fot. Szymon Golendzinowski

Susk: „Podziwiam każdą, która znosi to szambo. Nie lubię określenia »kobiecy rap«” [wywiad]


26 czerwca 2023

Obserwuj nas na instagramie:

Gdy pytam susk, jak reaguje na komentarze o tym, że jest kontrowersyjną postacią w polskim rapie, odpowiada: „Podziwiam każdą dziewczynę, która znosi to szambo”. Rozmawiamy o jej najnowszej EP-ce KURDE FAJA.

Stara kociara susk dissuje dorosłych

„Mam 21 lat i cały czas staram się usilnie robić w życiu to, co kocham, bo albo to, albo umieram” – pisze raperka susk tuż po wydaniu EP-ki KURDE FAJA. W nowym materiale kontynuuje szczerą narrację młodej artystki, z którą łatwo utożsamią się przedstawiciele generacji Z. Dissuje dorosłych, „pluje na Nixona”, wciela się w „starą kociarę” i mówi, dlaczego mówienie od serca jest dla niej priorytetem.

fot. Szymon Golendzinowski

Ania Lalka: Rap była twoją miłością od pierwszego wejrzenia?

Susk: Wychowałam się na rapie. Tata zawsze chciał wszczepić we mnie wajby Led Zeppelin, ale nigdy to ze mną nie rezonowało. Jak odkryłam hip-hop, to nie wiedziałam jakie wartości promuje i o co dokładnie w nim chodzi. Wpadła mi w ucho sama melorecytacja. Pierwszym raperem, którego zaczęłam słuchać więcej, był Pezet… To ciekawy wybór, bo miałam 10-11 lat. Siedziałam potem chwilę w amerykańskim rapie i poznawałam scenę dzięki Nicki Minaj i jej współpracom – miała dużo konotacji z Young Money, była z Nasem. Mój background jest jednak daleki od tego wszystkiego, bo światopoglądowo wpadłam w inną bańkę. Znajomi nie słuchali rapu, chyba że przez moje polecenia. Mieliśmy i mamy dużo refleksji tożsamościowych i patrzymy na rzeczywistość dość kompleksowo. W większości doszliśmy do lewicowych wniosków opierających się na sprawiedliwości społecznej. Język hip-hopowy i obecna w nim forma wyrazu trochę się z tym gryzie w kontekście języka czy inkluzywości. Obie te rzeczy są jednak we mnie, więc żadnej nie wykluczam. Samoistnie wychodzi, że trochę jestem w opozycji.

Czyli artystę można oddzielić od jego dzieła, konwencji?

Susk: Jeśli artysta zrobił coś złego i strasznego w życiu prywatnym, jestem jedną z tych osób, które nie mogą tego przełknąć. A co za tym idzie – nie wspieram takiej osoby poprzez słuchanie jej muzyki. Jestem jednak w stanie skumać, że ktoś nie ma takich poglądów, jakie prezentuje w tekstach swoich numerów. Wiem, że takim przykładem jest Diho. Dziś słuchałam niedawno wydanej przez niego płyty. I oczywiście przyznaję, te teksty są straszne. Ale on na tyle wyraźnie kreuje swoją postać, że widać, że to nie jest tak naprawdę on. Dla wielu osób w rapie liczy się jednak autentyczność oraz manifestowanie własnych poglądów.

Na swojej EP-ce masz utwór realtalk, w którym mówisz, że „od tego jest hip-hop”. Wyobrażasz sobie, że jako susk miałabyś nagle wcielić się w rolę kompletnie innej osoby i np. rapować o byciu złym człowiekiem?

Susk: Nie wyobrażam sobie wyjścia z mojej pozycji. Na tej EP-ce są storytellingi, ale wciąż nie wcielam się w osoby odległe ode mnie. Rozumiem używanie konwencji, ale czasem ciężko słucha mi się tej formy. Zbyt cenię autentyczność w wyrazie, przynajmniej na tym etapie. 

fot. Szymon Golendzinowski

Ciekawa jestem, kim była młodsza susk i co się stało, że znalazła się w Warszawie. Jesteś z Częstochowy. 

Susk: Zawsze byłam zakochana w Warszawie, dużym mieście i jego możliwościach. Żyłam w miasteczku pod Częstochową, ale jestem z nią związana przez szkołę czy mieszkających tam znajomych. Kiedyś było tam hip-hopowe środowisko, ale jeszcze wtedy nie tworzyłam, a może nawet nie było mnie na świecie. Niedawno była nawet wystawa w Muzeum Częstochowskim o lokalnych źródłach hip-hopu. Czuć, że wciąż są tam inspirujący ludzie, są różne kulturalne festiwale, ale siłą rzeczy wydaje mi się, że w Częstochowie – choć jest fantastyczna i bardzo płodna artystycznie – nie ma wielu perspektyw.

Warszawa dalej ci się tak podoba? 

Susk: Jestem zachwycona. Wyrosłam w miejscu, gdzie potrafił jeździć jeden PKS na dzień w tygodniu, a w niedzielę żaden. Tutaj jest wygodnie, wszystko jest dostępne. Kto wie, może za dziesięć lat powiem: „Za szybko, za dużo, niefajnie”. Trochę się czasem dziwię ludziom starszym, którzy tu żyją. Musi być trudno przemieszczać się na przykład w centrum, kiedy jest się osobą, która nie biegnie tak szybko jak korposzczur na Woli. 

Wyobrażam sobie, że Warszawa podbija pewność siebie. Inspiruje cię to w kontekście rapu?

Susk: Totalnie. Hip-hop najprężniej działa w tkance miejskiej. Tutaj zjeżdżają się raperzy, są producenci i studia nagraniowe. To trochę centrum działania osób rokujących. Jest tu choćby siedziba mojego wydawcy. Warszawa sama w sobie jest fascynująca. To, że każda dzielnica to inny vibe. Mini miasta w jednym wielkim mieście. 

Sporo rapujesz o zdrowiu psychicznym. To miasto nie zjadło cię w tym kontekście? Znam sporo osób, które nie wytrzymały tego pędu.

Susk: Samo miasto nie było jakimś dużym czynnikiem, który mnie dobił. Jednak to przytłoczenie jest zrozumiałe, bo jest tu ogrom ludzi i bardzo łatwo wpaść w panikę, jadąc pełnym autobusem, gdy chce ci się płakać. Mimo wszystko pociesza mnie to, że można zachować tu pewną anonimowość. Płacząc w wiejskim busie byłoby to bardziej „upokarzające” niż w Warszawie, bo tutaj każdy ma jakiś swój biznes na głowie. Ty jako jednostka, będąca dla kogoś totalnym enpecetem, nie grasz żadnej roli, dopóki nie jesteś giga celebrytką.

Tempo niby jest szybkie, ale jak mieszkasz na Starej Ochocie w chillującej miejscówce, pewnie tego nie odczujesz. Inaczej będzie w wieżowcach na Woli. Mnie bardzo przytłaczają nowoczesne miejsca dla burżujów. Takie trochę Browary Warszawskie. Albo Norblin. Widzę dużo kontrastów pomiędzy ludźmi, którzy siedzą obok tych miejsc, a tymi w środku. Obraz tego jest dla mnie dość przykry. 

fot. Szymon Golendzinowski

Trochę kojarzy mi się to z utworem diss na dorosłych, gdzie wyśmiewasz stereotyp: „Panowie w garniturach pluli, słysząc o czym marzy Zuzia”. Mam wrażenie, że wiele osób po dwudziestce czuje się trochę w potrzasku. Wielu nie identyfikuje się w pełni z dorosłością, ale nie są też już nastolatkami.

Susk: Mam 21 lat i jest to dla mnie mega dziwne. Czasem dalej się czuję, jakbym miała 16 i z tego co słyszę, jest to uniwersalne doświadczenie. Cieszę się, że z tym, jak się czujemy, idzie też to, że mamy przestrzeń do dorastania trochę wolniej. Jak myślę sobie o tym, że moja mama urodziła mnie jak była w moim wieku, paruje mi głowa i łapie mnie wrażenie, że wybuchnie. Wiem, że mam więcej czasu na to, żeby dowiedzieć się, czego chcę. Pokolenia wcześniej tego nie miały. Można mówić, że Zetki są roszczeniowe i nie chce im się pracować, ale to bardzo dobrze (śmiech). Nie będziemy robić za 2500 po 80 godzin tygodniowo. Dajemy sobie czas. Podważanie autorytetu dorosłości było u mnie od zawsze. Zauważyłam, że osoby dorosłe akceptują moje działania, odkąd odnoszę sukcesy.

Jednak dzieje się to dopiero, jak osiągnęłaś „sukces”.

Susk: To nie jest tak, że wystarczy, że mam marzenia i chcę je spełnić, żeby ludzie byli wspierający. Wcześniej mówili coś w stylu: „Mój kolega Zdzisiek też grał na gitarze pod sklepem i co? Był bezdomny. Idź sobie na dobre studia”. To, że jestem wartościowa, usłyszałam dopiero, jak pojawiłam się w „Vogue’u” czy „Wyborczej”. Diss na dorosłych jest na to odpowiedzią. Było mi po prostu przykro, że ci ludzie trochę zostali wypruci ze swoich marzeń na rzecz tego, co musieli robić. Przez to uważają, że te marzenia są nie do osiągnięcia.

Myślisz, że młode osoby teraz częściej pozwalają sobie na robienie tego, co lubią?

Susk: Mam nadzieję. Samo to, że ludzie szybciej zakładali rodziny, szli do pracy i mniej popularne były gap yeary sprawiało, że mieli mniej czasu. Teraz jest go więcej, tak samo jak wątpliwości. To irytujące, ale z drugiej strony trzeba czasem coś podważyć, żeby dojść do swojej tożsamości. 

Dla mnie to są oczywiste, normalne rzeczy. Wciąż dziwi mnie jednak, że czytając o tobie w sieci, znajduję określenie „kontrowersyjna”. W środowisku musisz też wciąż mierzyć się z negatywnymi opiniami. Wykształciłaś sobie pancerz?

Susk: Staram się mieć to w dupie, niemniej przed SBM i tym boostem, który mi dał,  nie musiałam mierzyć się z takimi komentarzami. Nie mam za bardzo, do czego się odnieść, jak widzę tak krytyczne komentarze na mój temat. Mam przeświadczenie, że one nie dotyczą mnie prywatnie, ale są wyrazem wielkiej frustracji i strachu wobec czegoś, co według tej osoby mogę reprezentować. Staram się uspokajać i z każdym doświadczeniem idzie coraz łatwiej z konfrontowaniem się z tymi słowami. 

Co do nagłówków, to tak… „Kontrowersyjna raperka z SBM-u”. Gdzie ja jestem kontrowersyjna? Polityka, do której nawiązuję, jest w źródłach hip-hopu. Polityczny sprzeciw wobec dyskryminacji – robię to samo. Nie wiem, skąd wzięło się przekonanie, że nie powinno się mieszać polityki z rapem. 

Myślę, że obie dobrze wiemy, że nie chodzi tu o politykę, ale o twoją płeć. 

Susk: (śmiech) Oj tak!

Określenie „kobiecy rap” to trochę trigger. Można solidaryzować się z innymi raperkami albo mieć na to wywalone, żeby unikać tej łatki. Jakie ty masz podejście?

Susk: Przede wszystkim bardzo wspieram każdą dziewczynę, która tutaj jest, bo wiem, że to mega trudne. Niezależnie od tego, czy lubię to, co robi, czy nie. Podziwiam każdą, która znosi to szambo. Nie lubię określenia „kobiecy rap”, choć trudno od niego uciec i korygować każdego, kto się tak wypowiada. 

Ale chcesz wynosić na sztandar np. to, że jesteś feministką?

Susk: To część mnie. Nie mam żadnych najważniejszych postulatów w mojej działalności, ale bycie feministką jest częścią Zuzi, więc siłą rzeczy będzie się przewijało w tych tekstach. Tak samo jak bycie bi. To, że słuchacz zwróci uwagę najbardziej na to, a nie na to, że zarapuję o lubieniu Romana Ingardena, to już inna sprawa. Na pewno jednak będę podkreślać to, że jestem feministką. Warto pamiętać, że kobiety mają inaczej. To trochę jak z osobami czarnymi. Nie możemy powiedzieć, że nie widzimy koloru ich skóry, tak samo jak tego, że nie widzimy płci. Należy rozróżnić, że te osoby mają inny background i wywodzą się z innych rzeczy. Warto podkreślać wtedy, że jest to „scena kobieca”, ale liczy się kontekst. Jak widzę newsy w stylu „kontrowersyjna reprezentantka kobiecej sceny rapowej”, to coś mnie zalewa.

Przechodząc do brzmień na Kurde Faja, podoba mi się, że czasem schodzisz trochę z ciężkości i pojawiają się bardziej taneczne rytmy – np. w takich utworach jak nixon sram ci na grub i realtalk. Widzisz siebie częściej w takich gałęziach hip-hopu?

Susk: Bardzo się cieszę, że tak jest. To nie tak, że mam jakiś konkretny zamysł na to, jak dana płyta będzie brzmieć. Piszę ileś tam numerów i potem stwierdzam, które pojawią się finalnie w materiale. To wyszło totalnie samoistnie. Może dlatego, bo po prostu bardziej tego teraz potrzebuję. Oba te bity zrobiła slodkakotka123. Nie wchodzę w jej proces. Pracujemy równolegle i jeśli nie ma akurat jej bitu, który by mi pasował, piszę pod coś innego i wysyłam jej, jaki vibe i BPM-y mi pasują. Ona ma jednak o wiele większą wyobraźnię muzyczną. Dobrałyśmy się fantastycznie i to zdecydowanie ona odpowiada za przyprawienie tego projektu tanecznymi brzmieniami. Nie wywodzi się totalnie z hip-hopu i mimo tego, że jest w jej muzyce trochę oldschoolowych klimatów, sama jest giga fanką Taylor Swift czy Harry’ego Stylesa. Jest bardzo wszechstronna. 

Niezła synergia! Wyobrażasz sobie eksperymentowanie z innymi gatunkami?

Susk: Współpracuję z innymi osobami, które robią podkłady. Zazwyczaj są związane z hip-hopem. Niemniej, rozmawiałam też z artystami robiącymi inne rzeczy, takie jak folk czy muzykę instrumentalną z elementami banjo. Kiedyś nawet marzyłaby mi się płyta, na której byliby wykonawcy z zupełnie innej bańki. Kocham klejenie ze sobą rzeczy, które pozornie do siebie nie pasują. Do dziś jednym z moich ulubionych hitów jest Old Town Road Lil Nasa z Billy Rae Cyrusem. Na pewno będą jeszcze u mnie takie rzeczy. 

Masz wymarzoną polską współpracę?

Susk: Jakbym nagrała coś z Fiszem, tobym się popłakała. Jakby Łona w ogóle mnie posłuchał, to też bym się popłakała. Chciałabym też kiedyś współpracować z Urbańskim – byłam pod wielkim wrażeniem, jak wyszła jego płyta z Tymkiem.

Jakie masz oczekiwania wobec premiery?

Susk: Mam oczekiwania wobec siebie. Niezależnie jak ta EP-ka pójdzie, nie chcę, żeby wpłynęło to na moje poczucie własnej wartości. Jak mam giga pasję i większość rzeczy w moim życiu jest z tym związana, czasem za mocno uzależniam własne samopoczucie od tego, jak mi idzie na tym polu. Liczę oczywiście na to, że EP-ka świetnie się rozniesie i jestem z niej niesamowicie zadowolona! Myślę, że dojrzewam twórczo.

Gdy pytam susk, jak reaguje na komentarze o tym, że jest kontrowersyjną postacią w polskim rapie, odpowiada: „Podziwiam każdą dziewczynę, która znosi to szambo”. Rozmawiamy o jej najnowszej EP-ce KURDE FAJA. Zobacz także Co obejrzeć po „Reniferku”? Te seriale powinny wam się spodobać Początki polskiego rapu: pierwsze kasety, dissy i nadejście Scyzoryka WROsound 2024. Zagrają […]

Obserwuj nas na instagramie:

Sprawdź także

Imprezy blisko Ciebie w Tango App →