Organek: Sam ze sobą cały czas? Nie polecam [rozmowa]


19 grudnia 2016

Obserwuj nas na instagramie:

O ideach, które umierają wraz z rozpoznawalnością. O samotności albo odrębności, powrotach do domu i przepracowywaniu przeszłości. Opowiada Tomasz Organek przy okazji swojej nowej płyty Czarna Madonna.

Z nową płytą wychodzisz dalej, odważniej i nowocześniej. To przesuwanie własnych granic? Sięganie po coś nieprzewidywalnego, ciekawszego?

Ale ja nie przesuwam żadnych własnych granic, po prostu chciałem nagrać trochę inną płytę, poszperać w innych rejonach. Poza tym ja tego jakoś nie planuję wcześniej. Komponowanie płyty to proces, wsłuchiwanie się w to, co w człowieku gra najgłośniej w danym momencie, trochę jak zapis chwili, taka impresja. I nie wydaje mi się, że sięgam skrajności. Według mnie obie płyty są dość spójne. Muszę jednak przyznać, że ta żonglerka stylistyczna zaczyna mnie powoli nudzić. To się będzie zmieniać, już teraz to wiem.

Mówiłeś, że po debiucie, z trasą, “wróciłeś do domu”. Dopiero taki powrót, przepracowanie pewnych spraw, zaakceptowanie pewnych kwestii, na przykład tożsamości, pozwala się uwolnić. Stąd odważniejsze pomysły na nowej płycie na przykład?

Potrzebowałem tego przepracowania tematu swojej tożsamości, ale wiem, że mam to już dawno za sobą. Jestem daleko poza tym. Wiem, kim jestem i dobrze się z tym czuję. Albo i niedobrze. Zależy od dnia. Nie upatruję w swojej płycie jakiejś szczególnej odwagi. Robię to, co uważam za słuszne. Tylko tyle.

Przyznam, że trochę mnie wzruszyła idea “Głupi Tur”. Dlatego, że sama pochodzę z małej miejscowości, w której prawie nic się nie działo, a na koncert się szło, bo w ogóle jakiś był. Nieważne z jaką muzyką. Czy czujesz, że pochodzenie z małej miejscowości uczy cieszenia się z małych rzeczy, że dzięki temu mniej się “wybrzydza” na to, co życie daje?

Ja niestety jestem malkontentem i całe życie mi niewygodnie. To bardziej stan umysłu wyniesiony z jakichś błędów wychowawczych gdzieś po drodze niż kwestia pochodzenia. Rzadko zdarza mi się cieszyć dłużej z czegokolwiek. Szybko się nudzę i irytuję. A wybrzydzam coraz bardziej. Widzę to u siebie. Na szczęście potrafię to jeszcze przekuć w jakieś sensowne działanie.

Lubisz przebywać we własnym towarzystwie. Czy kiedy osiąga się muzyczny sukces i gra na dużych festiwalach, jeździ w trasy, trudniej tę odrębność zachować?

Pewnie tak jak każdy, najlepiej i najpewniej czuję się w swoim towarzystwie, bo znam się na wylot i niczym się nie zaskoczę. To strefa komfortu. Ale bez ludzi bym oszalał. O, matko – ja sam na sam ze sobą non stop. Nie polecam nikomu. Oczywiście, przy jakiejś rozpoznawalności zachowanie kompletnej prywatności czasem bywa kłopotliwe. Pewnie taka jest cena wyjścia z cienia. Dbam jednak o to, żeby za dużo nie pokazywać, bo moje życie prywatne należy tylko do mnie i tak pozostanie. Unikam taniego rozgłosu, na przykład w telewizji, której już wielokrotnie odmówiłem udziału w różnych durnych programach.

Czy samotność jest trudna? Jest wyborem czy koniecznością?

Ale kto powiedział, że ja jestem samotny? Czasem osobny, a to różnica. Ani to mój wybór, ani konieczność. Zanudziłbym się albo wykończył sam ze sobą. A tak inni muszą się ze mną męczyć i jest mi łatwiej.

Czytałam w jednym z wywiadów, że robisz wszystko, żeby było niewygodnie, bo jak jest za wygodnie, to jest niedobrze. Czy taki, swoisty, “autosabotaż” jest niezbędny dla człowieka, który chce być w nieustannym rozwoju?

Wygodnie, znaczy łatwo, a to jest nudne. Wolę się trochę pomęczyć, bo się zanudzę na śmierć. Stąd ta cała zabawa w artystę. Przynajmniej dzieje się coś, co zdaje się mieć jakiś szczątkowy sens. A z tym rozwojem to bym nie przesadzał. Do pewnego wieku to naturalne, później człowiek nie jest w stanie przezwyciężyć swoich nawyków i przyzwyczajeń, więc kręci się w kółko. Trochę z tym walczy, a później daje sobie z tym spokój. To moja definicja harmonii.

W mediach społecznościowych skracasz dystans między sobą a odbiorcami. Często linkując do twórczości innych artystów, ostatnio urzekł mnie wielki comeback Kur. W swoich tekstach opisujesz siebie, ale czy muzyka innych twórców też potrafi cię opisać?

Czuję się w obowiązku wysłuchać ludzi, którzy poświęcają swój czas, żeby wysłuchać mnie. To uczciwe. Bez nich nie ma mnie. Oni natomiast dadzą sobie świetnie radę beze mnie, więc warto o nich dbać. Oczywiście, że inni mnie opisują, tak jak ja opisuję innych. W końcu wszyscy jesteśmy ludźmi i mamy takie same problemy.

organek

Napisałeś tam też “zero kolaboracji”. To deklaracja? Dlaczego?

Nie pamiętam już tego postu. Od zawsze współpracowałem z różnymi ludźmi, jeżeli o to chodzi, i nie widzę powodu, dla którego miałbym tego nie robić. To rozwija i pozwala uczyć się od innych, poznawać się.

Będzie powtórka z “Głupi Tur”? Sprawdzicie czy zostaliście zapamiętani?

Nie, w tej chwili to już nie ma żadnego sensu. Cały sens tkwił w tym, żeby skonfrontować muzykę z ludźmi nieświadomymi naszej oferty. Teraz już nie ma o tym mowy. Za dużo się wydarzyło. Już podczas Głupi Tur 2 do małej remizy przychodziło kilkanaście osób ze wsi oraz kilkadziesiąt lub kilkaset z okolicznych miast i to był koniec Głupiego Turu. Wiedziałem o tym od razu. Idea umarła wraz z rozpoznawalnością.

O ideach, które umierają wraz z rozpoznawalnością. O samotności albo odrębności, powrotach do domu i przepracowywaniu przeszłości. Opowiada Tomasz Organek przy okazji swojej nowej płyty Czarna Madonna. Z nową płytą wychodzisz dalej, odważniej i nowocześniej. To przesuwanie własnych granic? Sięganie po coś nieprzewidywalnego, ciekawszego? Zobacz także Co obejrzeć po „Reniferku”? Te seriale powinny wam się […]

Obserwuj nas na instagramie:

Sprawdź także


Imprezy blisko Ciebie w Tango App →