fot. Magda Halicka

Metronomy: “Podświadomie atakuje mnie muzyka z dzieciństwa” [wywiad]

Obserwuj nas na instagramie:

Metronomy – dlaczego zespół zaczynał od instrumentalnej elektroniki, a aktualnie więcej w jego muzyce organicznych brzmień? Odpowiedź na to i wiele innych pytań w wywiadzie przeprowadzonym przez Marcina Żyskiego.

Metronomy to projekt człowieka nie tylko niezwykle uzdolnionego, ale też bardzo sympatycznego. Posiedzieć z Josephem Mountem na kanapie przez pół godziny w niedzielne popołudnie to czysta przyjemność. Za chwilę się o tym przekonacie, czytając zapis rozmowy nagranej przed drugim, poznańskim koncertem jednego z najbardziej intrygujących, brytyjskich projektów muzycznych ostatnich lat.

metronomy wywiad
fot. Magda Halicka

Metronomy – wywiad

Marcin Żyski, Rytmy.pl: Witaj, Joseph. Bardzo miło mi cię poznać osobiście, twoja muzyka tyle razy wprowadzała mnie w pogodny nastrój! Jest idealna do odpalenia sobie na początek miłego, piątkowego wieczoru.

Joseph Mount, Metronomy: Dzięki! Czasem się nad tym zastanawiam, czasem nie rozumiem, dlaczego ludzie w ogóle lubią muzykę Metronomy. Czasem trudno to ogarnąć. No wiesz – tworzysz muzykę, bo po prostu chcesz to robić. Gdy już powstanie, czujesz z nią związek. Ale zrozumienie tego, dlaczego inni lubią twoją muzykę, to inna sprawa. To dość dziwna koncepcja. Lubię wyobrażać sobie ludzi, którzy włączają moją muzę, żeby się poczuć w określony sposób. To naprawdę fajne.

Dokładnie tak jest – daje ona dużo radości, jest bardzo pozytywna, człowiek czuje się szczęśliwszy. Ale przecież nie zawsze taka była. Gdy zaczynałeś projekt Metronomy, nawet nie śpiewałeś.

Joseph Mount: Tak, to prawda. Z tym szczęściem to dziwna sprawa, bo ja właśnie nie rozumiem, jak to się dzieje, skąd to połączenie mojej muzyki z powodowaniem takich uczuć. Fakt, że gdy zaczynałem, to była muzyka instrumentalna. Moim celem było przekazać jakieś uczucia właśnie przy pomocy samych instrumentów. Niekoniecznie chodziło mi o uczucie szczęścia czy uczucie smutku, raczej o uczucie jakiekolwiek. Z czasem zaczynała we mnie dojrzewać idea używania słów i śpiewania. Zdawałem sobie sprawę z faktu, czym może być mój głos w utworze. Więc tak, teraz śpiewam i to bardzo dużo zmieniło w mojej muzyce.

Są tacy, którzy wątpią w to, żeby muzyka instrumentalna potrafiła przekazywać prawdziwe emocje.

Joseph Mount: To prawda, ale ja to widzę w ten sposób, że gdy masz do czynienia z muzyką śpiewaną, jesteś słuchaczem prowadzonym, kierowanym. Masz zestaw instrumentów, który już powoduje, że się czujesz w określony sposób, a do tego masz jeszcze słowa piosenki, które dosłownie biorą cię za rękę i prowadzą. A przy muzyce instrumentalnej to jest twój własny rodzaj podróży. Myślę, że to jest też powód, dla którego część osób nie chce jej słuchać. Bo tu się okazuje, że w trakcie słuchania dostajesz dużo czasu na myślenie, jesteś niejako zmuszany do myślenia np. o samym sobie. Musisz sobie sam stworzyć jakąś opowieść do słuchanej muzyki instrumentalnej. Myślę, że to jest właśnie w niej wspaniałe – ona daje ci tylko jakiś krajobraz i potem wszystko zależy już od ciebie, co się z nim dalej zdarzy. Planuję robić więcej instrumentalnej muzy w przyszłości, bo ona potrafi coś takiego, że znikasz jako osoba. Uważam, że to jest dobre.

Jedni myślą, inni coś sobie wyobrażają, a jeszcze inni tańczą w klubie i zatracają się w niej, nie myśląc o niczym zupełnie.

Joseph Mount: Taaa, jest tyle rodzajów muzyki instrumentalnej! Z jednej strony rzeczy stricte klubowe, a z drugiej Brian Eno, ambientowa muzyka instrumentalna. Takimi dźwiękami byłem zawsze mocno zainteresowany. Niekoniecznie chodziło mi o klubowe bangery, bardziej o interesującą muzykę instrumentalną.

Przeczytaj: Popandemiczna rozgrzewka z Metronomy – relacja z koncertu w Warszawie

Metronomy wywiad
fot. Magda Halicka

Jak Prince i David Bowie (tak, jak oni)

Chciałem właśnie użyć słowa “interesującą” w stosunku do twoich wczesnych, instrumentalnych rzeczy. Nieczęsto się zdarza, żeby w muzyce instrumentalnej można było usłyszeć poczucie humoru!

Joseph Mount: Tak, to też jest ciekawe, bo gdy byłem młody… Niedawno dotarło do mnie, że gdy masz 16 lat i słuchasz np. Radiohead, tak jak ja słuchałem, myślisz sobie wtedy: “Mój Boże, ci ludzie są tacy emocjonalni, są tacy starzy, tyle już w życiu doświadczyli”. A potem zdajesz sobie sprawę z faktu, że oni tam mają jakieś 22 lata. Są de facto dziećmi. I okazuje się, że cała ta idea muzyki emocjonalnej, smutnej albo pełnej złości, pochodzi tak naprawdę od dzieci. Masz przed sobą bardzo młodych ludzi, którzy tworzą muzykę o tym, jak to trzymają na swoich barkach cały ciężar tego świata. A gdy przychodzi co do czego… Wiesz, ja teraz dobiegam czterdziestki i doszedłem do takiego momentu, że widzę życie jako coś bardzo skomplikowanego. Gdzie tragedia żyje obok komedii, gdzie dziś możesz obudzić się czując się szczęśliwy, a jutro obudzisz się czując smutek. Więc nie odpowiada mi taka wersja człowieka, gdzie występuje tylko powaga, to wersja nieprawdziwa. Humor jest częścią nas, dzięki poczuciu humoru radzimy sobie z egzystencją. Myślę więc, że poczucie humoru jest bardzo ważne we wszystkich gatunkach muzycznych. Każdy zespół, który jest pozbawiony poczucia humoru, jest… smutny (śmiech). To jest potrzebne. I możliwe do połączenia z muzyką. I nie ma nic złego, nic wstydliwego w tym, że pozwalasz, by humor był częścią twojej twórczości. Powiem więcej – wszyscy najlepsi artyści w historii świata mieli poczucie humoru. Najlepsi twórcy filmowi też. To część bycia człowiekiem.

Jak The Beatles, jak Frank Zappa…

Joseph Mount: Tak, jak David Bowie, jak Prince… Wszyscy najwięksi, wszyscy. U wszystkich największych znajdziesz poczucie humoru.

Może jest z tym problem dlatego, że my, jako słuchacze mamy często takie przeświadczenie, że “poważna” muzyka powinna być… poważna.

Joseph Mount: Dokładnie. I ja to w sumie rozumiem, ale to się wcale nie musi wykluczać. Ja na poważnie robię “poważną” muzykę, ale mam też poczucie humoru. Dopuszczenie humoru do twojej muzyki nie oznacza, że nie jesteś poważny.

Myślę, że to nie jest łatwe…

Joseph Mount: Tak, to też jest prawda. To nie jest łatwe, ale na pewno nie ma się tu czego wstydzić.

Mówisz, że dobiegasz do czterdziestki i twoja muzyka też się zmienia. Faktycznie jest kilka zaskoczeń na nowej płycie, jest tam trochę rzeczy o bardzo poważnym wydźwięku.

Joseph Mount: Tak, ta płyta to produkt ostatnich dwóch lat. Dotyczy tego, czego doświadczałem ja, czego doświadczał cały świat. Miałem taki pomysł, żeby niejako przymusić zespół Metronomy do tego, by stał się bardziej dojrzały. Spodobała mi się taka koncepcja, że robisz się starszy, więc też robisz się poważniejszy. Polubiłem ten motyw, choć jest całkiem zabawny. Ale chciałbym, żeby było jasne, że to, co robię w tym właśnie momencie, niekoniecznie oznacza, że będę to robił w podobny sposób w przyszłości. Najczęściej tworzę płyty, które próbują uchwycić to, jak się czuję w danej chwili. Nowy album brzmi inaczej od poprzednich, ale właściwie wszystkie moje krążki brzmią inaczej w stosunku do siebie.

Metronomy wywiad
fot. Magda Halicka

Ile wiesz o Metronomy?

Zaczynasz od dużego zaskoczenia – spokojnego, fortepianowego utworu Life and death.

Joseph Mount: À propos, jest jeszcze jedna ważna sprawa – generalnie, gdy piszę piosenki, nigdy nie wkładam do nich całego siebie. Zostawiam pewną wolną przestrzeń pomiędzy moimi osobistymi uczuciami a tym, co jest w piosence. One nie są 1:1 tylko o mnie. Zawsze jest pomiędzy mną a narratorem pewien dystans. Tak było dotąd, ale teraz, przy okazji nowej płyty, chciałem być bardziej obecny w moich piosenkach. Starałem się napisać teksty, które są dużo bardziej osobiste niż wcześniej. I tak bym chciał robić już zawsze. Myślę, że to jest moment, w którym zaczyna robić się interesująco – gdy masz gościa takiego jak ja, trwa jego muzyczna kariera, on zaczyna się starzeć, a jego twórczość staje się bardziej osobista.

Z kolei na końcu albumu śpiewasz: “Widziałem już wystarczająco dużo”. To naprawdę piękna kompozycja.

Joseph Mount: O, bardzo dziękuję. To piosenka o tym, jak trudne potrafi być życie, doświadczanie różnych rzeczy. Jak wspominałem wcześniej, zdarzają się nam rzeczy naprawdę miłe, a chwilę później dzieją się rzeczy zupełnie okropne. W pewnym wieku zaczynasz dostrzegać, że to wszystko jest ze sobą wymieszane. Wiesz, o co chodzi – jest u ciebie super, a za kilka tygodnia jest tragedia. Więc ta piosenka jest o tym, jak te dobre doświadczenia powodują, że jesteś szczęśliwy, jak pozwalają ci się posuwać naprzód.

To największe zaskoczenie na nowej płycie – w trzech utworach można wyłapać soft popowe granie z lat 70. Momentami słychać np. Johna Lennona…

Joseph Mount: Tak, moje inspiracje pochodzą z miejsc bardzo odległych od siebie. Samego Lennona może bym nie wymienił, ale już The Beatles jak najbardziej. Oraz Davida Bowiego z lat 70. i 80. Wiesz, dochodzisz do takiego momentu, że podświadomie atakuje cię muzyka z twojego dzieciństwa. Na przykład to, co słyszałeś kiedyś w radiu. Co grano w radiu w latach 90.? To był m.in. zestaw przebojów z poprzednich dekad – z lat 70. i 80. Teraz też masz w radiu głównie muzykę aktualną plus przeboje z ostatnich 20 lat, z lat dwutysięcznych. Więc te lata 70. i 80. to część mojej podświadomości. Choć oczywiście z dzisiejszego punktu widzenia lata 70. były już 50 lat temu, to mocno odległy czas. Ponieważ sam jestem producentem płyt Metronomy, polegam na swoim własnym uchu. Żeby od tego odejść, musiałbym chyba zacząć pracować z innymi producentami – użyć uszu kogoś innego. Bo może być czasem tak, że jestem zatopiony w określonych dźwiękach, przypominających mi o tamtym okresie mojego życia.

To jednak ciekawe, że gdy czyta się o Metronomy, przeważnie w pierwszym zdaniu pada określenie: zespół muzyki elektronicznej. A gdy włączasz nową płytę albo idziesz na koncert, słychać zespół wręcz rockowy.

Joseph Mount: Dziś muzyków nie jest łatwo wrzucić do jednej, ściśle określonej szuflady. Kiedyś było inaczej, ale teraz linia między zespołem rockowym a elektronicznym jest coraz mniej wyraźna. Masz całe tony zespołów, którą są w takiej powiedzmy szarej, nieokreślonej do końca strefie. Kiedyś np. Nine Inch Nails. Sposób postrzegania mojego zespołu zależy od tego, ile wiesz o Metronomy. Jeśli słuchałeś wszystkich moich albumów, zrozumiesz jak było wcześniej i jak to się z czasem zmieniało. Jeśli posłuchasz tylko przedostatniego, Metronomy Forever, pomyślisz, że to muzyka bardziej elektroniczna, a na ostatnim jest już pod tym względem zupełnie inaczej. Dla mnie to OK, bo nie chciałbym czuć się niczym ograniczany.

Metronomy wywiad
fot. Magda Halicka

Solówka najlepsza…

Macie bardzo przebojowe piosenki, ale w polskim radiu nie usłyszysz Metronomy. Myślę, że wasza muzyczna kombinacja jest jednak nietypowa, jak na nasz mainstreamowy świat zbyt nieoczywista.

Joseph Mount: Rozumiem, choć z drugiej strony właśnie gramy w Poznaniu dwa wyprzedane koncerty dzień po dniu! Mieliśmy też dzień wcześniej fantastyczny, wyprzedany koncert w Warszawie. Więc jest coś takiego, jak jakieś połączenie między nami a Polakami. To naprawdę niesamowite. Z radiami tak to już jest, że wiele rzeczy je wprowadza w konsternację, ale jak się okazuje ludzie rozumieją, o co chodzi.

Znajdą sobie na Spotify…

Joseph Mount: Dokładnie.

… gdzie wasz najpopularniejszy utwór The Look ma prawie 200 milionów wyświetleń!

Joseph Mount, Metronomy: Tak, to szaleństwo. Dobrze jest mieć chociaż jeden taki numer. Wielu by chciało, właściwie pewnie wszyscy. Masz dużo szczęścia, gdy choć jeden twój kawałek osiągnie ten pułap. Oczywiście są zespoły, które mają takich hitów wiele, ale już posiadanie tylko jednego powoduje, że czujesz się wspaniale.

Gratulacje, osobiście co kilka dni śpiewam sobie pod nosem tę słynną solówkę klawiszową z The Look.

Joseph Mount, Metronomy: To jest chyba rzecz, z której jestem najbardziej dumny – zaczynałem tworząc muzykę instrumentalną, a największy hit, jaki mam, najpopularniejszy fragment największego hitu, nie jest zaśpiewanymi słowami, ale właśnie solówką, motywem instrumentalnym, którzy ludzie śpiewają razem z klawiszami! To jest bardzo dobry przykład na to, jakim właśnie zespołem jest Metronomy.

Metronomy – The Look (Official Video)

Francuskie wpływy, yacht rock i remixy

Ale oczywiście sama piosenka również jest świetna, to prawdopodobnie jeden z najlepszych kawałków popowych ever.

Joseph Mount: O wow, dzięki wielkie. Naprawdę czuję się szczęściarzem, że udało mi się coś takiego wymyśleć.

To niesamowite, że słuchając płyty, z której pochodzi ta piosenka, ma się, owszem, wrażenie obcowania z muzyką nowoczesną, elektroniczną, dla kogoś może nawet futurystyczną, a jednocześnie można też wyłapać inspiracje sprzed wielu dekad, na przykład twórczością soft-rockowego zespołu Steely Dan.

Joseph Mount: To jest fakt, że właśnie wtedy, nagrywając album English Riviera miałem taki pomysł, by przenieść się do tego momentu w historii muzyki, kiedy artyści za grube miliony dolarów nagrywali albumy, które następnie kupowały grube miliony osób. Czułem, że to już jest przeszłość. A Steely Dan to idealny przykład na zespół perfekcjonistów, którzy myśleli tylko o tym, żeby stworzyć album absolutnie idealny. Pomyślałem, że chcę zrobić coś podobnego dziś – w czasach, kiedy już nie przeznacza się na to takiej góry pieniędzy (śmiech). Obsesyjnie słuchałem superprodukcji od Steely Dan, ale też duetu Hall & Oates. Plus The Eagles, Doobie Brothers, wszystkich tych amerykańskich zespołów z szuflady tzw. yacht rocka.

Wracają do elektroniki – ostatnie 2 albumy wyszły też w remiksach, są na nich postaci takie jak: Michael Mayer, IDLES, Sascha Funke. Sam ich wszystkich wybierałeś?

Joseph Mount: Różnie. Czułem, że nie wiem wystarczająco wiele na temat tego, co się muzycznie dzieje na klubowej scenie, więc nie wszystkich wybierałem. Ale są tam też ludzie, o których zawsze myślałem, żeby zremiksowali coś Metronomy. Lubię remiksy za to, że choć w powiedzmy 80% nie masz może do czynienia z muzyką wybitnie interesującą, ale czasem, raz na jakiś czas, zdarzają się remiksy z naprawdę genialnymi pomysłami. To nie musi być robota kogoś znanego, to może być ktoś zupełnie nowy, ktoś bardzo młody, kto nagle wywraca twoją piosenkę w taki sposób, że myślisz: WOW. Więc jeśli chodzi o dobór remikserów, staram się ufać innym ludziom.

A których producentów muzyki elektronicznej najbardziej podziwiasz?

Joseph Mount: Jest wielu, którzy mieli na mnie duży wpływ. Największy miał na pewno Stuart Price, zwłaszcza jako Les Rhythmes Digitales. Artysta bardzo, ale to bardzo dla mnie inspirujący. Ale też Aphex Twin. I Daft Punk, dość oczywiste wybory. Oraz jeszcze DJ Shadow, też jedna z największych moich inspiracji.

A propos Daft Punk, czasem słychać francusko brzmiące motywy w twojej muzyce.

Joseph Mount, Metronomy: Tak jest, też mi się tak wydaje. To prawda, zdecydowanie. Album Discovery Daft Punk to wielka płyta, gdy wyszła miałem jakieś 18 lat, to było dla mnie naprawdę cool.

Metronomy – dlaczego zespół zaczynał od instrumentalnej elektroniki, a aktualnie więcej w jego muzyce organicznych brzmień? Odpowiedź na to i wiele innych pytań w wywiadzie przeprowadzonym przez Marcina Żyskiego. Zobacz także Co obejrzeć po „Reniferku”? Te seriale powinny wam się spodobać Początki polskiego rapu: pierwsze kasety, dissy i nadejście Scyzoryka Macklemore zabrał ważny głos. „Hind’s […]


ZOBACZ: Metronomy – Progresja, Warszawa [fotorelacja]

Obserwuj nas na instagramie:

Sprawdź także

Imprezy blisko Ciebie w Tango App →