fot. Szymon Golendzinowski

Swiernalis: „Wiele osób ten kraj kocha, ale też go nienawidzi” [wywiad]


28 kwietnia 2023

Obserwuj nas na instagramie:

Na albumie Stoicki niepokój Swiernalis brodzi w chaosie – związanym z relacjami miłosnymi, jego wnętrzem i poczuciem przywiązania do Polski. Zapytaliśmy artystę o to, dlaczego ufa przede wszystkim sobie, czy łatwo jest adresować album do swojej eks i za co kocha nasz kraj.

Stoicki niepokój Swiernalisa

„Jest sobie Swiernalis, jakiś odklejony typ, który idzie po swojemu” – mówi o sobie sam artysta, który wydał właśnie swój trzeci studyjny album Stoicki niepokój. To materiał chaotyczny, jak sam Swiernalis, który uważa stan nieładu za swój naturalny. „Lubię agresję, która nie wyrządza nikomu krzywdy. Możesz wedrzeć się ze wszystkim, co ci leży” – wyznaje w naszej rozmowie. Tak jak i to, że czuje się czasem w branży i życiu jak „barbarzyńca” i nie boi się określać swoich emocji „zwierzęcymi”.

Nowa płyta to nie tylko rozkładanie na czynniki pierwsze przeszłej relacji Swiernalisa w brutalnie szczerych tekstach. W opowieści o Polsce 0048 – utworze łudząco przypominającym emocjonalność Nie pytaj o Polskę Obywatela G.C. – odnajdą się wszyscy ci, którzy kochają kraj „pomimo, a nie za”.

„Świat jest piękny i ogromny. Ale my w tej Polsce… Jednak gdzie, jak nie tu? Gdzie tak pięknie czuć się sobą?” – mówi Swiernalis w wywiadzie, w którym opowiada o szczegółach albumu Stoicki niepokój.

Swiernalis, fot. Szymon Golendzinowski

Ania Lalka: Jak to jest z tym stoickim niepokojem? Chciałbyś zachować spokój, a jednak wychodzi inaczej?

Swiernalis: Jak jest dobrze, to zaczynam panikować. Kiedy wszystko jest okej, z tyłu głowy miewam myśli, że zaraz coś się stanie, coś się wywróci i nie będzie dobrze. Uczę się od lat tego, żeby tak nie robić. Jednak moim naturalnym środowiskiem jest delikatny niepokój. Dotyczy upływającego czasu, rzeczy, które nie zawsze się udają, czy po prostu chaosu, który mam obok siebie. Dlatego może jestem stoicki, bo to taki wyższy status quo, który znam i dobrze się przy nim czuję. 

Czuć w albumie niestabilność i chaos, o którym wspomniałeś. Jak odnajdujesz się w tym rozedrganiu?

Ten chaos jest dla mnie błogosławieństwem, bo uwielbiam, jak rzeczy po prostu się dzieją i nie jestem w stanie ich kontrolować. Choć samo pytanie powinno być skierowane raczej do bliskich mi osób, z którymi współpracuję, z którymi żyję, które jakoś w moim chaosie potrafią się odnaleźć. Wiem, że nie jest to proste. Ale każdy ma w sobie coś trudnego i sztuką jest znaleźć ludzi, którzy cię rozumieją i akceptują takim, jakim jesteś. Oczywiście próbujesz się ulepszać, pracować nad sobą, niemniej w takim kontrolowanym zakresie uważam, że jest to momentami nawet dobra cecha. Lubię nieprzewidywalność i abstrakcję w życiu. Staram się, jak to mówią ludzie, nie zabić w sobie dziecka. Uważam, że dużo możemy się nauczyć od dzieci, choć sam ich nie cierpię! Ale kiedyś wszyscy nimi byliśmy. W części z nas to zostało, a część z nas to w sobie zdusiła.

Dzieci są brutalnie szczere.

Tak! Ja też jestem brutalnie szczery, przez co z wieloma ludźmi trudno mi się utrzymuje kontakt, ale uważam, że gdybyśmy byli szczerzy, to świat byłby piękny.

To teraz ja będę – uśmiechnęłam się na twoim koncercie, gdy usłyszałam twój utwór Lalka. Jak już wiesz, to moje nazwisko, więc momentalnie zwróciłam na niego uwagę! Ale ujął mnie tak naprawdę tekst piosenki. Mówisz w nim, że chciałbyś mieć kogoś, kto nie będzie się ciebie wstydził i w pewnym sensie marzysz o wyidealizowanej, tytułowej lalce. Niełatwo powiedzieć wprost, że szukamy kogoś, kto spełni nasze oczekiwania.

