Kaz Bałagane: Granica dobrego smaku to debilizm [wywiad]

Jacek Baliński
16 września 2016

Podziel się newsem:

Polub Rytmy.pl na Facebooku:

Czy to hip-hopy, czy to już rapy? Tego nie wiadomo, ale wiadomo, że Bałagane pozamiatał mixtapem z Belmondem, później dokończył dzieła zniszczenia zrobioną ze Smolastym EP-ką Lot 022 i niedawno doprawił jeszcze solowym Źródłem. W jednej z knajp w centrum Warszawy, w której często gościł Słowik i w której szef kuchni serwuje łososia z porem, spotkaliśmy się z Kazem, by pogadać o tym, co mu w głowie siedzi.

Ty i Belmondo to pierwszy w Polsce rap. Nic przed wami nie było?

To była spontaniczna wypowiedź, mieliśmy taki wkręt, ale to też nie był przypadek i celowo tak to sformułowaliśmy. „Pierwszy w Polsce rap” jako niekwestionowany lider w tabeli i jako coś, czego nigdy nie było wcześniej. Określenie przypadło nam do gustu, jak i wiele innych naszych tematów, które niejednokrotnie powtarzaliśmy, a po nas do porzygu powtarzali ludzie.

Te wszystkie podbitki, wstawki w stylu: squad, skrrr…

Wiadomo, że w większości przypadków kawałek bez podbitek trochę traci na mocy, ale powoli te podbitki zajeżdżają nieudolnym polskim małolackim rapem. W czasach Sos, Ciuchy i Borciuchy prawie w ogóle tego nie było… No, i przede wszystkim squad i skrrrt kojarzą mi się z Wacka Flocką i Thuggerem.

Czuliście, że Sos, Ciuchy i Borciuchy to jest całkowicie świeża rzecz u nas?

Nie podchodzę do tego w jakiś zobowiązujący sposób. Wszystko wychodziło spontanicznie, na półfreestyle’u. W rapie, który robi się na siłę, zawsze będzie to słychać. Wieczne szlifowanie formy i obawa, jak przyjmie się płyta i single – to w tym kraju typowe. Słuchacze zazwyczaj są podzieleni na zwolenników starej i nowej twórczości, z czym często wykonawcy sobie nie radzą. Typy w kółko powtarzają w numerach, że mają coś w ch*ju, podczas gdy tak naprawdę obgryzają paznokcie z powodu dużej ilości minusów czy negatywnych komentarzy. Kiedyś muzyka brzmiała inaczej, bo nie było YouTube’a, a ludzie po prostu kupowali płyty i ich słuchali – nie było tej całej gównoburzy opinii, przez którą często ludzie nagrywają muzykę pod ludzi, a nie rzeczy, które mają w głowie i których zrealizowanie by im na dobrze wyszło.

Typy w kółko powtarzają w numerach, że mają coś w ch*ju, podczas gdy tak naprawdę obgryzają paznokcie z powodu dużej ilości minusów czy negatywnych komentarzy.

Lot 022 i Źródło napisałem na kolanie i każdą następną rzecz tak napiszę. Jeżeli zdarzało się, że danego dnia jakiejś zwrotki nie pisałem jednym tchem, to dawałem sobie spokój i czekałem na inny dzień, kiedy napiszę to ciągiem. Stworzyłem sobie etykę pracy, która zawsze się sprawdza.

Mixtape z Belmondem od razu wam chwycił?

Nie wiem, kiedy dokładnie chwycił, ale chyba musiało minąć kilka miesięcy od premiery – w końcu nie angażowaliśmy się w żadną promocję, mieliśmy jakąś garstkę subskrybentów. Zresztą żadna promocja raczej nie była nawet potrzebna.

Jesteśmy właśnie w trakcie robienia wersji fizycznej. Niedługo po nagraniu SCiB usiedliśmy do spontanicznych tracków, które potem wisiały w necie – np. „Muszę to mieć” albo „Rucham se, pije se”. Cały czas nagrywaliśmy i uzbieraliśmy sporo numerów, których nigdzie jeszcze nie wrzucaliśmy. Zebrało się tego tyle, że robimy z nich dodatkową płytę, która będzie miała tytuł Strefa Ruchu. Znajdzie się na niej 13-14 kawałków i będzie ona w dwupłytowym pakiecie, razem z Ciuchami.

Kiedy w ogóle skumaliście się z Belmondem?

Dawno temu w odpowiednich okolicznościach.

A jaka jest geneza Lot 022? Kiedy postanowiłeś zrobić coś w pełni swojego?

Ja w pełni swoje rzeczy robiłem jeszcze przed Ciuchami…, natomiast jeżeli chodzi o Lot 022, to znalazłem w internecie zajebisty bit – ten, który wykorzystałem potem do „Widzę więcej”. Od razu odezwałem się do Smolastego, który wcześniej zresztą jakoś kontaktował się ze mną. Ustawialiśmy sie regularnie, przegadaliśmy i przepiliśmy sprawę i zrobiliśmy klasyczny materiał praktycznie w kilka dni.

Zaskoczył cię odbiór tej EP-ki? Ona też chyba potrzebowała trochę czasu, żeby dotrzeć szerzej.

Ja mam tak, że nie potrzebuję jakiegoś uznania, żeby czuć się spełnionym. Nawet nie wiem, jak bardzo się przyjęła, bo aż tak się tym nie interesowałem. Kończąc ten materiał, wylatywałem na chwilę na Wyspy i w czasie lotu na spokojnie przesłuchałem sobie całą EP-kę. Byłem bardzo zadowolony z efektu i to dla mnie wystarczająca satysfakcja. Nagrywam dla siebie i wszystko robię w zgodzie ze sobą. Spoko, jak płyta się sprzeda i komuś się spodoba, ale ja potrafię zarobić pieniądze. Jeżeli nie zarobię na muzyce, to na pewno poradzę sobie w inny sposób. Nigdy się o to nie martwię. Swoją drogą, o przyszłość swojej muzyki też się zupełnie nie martwię – nawet pomimo tego, że nie robię jej dla każdego.

Jaką część życia pochłania ci muzyka? Z twoich tekstów można odnieść wrażenie, że na co dzień ogarniesz ileś tam spraw, a ten rap powstaje gdzieś tam przy okazji, z doskoku…

W ogóle nie jest z doskoku. Mam na głowie naprawdę w ch*j spraw, ale kiedy jadę taksówką, kiedy jem, kiedy czekam na kogoś – to piszę. Kiedy coś mi wpada w ucho, też stwierdzam, że właśnie napiszę numer na kolanie – tak jak robię to przy powstawaniu nowych płyt.

Jak czekałeś na mnie chwilę, też coś napisałeś?

Z kilka wersów wjechało, zanim mi bateria nie siadła.

Jak doszło do podpisania kontraktu ze Stepem?

Miałem propozycje z różnych wytwórni jeszcze przed Lot 022, ale ludzie ze Stepu wydali mi się najkonkretniejsi i moi koledzy też ich rekomendowali. Prawie już byłem podpisany z innym wydawnictwem, ale dobrze, że do tego nie doszło. Później ktoś tam miał z nimi przykrą sytuację.

To, że jestem związany z dużą wytwórnią, nie ma najmniejszego wpływu na moje kawałki i Źródło wydane nakładem Stepu brzmi tak samo, jak brzmiałoby wydane przeze mnie. Na razie jestem zadowolony ze współpracy, chociaż teraz będę robić własnym sumptem Radio Gruz.

Ten spontaniczny tryb pracy, o którym wspominałeś, owocuje jakimiś totalnie wygrzanymi wersami.

Dla innych absurdalne, dla mnie normalne i w dobrym tonie. Granica dobrego smaku to debilizm.

Dla innych absurdalne, dla mnie normalne i w dobrym tonie. Granica dobrego smaku to debilizm.

Co zatem siedzi w głowie Bałagana?

To nie jest taka akcja, że siedzę i myślę sobie: ha ha ha, ale jestem poj*bany, ha ha ha, ale ze mnie śmieszek.

To inaczej: jakie jest źródło tego?

Ryję sobie łeb w mieście, gdzie największą pasją ludzi są narkotykowe i seksualne ekscesy – a najlepiej, żeby jedno z drugim było w parze i po kilka dni z rzędu – i gdzie czuje się w powietrzu gryzącą aż żądzę posiadania i potrzebę ludzi podzielenia się tym z innymi. Tak czy inaczej, niewiele rzeczy w obecnych czasach robi na mnie wrażenie.

Myślisz, że twoje numery byłyby inne, gdybyś mieszkał gdzieś indziej?

Jeżeli byłaby to mała miejscowość, a nie duże miasto, to z pewnością by się trochę różniły.

Też jakieś osiem-dziewięć lat temu ukazał się numer z O.S.T.R.-em na twoim bicie.

Tak, robiłem bity jeszcze zanim zacząłem rapować. Było to bardzo dawno temu i – jak widać – nadal je robię, tylko trochę się rozwinąłem twórczo. Wciąż mam sporo perełek do wykorzystania dla siebie i dla ludzi, ale to muszą być wyjątkowi ludzie, bo to nie jest dla każdego.

Przybliżysz trochę nadchodzący mixtape?

Mam już wszystko nagrane. Trochę o miłości, trochę o szybkiej miłości, substancjach rozmaitych, relacjach międzyludzkich i trochę rzeczy, których zwykły gamoń nie zrozumie. Na płycie znajdzie się klasyczny storytelling w numerze „Talerzowe Love”, a także numer w całości poświęcony kulinarnym upodobaniom i trochę bełkotu takiego, jaki lubię. Znajdą się tam rzeczy, jakie sam bym zapętlał na co dzień i sporo zwrotów w języku, który wymyśliłem już dawno temu.

Z Hewrą i Mobbyn też będzie nagrywane?

Nie snuję żadnych konkretnych planów ani wizji, bo zawsze to one przychodzą do mnie, żebym je spełnił, a nie odwrotnie. Nie zastanawiam się, o czym i z kim będę robił numer, bo to zakłóca mi w mój lot w głowie. To są pytania, na które odpowiedź tez przychodzi w odpowiednim momencie – chyba, że z kimś właśnie siedzę i pada hasło: dawaj, nagrywamy. Na Radio Gruz usłyszysz ludzi, o których pytasz.

Sprawdź także:
Smolasty. Mainstreamowe r&b w Polsce ma się dobrze

Podziel się newsem:

Polub Rytmy.pl na Facebooku: