fot. Zuza Krajewska

Muzyczna metamorfoza Natalii Szroeder – recenzja albumu „Pogłos”


04 listopada 2021

Obserwuj nas na instagramie:

Nowy album Natalii Szroeder to najpiękniejsza muzyczna metamorfoza, jaką zaobserwowałam na polskiej scenie w ostatnich latach, a która pozwala nam poznać popularną wokalistkę na nowo. Sprawdźcie, co kryje w sobie Pogłos!

Natalia Szroeder jest w końcu tam, gdzie być powinna

W jednym z wywiadów z Natalią Szroeder Kuba Wojewódzki stwierdził, że dotąd nie za bardzo było wiadomo, gdzie jest jej miejsce na scenie muzycznej. Niby każdy w Polsce znał jej nazwisko, jednak nikt za bardzo nie wiedział, do czego je przypasować. Przez długi czas stawiano je po prostu obok innych nazwisk – najpierw Libera, a potem Quebonafide. Ten stan rzeczy powinien się jednak zaraz zmienić, bowiem Pogłos to świadoma wypowiedź dojrzałej artystki, która wraz z jego premierą wyraźnie zaznacza swoją przestrzeń na polskiej scenie muzycznej.

Zanim Natalia rozpoczęła nowy rozdział w swojej karierze, stanowczo odcięła sznurki, którymi do tej pory nią sterowano. Chyba nie trzeba podkreślać faktu, jak bardzo wyszło jej to na dobre. To zawsze wychodzi na dobre. W tym przypadku z małej, błądzącej po omacku dziewczyny, Natalia Szroeder przeobraża się w dojrzałą wokalistkę, która stawia na swoim i dokładnie wie, czego chce, co bardzo wyraźnie wybrzmiewa na jej najnowszym albumie Pogłos.

Natalia Szroeder Pogłos album recenzja
Natalia Szroeder – Pogłos, okładka albumu

Natalia Szroeder przekracza emocjonalne granice

Niezwykle trudno przychodzi mi pisanie o takich płytach, bo ich odsłuch za każdym razem wiąże się z bardzo osobistymi emocjami, a te z kolei nie pozwalają zachować profesjonalizmu i jakiejkolwiek obiektywności, o ile o tym ostatnim w ogóle powinno się mówić w przypadku recenzji. Natalia Szroeder na swojej nowej płycie otwiera przed nami swój intymny pamiętnik i sprawia, że zamiast pisać ten artykuł mam ochotę zapisać kolejną stronę własnego pamiętnika.

Pogłos to taki album, którego słuchając, czuję, jakbym została zaproszona do mieszkania autorki, z czym wiąże się dość dziwne, mieszane uczucie. Z jednej strony to miłe, że ktoś zaprasza cię do tak intymnej przestrzeni, jednak z drugiej czujesz, że chyba jednak nie powinno cię tu być. Niby chcesz poznać tę historię, ale może jednak bez wchodzenia w szczegóły, żeby nie przekroczyć pewnej umownej granicy.

Przed odsłuchem drugiego albumu Natalii Szroeder trzeba się zatem obudować w grubszą skórę, bo Pogłos to absolutne wchodzenie w szczegóły i rozkładanie na czynniki pierwsze – przeszłości, własnych przeżyć, uczuć, doświadczeń i relacji. To konfrontacja dzisiejszej Natalii z tą Natalią sprzed pięciu lat. Zrzucanie celebryckich masek i stawanie przed lustrem całkowicie obnażonym. Artystka oddaje słuchaczom siebie w wersji najbardziej subtelnej i bezbronnej, zatem bądźcie ostrożni i delikatni.

Natalia Szroeder Pogłos album recenzja
Natalia Szroeder, fot. Zuza Krajewska

Intymne spotkanie z Natalią Szroeder

Jeśli chodzi o warstwę tekstową, nie ma tu zbyt szeroko otwartej furtki interpretacyjnej. Wręcz przeciwnie. Natalia postawiła na autentyczność i precyzyjnie dobiera słowa, opowiadając nimi dokładne historie. Brak uniwersalizmu? Nie sądzę, skoro jestem w stanie utożsamić się z każdą z 11 historii opisanych na tej płycie. Raczej autentyczność, która od zawsze jest przecież najlepszym kluczem do sukcesu. Natalia na Pogłosie brzmi tak, jakby śpiewała tylko i wyłącznie do mnie, jakby opowiadała swoje sekrety najbliższej przyjaciółce. Z tego spotkania Natalia wychodzi lżejsza o rzeczy, które z siebie wyrzuciła, a ja z refleksją, która nie daje mi spokojnie zasnąć. I właśnie takie emocje powinny w nas zostawiać dobre albumy.