Po tym koncercie doszedłem do wniosku, że turbo się w tym odsłoniłem. Gdy napisałem utwór i pierwszy raz usłyszała go na żywo, moja była dziewczyna, zapytała mnie: „Serio, naprawdę tak ci jest?”. Miała do mnie pretensje. Oczywiście jest to po prostu piosenka mniej lub bardziej związana z rzeczywistością, aczkolwiek usłyszałem później od wielu ludzi, że płakali i wzruszali się po Lalce. Skumałem, że faktycznie mówi ona o braku akceptacji od osoby, od której oczekujesz, żeby dostrzegła w tobie coś, na czym ci zależy. W momencie, gdy się to nie udaje, uciekasz w jakąś idealizację. Nawet nie w postaci osoby, ale przedmiotu, lalki, która zaakceptuje w tobie wszystko i w końcu będziesz mogła poczuć, że ktoś cię kocha i się ciebie nie wstydzi. 

Wiesz, sam słyszałem tyle razy ten utwór podczas tworzenia, że zaczął brzmieć dla mnie jak hasło reklamowe, jak mocno ograny slogan. Dopiero po rozmowach z osobami, które mówiły, że „ten numer to emocjonalne piekło”, czytałem sobie ten tekst i mówiłem: „O kur*a, faktycznie”. No, ale oczywiście tak naprawdę ten numer był dla ciebie (śmiech).

Nie wątpię! Ale tak zupełnie serio, podoba mi się, że te teksty nie są wygładzone. Mam czasami poczucie, że wielu artystów kształtuje dzisiaj swoją twórczość na podstawie oczekiwań słuchacza. Ty jednak grasz ostro, a nawet mówisz o sobie jako o barbarzyńcy, a o emocjach piszesz dość zwierzęco. 

Tak się też czuję. Nie chcę tu wyjść na jakiegoś buntownika, ale nie cierpię, jak coś jest ładne i ułożone. Dlatego trzeci album zrobiliśmy z Pawłem Cieślakiem, który jest w tym mistrzem – zawsze chce coś „zepsuć” i zrobić coś tak, jak jeszcze nie było. Zapamiętujesz, że jest to jakieś, a nie że to kolejny, idealny singiel na tych samych, sprawdzonych brzmieniach. Lubię, jak metaforycznie otwiera się na chwilę okno i wpuszcza się trochę powietrza, choćby na dole jeździły auta i był smog. Przynajmniej jest cyrkulacja.

Produkuję też numery dla innych ludzi, którzy wiedzą, że nie zrobimy tego tak „jak trzeba”. W dzisiejszych czasach, przy stu tysiącach utworów dziennie na Spotify, lubię, jak jest inaczej. Znam od dziecka to poczucie, że nie jestem stąd. Całe życie się przeprowadzałem. Nie miałem tych zgranych ekip, którzy wszyscy mieli. Zawsze musiałem gdzieś wyjeżdżać jako osoba z zewnątrz. I tak samo cały czas się czuję w tej branży. Jest sobie Swiernalis, jakiś odklejony typ, który idzie po swojemu. Na szczęście każdy w Kayaxie się do tego przyzwyczaił. Oczywiście odbywa się to kosztem tego, że nigdy nie będzie to muzyka mainstreamowa ani z największych scen festiwali. Dzięki temu mogę robić tak naprawdę to, co chcę od początku do końca. Od pierwszego słowa w tekście, przez brzmienie rzeczy, po to, jak wyglądają klipy i jak to się prezentuje. Bycie tym przysłowiowym barbarzyńcą jest miłe, ale trudne. I całkowicie świadome.

Brzmisz jako osoba, która przede wszystkim ufa sobie. Gdzie teraz czujesz się najlepiej?

Nie wiem. W Poznaniu spędziłem dekadę. Uwielbiam tam przyjeżdżać, ale nie mógłbym tam wrócić, bo to miasto zaczęło wyciągać ze mnie najgorsze cechy pod względem destrukcji i braku opanowania. Teraz od kilku lat mieszkam w Warszawie, gdzie kiedyś już byłem. Z żadnym miejscem nie jestem teraz mocno powiązany – wszędzie mam to samo, więc de facto nie mam nic. Ani mieszkania, ani większej rodziny. Traktuję Polskę jako miejsce, gdzie można się przemieszczać między miastem a miastem. Lubię to, że w każdym momencie mogę się spakować i mieszkać w innym miejscu. Mamy to szczęście, że Polska jest na tyle pięknym i zróżnicowanym krajem, że możesz jednego dnia wsiąść w auto i za chwilę patrzeć na morze, drugiego uciec w góry, a jeszcze innego spędzić czas w pięknej wsi albo pojechać do zatłoczonej Warszawy czy Krakowa i przebijać się przez korki.

Swiernalis, fot. Szymon Golendzinowski

O tym musi być utwór 0048, zresztą jeden z moich ulubionych na albumie. Rozumiem, że śpiewasz w nim Polsce: „Kocham cię biedną i nagą, bo ja cię kocham pomimo, a nie za”, a później, że „psychiatra już dawno stwierdził syndrom sztokholmski, ale obywatelstwo polskie”.

Mam problem z tym krajem, bo kocham Polskę i kilkukrotnie mieszkałem w różnych miejscach za granicą, ale zawsze tutaj wracałem. Z poczuciem, że nienawidzę tego kraju, nienawidzę tego, jak tu jest, jacy są ludzie, jacy są zimni, smutni, niepotrafiący cieszyć się z rzeczy codziennych. Jestem dość prostym człowiekiem – wstaję rano i po prostu cieszę się tym, że jest słońce, mam lodówkę na chacie, której ktoś przecież nie ma, a ja mogę też gdzieś pójść, spotkać się z ludźmi. Naprawdę kocham życie, począwszy od najmniejszych rzeczy. Strasznie mi tu jednak brakuje takiego podejścia. Odwiedzałem niedawno brata w Wielkiej Brytanii. Angole są, jacy są, ale zapytają „jak się masz” i złapią kontakt wzrokowy, nawet jeśli nigdy się już nie zobaczycie. Wróciłem i na lotnisku spotkałem oczywiście Polaka z tym takim polish smile’em na twarzy. Ale jednocześnie kocham tych ludzi, bo też jestem tym dziwnym, smutnym Polaczkiem, do którego za granicą nie przyznają się inni Polaczkowie. Ta piosenka jest o tym love-hate relacji z naszym pogubionym krajem. 

Krótko mówiąc, Nie pytaj o Polskę.

Ktoś mi już powiedział, że to Nie pytaj o Polskę 2.0. Odpowiedziałem wtedy, żebyśmy w ogóle nie używali takich słów! Nie ma dla mnie lepszego tekściarza w Polsce niż Grzegorz Ciechowski. Faktycznie, chcąc nie chcąc, musiałem się tym inspirować. Jak zdałem sobie sprawę z tego, ile słuchałem Republiki, czy Ciechowskiego solo i ile jego tekstów rozkładałem na czynniki pierwsze… to nie oszukujmy się, musi trochę do tego nawiązywać. 

Inspiracji jest sporo. Moją uwagę przykuł też ten związany z rapem, czyli Part Time Filozof. Jak to jest skonfrontować się z takim mocnym wyrazem?

Rapu słucham od dziecka, gdyż mój o 5 lat starszy brat był dresiarzem. Mieszkaliśmy na blokowisku, więc żeby być na bieżąco, słuchałem tych brzmień i do dziś słucham. Uwielbiam rap za to, że dziś pełni rolę takiej lokomotywy napędzającej rozwój. W popie wszystko jest praktycznie to samo, a muzyka rockowa jest zahibernowana i nie ma tam dużo miejsc na udziwnienia. Rap przebił wszystkie granice przyzwoitości i leci sobie w nieznane.

Kiedyś byłem w Suwałkach u kumpla w studiu. Piliśmy, paliliśmy jointy, a do niego przyjechali raperzy nagrywać utwór. Ułożyłem jeden refren. On zrobił zwrotki, później mi to wysłał. A że jestem szczery, powiedziałem mu, że mega mi siadł ten utwór, ale zapytałem, czy byłaby opcja, że nie będzie tam jego zwrotek. Powiedział: „stary, totalnie, rób to!”. Filip oddał mi ten numer, a my go zrobiliśmy na nowo z Pawłem Cieślakiem i zaprosiliśmy Shepporda. Słyszałem głosy od moich bliskich, żebym tego nie wydawał. Zdaję sobie sprawę, że to ciężki, trudny utwór i może nie być strawny dla moich dotychczasowych odbiorców, ale lubię takie rzeczy. Nie żałuję! 

Przetłumaczyłam z rosyjskiego zwrotkę Shepporda – jest wulgarna. Cały utwór jest bardzo agresywny. Czy w rapie można więcej?

Tak, on jest wyraźnie agresywny. Lubię agresję, która nie wyrządza nikomu krzywdy. Możesz wedrzeć się ze wszystkim, co ci leży. Zwrotka, no cóż… Zapytałem się, czy naprawdę to wypuszczamy, a on powiedział krótko, że to po prostu jego filozofia. Z drugiej strony, włączysz sobie pierwszy lepszy numer z TOP100 i słuchasz podobnych rapsów, ale na ciut mniej agresywnych bitach. Wiadomo o czym – o chędożeniu, nadużywaniu i kradzieży. To śmieszne, że wystarczy kogoś ubrać w moje ciuchy i dać ten sam numer i już są reakcje, że jest za grubo. A potem to samo robi Malik Montana albo Kukon i stwierdza się, że wszystko jest okej. Lubię burzyć te granice.

Masz najbliższy sobie utwór na Stoickim niepokoju?

O nie, to tak jakbym miał wybrać dziecko, które kocham najbardziej! Ale na tę chwilę na pewno lubię bardzo utwór Pył z Jagodą Kret. Któregoś dnia, wracając ze studia, puściłem go sobie i po prostu się rozpłakałem, co raczej mi się nie zdarza. Dopiero wtedy zdałem sobie sprawę, o czym ja tam śpiewam, do kogo to jest adresowane. Jagoda niesamowicie to zaśpiewała – miałem ciary. Jeśli miałbym z kolei pokazać komuś jeden utwór, to 0048. Zawsze będę dobrze wspominać też Kryptowalutę, choć nie każdy wierzył w to, że obroni się jako singiel. To mi też udowodniło, żeby słuchać siebie przede wszystkim. 

Ustaliliśmy już, że 0048 jest jakimś odniesieniem do Polski, w innych utworach nawiązujesz do tych swoich byłych relacji. Czy to kulminacja różnych twoich przeżyć, a może miałeś w głowie konkretną adresatkę czy adresata utworów?

Mam taki tryb, jak piszę, że często wizualizuje sobie osobę, która nie istnieje. Na poczet tego procesu pisania. Aczkolwiek faktycznie lwią część z tych utworów pisałem w trakcie związku z moją byłą dziewczyną, którą serdecznie pozdrawiam. Zresztą ona doskonale o tym wie. W większości jest to do niej albo przez nią. 

Co do 0048, zawsze miałem do siebie taką uwagę, że piszę piosenki, które są trochę o niczym, przez to, że są na pograniczu poezji i własnych emocji. A od lat miałem ciągoty do protest-songów. Pamiętam, gdy w trakcie Strajku Kobiet napisałem Polska to kobieta, którą zaśpiewał Michał Szpak. Stwierdziłem, że wreszcie napiszę piosenkę, która będzie też dla kogoś. Myślę, że jest wiele osób, które ten kraj kocha, ale też go kur*a nienawidzi i nie daje już rady. Codziennie myślę o tym, czy nie byłoby lepiej stąd wyjechać i zapomnieć o tym wszystkim, co tu się dzieje i żyć tak jak żyje mój brat albo znajomi w Niemczech czy Australii. Świat jest piękny i ogromny. Ale my w tej Polsce… Jednak gdzie, jak nie tu? Gdzie tak pięknie czuć się sobą? Gdzie tak pięknie czuć się sobą? 

Mam właśnie takie odczucia. Myślałam o wyjeździe, bo stale się denerwuję, ale nie mogłabym wyjechać. Komuś spoza Polski trudno byłoby mnie w pełni zrozumieć pod względem wspólnych przeżyć, tożsamości, języka. Myślę, że dla ciebie jako artysty też musiałoby to być skomplikowane. 

Prawie dwa lata mieszkałem w Wielkiej Brytanii. Chociaż znasz język i potrafisz się komunikować, orientujesz się, że będąc z nimi, nie łapiesz pewnych kodów kulturowych. U nas wiesz, że jest Marcin Prokop i Dorota Wellman, ale nie znasz ich w wersji brytyjskiej. I wiesz co? Cały czas, kurde, jesteś obcy i niezależnie jak długo tu będziesz, to wciąż będziesz kimś spoza tego layer one. Mimo że to jest kraj zbudowany na obcokrajowcach i multikulturowości. Jak wracałem do Polski, wracałem do siebie. Tam, gdzie znam wszystkie dobre i brzydkie strony życia i niestety wiem za dużo o nim. Łapię gesty, symbole. Jesteśmy kulturowo stąd. 

Swiernalis, fot. Szymon Golendzinowski

Kończąc brytyjsko – jak się czujesz?

Zestresowany i przemęczony! Ogarnianie samodzielnie różnych formalności tuż przed premierą. To minusik. Plusikiem jest patrzenie na zaangażowanie mojego zespołu i przyjaciół. Dopiero dociera do mnie, że ostatnie trzy lata się krystalizują. Jak to wszystko ze mnie zejdzie, to albo na 15 godzin pójdę spać, albo na 15 godzin pójdę w melanż!

Na albumie Stoicki niepokój Swiernalis brodzi w chaosie – związanym z relacjami miłosnymi, jego wnętrzem i poczuciem przywiązania do Polski. Zapytaliśmy artystę o to, dlaczego ufa przede wszystkim sobie, czy łatwo jest adresować album do swojej eks i za co kocha nasz kraj. Zobacz także Co obejrzeć po „Reniferku”? Te seriale powinny wam się spodobać […]

Obserwuj nas na instagramie:

Sprawdź także

Imprezy blisko Ciebie w Tango App →