Ralph Kaminski pozwolił odejść latu – relacja z koncertu na warszawskiej Pradze


11 września 2020

Obserwuj nas na instagramie:

Ralph Kaminski w moim mniemaniu i na moich oczach przez kilka lat dążył, do tego, by stać się artystą totalnym. Nie polskim Davidem Bowiem, ani kolejnym Arturem Rojkiem. To była droga do dojrzałości, do osiągnięcia pełni twórczej świadomości i odkrycia muzycznego ja.

Dziś z pełnym przekonaniem mogę stwierdzić, że Ralph Kaminski nie tylko jest artystą totalnym, ale również pionierem przenoszenia widowiska z poziomu koncertu do wielowymiarowego, złożonego spektaklu. Choć nie on pierwszy błysnął koncepcją uczynienia z występu przedstawienia, to i tak należą mu się odpowiednie honory, bo jego wykonanie jest absolutnie całościowe. Scenografia, rekwizyty, choreografia, scenariusz – a to wszystko i tak blednie przy emocjach, które Ralph Kaminski stawia w ścisłym centrum swego show. Proszę państwa, chwila ciszy. Oto on, chłopak z Jasła, który oswoił sobie scenę.

Ralph Kaminski
fot. Adrian Stykowski

Ralph Kaminski – reminiscencja koncertowych czasów

W swoim życiu byłam naprawdę na wielu koncertach, ale te, za którymi stoi Ralph Kaminski, niezmiennie mnie urzekają, zaskakują i wywołują dreszcze. Dużo w nich wzruszeń, dużo rozedrgania i poszarpanych emocji, dużo takich fizjologicznych reakcji organizmu. Wiecie, że muzyka może wywołać gęsią skórkę? Sprawić, że gardło wyschnie na wiór? Nałożyć niezdrowy róż na policzki? Odpowiadać za trzęsące się dłonie i miękkie kolana? Łzy to tylko jeden z kanałów ujścia emocji. Jak uspokoić nierówny oddech, gdy klatka piersiowa wciąż faluje, mimo że ostatnie dźwięki ze sceny wybrzmiały już dawno? Jak mówić o czymś, co chciałoby się zostawić dla siebie, zamknięte w pudełku w kształcie serca? Jak dzielić się takim doświadczeniem, gdy tuż po, koncentracja wzmaga się do maksimum, by te wspomnienia po prostu zatrzymać nienaruszone i czyste?

Morze na żywo było czymś poruszającym, Młodość zaś, dotyka do żywego. Po zimowej trasie Ralpha Kaminskiego długo nie mogłam się pozbierać. Poznałam, jak smakuje transcendencja i wierzyłam, że po tak mocnym i dosadnym spektaklu, już długo nie zobaczę niczego lepszego. Minimalistyczne widowisko absolutnie przyćmiło większość koncertów, jakie widziałem do tej pory, a także te, w których uczestniczyłam później. Nurtowało mnie więc, co takiego Ralph przygotuje na letnią odsłonę swojej trasy z albumem Młodość. Nie planowałam, że pojadę na ten koncert. Nie miałam tam być. Ale wiedziałam też, że jeżeli mnie tam zabraknie, to sobie tego nie wybaczę.

Ralph Kaminski
fot. Adrian Stykowski

The Best Ralph In The World

Amerykanie mają swojego Ralpha Laurena, a my mamy Ralpha Kaminskiego. Z Polski. Dokładniej – z Jasła. I ten właśnie Ralph Kaminski wraz ze swoim zespołem My Best Band In The World w zeszły wtorek zabrał swoich fanów w kosmiczną podróż. Podążaliśmy szlakiem szalonych lat osiemdziesiątych, zahaczyliśmy o współczesną melancholię, by finalnie wylądować na ziemi i pożegnać się z bajką. Zmodyfikowana setlista wytworzyła euforyczną atmosferę odpowiadającą aurze tego ostatniego, wakacyjnego koncertu a także pozwoliła na wypłynięcie dwóch nastrojów.

Pierwsza część koncertu była ukłonem w stronę zachodniego disco. Inspiracja Abbą posłużyła w koncepcie aranżacji Autobusów, lecz ten dyskotekowy, taneczny vibe wprosił się także do Meybick Song, a więc kompozycji z pierwszej płyty. Świetne partie na klawiszach – efekty, efekty! – oraz charakterystyczny bas i rytmiczna perkusja wywołała nostalgiczny klimat szkolnych potańcówek.

Ralph Kaminski – Autobusy

Całemu zespołowi Ralpha chcę zresztą powiedzieć: chapeau bas. Inez Przez Z vel Aga Bigaj, Madeline vel Magdalena Laskowska, Samantha alias Wiktoria Jakubowska, Roger vel Paweł Piekarski i Laurent alias Wawrzyniec Topa nie są ani grajkami, ani dekoracjami, mającymi wypełnić miejsce na scenie. To My Best In The World. Już z samej definicji wiadomo, że są najlepsi. I to nie dlatego, że towarzyszą wielkiemu artyście, nie – on się z nich składa. Nie byłoby Ralpha, gdyby nie otwierające koncert chórki. Nie byłoby go bez wiecznie uśmiechniętej Samanthy. Nie byłoby go, bez przeszywających partii smyczkowych Madeline, ani bez gitarowego kota, Rogera, nie byłoby go bez cichego zaangażowania Laurenta, ani klawiszowej wirtuozerii Inez Przez Z. I tego szoł, TAKIEGO szoł, też by nie było.

Boski Ralph Kaminski

Cover Divine uderzył jak grom z jasnego nieba, ale gdzie się podział ten chłopak w golfie? Próżno dziś go szukać na scenie. Ralphowi obecnie znacznie bliżej do startu w RuPaul’s Drag Race niż do stylizacji na Steve’a Jobsa. Shake It Up i jazdunia z tematem. Taktyczne ściągnięcie sportowej bluzy przez artystę wywołało ogromną falę entuzjazmu – chcielibyście tego więcej? Należy też zaznaczyć, że utwór Divine wykonany przez Ralpha i My Best Band In The World elegancko dopasował się do letniego seta. Zagrali go tak, jakby to był ich utwór. Nic więcej mówić nie trzeba.

Divine – Shake It Up

Po szalonym fitnessie, na uspokojenie rozhuśtanych bioder, Ralph zasiadł do pianina i nieco wyciszył publiczność utworem 2009. Trik z zestawieniem skocznej muzyki z wzruszającym, ckliwym tekstem nadal działa doskonale. Nie można nie wspomnieć o zabójczych chórkach My Best Band In The World, które stanowią ten wykończeniowy sznyt, za który niesamowicie cenię ich występy live.

Zamknięcie pierwszej części show dokonało się poprzez Melancholię, utwór dziwaczny, utkany w porozumieniu z Szattem oraz duetem Flirtini. Mocno elektroniczny, estetycznie leżący po drugiej stronie galaktyki, tu, dodatkowo opatrzony znakomitą choreografią stworzoną przez Michała Adama Górala. Jak po jej scenicznym wykonaniu przez Inez Przez Z, Madeline oraz Ralpha interpretujecie ten utwór?

Ralph Kaminski/Szatt – Melancholia (Flirtini: Heartbreaks & Promises vol. 4)

„Już leci do ciebie… do ciebie, do ciebie, do ciebie i do ciebie – meteooor” !

Drugi akt otworzył Tygrys, jeden z moich faworytów z Młodości. Ten utwór znacznie zyskuje na żywo: mi dopiero jego sceniczne wykonanie otworzyło oczy na to, o czym tak naprawdę ta piosenka opowiada. Dużo tam goryczki, manipulacji, a oszczędna aranżacja wręcz wyciąga z Tygrysa to, co najlepsze – bądź najgorsze – na wierzch.

Naturalnie nie mogło zabraknąć Kosmicznych Energii. Ralph jednak i tym razem zaskoczył swych fanów. Akustyczna wersja brzmiała jak magia i gdybym tylko mogła, wrzuciłabym to wykonanie na pętlę. Między artystą, a publiką nawiązała się zresztą wyraźna więź, a siedzący na skraju sceny Ralph – mimo bezpiecznej odległości, zdawał się bliski, jak chyba jeszcze nigdy dotąd.

