fot. Katarzyna Mieszawska

Wakacyjno-muzyczny relaks – relacja z Edison Festival


27 lipca 2021

Obserwuj nas na instagramie:

Edison Festival – Taste The Music już za nami. W zeszły weekend w Baranowie pod Poznaniem odbył się muzyczny festiwal, który z jednej strony pozostawił mnie z masą dobrych wspomnień, ale i niestety – z lekką dozą niesmaku.

Edison Festival – Taste The Music, czyli sielanka nad jeziorem

Zacznę od tego, że event odbywa się w bardzo przyjemnym miejscu, które umożliwia udział w imprezie zarówno lokalsom, zamieszkującym wszystkie okoliczne sypialnie Poznania, jak i zajawkowiczom ze stolicy Wielkopolski. Dojazd da się ogarnąć – chociaż z nocnymi liniami różnie bywa – a krajobraz, czyli lasy i jezioro, wprowadzają mocny klimat wakacyjnego odpoczynku. Właśnie – wakacyjnego, a nie festiwalowego. Czy to minus? Nie powiedziałabym, bo wydarzenia muzyczne o takim profilu też są potrzebne. Edison Festival to impreza stojąca między dużymi eventami a rodzinnymi festynami.

Zdecydowanie bardziej czułam ten lekki, beztroski vibe letniego urlopu niż przeładowanie się bodźcami jak na wielkich festiwalach. Jednocześnie nie była to też aura wydarzenia pokroju warszawskiego Co jest grane, a już tym bardziej nie familijnego pikniku. Gdybym miała znaleźć odpowiedni ekwiwalent, porównałabym Edisona do Lekko Festiwal, na którym miałam okazję być prywatnie i tam też sieknął mnie podobny nastrój, będący idealnie gdzieś po środku.

Jakieś ogródki działkowe, skrzypiący pomost kołyszący się przy każdym kroku, dzieci w różnym wieku jedzące watę cukrową, własna ekipa, różna muzyka, bo i taka, do której chce się wyszaleć pod sceną, jak i ta, do jakiej można na luzie pokiwać się w tłumie, a do tego spokój – to chyba najlepiej oddaje ducha tej imprezy. Jest komfortowo, kontent jak najbardziej family friendly, co jednak nie oznacza, że wszystko zostało zaplanowane pod najmłodszych uczestników. Muzycznie bawiłam się przednio, a także dzięki takim niespodziewanym atrakcjom, jak kąpiel w jeziorze. Mogę polecić, zwłaszcza, że pogoda była taka, że wyschłam w trymiga.

Wianki, światełka, strefa chillu, zaplecze gastronomiczne – tutaj absolutnie nie mam nic do zarzucenia. Ba, Good Taste Production, agencja stojąca za organizacją całego wydarzenia, odwaliła kawał dobrej roboty. Zrobili bowiem festiwal, który był rodzinny, ale wciąż zachował w sobie mocny trzon wydarzenia przede wszystkim muzycznego, a nie przaśnych dożynek.

edison festival 2021
fot. Katarzyna Mieszawska

Edison Festival – Taste the Music – o koncertach słów kilka

Wiadomo, że podczas takich eventów, najważniejsza jest muzyka. To nie powinno być akurat kwestią sporną, choć oczywiście zdaję sobie sprawę, że są osoby, które idą na festiwal nie dla jednego czy drugiego wykonawcy, ale po to, żeby się bawić. Usiąść na trawce, wypić piwko, a posłuchać muzyki, to tak przy okazji.

Line-up Edison Festival był tak skonstruowany, że i ci nastawieni stricte na koncerty, jak i ci, którzy wybrali się do Baranowa odpocząć, mogli być zadowoleni. Estetyka zaproszonych artystów to spory przestrzał – grał tam i dziwaczny król, i popularny Kwiat Jabłoni, i przesłodka sanah, i indie rockowy Terrific Sunday. Słowem: entuzjaści polskiej alternatywy mieli intensywne dwa dni, a cała reszta mogła posłuchać przekroju tego, co puszcza się w Radio Zet i Radio 357.

edison festival 2021
fot. Katarzyna Mieszawska

Większość artystów występujących podczas festiwalu już słyszałam, niektórych nawet po kilka razy, lecz w niczym to nie przeszkadzało. Ze względu na sporą ilość występów, na terenie Edisona postawiono dwie sceny – Forrest Stage oraz Main Stage. Zamysł dobry, lecz z uwagi na ograniczony czas, żeby z koncertu jednego artysty zdążyć na drugi, należało wyjść na tej ostatniej piosence. Dosłownie tak było: ktoś kończył na Forreście, ktoś inny zaczynał na Mainie. Ania Rusowicz, która przedłużyła sobie seta o bodajże dwie piosenki, spowodowała poślizg obcinając czas Ofelii, która i tak planowo grała ledwo trzydzieści minut. Egoistyczne na maksa, zarówno w stosunku do drugiej artystki, jak i jej fanów. Dość niekomfortowa była też ta bieganina na łeb, na szyję między scenami – na przyszłość organizatorzy mogliby przewidzieć przerwy, choćby i króciutkie.

Ofelia – Zakochana w bicie (Miranda)

Edison Festival zaczęłam od koncertu Swiernalisa, który na scenie jest jakby totalnie zezwięrzęcony i bardzo mu to przebranie pasuje. Była grana Drauma, Psychiczny Fitness, a także parę nowych kawałków – Myśliwy oraz Leki to pewnie będą hity przyszłego sezonu na liście Marka Niedźwieckiego. Sprawdziłam też chłopaków z zespołu BIBOBIT, którzy dali fajny, energetyczny koncert. Dalej Bartek Królik z funkowo-soulowym zacięciem i genialnym kontaktem z publicznością, a następnie Patrick The Pan, którego nareszcie mogłam usłyszeć z nieco pełniejszym setem ze świetnego albumu Miło Wszystko.

edison festival 2021
fot. Katarzyna Mieszawska

Mój pierwszy dzień imprezy zamknął Kwiat Jabłoni. W przeciągu dwóch miesięcy byłam na ich koncercie już trzeci raz i mile się zaskoczyłam, że wciąż bawiłam się tak samo dobrze. Ważne słowa padły też ze sceny od Kasi i Jacka tuż przed utworem Nie ma mnie – o tolerancji oraz równości, ale nie w sposób napompowany, tylko przyziemny. Gdyby tylko wszyscy mogli pochwalić się taką elokwencją…

Kwiat Jabłoni – Nie ma mnie

Niektórzy artyści nie powinni się odzywać

“Festiwal żenady” zaczął się następnego dnia, czyli w sobotę, wraz z występem Jana Serce. Żeby oddać duetowi sprawiedliwość – grają niczego sobie, energia na żywo jest odpowiednia, aczkolwiek instrumentaliści mają w sobie tak ze dwa razy więcej ikry od wokalisty, Aleksandra Czerkawskiego. Michał Zachariasz, który jest kompozytorem oraz producentem, ma totalny sceniczny flow, czym zostawia swego partnera daleko w tyle. Nie ma wątpliwości, kto tu jest liderem.

Sam występ był niezły, bo duet brzmi dobrze, kwestia scenicznej charyzmy to osobny, choć nie do końca przegrany wątek. Problem jednak pojawia się w momencie, kiedy kontakt z publicznością staje się nie tyle niezręczny, co wulgarny i obrzydliwy. Na wszystko jest czas i miejsce, ale rzucanie seksualnych “żarcików” było zachowaniem ultra niesmacznym.

Zapraszamy na naszego Instagrama. Są tam nasze nagie fotki, możemy sobie powysyłać

Powiedział Aleksander Czerkawski, co totalnie wyłączyło mnie z pozytywnego odbioru ich muzyki. Dalej zadaję sobie pytanie, jak takie coś mogło w ogóle przejść mu przez gardło, bo to nie jest nawet poziom kabaretowej chałtury. Szczerze liczę, że to zachowanie pociągnie ze sobą konsekwencje. Mnie to uraziło, a pragnę zaznaczyć, że na tym koncercie były dzieci i one zdecydowanie nie powinny słyszeć tego rodzaju zaczepek.

Jan Serce – Palmy w środku miasta

Wracając do miłych rzeczy – udany, choć bardzo krótki był set Ofelii, na której drugą płytę czekam z niecierpliwością. Tutaj zdecydowanie kryje się ogromny potencjał, również koncertowy. Król zaprezentował się również nienagannie – czy może raczej nagannie, bo jego występy wydaje mi się, że należy rozpatrywać w negatywie. W każdym razie, ten występ to na pewno ścisła topka całego Edison Festival. Gość funkcjonuje w jakimś swoim prywatnym uniwersum i naprawdę chciałabym móc trafić tam razem z nim. Sanah to bajka, ale na pewno nie moja. Pierwsze rzędy szalały, ludzie z tyłu też bawili się wyśmienicie, później jeszcze przez piętnaście minut najmłodsi skandowali jej imię. Muszę jej oddać to, że noga mi chodziła, chcąc nie chcąc. Ostatecznie wrażenia miałam pozytywne po vibe’owaniu do jednej jedynej etc. na disco i śpiewaniu z ziomkami “twe dłonie jak konwalie (…)”. Finał wieczoru zapewnił Artur Rojek i cóż mogę rzec – to był świetny koncert, energetyczny z naprawdę bogatą setlistą. Niespodzianką okazał się bis w postaci dawno niegranego utworu Peggy Brown w mocnej, rockowej aranżacji. Jeśli ktoś by wątpił – Rojek to naprawdę jest postać.

Myslovitz – Peggy Brown

Edison Festival – Taste The Music – podsumowanie

Właściwie sądzę, że z tej gawędy płyną w dużej mierze same pozytywne odczucia, pomijając oczywiście jedną kwestię, którą wolałabym się już więcej nie zajmować. Edison Festival zagrał ładnie, satysfakcjonująco, a moje zmęczenie po dwóch dniach niech posłuży za całkowitą rekomendację. Po weekendzie prawie zwątpiłam w swoje siły i aż boję się wyglądać sierpnia, który przyniesie kolejne muzyczne wojaże. Zmarnowanie jednak przejdzie, wspominki zostaną. W następnym roku też bym się wybrała, ale tym razem już będę pamiętać, żeby wziąć ze sobą strój kąpielowy.

Zobaczcie fotorelację z Edison Festival 2021 w obiektywie Katarzyny Mieszawskiej

Edison Festival – Taste The Music już za nami. W zeszły weekend w Baranowie pod Poznaniem odbył się muzyczny festiwal, który z jednej strony pozostawił mnie z masą dobrych wspomnień, ale i niestety – z lekką dozą niesmaku. Zobacz także Co obejrzeć po „Reniferku”? Te seriale powinny wam się spodobać Początki polskiego rapu: pierwsze kasety, […]

Obserwuj nas na instagramie:


Imprezy blisko Ciebie w Tango App →