Jamila Woods – dumna kobieta, bąbelki i LSD


29 września 2016

Podziel się newsem:

Polub Rytmy.pl na Facebooku:

Bez szumu medialnego, bez ekskluzywnej premiery w którymś z modnych serwisów streamingowych. Po cichu, na darmowym Soundcloudzie, ukazała się jedna z najciekawszych płyt tego roku.

Na okładce czarna Afrodyta wyłania się z Jeziora Michigan. Prawdopodobnie nie kojarzycie tej piękności, ale mogliście słyszeć jej miękki sopran w „Sunday Candy” Chance’a the Rappera lub „White Privilege II” Macklemore’a. Jamila Woods – wokalistka R&B, poetka, aktywistka – zadebiutowała afrocentrycznym i feministycznym albumem, który bez wahania można postawić na jednej półce z Lemonade Beyoncé i Freetown Sound Blood Orange’a. Black Lives Matter i Black Girl Magic w jednym. I kolejny dowód, że muzyka zaangażowana społecznie i lekkostrawny pop nie muszą się wykluczać.

HEAVN jest płytą o rasie, mieście, samoakceptacji. Słowem – o tożsamości. Również w aspekcie muzycznym – krążek stanowi wdzięczny, melodyjny amalgamat bluesa, gospel, hip-hopu i neo soulu spod znaku Lauryn Hill, Erykah Badu czy Janelle Monáe. Wśród producentów i gości brylują znajomi artystki ze sceny chicagowskiej – Chance, Donnie Trumpet, Saba, Kweku Collins, Peter Cottontale, oddCouple. Co istotne, wszyscy reprezentują jasną stronę mocy, pomagają Jamili pokazać inne Chicago niż to z utworów Chiefa Keefa i Fredo Santany, z doniesień prasowych o rekordowej przestępczości, z Chi-raqa Spike’a Lee.

jamila-woods-heavn-01

HEAVN jest płytą o rasie, mieście, samoakceptacji. Słowem – o tożsamości. Również w aspekcie muzycznym – krążek stanowi wdzięczny, melodyjny amalgamat bluesa, gospel, hip-hopu i neo soulu spod znaku Lauryn Hill, Erykah Badu czy Janelle Monáe.

Chicago z HEAVN jest właśnie tytułowym niebem – głównie potencjalnym, życzeniowym, ciasnym (mentalnie), ale własnym. Stąd też otwierające płytę „Bubbles” nie mówią o szampanie, jak sugerowałby stereotyp okołohiphopowego nazewnictwa, lecz o czarnych dziewczynach zamkniętych w bąblach zewnętrznych uprzedzeń i ograniczeń. Podobnie „LSD” z Chance’em to nie pean na cześć narkotyku, tylko oda do bulwaru Lake Shore Drive, miejscówki urokliwej, ale nie tak atrakcyjnej medialnie, jak wojny gangów. „This here ain’t for no Vice doc, this here ain’t for no Spike op”, ironizuje Chance. „I won’t let you criticize my city / Like my skin, it’s so pretty”, dodaje Jamila.

Niuanse robią różnice, bowiem coś, co pobieżnie można by uznać za płytki miks patriotyzmu lokalnego z samouwielbieniem, w rzeczywistości służy pozytywnej dumie z korzeni i poczuciu własnej wartości. Człowiek i miasto – tak samo dalecy od ideału, wzajemnie inspirujący, związani na dobre i złe. „The temple you be / You’re all that you got” oraz „My cup is full up / What I got is enough / Nobody completes me / Don’t mess with my stuff” – to kolejne dwuznaczne wersy w temacie, tym razem z gospelowego hymnu „Holy”, utrzymanego w duchu „Sunday Candy”.

Analogicznie jak jej przyjaciel Chance na Coloring Book, Jamila sięga też do motywu dzieciństwa jako swoistej warstwy ochronnej przed niegodziwością tego świata. „Hello operator, emergency hotline / If I say that I can’t breathe, will I become a chalk line?”, skanduje w „VRY BLK”, komentarzu do brutalności policji, korzystającym ze struktury rytmicznej popularnej w Stanach rymowanki dziecięcej „Miss Susie”.

Rewelacją jest dynamicznie rebeliancki „Blk Girl Soldier”, wspominający bojowniczki o wolność, jak Rosa Parks, Assata Shakur, Sojourner Truth, i nokautujący linijkami w rodzaju „They want us in the kitchen / Kill our sons with lynchings / We get loud about it / Oh, now we’re the bitches?”.

Jamila wygrywa jednak nie tyle błyskotliwością tekstów, ile elektryzującym dysonansem między ciężarem przekazu a lekkością formy. Niezależnie zatem, czy kręci was opowieść o tym, jak to jest być czarną dziewczyną w Ameryce w dwa tysiące szesnastym, czy chcecie po prostu pokiwać głową do przyjemnej miejskiej muzyki, powinniście znaleźć na HEAVN coś dla siebie.

Sprawdź także:
Ester Rada: „Krzyżowanie się kultur jest wspaniałą rzeczą!”

Bez szumu medialnego, bez ekskluzywnej premiery w którymś z modnych serwisów streamingowych. Po cichu, na darmowym Soundcloudzie, ukazała się jedna z najciekawszych płyt tego roku. Na okładce czarna Afrodyta wyłania się z Jeziora Michigan. Prawdopodobnie nie kojarzycie tej piękności, ale mogliście słyszeć jej miękki sopran w „Sunday Candy” Chance’a the Rappera lub „White Privilege II” Macklemore’a. […]

Podziel się newsem:

Polub Rytmy.pl na Facebooku: