fot. Michał Pańszczyk

PAULA ROMA debiutuje. EPka „Cześć, tu PAULA ROMA” to jej muzyczna autoterapia – wywiad


12 czerwca 2021

Podziel się newsem:

Jej droga do tego miejsca była długa, kręta i wyboista. Wytrwałość i wiara w marzenia doprowadziły ją tu – do dnia, w którym światło dzienne ujrzała debiutancka płyta Cześć, tu PAULA ROMA.

PAULA ROMA debiutuje EPką Cześć, tu PAULA ROMA

Gdy rozmawiałam z PAULĄ ROMĄ pierwszy raz, czyli mniej więcej rok temu, przy okazji premiery jej debiutanckiego singla Niedopowiedzenia, artystka podkreślała, że nie wolno się złamać. Podejrzewam, że od tego czasu okazji, aby powiedzieć sobie kultowe „dość” miała co nie miara. Jednak, pozostając wierna swoim własnym słowom, dotarła tu, gdzie jest dziś i świętuje premierę swojego debiutanckiego albumu Cześć, tu PAULA ROMA.

Zobacz również: PAULA ROMA: „Nie wolno się złamać” – wywiad

Jak na debiutantkę, kryjąca się pod tym pseudonimem Paulina Romaniuk otoczyła się imponującym gronem osób. Przy swojej świeżutkiej jeszcze EPce współpracowała bowiem z Jurkiem Zagórskim – uznanym i rozchwytywanym polskim producentem, który główną część swojej muzycznej działalności poświęcił na pracę z Natalią Przybysz, zasilając również szeregi jej zespołu koncertowego. Oprócz Jurka Zagórskiego na Cześć, tu PAULA ROMA słyszymy również takie osobistości świata muzyki, jak Mateusz Krautwurst, Wojtek Traczyk czy Aleksander Orłowski.

To 6-piosenkowe wydawnictwo jest zaledwie intrem wprowadzającym słuchach w świat PAULI ROMY i zapowiadającym nowy rozdział w twórczości artystki, który nastąpi już niebawem. Skutecznie jednak wyostrza apetyt na więcej, o czym bardziej szczegółowo opowiedziała nam sama autorka tego wydawnictwa.

Cześć tu Paula Roma wywiad
„Cześć, tu PAULA ROMA”, okładka albumu

PAULA ROMA – wywiad

Weronika Szymańska: Przez wielu dziennikarzy jesteś określana jako nadzieja, bądź objawienie polskiej sceny muzycznej – jak się z tym czujesz?

PAULA ROMA: Nie dochodzi to do mnie. To są ogromne słowa, zresztą wydaje mi się, że polska scena muzyczna ma się bardzo dobrze i nie wiem czy jest jej potrzebna nadzieja… :)

Jestem oczywiście bardzo dumna, że ktoś, kto się na tym zna mówi tak o mojej osobie. Dla mnie to takie ukoronowanie mojej pracy przez ostatnich siedem lat i czuję się dopingowana tymi określeniami. Zwłaszcza, że śledzę polską scenę alternatywną i jestem w szoku, że spośród tych wszystkich osób jestem zauważona, bo są piekielnie zdolni ludzie w Polsce.

Myślę, że u Ciebie działa to, co Jurek Zagórski powiedział ostatnio na Twój temat – masz określony wizerunek, wiesz po co wchodzisz na ten rynek, wiesz, co chcesz osiągnąć, masz konkretną propozycję i za samymi piosenkami idzie coś jeszcze. To działa jako całokształt.

PAULA ROMA: Jak Jurek to powiedział, to poleciała mi łezka. Podziwiam go jako artystę, producenta, ale też po prostu jako dobrego człowieka, dlatego jak on powiedział, że to wszystko jest takie spójne, to jest to dla mnie jak taka druga korona. Albo pierwsza nawet!

Cześć tu Paula Roma wywiad
PAULA ROMA, fot. Michał Pańszczyk

PAULA ROMA o współpracy z Jurkiem Zagórskim: „Chyba po prostu nie dałam mu żyć”

Jurek na co dzień pracuje z takimi artystami jak Natalia Przybysz, Krzysztof Zalewski, Muniek Staszczyk czy Ofelia. Podejrzewam, że takich zapytań o współpracę od debiutantów ma sporo i z pewnością dokonuje spośród nich skrupulatnej selekcji, więc domyślam się, że niełatwo było nawiązać z nim kontakt. Jak zatem doszło do waszej współpracy?

PAULA ROMA: Faktycznie, nie było łatwo, przyznaję. Ale, co ciekawe, ten kontakt ziścił się bez żadnych znajomości. W wielu branżach liczy się przecież to, że ktoś Cię gdzieś poleci, a tu zupełnie tak nie było. Usłyszałam płytę Prąd Natalii Przybysz, a potem Zalewski śpiewa Niemena i po prostu wiedziałam, że Jurek to producent moich marzeń. Ta przestrzeń, która się na tych płytach pojawia, te dźwięki gitar, które są tak minimalistyczne i znaczące jednocześnie, zostawiły w mojej głowie na tyle silny ślad, że próbowałam po drodze robić parę piosenek z innymi producentami, ale to już nie szło. Więc stwierdziłam, że poczekam tak długo, jak będzie trzeba. Napisałam do Jurka maila, ale był wtedy w jakiejś prywatnej podróży i powiedział, żebym odezwała się za kilka miesięcy. Przesunęłam wtedy palcem po kalendarzu i zapisałam sobie „odezwać się do Jurka Zagórskiego”. Parę miesięcy później wyskoczyło mi powiadomienie, więc ponownie do niego napisałam. Ostatecznie wyszło tak, że ja mu chyba po prostu nie dałam żyć. :D Pamiętam, że Jurek nie do końca był przekonany i chciał najpierw porozmawiać ze mną na kawie, a nie w studiu. Nie dziwię mu się, ponieważ miałam wtedy jedynie jakiś materiał początkowy, który nie mógł mnie przedstawić w najlepszym świetle. Na tej kawie bardzo dobrze nam się rozmawiało, choć było tam dużo światopoglądowych tematów i chyba chodziło o wyczucie, czy my się w ogóle dogadamy jako ludzie. Po tej kawie Jurek powiedział: „Spotkajmy się w studiu i spróbujmy zacząć numer. Tylko przynieś jakiś szkic, albo punkt zaczepienia”. Przyniosłam wtedy Cześć, tu miłość, w całości napisane, prawie gotowe. Jurek to usłyszał i powiedział: „Robimy to!” i skończyliśmy ten numer w wersji roboczej w kilka godzin. Po tym naszym pierwszym spotkaniu dostałam zupełnie nowej energii i w tamtym momencie zrozumiałam, że wydam własną płytę.

Mam wrażenie, że Wy się też stylistycznie bardzo dobrze dobraliście, bo na tym albumie nie czuć, żeby to było pociągane bardziej w którąś ze stron. Słychać tu bardzo partnerską współpracę.

PAULA ROMA: Ja bym powiedziała, że to jest jedna strona – wspólna strona. Nie mieliśmy w studiu ani jednej muzycznej sprzeczki, chodzi mi o takie konfrontacje, że komuś się coś podoba, a komuś nie… Nigdy się też nie zdarzyło, żebyśmy musieli się nawzajem do czegoś przekonywać. Myślę, że ta współpraca jest bardzo gładka. Estetycznie jesteśmy sobie po drodze.

Paryż i gotowanie, czyli muzyczne przedstawienie PAULI ROMY

Ta płyta jest podpisana jako Twoja muzyczna wizytówka. Nie wiem, czy dokładnie to miałaś na myśli, ale zauważyłam, że dużo jest w niej Ciebie poza samą muzyką, bo jest i Paryż, z którym jesteś mocno związana, już w intrze jest też gotowanie, które obok muzyki jest również Twoją ogromną pasją. Od razu mi się to wszystko połączyło w całość i złożyło na Twój pełen obraz.

PAULA ROMA: Z tym gotowaniem to postawiłam mocno na swoim. Muszę przyznać, że bardzo lubię robić na przekór i trochę tak zrobiłam z tym intrem. Ten tekst jest bridgem w piosence Miło Pana poznać, która miała być wydana 2 lata temu. Bardzo mi się spodobał i postanowiłam, że rozpocznie moją pierwszą płytę, bo od niego w zasadzie wszystko się zaczęło. To był pierwszy tekst, który napisałam i pokazałam go komuś, kto był wtedy dla mnie bardzo bliski. Przeczytał i powiedział, że chyba otwieram sklep spożywczy, a nie piszę płytę. To było dosyć niemiłe i kąśliwe. Zrobiło mi się przykro, ale pomyślałam sobie, też, że ta piosenka otworzy płytę. Mam w sobie sporo takiej przekory. Jak sama widzisz, to intro musiało się tam znaleźć. Jestem z tego bardzo dumna i mam nadzieję, że ten koś tego posłucha. :)

Ta piosenka w całości też ujrzy kiedyś światło dzienne?

PAULA ROMA: Warto tu wspomnieć, że piosenkę, o którą pytasz stworzyłam z Mateuszem Krautwurstem jakieś dwa lata temu. Bardzo lubię jej warstwę liryczną, aczkolwiek musielibyśmy ją prze-aranżować, aby stała się bardziej aktualna. Myślę, że dwa lata zmieniły bardzo dużo.

Jeżeli moje skromne zdanie mogłoby Ci jakoś pomóc podjąć decyzję, to – oczywiście nie ujmując w żaden sposób całości, bo intro z definicji ma być tylko jakąś przystawką i wprowadzeniem do całości – jest to mój absolutnie ulubiony moment na tym albumie. Ma w sobie sporo ulotności i jakiejś nieuchwytnej magii. Chętnie posłuchałabym go w dłuższej wersji.

PAULA ROMA: Wow, dzięki! Jestem wzruszona, bo tak jak mówiłam, to intro ma swoją historię i nie jest tam przypadkowo. Czułam, że jest w nim PAULA ROMA. Jest to gotowanie, miłość, bliskość i wszystko to udało mi się jakoś uchwycić w dwóch zdaniach.

PAULA ROMA – Z Wanilią

PAULA ROMA o holistycznym wymiarze debiutowania

Wiem, że nagrywanie tej płyty było dla Ciebie czymś więcej, niż tylko zaśpiewaniem piosenek. Co jeszcze dało Ci to doświadczenie?

PAULA ROMA: To było bardzo holistyczne doświadczenie. Jak patrzę na to – jeszcze ze zbyt bliskiej i zbyt emocjonalnej – perspektywy, to w całym tym projekcie widzę bardzo mało wokalistki, bo samo śpiewanie trwało najkrócej z tego wszystkiego. Najdłużej zajęło mi napisanie dobrych tekstów, czemu towarzyszyła obawa o to, czy w ogóle dam radę je napisać sama, bo miałam takie chwile, kiedy myślałam, że w ogóle się do tego nie nadaję. Ale najwięcej nauczyło mnie to tworzenia własnej marki. To jest teraz bardzo potrzebne, żeby zostać zauważonym. Nie tylko śpiewanie i pisanie tekstów jako PAULA ROMA, tylko cały branding – fonty, kolorystyka, paczki, PR, notki prasowe, które nie będą tylko kilkoma zdaniami, przeklejanymi w całym Internecie. Najtrudniejsze było zespolenie tego w całość, czyli jak PAULA ROMA ma przekonać dziennikarzy, ale przede wszystkim słuchaczy, do tego, że warto to w ogóle sprawdzić ? Jak się przedstawić, żeby to było ciekawe? Siła takiego projektu drzemie w robieniu wielu rzeczy na raz, niestety. Jest to męczące, ale bardzo satysfakcjonujące.

Cześć tu Paula Roma wywiad
PAULA ROMA, fot. Michał Pańszczyk

Cześć, tu PAULA ROMA – intymność z otwartą furtką

Mam takie wrażenie, że z jednej strony ta płyta jest bardzo osobista, z drugiej jest w niej tak wiele niedopowiedzeń, nomem omen, bo jest tu przecież piosenka o tym samym tytule…

PAULA ROMA: Ciekawostka: Niedopowiedzenia to miał być w ogóle tytuł tej płyty, ale po singlu mi się przejadł. Do ostatniej chwili zwlekałam z tym, jak ją nazwać. Mój manager dzwonił i mówił, że trzeba już podawać tytuł do tłoczni, więc powiedziałam do niego w końcu „Cześć, tu PAULA ROMA”, na co on mi odpowiedział z uśmiechem: „Cześć, tu Sławomir”.

Ostatecznie i definitywnie zostało „Cześć, tu Paula Roma”, bo witam się tą EPką z ludźmi.

Mimo tej wspomnianej osobistości i intymności, której jest tutaj dużo, zostawiasz jednak słuchaczom sporą furtkę do interpretacji. Celowo?

PAULA ROMA: Chciałam, żeby ta płyta była bardzo niedopowiedziana. Uważam, że czas na odkrycie kart jest na pierwszym długogrającym albumie, na który zresztą mam już większość rzeczy napisanych i widzę, że to już będzie bardziej odważne. Nawet aranżacje mogą być jeszcze bardziej przestrzenno-bluesowo-soulowe. Ta pierwsza EPka to takie przedstawienie się, w którym jeszcze nie do końca chcę się w całości odkrywać. Otwieram wątki i ich nie kończę, zaczyna mi się coraz bardziej narzucać też kwestia cielesności i przeprowadzek, szukania własnego miejsca, kobiecej dojrzałości i to będzie na pewno mocno kontynuowane. Czuję, że tu nie zaczęłam jeszcze nawet litery B, a na nowej płycie chcę już dopowiedzieć cały alfabet. Te 6 piosenek to tak mało, że sama czuję niedosyt, ale myślę, że to dobrze.

Myślę, że to dobre podejście. EPka pozwoli Ci złapać słuchaczy, zresztą sporą pracę w tym kontekście wykonały już same single, więc gratuluję dobrych wyborów. Potem, jak już będziesz miała jakąś rzeszę słuchaczy, to możesz sobie pozwolić na jeszcze więcej.

PAULA ROMA: W zasadzie to czuję, że już tutaj sobie dużo pozwoliłam. Wiele osób mnie pytało, dlaczego nie ma na tej płycie hita? Nie ma, bo nie miało być, nigdy nie kalkulowaliśmy na hita. Poszłam tu odważnie na tej zasadzie, że zrobiłam takie piosenki, na jakie miałam ochotę.

PAULA ROMA – Niedopowiedzenia

Terapeutyczna siła muzyki

Myślę, że to się będzie dobrze łączyło z pytaniem, czy ten album jest bardziej dla słuchaczy, czy dla Ciebie samej?

PAULA ROMA: Na pewno jest to autoterapia, więc kłamałabym, gdybym powiedziała, że nie jest dla mnie. To jest album dla mnie, żebym mogła go pokazać słuchaczom, więc też dla słuchaczy, bo gdybym miała wdać album sama dla siebie, to wytłoczyłabym pięć sztuk i schowała do szuflady i słuchała w domu. Nawet to, że uchylam trochę prywaty na Instagramie, robię po to, żeby więcej ludzi mogło mnie poznać. Poza tym odczuwam ciepło ludzi i porusza mnie, gdy na przykład wstawię nową piosenkę, a słuchacze piszą takie piękne, własne historie. Zdaję sobie wtedy sprawę, że ta moja historia nie jest jedyna i ktoś ma podobną. Jeżeli ktoś, tak jak ja należy do grona osób wysoko wrażliwych, to potrzebuje wyrzucać z siebie emocje. Taka autoterapia się zatem doskonale sprawdza.

Wtedy ta historia, która początkowo była bardzo osobista, przestaje już być tylko Twoja i na różnych też poziomach interpretacyjnych staje się historią wszystkich, którzy jej słuchają.

PAULA ROMA: Tak było z Cześć tu miłość. Wydawało mi się, że nikt mnie nie zrozumie. Miałam wtedy bardzo trudny okres w życiu, przeżywałam prywatną traumę i napisałam, że składam się z samych części pierwszych, bo byłam rozbita na właśnie takie części, nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Napisałam ten numer w nocy, zaśpiewałam go rano mężowi i on powiedział, że to jest piękny utwór, strasznie emocjonalny, ale ja w to nie wierzyłam, bo wydawał mi się za trudny, żeby ktoś zrozumiał, co chcę powiedzieć. Opowiadam tam o miłosnych perypetiach z jakiejś zupełnie dziwnej strony i myślałam, że to jest na tyle pokręcone, że nigdy nie stanie się singlem, ale strasznie się cieszę z tego, co się stało z tym utworem.

PAULA ROMA – Cześć tu Miłość

PAULA ROMA: „Miłość napędza muzykę”

A propos miłości, która jest ważnym elementem twojej twórczości. Jak to jest u Ciebie – miłość napędza muzykę, czy bardziej muzyka napędza miłość?

PAULA ROMA: Miłość napędza muzykę. Zarówna ta stracona, która była, po tę dzisiejszą. To wszystko razem tworzy historię. Na tej EPce jest dużo żalu, bo ona opowiada o PAULI ROMIE z przeszłości, ale nowy album będzie już o tej szczęśliwej miłości, więc będzie tam trochę więcej radosnych dźwięków.

A co było dla Ciebie bardziej ekscytujące – pierwszy odsłuch całego, gotowego już materiału czy pierwsze dotknięcie tego fizycznego wydania i świadomość, że właśnie w takiej formie Twoja debiutancka płyta trafi do odbiorców

PAULA ROMA: Moment odebrania i podpisywania płyt. Wchodzę do tłoczni, otwieram drzwi i nagle widzę tam setki zamówień z preorderu, który wyprzedał się w jeden dzień. Do dzisiaj to do mnie nie dociera. Pamiętam, jak mówiłam managerowi i rodzicom, że na pewno za dużo wytłoczyłam, że nikt tego nie kupi. Myślałam, że moje grono odbiorców po tych trzech singlach jest bardzo wąskie i zaskoczyło mnie to na plus.

Cześć tu Paula Roma wywiad
PAULA ROMA/Facebook

PAULA ROMA na jednej scenie z Adele?

Napisałaś na Instagramie, że ta płyta jest spełnieniem Twojego marzenia, a w momencie jej wydania wyznaczasz sobie kolejne. Zdradzisz jakie?

PAULA ROMA: Czuję pewien smutek w związku z tym, że doszłam już do tego miejsca, bo to była fajna i emocjonująca droga. Co prawda, czasami tak piekielnie trudna, że nie raz miałam ochotę powiedzieć sobie, że już wystarczy, a innym razem latałam ze skrzydłami, więc była bardzo wyboista. W każdym razie nie lubię, jak spełniam kolejne marzenia i nagle okazuje się, że już więcej nie mam, bo muszę sobie wymyślać nowe. :)

Kiedyś to było Voice of Poland, pamiętam jak dziś ten moment, gdy byłam dziewczynką, siedziałam przed telewizorem i powiedziałam do rodziców: „Ja tam stanę!”. I to się wydarzyło. Potem bardzo mi się marzyło, żeby mój utwór poleciał w jednej ze stacji radiowych. Aż w końcu była tam premiera mojego singla, po której płakałam cały wieczór. Później wymarzyłam sobie wydanie płyty, co wydarzyło się teraz. Kolejne marzenia? Są. Nie chcę ich zapeszać, bo są bardzo duże. Jedno to mam w ogóle takie ogromne, mogę je akurat zdradzić – mam nadzieję, że kiedyś zaśpiewam z Adele na jednej scenie. To jest takie moje marzenie od dzieciństwa, od albumu 19, i momentu, kiedy usłyszałam utwór Hometown Glory, który skradł moje serce. Zamykając wtedy oczy przed snem, wyobrażałam sobie, że stoję przed bramkami na koncert z wielkim transparentem, na którym jest napisane „I wanna sing with you”. Adele bierze mnie na scenę i śpiewamy razem.

Chciałabym być przede wszystkim zauważona i mam jeszcze dwie takie rzeczy, które być może spełnią się w Polsce. Ale zostawię je w strefie marzeń.

PAULA ROMA – kreski

PAULA ROMA: „Przyszedł czas na bezkompromisowość i prawdę”

Trzymam kciuki, cokolwiek to jest! W całej naszej rozmowie przewija się wciąż temat Twojej drugiej płyty. Zdradzisz coś więcej na jej temat?

PAULA ROMA: Mogę zdradzić jedynie, że na nowy singiel raczej nie trzeba będzie długo czekać. Zależy mi na tym, żeby to było letnie uderzenie. Wszystko jest już gotowe, oprócz obrazka, więc będziemy teraz szukać przestrzeni na teledysk. Na drugiej płycie będzie również dużo nawiązań francuskich, ponieważ to się dopiero rozkręca w mojej głowie. Będą odważniejsze teksty niż tutaj, nie będę już pisała tak naokoło. Już się tego nie boję, bo zauważyłam, że ludzie chcą tego słuchać, a trudne tematy spotykają się ze zrozumieniem i z debatą, co też lubię. Lubię poznawać inny punkt widzenia, rozwija mnie to, dlatego stwierdziłam, że koniec z tym skradaniem się. Pora na wyciągnięcie większego działa, więc piszę o rzeczach często trudnych.

Ostatnio rozmawiałam o tym z Arkiem Kłusowskim i doszliśmy do wniosku, że mainstream zaczyna się coraz bardziej otwierać na mówienie wprost o ważnych rzeczach. Okazuje się, że ludzie to lubią, bo mogą się z tym utożsamić i poczuć, że ktoś ma tak, jak oni.

PAULA ROMA: Mi się wydaje, że pandemia też zrobiła swoje w tej kwestii. Ludzie są zmęczeni siedzeniem w domu, patrzeniem tylko na słodkie rzeczy i słuchaniem ciągle o tych samych sprawach. Chcą się uzewnętrznić i to słychać w każdym wywiadzie, że przyszedł czas na bezkompromisowość i prawdę. Ja też czuję w sobie taki czas. Pierwszy raz od wielu lat mam odwagę pisać i śpiewać w taki sposób, w jaki bym chciała, i wiem, że już nie muszę robić tego tak, żeby każdy zrozumiał. Mam inteligentnych słuchaczy i jestem pewna, że każdy to zrozumie na swój sposób.


Cześć, tu PAULA ROMA – posłuchaj albumu

Jej droga do tego miejsca była długa, kręta i wyboista. Wytrwałość i wiara w marzenia doprowadziły ją tu – do dnia, w którym światło dzienne ujrzała debiutancka płyta Cześć, tu PAULA ROMA. PAULA ROMA debiutuje EPką Cześć, tu PAULA ROMA Gdy rozmawiałam z PAULĄ ROMĄ pierwszy raz, czyli mniej więcej rok temu, przy okazji premiery […]

Polub Rytmy.pl na Facebooku:

Sprawdź także

Kup Bilet Otwarty na dowolny koncert

Biletomat.pl
50 PLN
Jak kupić bilet?

Po kliknięciu "Kup bilet" przeniesiesz się do strony internetowej oficjalnego dystrybutora biletów i na jego stronie dokonasz zakupu.

Bezpieczne zakupy u oficjalnych dystrybutorów

Zakup biletu odbywa się na stronie oficjalnego dystrybutora biletów. Pamiętaj o tym, że jeżeli miejsca są numerowane, a bilety sprzedaje kilka firm, to każda z nich udostępnia inną pulę miejsc do wyboru.


Imprezy blisko Ciebie w Tango App →