fot. materiały prasowe

Gry (o) przyszłości, czyli przestroga przed nieuniknionym?


02 grudnia 2022

Podziel się newsem:

O ile przyszłość gier rysuje się barwnie, tak przyszłość przez nie portretowana już niekoniecznie. To najczęściej bałaganiarska, dystopiczna rzeczywistość. Może też być rozświetlona neonami nędzy i rozpaczy, skąpana feeriami brązu i szarości czy rządzona autokratycznym łapskiem korporacji.

Trudno patrzeć przez różowe okulary

W grach nie brakuje bowiem światów, w których kapitalizm udał się aż za bardzo. System klasowych kast ma się dobrze, a sama struktura państwowości to jakaś odległa mrzonka. Bajeczka dla grzecznych dzieci drukowana na podziemnych, anarchistycznych ulotkach. Ale to nie tak, że twórcy gier uprawiają to swoiste czarnowidztwo w wyniku szczerej wiary w rychły koniec społeczeństwa – rozumianego jako konstrukt, który działa tylko dzięki zasadom proponowanym przez dzisiejszy humanizm, tudzież dla samego ćwiczenia umysłowego, czy prężenia muskuł wyobraźni.

Zobacz: Fani przyszykowali swój trailer Fallout 76 i zachwycili twórców oryginału

Alarmujące doniesienia medialne o pogarszającym się kryzysie klimatycznym i nieustanne napięcia polityczne na liniach przecinających wszystkie strony świata nie sprzyjają wizjom optymistycznym. Stąd też sporo narracji stricte apokaliptycznych. Istnieje powód czysto pragmatyczny, dlaczego twórcy gier wybierają podobne realia. Są one, cóż, nie odkryjemy Ameryki, bardziej atrakcyjne narracyjnie, bo i łatwiej zbudować interesującą dla gracza intrygę na oferowanych przez dystopię kontrastach. Zarówno społecznych, jak i stylistycznych.

The Callisto Protocol – oficjalny zwiastun

Potem wystarczy nanieść na tę rzeczywistość bohatera, raz stającego przed szansą naprawy kiepskiego dla ogółu status quo, a raz próbującego wydostać z sideł wyłącznie siebie. Czołowa postać bywa też jedynie trybikiem w ogromnej machinie. Tak było choćby z Jesse Faden z Control – rządową agentką stykającą się z rzeczami wymykającymi się rozumowi. Choć gra Remedy Entertainment nie kreśli zbyt szczegółowego obrazu świata poza budynkiem, gdzie dzieje się akcja, to on sam, dzięki narracji środowiskowej, podsuwa nam tropy. Interakcja z innym wymiarem istnienia jest dla możnych tego świata wyłącznie kolejnym elementem, który należy przetworzyć przy pomocy urzędowych narzędzi. Sam tytuł odnosić się może do biurokratycznej chęci sprawowania kontroli. Nawet nad tym, co nienazwane i nieokreślone. Nad rzeczami, których nie da się przyciąć do ziemskich reguł, posortować, skserować i schować między teczki, a podobna próba prowadzi jedynie do katastrofy.

Innymi słowy, znakomite Control pokazuje, że decydenci z niedalekiej przyszłości nie nauczyli się na błędach teraźniejszości. W tym przypadku jest to jednak motyw dość subtelny. Zwykle gry traktują mniej lub bardziej możliwe futurystyczne scenariusze i dosłowniej, i zamaszyściej. Lwia część z nich gra na ludzkich nadziejach i lękach związanych z omniprezencją i omnipotencją techniki. Weźmy, na przykład, nieco już chyba zapomniane Mirror’s Edge, gdzie rząd kontroluje praktycznie wszystko, co podpięte do sieci. Jedynym rozwiązaniem, żeby uniknąć taksującego spojrzenia Wielkiego Brata, jest przecięcie kabelka. Z kolei akcyjne Remember Me to również zaduma nad monopolizacją handlu zasobami pamięci – tej naszej, niecyfrowej – przez potentata na rynku technologicznym. Prowadzi to, bez żadnego zaskoczenia, do gigantycznych nadużyć. Temat rządowej i korporacyjnej inwigilacji przy pomocy sieci komunikacyjnych to również temat hakerskiej trylogii Watch Dogs.

Watch Dogs 2 – cinematic trailer

Kto jest panem naszego losu?

Wszystkie te tytuły łączy lęk przed spętaniem naszych myśli. Wyrwaniem nam kontroli, jaką sprawujemy nad własnym ciałem i umysłem. Choć przecież dzisiaj sami, nieproszeni, chętnie udostępniamy nie tylko swoje dane, ale i niecierpliwie dzielimy się swoim życiem za pośrednictwem social mediów. Czy faktycznie życie bez internetu nie będzie możliwe? „Już jest niemal niemożliwe, a na pewno bardzo niewygodne, bo współczesny świat jest stale optymalizowany pod kątem internetu”, mówi Rafał Kosik, pisarz i publicysta, autor nadchodzącej powieści Cyberpunk 2077: Bez przypadku. „Wiele spraw jest trudnych do załatwienia bez użycia internetu, a prowadzenie biznesu bez aktywnej obecności w sieci jest praktycznie skazane na porażkę. Kilka lat dzieli nas od momentu, w którym zaczną znikać możliwości fizycznego załatwiania prostych sprawunków, na przykład znikną punkty obsługi klienta”.

