fot. Wojtek Dobrogojski

WaluśKraksaKryzys – grande finale bez połamanych gitar


21 stycznia 2022

Obserwuj nas na instagramie:

WaluśKraksaKryzys nie jest reprezentantem sceny – jest jej antyreprezentantem, muzykiem odbitym w negatywie. Energię przetwarza na surowo, choć zarazem stał się wyśmienitym przewodnikiem emocji. Recenzujemy jego finałowy koncert w warszawskim Pogłosie.

WaluśKraksaKryzys – te drzwi już nigdy się nie zamkną

Waluś brzmi, jakby pewnego dnia wyłonił się zza drzwi mieszkania, odrobinę wczorajszy, w wymiętolonych ubraniach, z wielkimi worami pod oczami. Nie mówię tu szczegółowo, a raczej o całokształcie wrażenia, które przecież może być bardzo, ale to bardzo mylne. Nie w tym przypadku.

Jego otacza ta szczególna aura artysty, który trochę nie pasuje do naszych czasów, lecz zamiast lecieć na fali, bierze je za fraki i spuszcza im dziki łomot. Brutalny, ale pozostający wciąż w estetycznej formie, w której trzaski pękniętych kości i rozbijanych nosów robią za instrumental pod następny singiel. Ładne jest brzydkie. Brzydkie staje się ładne. Żonglerka konwencją (jaką?) w jego przypadku to żadna maniera, prędzej pragmatyzm, własne doświadczenia oraz wnikliwe obserwacje. To, co przyziemne nagle okazuje się niesamowicie atrakcyjne czy wręcz pociągające. Nie wszyscy to potrafią, czary-mary z rzeczywistością wymagają zwykle szerokiej perspektywy. Nie samej wyobraźni, a także trochę tych kompetencji twardych, przez które później trzeba nosić plastry na knykciach i mierzyć się z krzywym spojrzeniem.

W jego muzyce czai się trochę garażowej nostalgii znanej generacji naszych ojców, ale – WaluśKraksaKryzys wyszedł z garażu. I to wcale nie w kontekście przeskoczenia na wyższy level sprzedaży płyt i grania wyprzedanych koncertów. To było jak coming out, donośne trzaśnięcie drzwiami szafy. Bo jak lepiej podsumować tak brawurowe obnażenie się ze swoimi myślami?

Przeczytaj: WaluśKraksaKryzys: „Nie chcę wybijać się na łzawych historiach” – wywiad

WaluśKraksaKryzys Pogłos koncert recenzja
fot. Wojtek Dobrogojski

Koncert zdarza się tylko raz. Chyba że…

Ostatni koncert z trasy ATAK promujący album o tym samym tytule artysta zagrał 11 grudnia w warszawskim klubie Pogłos. Kto był na koncertach Walusia, ten… może sobie jedynie wyobrażać, co się tam działo. Byłam na wielu koncertach, wiele jeszcze przede mną i nie odpuszczę stwierdzenia, że każdy z nich jest po prostu inny. To szereg zmiennych powiązanych z miejscem, z publicznością, z akuratnym flow (nie mylić z profesjonalizmem), na którym akurat tego dnia ślizga się artysta. Skala jeden do jeden w tym wypadku nie istnieje i jest równie realna, jak złota rybka spełniająca życzenia. À propos życzeń – trzeba z nimi uważać, lecz niektóre z nich jak najbardziej mogą się spełnić. Na przykład to, by doświadczyć finałowego koncertu Walusia.

Unikalna, jednorazowa i absolutnie nadzwyczajna emisja warszawskiego występu zespołu odbędzie się premierowo w Radiu 357. Audycja odbędzie się za tydzień, 27 stycznia, a gościem Piotra Stelmacha w Wierności w Stereo będzie oczywiście WaluśKraksaKryzys.

Redakcja Rytmy.pl miała okazję przedpremierowo posłuchać materiału i specjalnie dla Was już teraz recenzujemy ATAK live z warszawskiego Pogłosu.

Przeczytaj: WaluśKraksaKryzys pisze brzydkie wiersze – recenzja albumu „ATAK”

WaluśKraksaKryzys Pogłos koncert recenzja
fot. Wojtek Dobrogojski

WaluśKraksaKryzys: live ostry jak nóż

Nie szukajmy mimetycznych wrażeń – to pierwszy strike. Koncerty live nie mają niczego naśladować ani udawać. Nie mydlą nam oczu, nie oszukują, nie zakłamują rzeczywistości. Rozciągają jedynie pulę możliwych emocji, umiejętnie je podsycają, pompują highlighty, a niedoskonałości nie kryją, lecz czynią z nich atuty. Wygładzone nagrania jak po nałożeniu instagramowego filtra, dziękuję, dalej. Jest, jak jest. Czasami krzywo, może i opornie, ale po zderzeniu się z czymś takim, czuje się wtłoczone w to sto czy nawet dwieście procent.

WaluśKraksaKryzys gra takie koncerty, jakby na każdym z nich przechodził samego siebie. Nie da się ich posortować rosnąco, bo nie da się ich porównać, to tylko rzecz artysty, który cichcem i mimochodem przekracza kolejne granice. W jego wykonaniu to bardziej przedzieranie się przez krzaki niż burzenie ścian i mostów, lecz – na wszelki wypadek, dobrze ich przecież za sobą nie palić. Warszawski Pogłos nie był wyjątkiem, lecz był wyjątkowy.

To solidna porcja doświadczalnej muzyki, która trawi się ciężko i jeszcze przez pewien czas po wszystkim, będzie odbijać się wspominkową czkawką. Konstrukcja koncertu była intencyjnie dziurawa, łatano ją aranżami, które były niczym improwizacja. Przedłużone intro i outro, rozszerzony punkt kulminacyjny, po co komu scenariusz, skoro da się płynąć z prądem? Waluś wraz ze swym zespołem nie brali jeńców, a taki koncert, który zagrali, śmiało mógłby być ich ostatnim. ATAK brzmiał jak wyzwanie, UŚMIECH CHELSEA pozostawił po sobie zaciśnięte w kieszeni pięści – no i rozciągnięte usta, unoszące się kąciki, po subtelnej zmianie słów w drugiej zwrotce. KROK PO KROKU pogłębił nieco aurę numeru niby wyjętego prosto z kina drogi, a gościnny występ Króla stał się dopełnieniem koncertu i tak już pełnego. Charyzma, magnetyzm, jeżdżące w żołądku poczucie niepokoju i adrenalina, która w zetknięciu z wyczynami Walusia ma nawet swój metaliczny posmak. Tak powinno konsumować się muzykę, równocześnie i pełnią zmysłów. Nawet, jeśli te odczucia bywają później przyczyną rewolucji.

WaluśKraksaKryzys Pogłos koncert recenzja
fot. Wojtek Dobrogojski

Od słowa do słowa, po drugiej stronie sceny

Relacja z pierwszej ręki. O koncercie w Pogłosie opowiedział również Artur Rawicz, dziennikarz muzyczny a także menadżer zespołu WaluśKraksaKryzys.

To był finał pierwszej trasy, jaką kiedykolwiek organizowałem, stąd nie wszystko poszło jak z płatka. Poza tym środek pandemii z ruletką prawną. Jednak koncert w Pogłosie wyszedł super, choć – mimo sold outu – nerwy towarzyszyły nam do końca.

Jest grudzień 2021 roku, dwa lata temu byłem TU na koncercie WaluśKraksaKryzys, jeszcze w zupełnie innym składzie, a po nim przy używkach i browarach zaproponowałem współpracę z Mystic. Od razu odmówił… Więc, miejsce szczególne i najlepsze na finał. Tu się w sumie wszystko zaczęło. Zaczynamy montaż, bo graty już były na scenie, jak przyjechałem na miejsce.

Pierwszy raz w życiu widzę wkurwionego Kastela próbującego rozbić gitarę o scenę, jak ja kilka dni wcześniej auto. Szczęśliwie nie wychodzi mu tak, jak mnie. A scena malutka. Chłopaki z gratami ledwo się mieszą. Ale to nie koniec. Przez cały rok, na każdym z koncertów Waluś zapowiadał zawsze Króla, choć zawsze go nie było. Nie chcę palić żartu, więc ten… Dobra, spaliłem. Tym razem na scenie musi zmieścić się nam jeszcze Król. A to kawał chłopa. Do ostatniej chwili zmienia umówioną wcześniej godzinę, na którą wpadnie celem próby. Próba trwa, a on pisze, że może jednak o 16:30? Kurwa. Nie ważne, to i tak chyba najmilszy i najkochańszy chłopak w tym biznesie. Przychodzi wcześniej niż ostatecznie zapowiedział, obiadu nie zjadł, a taki dobry zamówiliśmy. Jak wchodzi cały na biało, to akurat gitarzyści kończą udzielanie pierwszej pomocy niedoszłej ofierze Kastela, ktoś kończy montaż mikrofonów – pod sufitem – dla publiczności. To wyszło nam najsłabiej, dlatego tak słabo Was słychać. Poza tym – petarda po całości i klasa światowa. Jeszcze bez tablic rejestracyjnych na przedzie lecimy z Walusiem do Stelki, do Zielonego Żoliborza, bo akurat sobota. Dwaj panowie w czapkach wchodzą na antenę i już wiem, że nic nie może się spierdolić. Godzinę później Maciek puszcza spod palca intro…

To co działo się w garderobie, zostaje w garderobie.

Tego dnia poznaję też Mikiego, Mamy więc, obok profesora Frycza od dźwięku, zespołowego technicznego z prawdziwego zdarzenia. Właśnie staliśmy się drożsi, tylko to mnie martwi w tej sytuacji. Znów pozostaję najsłabszym i najmniej doświadczonym elementem w tej ekipie. Zawodowcy i marzyciel.

grudzień 2021, Warszawa / Pruszków.

Dziś ma swoją premierę kolejny teledysk WalusiaKraksyKryzys, promujący album ATAK. Tylko u nas obejrzycie go przed oficjalną publikacją, wraz ze specjalnym komentarzem artysty.

Przeczytaj: WaluśKraksaKryzys przedpremierowo o swoim nowym singlu TO, CO MIĘDZY NAMI

WaluśKraksaKryzys nie jest reprezentantem sceny – jest jej antyreprezentantem, muzykiem odbitym w negatywie. Energię przetwarza na surowo, choć zarazem stał się wyśmienitym przewodnikiem emocji. Recenzujemy jego finałowy koncert w warszawskim Pogłosie. Zobacz także Co obejrzeć po „Reniferku”? Te seriale powinny wam się spodobać Początki polskiego rapu: pierwsze kasety, dissy i nadejście Scyzoryka WROsound 2024. Zagrają […]

Obserwuj nas na instagramie:

Sprawdź także

Imprezy blisko Ciebie w Tango App →