Po zbudowaniu odpowiedniego napięcia, Ralph raz jeszcze zaśpiewał Kosmiczne Energie w standardowej aranżacji. I wtedy Praga Centrum wybuchło, proszę państwa.

Ralph Kaminski – Kosmiczne Energie

Ralph Kaminski – jestem z Jasła

W Ralphie uderzyła mnie wrażliwość oraz zdolność do wyciskania z utworów pełni ich potencjału. Po koncertach oczekuję właśnie tego: wzruszenia, pragnę koktajlu emocji, który sprawia, że właściwie nie mogę określić, jak się teraz czuję. Młodość i Wszystkiego Najlepszego, dwa zamykające numery niezmiennie wprawiają mnie w ten stan drżącego dyskomfortu. Musiałabym jednak skłamać, gdyby powiedziała, że jest on nieprzyjemny.

Młodość po pierwszym przesłuchaniu płyty zdała mi się niemal skitem. Krótki utwór, a jednak na koncertach live totalnie mnie rozbił, wymiął i pokiereszował. Nie trzeba wielu słów, by poruszyć. Nie trzeba skomplikowanych instrumentalnych partii. Wystarczy do tego głos i pianino. Ralph tak zaciekle uderzający w klawisze, kupił mnie od razu. Młodość to jeden z moich ulubionych utworów z tej płyty.

Wszystkiego Najlepszego pozostało w tym samym tonie czułego przejęcia. Na scenie stanął napis Jasło stylizowany na litery żywcem wyjęte z Hollywood, a na ich tle, Ralph śpiewał utwór o rozstaniu. Wybaczeniu. Zrozumieniu. Jego późniejsza dyrygentura publiką pozostawiła jasny przekaz – bądźmy dla siebie dobrzy. Dziś więc chcę Wam życzyć Wszystkiego Najlepszego.

Ralph Kaminski – Wszystkiego Najlepszego

Po niegasnących oklaskach My Best Band In The World nie mógł nie powrócić na scenę. Na bis Ralph ze swym zespołem zagrali utwór Pożegnanie z Bajką i zakończyli nim nie tylko koncert w Praga Centrum, ale i całą letnią trasę. Wyjście było mocne, dosadne, a poetycka interpretacja Kaminskiego po prostu ujmująca.

Ralph Kaminski – Pożegnanie z Bajką

Spektakl skrojony na miarę

Po koncercie Ralpha w Praga Centrum wciąż nie mogę dojść do siebie. Może to nadwrażliwość, może tęsknota, a może po prostu znak, że występy Kaminskiego zasługują na miano nadzwyczajnych? Jak inaczej wytłumaczyć to, że jego fajni jeżdżą na nie z całej Polski? Sama wybrałam się na ten koncert z moim przyjacielem, który ostatni raz widział Ralpha przy okazji trasy Morze, kilka lat temu. Gdy już było po i trochę ochłonęliśmy, powiedział, że właśnie stał się jego największym fanem. Dlatego, jeśli dotąd nie byliście na koncercie Ralpha, jeśli go nie znacie – wiecie, co robić. Jego spektakle to ten rodzaj artystycznego katharsis, które każdy powinien przeżyć. Choćby z ciekawości, żeby sprawdzić, kim jest i co faktycznie potrafi chłopak z Jasła. I żeby poznać muzykę, która jest prawdziwym medium emocji.

Ralph Kaminski – Młodość – odsłuch albumu

zdjęcie główne: fot. Adrian Stykowski

Ralph Kaminski w moim mniemaniu i na moich oczach przez kilka lat dążył, do tego, by stać się artystą totalnym. Nie polskim Davidem Bowiem, ani kolejnym Arturem Rojkiem. To była droga do dojrzałości, do osiągnięcia pełni twórczej świadomości i odkrycia muzycznego ja. Zobacz także Co obejrzeć po „Reniferku”? Te seriale powinny wam się spodobać Początki […]

Obserwuj nas na instagramie:

Sprawdź także


Imprezy blisko Ciebie w Tango App →