Innym zagadnieniem atrakcyjnym z perspektywy gier wykorzystujących gatunkowy sztafaż science-fiction jest, oczywiście, transhumanizm. Znakomite Detroit: Become Human od Quantic Dream to pełna metafor opowieść o społeczeństwie niedalekiej przyszłości. Usiłującym lawirować między ciągłym zastanawianiem się nad potencjalnym człowieczeństwem istot syntetycznych a imperatywem własnej wygody wgranym ludziom przez rząd i korporację produkującą androidy.

Detroit: Become Human – zwiastun PL

Podobnego dylematu moralnego nie znajdziemy jednak w Cyberpunku 2077, choć duża część rozwiązań fabularnych dotyczy cyborgizacji. Ważniejsza od rozważań na temat mechanizacji jednostki jest naniesienie jej na bogate tło społeczne i kulturowe. Night City to swoiste megamiasto. To jednocześnie istny cud, jak i piekło na ziemi, gdzie rządzą korporacje nastawione na zysk. Traktujące człowieka wyłącznie jak siłę nabywczą lub roboczą. Gra CD Projekt RED to kompleksowe spojrzenie na zbliżony arkologii miejski konglomerat funkcjonujący na prawach zakładu pracy. Istnej ogromnej fabryki generującej przychody dla jednego procenta. Kosik, który pracował również przy scenariuszu do serialu Cyberpunk: Edgerunners, nie dostrzega światełka w tunelu: „Uniwersum Cyberpunk 2077 jest przygnębiające pod każdym względem. To świat, dla którego nie ma ratunku. Jedyną wartą wspomnienia pozytywną wartością jest tam przyjaźń”.

Cyberpunk: Edgerunners – oficjalny zwiastun

Podobnie rozbudowane obrazy niewesołej przyszłości oferuje seria Deus Ex. Porusza ona kompleksowo bodaj każdy temat, nawet luźno powiązany z dystopiczną przyszłością. Oferuje między innymi mało optymistyczny komentarz o społecznych podziałach wywołanych przez rozbuchany kapitalizm. Dodajmy jednak do tej beczki dziegciu łyżkę miodu. Death Stranding Hideo Kojimy pokazuje, że nie każda korporacja musi być zła per se. Przecież BRIDGES pomaga odbudować się krajowi po apokalipsie, całkiem dosłownie stawiając mosty między ludzkimi osiedlami. No ale to wyjątek, bo już przykład Dead Space pokazuje skutki gospodarki rabunkowej i cokolwiek nieudane działania korporacji i rządu.

A mówię o tym tytule, bo premierę ma właśnie survival horror The Callisto Protocol. Wyreżyserowany przez twórcę Dead Space (której remake zbliża się ogromnymi krokami), Glena Schofielda, gdzie złowroga, niemalże sekciarska korporacja, United Jupiter Company, kryje niejedną tajemnicę. Cóż, trudno oczekiwać, że eksploracja kosmosu przez człowieka nagle pogodzi interesy nas wszystkich. Jednak Kosik myśli, że przyczyny ewentualnych spięć mogą być inne, niż sugerował do tej pory Schofield. „Jeżeli nastąpi konflikt, to raczej nie będzie on spowodowany walką o zasoby, bo tych będzie znacznie więcej, niż potrzebujemy”, mówi pisarz. „Przyczyną konfliktu będzie najpewniej walka o zyski, o monopolizację wydobycia i transportu, czyli również o władzę”. Lecz tak po prawdzie ani Issac z Dead Space, ani Jacob z The Callisto Protocol nie mają zbytnio czasu, żeby zastanawiać się nad podobnymi kwestiami, bo, przede wszystkim, trzeba przeżyć. Chociaż to może akurat zaskakująco uniwersalny przepis na przyszłość, jaką gotują nam twórcy gier.

gry o przyszłości
The Callisto Protocol, fot. materiały prasowe

O ile przyszłość gier rysuje się barwnie, tak przyszłość przez nie portretowana już niekoniecznie. To najczęściej bałaganiarska, dystopiczna rzeczywistość. Może też być rozświetlona neonami nędzy i rozpaczy, skąpana feeriami brązu i szarości czy rządzona autokratycznym łapskiem korporacji. Zobacz także Jeffrey Dahmer: 5 piosenek, w których wspomniano seryjnego mordercę TVP miało propozycję wyprodukowania „Wiedźmina”, zanim projekt […]

Wiemy, gdzie są najlepsze koncerty. Sprawdź!

Biletomat.pl
20 PLN
Jak kupić bilet?

Po kliknięciu "Kup bilet" przeniesiesz się do strony internetowej oficjalnego dystrybutora biletów i na jego stronie dokonasz zakupu.

Bezpieczne zakupy u oficjalnych dystrybutorów

Zakup biletu odbywa się na stronie oficjalnego dystrybutora biletów. Pamiętaj o tym, że jeżeli miejsca są numerowane, a bilety sprzedaje kilka firm, to każda z nich udostępnia inną pulę miejsc do wyboru.

Sprawdź także

Imprezy blisko Ciebie w Tango App →