fot. materiały prasowe

Rubens wynosi się z ułożonego świata do chaosu [wywiad]


08 kwietnia 2022

Podziel się newsem:

Gitarzysta, kompozytor, producent, do tej pory stojący w cieniu wielkich gwiazd, teraz jawi się w roli lidera. Rubens debiutuje nietuzinkowym brzmieniem zawartym w niemal self-made EP-ce – Wynoszę się.

Rubens — mocny pierwszy strzał i co dalej?

To, że Rubensa ciągnie w solowe rejony, było wiadome już od dawna. Jednak tego, że jeden z najbardziej ambitnych gitarzystów polskiej sceny muzycznej zacznie śpiewać — tego nie spodziewał się nawet on sam. Rubens po raz pierwszy pokazał swój wokal światu kilka miesięcy temu za sprawą singla Wszystko OK?, czym od razu zaskarbił sobie szeroką i oddaną publiczność, która przepadła w tym czułym, turbo wrażliwym repertuarze. I choć na pierwszy ogień poszedł najbardziej przebojowy reprezentant EP-ki Wynoszę się, to poziom kolejnych etapów solowej kariery Rubensa wcale na tym nie tracił.

Zobacz również: U Rubensa „wszystko OK”, a nawet lepiej

Wynoszę się to udane odświeżenie dla polskiej sceny rockowej

Nie potrzeba dziś nam to singiel, który trochę sam się wybrał — decyzję tę podyktował wybuch wojny w Ukrainie, wobec czego refrenowy wers „Nie potrzeba dziś nam wojny, płaczu i burz”, zyskał jeszcze większej mocy i zupełnie innego znaczenia, niż miał pierwotnie. Prawdziwą perełką na tym albumie jest bez wątpienia najnowszy singiel Pani Zamieć, oparty na gitarowym motywie w stylu retro, okraszony melodyjnym, śpiewnym refrenem i z uniwersalną, choć poruszającą historią, z którą nietrudno się utożsamić. Funkowo-rockowe Miasto drugich szans zachwyca basową partią, za którą również odpowiada Rubens (sic!), a całość zamyka Jak dobrze znów Cię mieć — smętnie snująca się melodia, w której przebijają się jednak wyraźne promienie nadziei.

Wynoszę się to z pewnością spory powiew świeżości dla polskiej sceny rockowej, choć liczę, że te pięć piosenek jest zaledwie zajawką tego, czym Rubens zaskoczy nas na swoim długogrającym albumie. Ten jest już w drodze, jednak zanim to — porozmawiałam z Piotrkiem o miejscu, w którym jako artysta znajduje się obecnie.


Rubens przesiada się na przednie siedzenia

Weronika Szymańska: Zacznę pewnie trochę sztampowo, ale wszystko OK u Ciebie?

Rubens: Zdecydowanie, wszystko OK. Każdy wywiad się teraz tak zaczyna, ale nic dziwnego – sam sobie zgotowałem ten los (śmiech).

No słuchaj — pierwszy singiel i od razu przebój! Co jest dość ciekawe, bo jako muzyk, kompozytor czy producent siedziałeś do tej pory na przysłowiowych „tylnych siedzeniach” u innych artystów. Teraz jesteś w roli lidera, który ma na sobie większą odpowiedzialność i to na Ciebie spada cały blichtr oraz — oczywiście mam nadzieję, że nie! – ale może też spaść fala krytyki. Jak się czujesz w tej roli?

Rubens: Całe szczęście na razie tej krytyki nie było jakoś dużo, choć jestem też w dość komfortowej sytuacji, bo póki co nie gram koncertów z tym materiałem (co nie znaczy, że za chwile ich nie będę grał!). Po prostu wydaję piosenki, które — jak się okazuje — całkiem dobrze sobie radzą. Zdaję sobie sprawę, że tak nie będzie zawsze i liczę się z tym, że na pewno pojawią się jakieś głosy niezadowolenia, ale to też jest OK. To, że śpiewam, piszę teksty i wydaję swoje piosenki, już samo w sobie jest dla mnie zajebiste. A jeśli przy okazji komuś jeszcze się to spodoba — to świetnie, ale przede wszystkim ja sam dobrze się z tym czuję. Od jakiegoś czasu trochę mi brakowało takiego środka wyrazu.

Mam rację, że ten album w większym stopniu zrobiłeś po prostu sam dla siebie?

Rubens: Zdecydowanie tak. Teksty piosenek trochę o tym świadczą. Przyznaję, że nie potrafię tworzyć abstrakcyjnych, oderwanych ode mnie historii. Niektórzy artyści kreują coś, co w żaden sposób ich nie dotyczy – w obecnej chwili ja tak nie potrafię. Na tej płycie jestem w stu procentach sobą.

To chyba faktycznie dość bezpieczne położenie, bo z tego, co mówisz, wnioskuję, że zwyczajnie sam się w tym spełniasz, a gdy to się dodatkowo podoba innym, to tylko in plus.

Rubens: Nie do końca jestem przekonany, czy to odkrywanie się tak mocno jest dla mnie bezpieczne. To się pewnie dopiero okaże, na ile możemy tu mówić o strefie bezpieczeństwa (śmiech).

Rubens Wynoszę się wywiad
Rubens, fot. Karol Gustavv

Zmiana koncepcji — z grającego na gitarze producenta w śpiewającego lidera

Do tego jeszcze wrócimy, ale gwoli dokonania pewnych formalności, powiedz mi co się u Ciebie działo w ostatnim czasie, bo w zasadzie ten debiut zapowiadasz już któryś raz. W 2020 roku ukazał się singiel z Johnem Porterem, promujący Twój nadchodzący album, a tu nagle zupełnie nowe rozdanie z Twojej strony. Tamten singiel zniknął, pojawił się zupełnie inny koncept…

Rubens: Tak, jak już wspomniałem — brakowało mi w tym wszystkim dodatkowego środka wyrazu. W związku z tym jeszcze w czasach przedpandemicznych miałem taki pomysł, żeby zaprosić kolegów i koleżanki, którzy śpiewają, zrobić razem piosenki i wydać je jako płytę producencką. Na to przyszła pandemia, która okazała się dla nas wszystkich czasem pewnego „zatrzymania”. Zapełniłem go sobie szukaniem rzeczy, które — mam wrażenie — już dawno we mnie były, ale pozostawały nieodkryte. Piosenki robię od dawna, w zasadzie od zawsze, a w trakcie pandemii zacząłem do nich dodatkowo śpiewać — trochę z nudów, trochę właśnie z chęci mocniejszego wyrażenia siebie. Po odsłuchaniu tych demówek stwierdziłem, że w zasadzie nie jest jakoś najgorzej, więc czemu nie? Zacząłem dopisywać teksty i takim sposobem w trakcie pandemii powstało kilka piosenek, więc naturalnie podjąłem decyzję, że koncepcja płyty Rubensa musi się zupełnie zmienić. Jeżeli potrafię zagrać na gitarze, potrafię sam zrobić piosenkę, w obecnej chwili już śpiewam i pisze teksty, to bez sensu robić album z zaproszonymi gośćmi. To jest zresztą bardzo trudne pod względem technicznym, żeby pospinać taki projekt w całość, gdzie trzeba umówić się na nagrania z — powiedzmy — dziesięcioma wokalistami, potem wstrzelić się w ich luki premierowe, żeby wypuścić swojego singla… Prawdopodobnie kiedyś ten projekt też dojdzie do skutku, ale na tę chwilę jest zawieszony. A płyta Rubensa będzie ostatecznie wyglądać zupełnie inaczej niż w tamtych założeniach, bo we wszystkich piosenkach będę śpiewał ja (śmiech)!

Nie wierzę, że będąc tyle lat na scenie, dopiero teraz dowiedziałeś się, że umiesz śpiewać!

Rubens: Naprawdę nigdy tego nie robiłem! Znając mój charakter — gdybym to robił, to na pewno tyle lat nie trzymałbym tego w tajemnicy (śmiech). A tak serio, lubię taką koncepcję ciągłego wychodzenia z porządku/ułożonego świata prosto do chaosu. Ciągłego przekraczania siebie — stąd też tytuł EP-ki – Wynoszę się. Po zostaniu ojcem, co jest chyba na szczycie sytuacji związanych ze stawianiem kroku w nieznane, to, co robię teraz, jest dla mnie na drugim miejscu.

Wydaje mi się, że to, o czym mówisz, jest w ogóle domeną powstawania artystycznych rzeczy — najfajniejsze efekty zawsze wychodzą z chaosu i wpuszczania się w nieznane.

Rubens: Mam wrażenie, że to pozwala uniknąć stagnacji. O ile uważam, że granie koncertów i istnienie w branży muzycznej w ogóle jest zajebiste, o tyle nie ukrywam, że po tylu latach intensywnego grania w kilku projektach, miałem moment zwątpienia. Kiedy kolejny weekend grasz koncerty, w końcu myślisz sobie — no super, ale znów raz robię to samo. Miałem już takie myśli, że może powinienem zrobić sobie jakąś przerwę, zająć się czymś innym, być może nawet iść do normalnej pracy… To był moment sporej stagnacji. W pewnym sensie z tego stanu pozwoliła mi wyjść współpraca koncertowa z Darią Zawiałow i dołączenie do jej zespołu… ale czasem, który totalnie wystrzelił u mnie poczucie świeżości, był właśnie okres pandemii. Miałem sporo czasu i przestrzeni do podjęcia ryzyka i robienia rzeczy, których wcześniej nie robiłem.

Rubens Wynoszę się wywiad
Rubens, fot. Karol Gustavv

Rubens: Muzyka zawsze była dla mnie „uplifterem”

Wróćmy na chwilę do kwestii tytułu EP-ki, bo domyślam się, że to, o czym wspomniałeś, nie jest jego jedynym podłożem. Skąd i dokąd się wynosisz? No i dlaczego?

Rubens: Od zawsze bardzo blisko mojego serca był motyw „ucieczki”. Wyjazdu z miasta, w którym się żyje na stałe, zrobienia czegoś wymykającego się schematom, czegoś nowego… Podoba mi się ten rodzaj eskapizmu. Tak więc, nawiązując do tego, o czym już rozmawialiśmy — wynoszę się z tego ułożonego świata. A drugi i — mam wrażenie — ważniejszy aspekt tego tytułu to fakt, że muzyka zawsze była dla mnie „uplifterem”. Zawsze podnosiła na duchu, czy to w słabszych, czy w lepszych momentach — z muzyką zawsze było w górę, po prostu. Lata mijają, różne „upliftery” zawodzą, a ten nie.

Złapię się jeszcze na chwilę tego, co powiedziałeś o odsłanianiu się. Faktycznie, słuchając tego albumu, od razu odczułam, że to są bardzo osobiste historie i pewnie niezależnie od twoich intencji słuchacze i tak odbiorą je autobiograficznie. Jak się czujesz w takim emocjonalnym negliżu?

Rubens: Nie chcę za dużo mówić, bo wolałbym zostawić słuchaczowi wolną rękę w interpretacji piosenek. Lubię ten rodzaj gry ze słuchaczem — oddaję mu album, z którym on może potem zrobić, co chce. Traktuję to jako taką niepisaną umowę między twórcą a odbiorcą — moje intencje i to, jak przeżywam własną twórczość, to jedno, ale w momencie, w którym oddaję ją odbiorcy, daję mu jednocześnie prawo do własnej interpretacji. Już teraz niektóre interpretacje dotychczasowych singli bardzo mnie zaskakują i to jest super. Zresztą, nawet jeżeli coś mogłoby mi się nie spodobać albo w jakiś sposób mnie zaboleć — jest to pewne ryzyko, które muszę przyjąć, oddając swoje piosenki odbiorcom.

Rozumiem, że nie chcesz za dużo mówić, aczkolwiek trochę Cię jeszcze pomęczę, bo taka jest moja rola w naszym dzisiejszym spotkaniu (śmiech). Dobrze to odczytuję, że powinniśmy traktować ten album jako jedną, spójną historię z konkretnym, dość burzliwym początkiem i konkretnym zakończeniem, gdzie w końcu, po licznych turbulencjach, wychodzi słońce i rzuca promień nadziei na tę relację?

Rubens: Skoro Ty postanawiasz mnie dalej męczyć, to ja nadal muszę się trzymać swojego i powtórzyć, że nie chcę dawać słuchaczowi gotowych interpretacji tych piosenek. Zostawiam to odbiorcy. Nie namówisz mnie (śmiech)!

Rubens Wynoszę się wywiad
Rubens, fot. Karol Gustavv

Rubens, czyli wrażliwość, oryginalność i samowystarczalność

Eh, no dobra… Z tego, co zrozumiałam z Twojej komunikacji — EP-ka jest zapowiedzią długogrającego albumu, który ma wyjść jeszcze w tym roku, tak?

Rubens: Bardzo bym chciał, żeby album wyszedł w tym roku, tym bardziej, że piosenki są już z grubsza zrobione. Muszę je jeszcze nieco dopieścić i ponagrywać to, czego nie ma nagranego, ale w zasadzie album jest już w dużej mierze gotowy. No i jest to w jakimś stopniu zapis pewnej chwili — konkretnego okresu w moim życiu. Dziś myślę już trochę do przodu, chciałbym robić kolejne rzeczy i w zasadzie robię je. Nie potrafię się zatrzymać (śmiech)!

To, co prezentujesz na EP-ce możemy traktować jako coś reprezentatywnego dla albumu czy ten będzie już zupełnie inną bajką, utrzymaną w odmiennym klimacie?

Rubens: Na płycie będą też inne odcienie Rubensa, aczkolwiek jedno z drugim się zazębia. Na obu wydawnictwach oddaję swoją wrażliwość, zostawiam w nich całego siebie. W zasadzie poza bębnami wszystkie instrumenty nagrywam też sam, więc zarówno EP-ka, jak i album będą przesycone moją wrażliwością. Nie wiem, czy to dobry styl pracy, nie wiem, czy tak powinno być… przecież w standardowym procesie nagrywania płyty to artysta/wokalista zaprasza instrumentalistów, ale na chwilę obecną nagrywam wszystkie instrumenty (poza bębnami) sam. Staram się tego za dużo nie rozkminiać. Myślę, że to może być w jakimś sensie oryginalne. Na ten moment mam wrażenie, że to działa i póki co nie chce tego zmieniać. Dobrze mi z tym.

No właśnie, w kontekście tego, że sam sobie jesteś w zasadzie wszystkim, bo i producentem, i kompozytorem, pisarzem, wokalistą — jak zamierzasz przełożyć ten materiał na scenę? Będziesz kompletował zespół czy pójdziesz np. w stronę solo actów?

Rubens: Oczywiście, że chcę zaprosić muzyków do tego projektu i mieć zespół!

Będziesz dowodzić na scenie jako Rubens-lider czy zamierzasz wpuścić w ten świat trochę filtrów innych wrażliwości, z którymi przyjdą zaproszeni przez Ciebie muzycy?

Rubens: Znam mniej więcej wrażliwości znajomych muzyków i zapraszając ich do współpracy, stawiam właśnie na te wrażliwości. Oczywiście wiem, jak pewne rzeczy powinny zabrzmieć na żywo i będę kierował nasze przygotowania ku temu, żeby one były zagrane tak, jak to sobie wymyśliłem. Chociaż nie zamykam się na inne propozycje. Już po pierwszych próbach wiem, że chłopaki, których zaprosiłem do grania, wynoszą w ten materiał coś od siebie i jestem na to totalnie otwarty! Nie mam jakichś dyktatorskich zapędów odnośnie przełożenia tego na wersję koncertową. Każda taka sytuacja, gdy ktoś proponuje coś ze swojej wrażliwości, swojej palety barw i umiejętności, jeśli to robi temu materiałowi dobrze — to jesteśmy w domu.

Rubens Wynoszę się wywiad
Rubens, fot. Karol Gustavv

(Nie)eklektyczny Rubens

Patrząc na listę projektów, w których miałeś swój udział, mam wrażenie, że nie ma grania, którego byś nie liznął. Potrafiłbyś określić siebie jako artystę za pomocą jednego przymiotnika, zamknąć się w jakimś konkretnym nurcie?

Rubens: Nie ma szans. Współprace, których się podjąłem czy projekty, które tworzyłem — tak jak zauważyłaś — pochodzą z bardzo różnych segmentów muzycznych. Jest takie, moim zdaniem, nadużywane słowo – „eklektyzm”, za którym za bardzo nie przepadam, więc nie użyje go w odniesienie do siebie (śmiech). Wole się po prostu w ogóle nie określać. Jakbyś spojrzała na moją listę polubionych utworów w Spotify, to tam też jest od sasa do lasa. Absolutnie nie potrafiłbym się jednoznacznie określić muzycznie.


Rubens – Wynoszę się EP, posłuchaj albumu!

Gitarzysta, kompozytor, producent, do tej pory stojący w cieniu wielkich gwiazd, teraz jawi się w roli lidera. Rubens debiutuje nietuzinkowym brzmieniem zawartym w niemal self-made EP-ce – Wynoszę się. Zobacz także Chill Time Is Not Wasted Time – Pezet kawałkiem „Mewa” promuje nową kampanię Sprite’a Jest piątek i jest „POST”. Nowy singiel Dawida Podsiadło już […]

Wiemy, gdzie są najlepsze koncerty. Sprawdź!

Biletomat.pl
20 PLN
Jak kupić bilet?

Po kliknięciu "Kup bilet" przeniesiesz się do strony internetowej oficjalnego dystrybutora biletów i na jego stronie dokonasz zakupu.

Bezpieczne zakupy u oficjalnych dystrybutorów

Zakup biletu odbywa się na stronie oficjalnego dystrybutora biletów. Pamiętaj o tym, że jeżeli miejsca są numerowane, a bilety sprzedaje kilka firm, to każda z nich udostępnia inną pulę miejsc do wyboru.

Polub Rytmy.pl na Facebooku:

Sprawdź także

Imprezy blisko Ciebie w Tango App →