5 problemów polskiej muzyki. Dlaczego nie potrafimy zrobić kariery za granicą?


03 października 2016

Podziel się newsem:

Polub Rytmy.pl na Facebooku:

Polscy artyści kontra świat – wytykamy podstawowe błędy, które nasi rodacy popełniają podczas prób zawojowania innych krajów.

1. Wożenie drewna do lasu

margaret-1940x720

Powiedzmy to sobie szczerze na samym wstępie: ani Ameryki, ani Europy nie interesuje kolejna popowa gwiazdka z jakiegoś nikomu nieznanego kraju, bo wszędzie tam mają wystarczająco dużo swoich artystów grających to samo, co my. Stacje radiowe z całego świata mając do wyboru Rihannę z Barbadosu i Margaret z Polski bez wahania wybiorą pierwszą artystkę, bo nie dość, że jest rozpoznawalną marką, to na dodatek widać, jak bardzo Polka się nią inspiruje. Innym przykładem może być Edyta Górniak, która po legendarnym prawie-sukcesie na Eurowizji ponad 20 lat temu, próbowała wykorzystać swoją szansę na karierę zagraniczną. Niestety, każda płyta była coraz mniej udana i coraz bardziej podobna do setek innych zapomnianych krążków gwiazdek jednego sezonu. Pamiętacie, jak próbowała też być naszą odpowiedzią na Kylie Minogue (z mizernym skutkiem)?

2. Oczekiwanie takiego brzmienia, jakie już było

cool-kids-of-death-portret-zespol_5779810

Leszek Biolik, który produkował m.in. The Car is on Fire czy Drekoty, w wywiadzie przeprowadzonym przez Mariusza Hermę powiedział tak: „Naszym problemem jest wieczne naśladownictwo. Nagranie płyty niepodobnej do niczego, co już powstało, jest u nas odbierane negatywnie. Gdzie indziej oznaczałoby sukces”. Być może dlatego kawałek świata zobaczyli muzycy z Cool Kids of Death i The Car is on Fire – pierwsi dzięki temu, że w zanadrzu mieli debiutancki album nagrany na domowym komputerze i brzmiący przez to niezwykle surowo, natomiast drudzy na swoich wszystkich trzech płytach pokazywali inne twarze, inne brzmienie i inne melodie, co zdecydowanie zachęcało do kontaktu z ich muzyką.

3. Chęć natychmiastowych efektów

1

Każdy artysta powinien wiedzieć z doświadczenia zebranego na własnym podwórku, że rzadko kiedy sukces przychodzi błyskawicznie i jest efektem jednorazowych działań. Tak samo jest w przypadku występów w innych krajach, o czym nie wszyscy pamiętają. Najbardziej charakterystycznym przykładem pod tym względem może być grupa Myslovitz. Udało im się wydać album Korova Milky Bar po angielsku w dwudziestu siedmiu krajach oraz uderzyć w trasę, zahaczając nawet o parę festiwali, łącznie z Montreux Jazz Festival. Niestety, supportowanie Travisa i Iggy’ego Popa na niewiele się zdało – część zespołu uznała dalsze próby zawojowania zachodniego rynku za bezsensowne, czego dalszą konsekwencją była rezygnacja z wyjazdów zagranicznych (wyjątkami w tej kwestii były występy dla brytyjskiej Polonii).

4. Próba bycia światowymi na siłę, zamiast prób pokazania polskiego pierwiastka

ziolek-1

Przez długi czas naszym największym muzycznym towarem eksportowym była Kapela ze Wsi Warszawa. W ostatnich latach na zagranicznych festiwalach występował Kuba Ziołek ze swoim projektem Stara Rzeka. Czemu to właśnie im udało się zaistnieć? Co zafascynowało w nich zagraniczną publikę? Odpowiedź może kryć się w tym, jak brzmi ich muzyka: można wyczuć w niej polski charakter. Nawet jeśli są to przykłady z dwóch różnych półek gatunkowych, to nie da się zaprzeczyć, że dla słuchacza z innego kraju to właśnie odmienność od standardowych propozycji z innych krajów będzie elementem zwracającym uwagę.

5. Wieloletni brak sensownej polityki wsparcia

dontpanic22-04

Wielki boom lat 90., który miał miejsce w polskiej muzyce, nie wpłynął na pozycję krajowych artystów za granicą. Nawet jeśli zespoły pokroju Hey czy Varius Manx nagrywały płyty zawierające utwory śpiewane po angielsku, to nie miały siły przebicia, ponieważ ani wytwórnie płytowe, ani instytucje państwowe nie pomagały grupom przy wyprawach na Zachód w jakikolwiek sposób. Ostatnie lata przynoszą zmiany – coraz więcej polskiej muzyki pojawia się na europejskich showcase’ach, Instytut Adama Mickiewicza prowadzi działania w ramach Don’t Panic! We’re From Poland, a promotorzy zagranicznych festiwali przybywają na Offa, Open’era i Spring Breaka, aby zobaczyć, kogo można sprowadzić na kolejne edycje swoich imprez. Kto wie, może (o ile planów nie pokrzyżuje #dobrazmiana) nasza ciągła walka o europejską publikę jednak nie jest skazana na porażkę?

Sprawdź także:
Polskie płyty, które zasługują na „efekt Wodeckiego”

Podziel się newsem:

Polub Rytmy.pl na Facebooku: