia i muzykę do szablonu, a tłumaczeniem nawet nie trzeba zawracać sobie głowy, bo są już dodane do oryginalnego teledysku. Na drugiej szali mamy skomponowanie piosenki, nagranie jej, postprodukcję, stworzenie choreografii, nagranie teledysku, pracę koncepcyjną i milion innych czynności, których nie jesteśmy nawet świadomi. Ten proces zajmuje miesiące i wymaga sztabu ludzi. Czy połowa zysku jest więc uczciwą zapłatą za stworzenie filmiku, gdzie autorski jest tylko szablon?

Nie każde lyric video jest złe

Trzeba jednak podkreślić, że nie każdy kanał lyric video działa nieuczciwie. Wielu twórców tłumaczeń robi to z czystej pasji, nie czerpiąc żadnych zysków ze swojej pracy. Filmiki z tekstem piosenki same w sobie również nie są złe. Mają wartość edukacyjną – ucząc języka, czy ułatwiając poznanie zespołu. Warto je oglądać, ale warto też upewnić się czy twórca lyric video działa uczciwie. Można to łatwo sprawdzić, rozwijając na YouTube opis filmu, poprzez kliknięcie Pokaż więcej. W sekcji Muzyka w tym filmie możesz zobaczyć do kogo trafiają zyski z reklam. Jeśli widzisz tam wymienionego kogoś poza muzykiem, którego właśnie słuchasz, poszukaj innego kanału lyric video.

Lyric video od zawsze cieszyły się popularnością w k-popowym fandomie. Wydają się być czymś pożytecznym – pozwalają zrozumieć tekst i poznać wymowę koreańskich słów. Jednak w rzeczywistości są maszynką do wyciągania pieniędzy z kieszeni artystów. Sprawdźcie, jak to możliwe. Lyric video – od fanów dla fanów pieniędzy Lyric video mają szczególne znaczenie dla fanów k-popu. […]

Podziel się newsem:

Polub Rytmy.pl na Facebooku:

Sprawdź także

Kup Bilet Otwarty na dowolny koncert

Biletomat.pl
50-500 PLN
Jak kupić bilet?

Po kliknięciu "Kup bilet" przeniesiesz się do strony internetowej oficjalnego dystrybutora biletów i na jego stronie dokonasz zakupu.

Bezpieczne zakupy u oficjalnych dystrybutorów

Zakup biletu odbywa się na stronie oficjalnego dystrybutora biletów. Pamiętaj o tym, że jeżeli miejsca są numerowane, a bilety sprzedaje kilka firm, to każda z nich udostępnia inną pulę miejsc do wyboru.