Kadr z YouTube'a

Cichsze odwiedziny. Poznajcie mniej znane gościnki Pezeta


15 stycznia 2022

Obserwuj nas na instagramie:

Pezet, niezaprzeczalna legenda gry, ma długą listę gościnnych występów. Nie wszystkie z nich odbiły się jednak takim samym echem.

Kulisy wyboru występów

W trwającej już niemal 25 lat kariery warszawski weteran tak naprawdę nie miał ani jednego momentu, w którym jego popularność spadłaby do poziomu tak niskiego, że trzeba byłoby ją mozolnie odbudowywać. Nawet gdy przez dłuższy czas nie wypuszczał kolejnych krążków, to masa ludzi czekała na jego luźny, niezapowiadający niczego kawałek.

Nic więc dziwnego, że gościnka Pezeta była i wciąż jest jedną z rzeczy, którymi zapraszający może się chwalić w środowisku. Artystów, którym udało się go nakłonić do współpracy, jest wielu – dziś powiemy o tych zaledwie kilku utworach, które najpewniej przemknęły niezauważone przez tzw. szerokie grono słuchaczy. Celowo pominęliśmy rzeczy z początku kariery bohatera tego tekstu, jak również numery kręcące może nie setki tysięcy, ale jednak sporo wyświetleń. Zapraszamy do wędrówki po mniej znanych szlakach reprezentanta Ursynowa.

Bryndal/Eklektik – Mniej

Torunianin Bryndal był autorem jednego z najbardziej niespodziewanych featuringów lat 10. w polskim rapie. Ten kto postawiłby złotówkę na to, że wspomniany pojawi się na Muzyce współczesnej Pezeta, teraz mógłby się pluskać w basenie umiejscowionym w ogromnej wilii. Po Outro można było za to przypuszczać, że Paweł z Ursynowa pojawi się na krążku młodszego kolegi po fachu. I tak faktycznie się stało. Wydany w 2020 roku pod szyldem legendarnego labelu JuNouMi mixtape Ile trzeba było tęsknić to jedno z nowszych przegapifszy, a jego mocnym punktem pozostaje Mniej – klasyczny utwór z mantrowym, patrzącym w kierunku Nowego Jorku bitem oraz wersami zdradzającymi chęć rozerwania pętli przebodźcowania i przematerializowania. Te 100 tysięcy odtworzeń w serwisie Spotify to naprawdę mniej niż być powinno.

Franek – Jestem zły (feat. Pezet)

Można przypuszczać, że gdyby ten kawałek ukazał się nie w 2011, a 2001 roku, to znalazłby zdecydowanie więcej entuzjastów. Mamy tu przecież do czynienia ze spotkaniem trzech legend naszego rapu, czyli ówcześnie nadal aktywnego i popularnego Pezeta, stojącego nieco na uboczu, lecz nadal traktowanego z namaszczeniem DJ 600V, a także Franka ze Stereofonii, dla którego płyta Dalej była powrotem po 10 latach do środowiska. Materiał nie skupił jednak na sobie uwagi wielu osób, bo i czasy zdążyły się drastycznie zmienić, zaś słuchacz – wymienić. Wracając do samego numeru: patent na linijki dobrze wpisuje się w moment dziejowy gatunku. Słyszymy tu wyliczenie kolejnych rzeczy wprawiających raperów w gorszy nastrój. Smaczkiem jest zaś fakt, iż członek Płomienia 81 nawiązuje tutaj do kultowego Gdyby miało nie być jutra.

KaCeZet & Fundamenty – Niebyt (feat. Pezet)

Ci, którzy są na bieżąco z przemianami na polskiej scenie rapowej, wiedzą najpewniej, że jedną z ważnych postaci pomagających osiągnąć Margaret sukces w nowej stylistyce muzycznej jest KaCeZet, zawodowo producent albumu Maggie Vision, a prywatnie jej mąż. Nie wypada jednak zapominać, że lata temu wspomniany artysta mocno wyświetlał się na rynku dzięki wokalnym projektom sygnowanym jego ksywką. Jednym z nich pozostaje Dziennik Kapitana cz. 1 z 2013 roku, który został wydany pod skrzydłami Universal Music Polska. Największym hitem z tego albumu wciąż jest Mistrz!, za to Niebyt – wsparty żywym, nawiązującym do reggae podkładem – został przeoczony nawet przez fanów rapu. To nieco dziwi, ponieważ Pezet opowiedział o kulisach swojego życia rodzinnego, którego dobry rozwój wzmógł w nim niechęć do bywania. Jeśli podobny czasowo Ostatni Track potraktujemy jak pełen wątpliwości awers, to równoważy go ten rewers.

KrzyHu, Pezet, Michał Grobelny, Angelika Anozie – Chillout

Jak do tego doszło? Nie wiem. Podejrzewam też, że nikt nie mógłby przekonująco wytłumaczyć, dlaczego ten kawałek i towarzyszący mu klip pojawiły się w sieci. Aż dziw bierze, że ktoś tego nie zablokował. Chillout to cringe’owa kwintesencja ostatnich podrygów hiphopolo. Gospodarz, który jest ciągnięty za uszy przez dużą wytwórnię i nie słyszy bitu. Nudny proto-cykacz wymieszany z sentymentalnym, pompatycznym anturażem. Poczucie wielopoziomowej prowizorki… Krótko mówiąc: mocny kandydat do miana najbardziej kuriozalnego kawałka w historii polskiego rapu. A w tym wszystkim Pezet, który na szczęście nieszczególnie starał się wpasować w sznyt całości, dzięki czemu trudno mieć do niego szczególne pretensje. Tzw. wyjście obronną ręką z nieciekawej sytuacji.

Sidney Polak – Ostatni dźwięk (feat. Isa, Pezet)

W poprzednich dwóch dekadach Sidney Polak i Pezet często wchodzili we wspólny kontekst, że wystarczy wspomnieć o Otwieram wino czy Radiu Pezet. Chciałoby się powiedzieć, że każda ich przecinka wydawnicza mocno rezonowała w kraju – przecież wspomniany krążek to materiał na długą opowieść – ale to nie do końca prawda. Przecież kawałek Ostatni dźwięk kojarzą wyłącznie najbardziej oddani szalikowcy obu panów. Czy słusznie? Cóż, chyba tak, bo ten numer, podobnie jak przepełniona product placementem płyta Cyfrowy styl życia, nie jest czymś doniosłym. Poczynając od pomysłu na podkład, który nie dociąga żadnej z inspiracji, idąc przez nielogiczny wewnętrznie refren, a na zbyt długim wyjściu – nomen omen – kończąc. Warto jednak odnotować, że coś takiego powstało i że warszawski raper najmniej tu zawinił.

Pezet, niezaprzeczalna legenda gry, ma długą listę gościnnych występów. Nie wszystkie z nich odbiły się jednak takim samym echem. Zobacz także Co obejrzeć po „Reniferku”? Te seriale powinny wam się spodobać Początki polskiego rapu: pierwsze kasety, dissy i nadejście Scyzoryka WROsound 2024. Zagrają m.in. Małpa, susk, Bisz i Kasia Lins Kulisy wyboru występów W trwającej […]

Obserwuj nas na instagramie:

Sprawdź także


Imprezy blisko Ciebie w Tango App →