Second-handy, czyli o drugim wcieleniu streetwearu


28 listopada 2020

Podziel się newsem:

Second-handy, lumpy, szmaty: różnie się o nich mówi, ale wszyscy wiedzą o co chodzi. Sklepy z używanymi ciuchami przeżywają obecnie swój renesans. Pytanie brzmi, dlaczego?

Reklama

Second-handy: transformacja

Z moich obserwacji wynika, że przeciętne małe miasteczko opływało w instytucje trzech rodzajów: kebaby, banki i właśnie lumpeksy. Tylko że jeszcze parę(naście?) lat temu w Polsce niejako luksusowym towarem były rzeczy zakupione w najzwyklejszych sieciówkach. Moda na Nike, Conversy itd. grzeje od dawien dawna, ale doskonale pamiętam czasy, kiedy flexowało się na spodnie z Zary. Co z tego, że kupione na przecenie i że kilka osób w klasie miało identyczny model. Ciuchami z lumpa nikt się nie chwalił, nawet jeśli wyhaczyło się tam kaszmirowy sweter, zupełnie niezniszczony płaszcz sto procent wełny, czy oryginalną koszulkę z merchu Metalliki z lat 80. O tym szeptano raczej po cichu, wśród paczki najlepszych znajomych. A dziś? Dziś śmiało powiem, że kultura lumpiarzy kwitnie w najlepsze i zdaje się, że wcale jeszcze nie sięgnęła szczytu. Takich kolejek jak przed second-handem o dziewiątej rano w dzień nowego dropu nie było nawet w PRL-u, kiedy u rzeźnika rzucili mięso. Patrząc obiektywnie: zero zdziwienia. W lumpach da się ubrać tanio, jakościowo, oryginalnie, no i ekologicznie. Normalnie żyć, nie umierać.

second-handy
fot. Andrzej Michalik

Second-handy – wchodzisz, znaczy kupujesz

Wiecie, z perspektywy kogoś nowego w tym światku, zupełnego świeżaka, takie wyprawy po łupy wydają się kaszką z mleczkiem. Wstać ciut wcześniej, ustać w kolejce, chwycić za koszyk i do boju. To jednak tylko wydaje się takie proste, bo jednak polowanie w lumpeksach różni się od zakupów w sieciówkach. Pierwszą i niezbywalną zasadą jest: nie nastawiać się. Szwendając się po galerii zazwyczaj idziemy z góry narzuconym celem, potrzeba mi kurtki, butów, itede, więc łażę po tych konkretnych sklepach i ignoruję resztę bodźców. W second-handach bierzesz, co jest. Jak szukasz sztruksowych dzwonów i się na nie natkniesz, to oczywiście good for you, ale jak zamiast nich znajdziesz hawajską koszulę, jakościowy sweter Freda Perry’ego albo i nawet zupełnie basicowy tees z H&M, to fanty, z których nie warto rezygnować. Raz, że skompletujesz z nich sobie oryginalny fit, dwa, że jeśli nie ty, to ktoś inny. Bo lumpowe zdobycze też idą na sell i to nawet z dziesięciokrotną przebitką.

second-handy

Second-handy – po czym poznać wytrawnego lumpiarza?

Trzeba wiedzieć, jak szukać. Jeśli chcesz po maksymalnej taniości, idziesz w dzień przed dostawą, gdy płaci się około 15 peelenów za kilo lub 2,3 złote od sztuki, różnie bywa. Trzeba się jednak liczyć z tym, że prawdziwe perełki już zniknęły. Zawodowi lumpiarze mają opracowaną taktykę, która pozwala im wyrywać autentyczne skarby – oni wybierają zazwyczaj moment dropu i nierzadko zgarniają z wieszaków wszystko, jak leci. Dopiero gdzieś w kącie sklepu sprawdzają, czy trafiło się coś ciekawego. Często chodzą w parach, sprzedawcy doskonale ich znają, bo wpadają co tydzień, wydają względnie dużo, a za nim coś kupią, robią konkretny reaserch. Używane ciuchy są cool, ale śmiganie w podróbach jest już zdecydowanie passe. Niby nie nakręca rynku, ale i tak, nie patrzy się na to dobrze, jak na piracenie filmów w dobie Netflixa.

Second-handy

Second-handy – nie tylko ubrania

Dla zajawkowicza i kolekcjonera, lumpeksy są najprawdziwszym błogosławieństwem. Limitowane edycje, dawno wycofane ze sprzedaży preorderowe ubrania, znane marki w vintage’owych odsłonach, czy rzeczy przypisane stricte do pewnych zawodów, jak na przykład kurtki pracowników niemieckiej poczty – gdzie jeszcze można to złapać, a do tego nie za miliony? A najlepsze, że to wcale nie wszystko. Buty, paski, wszelkiego rodzaju akcesoria, tak, tak, powiedzmy, że to wpisuje się w tą modową odsłonę. A przecież w second-handach na spokojnie można odkopać też przedmioty codziennego użytku. Działające konsole do gier, wiklinowe koszyki, ręcznie wyszywane obrazki, sztućce, zabawki. Czego dusza zapragnie i jeszcze więcej. Bo czasami też się zdarzy, że w kieszeni przed momentem zakupionych spodni znajdziemy jakiś miły bonus, zazwyczaj w postaci funciaków albo paru euro. I nagle się okazuje, że po zakupach i tak jesteśmy na plusie.

Second-handy

Second-handy – lans za trzy pięćdziesiąt

Lumpeksy totalnie wróciły do łask i śmiem stwierdzić, że obecnie są wręcz modnymi miejscówkami. Niektórzy spędzają (spędzali) czas w galeriach handlowych, a inni wybierają się do second-handu, spotkać się z ziomkiem albo nawet na randkę, bo czemu nie? Pośród młodych ludzi zdecydowanie rośnie świadomość tego, co noszą i jak to noszą. I tak, chętnie kupią sobie koszulkę Tommy’ego Hilfigera, ale nie wydają na nią stówki, tylko osiem złotych. Bo to się opłaca. Co ciekawe, profesjonaliści w sznufrowaniu po lumpach gęsto wieją snobizmem – znaczy, oceniają normików noszących się w sieciówkach, ale rad na wyszukiwanie fitów na szmatach, szczędzą. Prawdziwi grzybiarze przecież nie zdradzają swoich miejscówek, co nie? *wink*

Second-handy

Second-handy – lepiej robić coś, niż nie robić nic

Nawet uwzględniając takie zachowania i resell (na którym serio można nieźle zarobić i sporo zedrzeć), lumpowanie to mega pozytywne zjawisko. Jechanie kogoś za używane ciuchy zostawmy w latach 2000-2010, a tymczasem, cieszmy się dobrodziejstwami wszelkiej maści second-handów, podzielni, swapów ubraniowych, aplikacji pokroju Vinted oraz grupowych wymianek. Powtórzę, tanio, oryginalnie i ekologicznie. Bo tak by the way, wyprodukowanie jednej pary dżinsów to pi razy oko, 10.000 litrów wody. Lub więcej, nie wspominając już o tym, jak wygląda praca w szwalniach w krajach takich, jak Bangladesz, czy Tajwan. Dlatego bierzcie i kupujcie tam wszyscy. Róbmy dobrze planecie, no i naszym portfelom.

Second-handy, lumpy, szmaty: różnie się o nich mówi, ale wszyscy wiedzą o co chodzi. Sklepy z używanymi ciuchami przeżywają obecnie swój renesans. Pytanie brzmi, dlaczego? Second-handy: transformacja Z moich obserwacji wynika, że przeciętne małe miasteczko opływało w instytucje trzech rodzajów: kebaby, banki i właśnie lumpeksy. Tylko że jeszcze parę(naście?) lat temu w Polsce niejako luksusowym […]

Polub Rytmy.pl na Facebooku:

Sprawdź także

Kup Bilet Otwarty na dowolny koncert

Biletomat.pl
50 PLN
Jak kupić bilet?

Po kliknięciu "Kup bilet" przeniesiesz się do strony internetowej oficjalnego dystrybutora biletów i na jego stronie dokonasz zakupu.

Bezpieczne zakupy u oficjalnych dystrybutorów

Zakup biletu odbywa się na stronie oficjalnego dystrybutora biletów. Pamiętaj o tym, że jeżeli miejsca są numerowane, a bilety sprzedaje kilka firm, to każda z nich udostępnia inną pulę miejsc do wyboru.