Emigrujący celebryci i #Kanye2020. Co Trump oznacza dla popkultury?


09 listopada 2016

Podziel się newsem:

Polub Rytmy.pl na Facebooku:

Donald Trump został wybrany 45. prezydentem Stanów Zjednoczonych. To była ekstremalna pod względem emocji i poziomu absurdu kampania, podczas której obietnic nie szczędzili nie tylko kandydaci. Część trzeba będzie teraz rozliczyć. Jakie skutki dla popkultury będzie mieć prezydentura Trumpa?

1. Nastąpi masowa emigracja celebrytów

walter-new-car-fifty-one1

Znamy to dobrze z naszego podwórka – każde wybory oznaczają wysyp fejsbukowych deklaracji o wyjechaniu z kraju. Po tych wyborach wiemy, że Stany Zjednoczone są bardziej podobne do Polski, niż nam się do tej pory wydawało. Tam o swoich planach emigracji opowiadają głośno celebryci, a główny kierunek to oczywiście Kanada.

Wyprowadzkę do krainy syropem klonowym płynącej w przypadku zwycięstwa Trumpa zapowiadali m.in. Bryan Cranston, Barbra Streisand, Lena Dunham, Neve Campbell, Ne-Yo (także w imieniu Drake’a) i Stephen King. Nie tylko oni mają taki plan – w ciągu ostatniego tygodnia liczba wyszukiwań w Google haseł takich jak „Canada immigration”, „Canada” i „move to Canada” znacznie wzrosła, aż w końcu strona kanadyjskiego rządu poświęcona imigracji padła z powodu zbyt dużej ilości wejść.

Jeśli więc nie Kanada, to może Dania – powrót do ojczyzny zapowiedział Lars Ulrich lub Hiszpania – tam chciała wynieść się Amy Schumer. Dla Cher nasz świat jest za mały – na Twitterze zapowiadała przeprowadzkę na Jowisza.


 

2. Przepowiednie popkultury spełnią się lub stracą znaczenie

3a3350c500000578-3919640-image-a-10_1478687406787

Już 16 lat temu Simpsonowie przewidzieli niewiarygodną wygraną Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich. To stawia pod znakiem zapytania sens science fiction w czasach, gdy rzeczywistość jest nieodróżnialna od fikcji. Siłę na pewno całkiem stracił właśnie serial House of Cards – kulisy polityczne pełne korupcji, przepychanek i bezwzględności wydają się zbyt mało kolorowe w porównaniu z pomarańczową facjatą nowego prezydenta Stanów Zjednoczonych. Trump raczej nie jest tak dobrze przygotowany do kariery jak Frank Underwood, ale pewnie nie pogardzi stosowanymi przez niego chwytami.

Lobbyści, korporacje, pieniądze i międzynarodowe układy – z tym kojarzyła się w tych wyborach raczej Hillary Clinton. Poza tym świat z Mr. Robot właściwie już tu jest. Podobnie sprawa wygląda z Black Mirror – serialem, który wcale nie wybiega mocno w przyszłość, a jedynie pokazuje bliskie, możliwe wariacje naszej rzeczywistości. Tytuł American Horror Story też nasuwa się sam.


 

3. Martin Shkreli zatrzęsie rynkiem muzycznym

shrek-lee

Najbardziej hejtowany człowiek świata, farmaceutyczny potentat, który zasłynął podniesieniem ceny leku dla chorych na AIDS i raka o 5,5 tys. proc., robi wiele by utrzymać swoją pozycję największego dupka na Ziemi. Wkurzył wszystkich, gdy kupił jedyną kopię Once Upon a Time in Shaolin Wu-Tang Clan i nie zamierzał się z nią z nikim podzielić. Zmienił zdanie przed wyborami, kiedy ogłosił, że w przypadku zwycięstwa Trumpa udostępni do pobrania nie tylko mityczny album Wu-Tang Clan, ale też nieznane b-side’y Nirvany, The Beatles i szkice piosenek Radiohead. Po wyborach jeszcze podbił stawkę, dorzucając do puli: 2Paca, Hendrixa, Elliota Smitha, Brand New oraz The Smiths. Ciekawe, czy w tym przypadku okaże się honorowy – na razie zarzeka się: „I have to”.


 

4. #Kanye2020

rs_1024x759-150830204012-1024-kanyewest-president-083015

Swój plan kandydowania na urząd prezydenta Stanów Zjednoczonych w 2020 roku Kanye West ogłosił odbierając statuetkę MTV VMA za całokształt twórczości. Po dzisiejszej nocy nie tylko kandydatura, ale i zwycięstwo rapera wydają się dużo bardziej prawdopodobne. Przekonany jest o tym Flying Lotus, który na swoim Twitterze napisał, że dostrzeżemy wtedy całe mnóstwo wyborców, jakich do tej pory nie widzieliśmy – wszyscy biedni, ale w ciuchach Supreme. FlyLo miał więcej trafnych obserwacji – winę za przegraną Hillary obarczył prasę, dla której Trump był niewyczerpalnym źródłem memów i która dopiero pod koniec przestraszyła się potwora, jakiego stworzyła.


 

5. Biały Dom przestanie być miejscem z najlepszymi bookingami

rs_1024x759-160115170409-1024-president-obama-kendrick-lamar-011516

O świetnym guście Baracka Obamy wszyscy wiemy doskonale – biuro prezydenta publikowało playlisty z selekcją najlepszej amerykańskiej muzyki, a do jego rezydencji zapraszani byli tacy artyści jak Kendrick Lamar, Stevie Wonder, Aretha Franklin, Frank Ocean i Esperanza Spalding. Ciężko sobie wyobrazić, żeby Donald Trump był godnym następcą Obamy w roli kuratora muzycznego. Mówimy w końcu o facecie, który na hymn swojej kampanii wybrał utwór „We’re Not Gonna Take It” Twisted Sister

this-isnt-what-we-meant-when-we-said-orange-is-the-new-black-donald-trump-barack-obama

Sprawdź także:
Słaba dziara, słaby sztos – co o Twoim tatuażu myślą fachowcy?

Podziel się newsem:

Polub Rytmy.pl na Facebooku: