Czy koronawirus zatrzyma k-pop?


14 marca 2020

Podziel się newsem:

Polub Rytmy.pl na Facebooku:

Czy obecna sytuacja zatrzyma jeden z najszybciej pędzących pociągów w branży – k-pop? Biorąc pod uwagę, że Korea Południowa jest w czołówce krajów z największą ilością zachorowań na koronawirusa, pytanie jest więcej niż zasadne.

COVID-19, swojsko zwany koronawirusem, będzie miał wpływ na branże muzyczną. To fakt. Dziś trudno jeszcze szacować, jak duży będzie ten wpływ, ale cała branża artystyczna na pewno go odczuje. Widocznym skutkiem jest masowe odwoływanie koncertów. Jednak i inne kawałki muzycznego tortu mogą się zmniejszyć. W końcu w czasach kryzysu myśli się raczej o odkładaniu pieniędzy, niż wydawaniu ich na rozrywkę.

Korea Południowa – innowacyjne podejście do koronawirusa

Na wstępie warto zastanowić się, jak poważna jest sytuacja epidemiologiczna w Korei Południowej. Pozornie wydaje się, że bardzo. Ojczyzna k-popu jest, zaraz po Chinach, drugim krajem z największą ilością zachorowań w Azji. Odnotowano tam prawie 8 tysięcy przypadków zakażeń koronawirusem.

Obraz zmienia się jednak, gdy spojrzymy na liczbę przebadanych pod kątem COVID-19. W Korei przetestowano ponad 200 tysięcy osób i szacuje się, że codziennie można przeprowadzić tam nawet 10 tysięcy badań. Dla porównania w Polsce wykonano mniej niż 3 tysiące testów ogółem. Koreańczycy otworzyli mobilne punkty, do których można podjechać samochodem i zbadać się bez wysiadania z niego, a wyniki są w kilka minut – inspiracją były okienka drive-thru.

Choć sytuacja nie wydaje się więc aż tak zła, koronawirus z pewnością pozostawi ślad na koreańskiej gospodarce. Szacuje się, że tempo wzrostu gospodarczego na półwyspie spadnie z 2,1% do 1,9%. A co jest jedną z głównych sił napędowych koreańskiej gospodarki? K-pop właśnie.

Odwołane koncerty, także w Polsce

Najbardziej oczywistym skutkiem epidemii koronawirusa są odwołane koncerty. Nie chodzi już tylko o odwołanie imprezy masowych przez kolejne kraje. W związku z dużą ilością zachorowań w Korei Południowej, 123 kraje cofnęły Koreańczykom wizy lub zakazało im wyjazdu. Gwiazdy k-popu fizycznie nie są w stanie podróżować.

Jednym z pierwszych zespołów k-popowych, które zdecydowały się na odwołanie trasy było Seventeen. Grupa zrezygnowała z występów w Azji i Europie jeszcze w lutym. Twice odwołały swój koncert w Malezji zaledwie 24h przed występem. Nie odbyły się także finałowe koncerty ich trasy Twicelights zaplanowane na 7 i 8 marca. Również polska publiczność została pozbawiona możliwości nacieszenia oczu k-popowym show. Przynajmniej czasowo. W marcu nad Wisłą miał zagrać ATEEZ oraz K.A.R.D. Żaden z koncertów nie został jeszcze odwołany, ale oba prawdopodobnie będą przesunięte na późniejszą datę. Wciąż czekamy na nowe terminy.

BTS – wielkim przegranym

Wielkim przegranym w całej sytuacji jest z pewnością BTS. Grupa szykowała się właśnie do kolejnej światowej trasy koncertowej. Być może ostatniej w tym składzie w najbliższym czasie. Najstarszy członek zespołu – Jin, już wkrótce będzie musiał odbyć obowiązkową służbę wojskową, która w Korei Południowej trwa prawie 2 lata. Zespół był już zmuszony odwołać 4 pierwsze koncerty, które miały się odbyć w Seulu.

Kolejne przystanki trasy zaplanowano w USA na koniec kwietnia i maja. Choć oficjalnie nic nie wiadomo o ich losie, fani już dyskutują nad tym czy jest w ogóle szansa, że zobaczą zespół na żywo. Obawy są zasadne, bo Levi’s Stadion w Santa Clara – pierwsza arena z amerykańskiej trasy, zamknęła się do odwołania. Koncerty BTS w Europie odbędą są dopiero w lipcu, ale już toczy się co do nich podobna dyskusja. Sprzedaż biletów na wydarzenia rusza w przyszłym tygodniu i w obliczu niepewnej sytuacji część fanów z pewnością wstrzyma się z zakupem. Pocieszające jest to, że choć raz sprzedaż biletów na BTS być może nie będzie przypominać igrzysk śmierci.

Występy przy pustej sali

Koronawirus wpłynął też na promocję zespołów. Charakterystycznym elementem przemysłu muzycznego w Korei są muzyczne show, odbywające się prawie codziennie. Debiutujący muzycy i zespoły powracające z nowym materiałem, występują w nich, walcząc o nagrody. Programy cieszą się dużą oglądalnością, a fani spędzają godziny w studiach nagraniowych by dopingować swoich idoli. Cóż, nie w czasach epidemii. Zespoły nagrywają swoje występy bez publiczności w pustych studiach. Do sytuacji odniósł się RM – lider zespołu BTS, wyrażając swoją frustrację:

Mówię to dopiero teraz, gdy promocja się zakończyła, ale czułem się bezsilny w czasie jej trwania. Nawet kiedy się pociłem, nie czułem się jakby to był prawdziwy pot. Ogłaszaliśmy swój powrót, ale nikt tego nie słyszał poza kamerami. Oczywiście nasz comeback spotkał się z reakcją publiczności, ale nie mieliśmy żadnej bezpośredniej interakcji z fanami. Powtarzałem sobie jednak jak mantra, że nie możemy tracić energii, że musimy być szczęśliwi i musimy się uśmiechać.

Ratunek w Internecie

Może się jednak okazać, że k-popowy przemysł muzyczny jest lepiej przygotowany na ten kryzys niż inne rynki. Koreańskie wytwórnie muzyczne świetnie opanowały sztukę dywersyfikacji usług i od lat dostarczają fanom dodatkowy kontent. W Korei z powodzeniem od lat działają takie platformy jak V-live.

Za ich pośrednictwem muzycy i aktorzy mogą komunikować się z fanami, prowadzić transmisje na żywo, ale też udostępniać inny kontent. Większość zespołów ma swój mini serial, w którym członkowie grają w gry, podejmują się challange’y, czy po prostu jadą na wakacje. Dostęp do materiałów jest oczywiście płatny. Nie ma lepszej odpowiedzi na nudę w czasie kwarantanny, niż udostępnienie rozrywki on-line. Tak więc, gdy już nie będziecie wiedzieć, co ze sobą zrobić w domu i postanowicie wypełnić czas oglądając koreańskich idoli, próbujących odnaleźć się w komunikacji miejskiej gdzieś w odległym kraju bez znajomości języka i podstawowych umiejętności przetrwania, wiecie gdzie szukać. Nie musicie dziękować.

Czy epidemia koronawirusa oznacza więc potencjalne załamanie k-popowej potęgi? Jest zdecydowanie za wcześnie, żeby o tym przesądzać. Szerząca się choroba, która uwięziła nas w domach z pewnością nie jest dobrą wiadomością dla całego rynku muzycznego. Wiele jednak zależy od tego, jak szybko się uporamy z sytuacją. Jedno jest pewne – fani k-popu są zbyt oddani, a wielkie koreańskie wytwórnie są niezwykle sprytne, żeby pozwolić temu statkowi pójść na dno.

Podziel się newsem:

Polub Rytmy.pl na Facebooku: