Wykopane spod gleby #1. Nowości spoza mainstreamu


04 października 2016

Podziel się newsem:

Polub Rytmy.pl na Facebooku:

Zasypywani szałowymi wrzutkami z mainstreamu często nie mamy czasu złapać oddechu i zobaczyć co piszczy w runie leśnym aka pod glebą. Rytmy.pl spieszą z pomocą. Z gracją glebogryzarki będziemy przeczesywać owo runo i podrzucać Wam rzeczy niekoniecznie bardzo popularne, ale takie których nie powinniście przeoczyć.

1. Jenny Hval – „Female Vampire” z albumu Blood Bitch

Jenny Hval

Kto i gdzie?

Jenny pochodzi z Norwegii i ma na koncie pięć albumów. Dwa wydane pod szyldem Rockettothesky (sprawdźcie koniecznie kawałek „Sleeping Spines”), a trzy pod własnym nazwiskiem. Do 1999 produkowała się w gotycko-metalowym zespole Shellyz Raven. Na szczęście oprzytomniała, dzięki czemu możemy cieszyć się kawałkami takimi, jak poniższy.

Dlaczego?

Scenę damskiego songwritingu od kilku lat toczy klęska urodzaju. W zalewie nieodróżnialnych od siebie wokalistek, które łączą folk, indie-pop i elektronikę, Hval lśni jak diament. Przede wszystkim dlatego, że odrobiła lekcję z Laurie Anderson, a jej kompozycje wykraczają poza schemat kilku chwytów, smutnego tekstu i łkającego wokalu, przy którym porzucone dziewczyny mogą zażerać się lodami.

2. Sean Nicholas Savage – „Over the Night” z albumu Magnificent Fist

Sean Nicholas Savage

Kto i gdzie?

Sean to mocarna postać niezależnej muzycznej sceny Quebeku. Od debiutanckiej Summer 5000 z 2008 roku zdążył już w sumie wydać aż trzynaście płyt (!). Grywał już chyba wszystko oprócz ekstremalnego metalu: soul, folk, pop, indie, country, czy nawet outsider music. Sukcesywnie próbuje też budować wokół siebie otoczkę muzycznego intelektualisty-filozofa.

Dlaczego?

Dlatego, że jeśli już przyzwyczaimy się do jego mocno specyficznego wokalu i emploi, znajdziemy na jego płytach autentycznie powalające melodie. Powalające pięknem, prostotą, ale i pewnym autyzmem (stąd określenie outsider art w poprzednim akapicie). W Seanie mogą zakochać się w szczególności fani Philla Collinsa, Prince’a i mainstreamowego popu z lat osiemdziesiątych. Sean wiele od słuchacza wymaga, ale i wiele oferuje.

3. El Perro del Mar – „Ging Ging” z albumu Kokoro

el perro del mar

Kto i gdzie?

Z powstaniem tego projektu w 2003 roku wiąże się anegdota. Targana depresją Sarah Assbring wyjechała na wakacje nad ocean i tam, kiedy pod ciężarem smuty patrzyła sobie w ścielący się nad taflą wody horyzont, podbiegł do niej radosny piesek. Radosny na tyle, że Sarze zrazu zrobiło się lepiej. Piesek został. Nazwa na muzyczny projekt (El Perro del Mar znaczy Pies z morza) również. I tak już od pięciu płyt.

Dlaczego?

Sarah, mimo że z płyty na płytę staje się bardziej eksperymentatorska, nie bojąc się ani brzmień etnicznych, ani barokowego popu, nadal ma to, za co dało się ją pokochać przy okazji pierwszych nagrań. Tytaniczne wręcz pokłady nostalgii, rozpięte nonszalancko między doo-wopem, dream popem i zupełnie współczesnym dziewczyńskim songwritingiem. Sumuje się to na nagrania o wiele ciekawsze, niż choćby te jej o wiele szerzej znanej krajanki i (prywatnie) koleżanki, Lykke Li.

4. Slim Cessna’s Auto Club – „Commandment 3” z albumu Ten Commandments According to SCAC

Slim Cessnas Auto Club

Kto i gdzie?

SCAC powstali w Denver w 1992. Liderami są na tym wózku tytułowy Slim Cessna i znany również z uprawiania własnego poletka Jay Munly. Panowie zajmują się graniem tak zwanej gothic americany. Czyli miksu country, goth punka, bluegrassu, gospel i rockabilly. I próbują za wszelką cenę dowieść, że upiory nawiedzają nie tylko średniowieczne europejskie zamki, ale również niejedną stodołę na amerykańskim południu, gdzie można być swoim własnym szwagrem.

Dlaczego?

Southern gothic, death country, czy gothic americana przeżywa właśnie (albo właśnie skończyła przeżywać) swój kulminacyjny moment. W tej perspektywie wypada pamiętać o SCAC jako o pionierach gatunku, ale i jako o ozespole, który kładąc podeń podwaliny nie poszedł o krok za daleko. O ten krok, który odróżnia w ramach sceny słuchalnych od niesłuchalnych. Tych, którzy jeszcze grają muzykę, od tych którzy już tylko robią klimat. No i kto nie lubi szalonych kaznodziei prorokujących apokalipsę?

5. Butch Walker – „East Coast Girl” z albumu Stay Gold

butch walker

Kto i gdzie?

Butch Walker może być Wam znany z siedmiu poprzednich solowych płyt. A nawet jeśli nie znacie żadnej z nich, pewnie i tak gdzieś, kiedyś słyszeliście jakiś jego numer. A to dlatego, że komponował dla i produkował płyty Pink, Weezera, Fall Out Boy, Avril Lavigne, a nawet Carly Rae Jepsen. Rekomendacja to może na zasadzie pocałunku śmierci, ale i tak warto sprawdzić jego solowe nagrywki, bo…

Dlaczego?

…bo z powodzeniem można powiedzieć, że w kategoriach klasycznego rocka, folk rocka i gatunku singer-songwriter jest Walker artystą bardzo zręcznym, czerpiącym pełnymi garściami z takich tuzów, jak Ryan Adams (nie mylić z Bryanem!), czy nawet Bruce Springsteen. Z powodzeniem łączy wszystko, co z americanie miodne (nie mylić z modne!), a przy jego songach serce to roście, to się kraje. Warto jego kolejnych nagrań pilnować z sumiennością owczarka.

Sprawdź także:
5 problemów polskiej muzyki. Dlaczego nie potrafimy zrobić kariery za granicą?

Podziel się newsem:

Polub Rytmy.pl na Facebooku: