Muzyczna pełnoletniość – wywiad z Kubą Kawalcem z zespołu Happysad


18 listopada 2019

Podziel się newsem:

Polub Rytmy.pl na Facebooku:

18 lat pracowali na to, żeby dziś być zupełnie niezależnym zespołem. Jak wyglądała ich droga? Opowiedział nam o tym wokalista Happysad - Kuba Kawalec.

Happysad to zespół z 18-letnią już historią. Z tej okazji wyruszył w wyjątkową trasę, a koncerty, które odbywają się w jej ramach muzycy nazywają wdzięcznie – 18-stkami. Jak wyglądają takie urodzinowe imprezy, możecie przeczytać w naszej relacji z poznańskiego koncertu w Tamie.

Posłuchaj najnowszego singla Happysad – Jak Dawniej

Przez te lata muzycy Happysad nieustannie grają koncerty i dzielą się ze swoim licznym gronem fanów nowościami muzycznymi. Nie jest to jednak z pewnością ten sam zespół, którym był 18 lat temu. I to nie tylko dlatego, że skład się powiększył, a twarze członków grupy wydoroślały. Happysad wydoroślał również muzycznie, co słychać wyraźnie na najnowszych albumach zespołu i jego koncertach.

Wywiad z Kubą Kawalcem z zespołu Happysad

Jak to jest być pełnoletnim zespołem i wciąż czerpać przyjemność z grania koncertów, i tworzenia muzyki? Jaki będzie nadchodzący, ósmy już album HappysadRekordowo Letnie Lato? Jak to jest grać przed kilkusettysięczną publicznością na głównej scenie Pol’and’Rock Festival? O tym wszystkim porozmawialiśmy z Kubą Kawalcem – wokalistą zespołu Happysad.

happysad jak dawniej

Weronika Szymańska: Happysad ma już 18 lat. Jak to jest być tyle czasu razem, jako jeden zespół? Jak byś podsumował ten czas?

Kuba Kawalec: Zaczynając od samej liczby – inaczej się obchodzi 18-stkę, którą się ma z natury wieku, a inaczej tę z natury lat wysług w zawodzie. Ta 18-stka w zawodzie robi dużo większe wrażenie, bo to jest 18 lat pracy, rozwoju i tak dalej. Też te 18 lat dodaje się do iluś tam lat wstecz i to razem daje nam ponad 40-letni żywot, co nas trochę uświadamia jacy jesteśmy już starzy i ile lat gramy. :)

Z drugiej strony jest to czymś fajnym, bo tyle lat robimy to co lubimy, tyle się wydarzyło, tylu ludzi poznało, tyle zdobyliśmy doświadczenia. Jesteśmy też zespołem dosyć pracowitym. Mamy już na koncie 8 płyt takich regularnych, ale jeszcze gdzieś tam płyty koncertowe czy DVD, więc non stop coś się dzieje. Nie mieliśmy takiego momentu, że przyhamowaliśmy, tylko cały czas w biegu, ale to nie jest taki bieg, że się już męczymy, mordujemy, nie mamy tchu. Właśnie ta 18-stka pokazuje, że wszystko odbyło się bardzo naturalnie, sprawnie i nie ma nic w tym przerażającego, choć samo to, że mamy już po 40 lat jest trochę sugestywne. :)

Czy z tych 18-stu lat macie jakieś wydarzenia z trasy, które szczególnie Wam zapadły w pamięć?

Kuba: Takich anegdotycznych rzeczy jest na pliki. Nie wysilę się teraz na jedną, ale zbieramy to wszystko i jesteśmy w trakcie pisania książki, także część tych historii na pewno się w niej znajdzie.

Koncertowe 18-stki z Happysad

W takim razie w jaki sposób świętujecie tę 18-stkę? Jest specjalna trasa. Czy Ci, którzy dopiero na nią dotrą mogą się spodziewać czegoś wyjątkowego?

Kuba: Ustawiliśmy piosenki chronologicznie od najstarszych do najnowszych. Potraktowaliśmy nasz materiał przekrojowo, najsprawiedliwiej jak się da. Wyciągnęliśmy po trzy piosenki z każdej płyty, co razem daje 21 piosenek w podstawowym secie z małymi wyjątkami, bo jest jeszcze konkurs coverowy i czasami jedna piosenka dochodzi, jedna ucieka, coś się zamienia. Na bis gramy piosenkę z ósmej płyty i jeszcze jakieś trzy powiedzmy, jak uznamy, wedle wieczoru. Także ten przekrój w podstawowym secie jest bardzo sprawiedliwy.

happysad koncert w poznaniu
Fot. Medleyland.pl

No właśnie, jak to się robi przy tylu płytach, gdy trzeba na 2 godziny koncertu stworzyć z tego wszystkiego jedną setlistę?

Kuba: Myśmy sobie obrali klucz – 3 utwory z każdej płyty i to nam wiele ułatwiło, mimo że cholernie ciężko jest wybrać akurat te trzy piosenki, gdzie zazwyczaj takich koncertowych utworów jest na płycie z 6 – 7. Mam wrażenie, że wyciągnęliśmy esencję, też tak, żeby nam się dobrze to grało, żeby koncert miał jakąś energię, jakąś dramaturgię. Podejrzewam, że z takich „trójek” z tych płyt można byłoby zrobić ze 3 – 4 inne setlisty, co też byłoby pełnoprawną listą na 18-stkę. Trudne zadanie. Zawsze jest jakaś mniejsza lub większa wojna w próbowni, a tutaj padł pomysł, że najprościej będzie chronologicznie. Zaczniemy sobie od Zanim pójdę i to już będzie z bani. Potem coraz młodsze i młodsze. Wydaje mi się, że na tych koncertach jest bardzo kumpelska atmosfera, taka trochę prywatka. Nie ma spiny, ludzie rozumieją, że to idzie po płytach w górę.

Nieuzależnieni od ciężaru szlagierów

Jak to robicie, że po takim czasie wciąż macie frajdę z bycia na scenie, nawet z grania właśnie Zanim Pójdę?

Kuba: Ja bym tak szczerze nie grał już Zanim Pójdę, ale to nie dlatego, że jestem zrażony do tej piosenki, czy coś. Po prostu zrobiłbym miejsce dla innych, aktualnych utworów, które mnie gdzieś tam ruszają. Jednak bycie na scenie jest w jakiś sposób kompromisem, ułożeniem się z ludźmi, szczególnie przy takiej okoliczności. Były trasy, gdzie nie graliśmy Zanim Pójdę i takich większych szlagierów, i dalej okazywało się, że były to fajne koncerty, że tak też się da. Jednak przy takiej trasie, gdzie jest jakieś święto i celebracja, to wydawało nam się, że wypada, tym bardziej, że ten utwór jest dla nas w jakiś sposób symboliczny. Od niego się zaczęło i trochę nie uciekniemy od ciężaru tej piosenki. Ale miło jest nią zacząć – taka supernowa, błysk, znika i nagle się zaczyna koncert, który trwa dwie godziny i wszyscy się super bawią, mimo, że nie ma już Zanim Pójdę. Patrząc z jakiegoś oddalenia może się komuś wydawać, że jesteśmy zespołem, który jest skazany na to Zanim Pójdę, ale rzeczywistość jest zupełnie inna. Jesteśmy kompletnie nieuzależnieni od tego numeru. Teraz on jest, bo wydaje mi się, że na tej trasie jest dla niego miejsce i uzasadnienie.

Pyszny aperitif, a potem danie główne

Na większości koncertów z Waszych tras macie supporty, ostatnio reaktywował się również konkurs coverowy i cały czas w jakiś sposób wspieracie tych początkujących artystów, którzy chyba nie mają dziś wcale tak najłatwiej, żeby się pokazać szerszej publiczności. Czujecie jakąś misję z tym związaną?

Kuba: To jest długi temat czy oni mają łatwiej, czy gorzej, czy inaczej niż my mieliśmy, bo tutaj jest dużo zmiennych, które czasem przeważają za jedną, bądź drugą opcją. Natomiast nie jest to misyjność. Czujemy bardziej potrzebę ubogacenia koncertu. Ja nie lubię jak jesteśmy sami i zaczynamy o 19:00, kończymy o 21:20 i koniec. Fajnie jak jest zespół towarzyszący i czy to nazwiemy support, czy gość, czy jakkolwiek, to takie wydarzenie możemy już wtedy nazwać jakimś świętem muzycznym. W głowie widza zupełnie inaczej to funkcjonuje i pełniejszy jest obraz takiego wydarzenia – pyszny aperitif i danie główne. Tak jest dużo smaczniej.

Wspieranie to też jest trochę złe słowo, bo to tak jakbyśmy sobie rościli prawa do tego, że jesteśmy jakimiś mecenasami kultury. Fajnie jest po prostu móc wystąpić z młodymi, zdolnymi ludźmi. Z jednej strony mamy taką potrzebą artystyczną, z drugiej sami jesteśmy ciekawi i też nam schlebia, jeżeli jakiś fajny zespół chce z nami pograć.

Co my możemy innego?

Na pewno sam też chodzisz na koncerty. Czego Ty, jako słuchacz szukasz w muzyce na żywo?

Kuba: Właśnie jestem słaby w tym. Chciałbym chodzić częściej na te koncerty. Ja jestem z tych, którzy na koncertach wolą słuchać i obserwować. Mało jestem ruchowy, a bardziej skupiony na tym kto jak gra, na atmosferze koncertu, na jego dramaturgii, światłach, produkcji. Chociaż to chyba z czasem przychodzi, tym bardziej jak już kogoś się widziało parę razy. Ja na przykład jak byłem pierwszy raz na zespole Bright Eyes w Czechach, który jest dla mnie mega ważny, to byłem tak podniecony, że stałem w pierwszym rzędzie i się trząsłem z emocji. Śpiewałem każdą piosenkę, darłem się, ale myślę, że jakbym teraz poszedł na nich drugi, czy trzeci raz to bym bardziej kontemplował.

Dlatego rozumiem ludzi, który są pierwszy, czy drugi raz i mają jakąś taką pierwotną euforię w związku z tym, że doświadczają czegoś po raz pierwszy, albo nie są zmęczeni taką koncertową rutyną. Jednak wydaje mi się, że jak ktoś jest 15 raz na naszym koncercie to widział już wszystko. No bo co my możemy innego? :) Mamy te osiem płyt, ale też to nie jest jakiś nieskończony repertuar. To jest jakieś 100 piosenek i przynajmniej z 50 na pewno nie gramy tak regularnie, no i z tych 50-ciu jeszcze jest zawsze tasowanie. Ale chodzą jednak ci ludzie i ja to bardzo szanuję. To jest dla mnie z jednej strony dziwne, a z drugiej fantastyczne. Trochę dzięki tym ludziom też żyjemy.

happyad zielona góra

Absolutny sztos, czyli Happysad na Pol’and’Rock

Macie w ogóle wspaniałe grono fanów. Mam na przykład takie wspomnienie z ogromnego festiwalu jakim jest Pol’and’Rock, jak w dniu Waszego koncertu co chwilę mijałam kogoś w koszulce Happysad. To jest piękne.

Kuba: W ogóle Pol’and’Rock to był jakiś szał w tym roku. Absolutny sztos. Było duże napięcie przed, wynikające z masy rzeczy. Raz, że scenografia, na którą Owsiak się zgodził, choć rzadko ktoś przyjeżdża tam ze swoją scenografią. Jak to wszystko stanie, jak to zadziała, jak się oświetli… Nie wszystko poszło tak jak miało. Duże było też obciążenie stricte koncertowe, bo jak jesteś tam pierwszy raz to robisz po prostu swoje. Za drugim razem odbieraliśmy Złotego Bączka i wtedy była większa presja, bo trzeba było udowodnić, że ten Bączek się należy, mimo, że pewnie masa niedowiarków stała pod sceną. Teraz było tak, że graliśmy tam po raz trzeci, wydarzyły się dwie/trzy płyty po drodze, takie trudniejsze i chcieliśmy bardzo pokazać publiczności woodstockowej materiał z tych nowych albumów, więc było ciśnienie. Ale jak wyszliśmy to ono momentalnie zeszło. Okazało się, że scenografia stoi, światła działają, mamy super wszystko ustawione, sprzęt działa, poza tym byliśmy też dobrze przygotowani repertuarowo na ten koncert. Mieliśmy również gości, więc ta odpowiedzialność też się trochę rozmyła i ciężar się rozszedł na więcej osób. Mega byliśmy z tego zadowoleni. Ja przeżyłem ten koncert bardzo euforycznie, chyba pierwszy raz w życiu aż tak.

Niespełnione obietnice ciepła i miłości na Rekordowo Letnim Lecie

Piszecie, że piosenki z Waszej nowej płyty Rekordowo Letnie Lato przeszły wiele. Co to znaczy i czego możemy się spodziewać po tym albumie?

Kuba: Historia tej płyty jest faktycznie pokręcona, to nawet ciężko wytłumaczyć. Trzeba zacząć chyba od tego, że postanowiliśmy nagrać demo tej płyty w taki sposób: po jednej piosence z trzema różnymi producentami, żeby wybrać sobie na koniec z kim nam się będzie najlepiej pracowało, kto ma lepsze koncepcje co do materiału i tak dalej. Ostatecznie wyszło tak, że nagraliśmy siedem piosenek z trzema różnymi ludźmi i okazało się każdy efekt jest inny i z żadnego nie jesteśmy tak zadowoleni, żebyśmy byli pewni którejś z tych możliwości. Zdecydowaliśmy się, że zwrócimy się do Marcina Borsa jako chłopa, który nas zna i to był już czwarty człowiek, on nagrał całą tę płytę. Niestety kiedy dostaliśmy miksy od Marcina, uznaliśmy, że totalnie się nie zrozumieliśmy. Zabraliśmy więc ścieżki od Marcina i poszliśmy do piątego gościa, Bogdana Kondrackiego, który usłyszał ten materiał pierwszy raz w życiu i złożył to tak jak my chyba od początku oczekiwaliśmy.

W rezultacie niektóre ścieżki z tych piosenek pochodzą jeszcze z sesji demo. Z Pawłem Cieślakiem robiliśmy chociażby piosenkę Co mi po Tobie, z Jackiem Miłaszewskim utwór Musisz, wiec jest to pokręcone. Dla takich ciekawskich i bardziej wnikliwych to wszystko będzie napisane w booklecie płyty. Mieliśmy duże obawy czy taki rozwój zdarzeń nie wpłynie na zbyt dużą różnorodność stylistyczną i brzmieniową, ale koniec końców jesteśmy bardzo zadowoleni.

Happysad Rekordowo Letnie Lato

No właśnie, te piosenki mieliście przecież już dawno gotowe. Pamiętam Wasz projekt Umrzesz, z którym zagraliście pierwszy pożegnalny koncert podczas festiwalu Spring Break 2018 i tam zaprezentowaliście właśnie te utwory, które znalazły się na Rekordowo Letnim Lecie.

Kuba: Graliśmy, faktycznie i część ludzi zna te piosenki. Natomiast są to wykonania pierwotne i niekiedy rzeczy, które są na płycie odbiegają od tych oryginałów. Chociaż też jakiś drastycznych zmian nie ma. Mi i chłopakom jest bardzo trudno to oceniać, ale podobno wyszła bardzo piosenkowa płyta i jest w niej mnóstwo melodii. Może niekiedy są też te moje „rapowane” rzeczy, ale ogólnie jest potwornie dużo fajnych historii i momentami ta płyta jest też bardzo przejmująca.

Czyli mamy się spodziewać kolejnej raczej smutnej płyty?

Kuba: No wydaje mi się, że inaczej nie umiemy. Dla mnie siła piosenki tkwi w czymś, co powoduje jej przeżywanie, w treści, w której słychać ból, jakąś krew, gdzie podmiot liryczny jest rozdarty, niedopasowany, gdzie czuć konflikt wewnętrzny. Ta płyta jest nostalgiczna. To jest Rekordowo Letnie Lato, czyli takie lato, które pozostawia po sobie niespełnione obietnice ciepła i miłości. Ja tak widzę tę płytę i to jest, tak czuję, dobry tytuł dla niej.

Muzyczna destynacja – wolność artystyczna

Przy Waszych ostatnich albumach widać to szczególnie, że z każdym nowym wyraźnie ewoluujecie. Macie w związku z tym jakieś miejsce, do którego dążycie i chcielibyście się tam muzycznie znaleźć? Czy raczej jesteście tu i teraz i robicie to tak, jak czujecie, a ten postęp się jakoś sam wydarza?

Kuba: Jeżeli takie miejsce jest to nazywałoby się bardzo górnolotnie – wolność artystyczna. Ja bym chciał mieć taką wolność, takie doświadczenie i umiejętności, żeby zespół Happysad mógł nagrać płytę brzmiącą dowolnie, żeby mógł nagrać płytę z muzyką filmową, żeby nie był przywiązany gatunkowo do niczego, żeby to nie było przewidywalne i żeby nikt nie rościł sobie prawa do oczekiwań, że my mamy być tacy, czy owacy. To jest długi i trudny proces, ale wydaje mi się, że możliwy.

Czyli jakbym Cię zapytała, gdzie się widzicie jako Happysad za kolejne 18 lat to nie dostanę odpowiedzi?

Kuba: Nie, ale mam nadzieję, że cokolwiek miałoby to nie być, to będzie to materiał koncertowy. Lubię koncerty i póki zdrowia starcza chciałbym móc je grać. Oczywiście widzę w przyszłości miejsce, gdzie może popełnimy jakąś muzykę filmową, albo znajdziemy się na chwilę w jakiejś innej przestrzeni muzycznej, ale docelowych miejsc nie mam. I raczej nie wziąłbym biletu z taką pewną destynacją. Trochę też chyba o to chodzi, żeby to co robimy było w pewnym stopniu żywym organizmem.

happysad trasa koncerowa +18

Podziel się newsem:

Polub Rytmy.pl na Facebooku:

Sprawdź także

Koncerty rock

Jak kupić bilet? Bezpieczne zakupy u oficjalnych dystrybutorów

Po kliknięciu "Kup bilet" przeniesiesz się do strony internetowej oficjalnego dystrybutora biletów i na jego stronie dokonasz zakupu.

Zakup biletu odbywa się na stronie oficjalnego dystrybutora biletów. Pamiętaj o tym, że jeżeli miejsca są numerowane, a bilety sprzedaje kilka firm, to każda z nich udostępnia inną pulę miejsc do wyboru.