Zobacz również: Natalia Szroeder jeszcze bardziej szczera niż dotychczas

Z kolei muzycznie artystka sprawnie lawiruje na granicy przebojowości, a zupełnie intymnej niszy. Jeśli faktycznie istnieje coś takiego jak alternatywny pop to właśnie ten album jest jego urzeczywistnieniem. Nie sposób bowiem wrzucać do popowego worka takie propozycje, jak singlowe Przypływy z Ralphem Kaminskim, minimalistyczne 1-2 X, czy wspaniałe, osobiste Późne godziny, którym chciałabym poświęcić nieco większą przestrzeń tego tekstu.

Natalia Szroeder, Ralph Kaminski – Przypływy

Kominek, gramofon, lampka wina i celebracja

Nie ma się co czarować, że dziennikarz żyje w jakiejś alternatywnej rzeczywistości, a jedyne, co go otacza, to wszechobecna muzyka. Każdego wieczoru siada na podłodze przed skwierczącym kominkiem z lampką czerwonego wina, kładzie igłę na czarnym winylu i z uwagą wsłuchuje się w każdy dźwięk dobiegający z głośników. Takie momenty to wspaniała celebracja, ale zazwyczaj albumy odsłuchuję jednak w ferworze dnia codziennego – podczas zakupów, myjąc naczynia, wieszając pranie czy sprzątając. Po czym poznaję, że album jest dobry?

Słuchając po raz pierwszy Pogłosu Natalii Szroeder, wykonywałam jedną z takich codziennych czynności porządkowych. Gdy usłyszałam pierwsze dźwięki gitary w utworze Późne godziny, zatrzymałam się, rzuciłam wszystko co robię i stojąc tak, jak przysłowiowy słup soli, z ogromnym skupieniem wsłuchiwałam się w każde kolejne dźwięki tej kompozycji. Nalałam sobie lampkę wina, usiadłam na kanapie, niestety kominka i gramofonu nie mam, ale włączyłam cały album od nowa i rozpoczęłam celebrację. W takich momentach wiem, że mam do czynienia z prawdziwą sztuką. Z muzyką, która trafia w najczulsze punkty i sprawia, że absolutnie nie żal mi poświęconego jej czasu. Z albumem, który „coś” mi robi.

Natalia Szroeder Pogłos album recenzja
Natalia Szroeder, fot. Zuza Krajewska

Jesieniarska przebojowość

Nie jest jednak tak, że nowy album Natalii Szroeder to pełna smętów jesieniarska propozycja. Owszem, też, jednak w tym wszystkim nie brakuje również przebojowości, czego przedsmak dał nam już pierwszy singiel zapowiadający to wydawnictwo – Powinnam? Ten klimat znalazł swoją kontynuację w takich utworach, jak pulsujące Prosto z orientalnymi, dalekowschodnimi wstawkami, subtelnie taneczne Cukier czy Próbujmy w równym tempie, które jeśli tylko doczeka się osinglowania, z pewnością podbije radiowe listy przebojów.

Zobacz również: Natalia Szroeder rozlicza się ze swoją muzyczną przeszłością w singlu „Powinnam?”

Na tle całości intrygująco rysują się również gitarowe, rockowe Poganianki. Jednak w całej tej swojej różnorodności, Pogłos to wciąż album niezwykle spójny, który dzięki tym rozmaitym zabiegom stylistycznym utrzymuje moją uwagę na najwyższym stopniu przez całe 11 utworów.

Natalia Szroeder – Powinnam?

Pogłos nie dla Sopotu

Aż pięć lat przyszło nam czekać na nowy rozdział w karierze Natalii Szroeder, ale zdaje się… jestem pewna, że było warto. Pogłos prawdopodobnie nie podbije scen festiwali w Sopotach, Opolach czy innych mekkach polskiej piosenki, z którymi dotychczas kojarzono Natalię, jednak z pewnością zrobi sporo dobrego dla polskiej muzyki i jej odbiorcy. Nie pozostaje mi nic więcej, jak tylko mieć nadzieję, że album ten trafi do świadomych słuchaczy.

Natalia Szroeder – Początki

Nowy album Natalii Szroeder to najpiękniejsza muzyczna metamorfoza, jaką zaobserwowałam na polskiej scenie w ostatnich latach, a która pozwala nam poznać popularną wokalistkę na nowo. Sprawdźcie, co kryje w sobie Pogłos! Zobacz także Co obejrzeć po „Reniferku”? Te seriale powinny wam się spodobać Początki polskiego rapu: pierwsze kasety, dissy i nadejście Scyzoryka WROsound 2024. Zagrają […]

Obserwuj nas na instagramie:

Sprawdź także


Imprezy blisko Ciebie w Tango App →