fot. Open'er Festival

“Będę dawał” – obiecał Dawid Podsiadło na Open’er Park. Czy rzeczywiście dał? – relacja z festiwalu


02 sierpnia 2021

Obserwuj nas na instagramie:

Dawid Podsiadło zagrał trzy koncerty na Open’er Park. Pojechałam do Gdyni z myślą, żeby odczarować sobie jego muzykę i… chyba się udało. Niedzielny koncert był powrotem artysty, za jakim tęskniłam, niemniej jednak zabrakło mi nowości.

Open’er Park, czyli Open’er Festival w udanej miniwersji 

Tegoroczne lato jest zupełnie inne od festiwalowych czasów, ale także w najmniejszym stopniu nie przypomina ubiegłego, kiedy szczytem marzeń był plenerowy koncert polskiego artysty. Dziś – gigi odbywają się praktycznie codziennie, trwają wydarzenia muzyczne na całkiem dużą skalę i naprawdę jest w czym wybierać. 

I może dlatego na wieść o tym, że Open’er Festival organizuje serię koncertów w sercu Gdyni, nie potrafiłam wykrzesać z siebie odpowiedniego entuzjazmu. Brałam poprawkę na miejskie eventy jakich przecież nie brakuje, w końcu jest lato, no i nastawiłam się na podobne klimaty, trochę wakacyjne, ale absolutnie nie dające poczucia, że faktycznie urlopuje się gdzieś na wyjeździe. Pomyliłam się bardzo, bowiem organizatorzy dosłownie stanęli na rzęsach, aby odwzorować atmosferę prawdziwego festiwalu. Z przyjemnością mogę też przyznać, że naprawdę im się to udało.

Przeczytaj: „Na luzie wygramy z Hiszpanią” – relacja z koncertu Dawida Podsiadło w Toruniu

Dawid Podsiadło Open'er Park
fot. Open’er Festival

Open’er Park znajduje się w gdyńskim Parku Kolibki i jego zamknięta przestrzeń daje poczucie pewnej izolacji i myśli z rodzaju: wow, ja faktycznie bawię się na prywatnej imprezie. Scenę ustawiono w głębi parku, nie widać jej nawet przed właściwymi bramkami, a otoczona drzewami znacznie podbija swoją nastrojowość. Cała reszta festiwalowego anturażu również wypada więcej, niż zadowalająco: leżaczki, światełka, food tracki, drinki na łonie takiej na wpół dzikiej natury – kosmos. Alter Art nie zapomniał również o swoim słynnym totemie, który stoi dumny na terenie imprezy i aż prosi się, by cyknąć sobie pod nim pamiątkowe zdjęcie. Open’er to dla cztery dni absolutnej beztroski i ten stan udało się oddać tegorocznej odsłonie festiwalu. Zabrakło może biegania między scenami i pokonywania tych kilometrów z Main Stage aż do Tenta, ale kolejki do Silent Disco nadal są. Nie ma to jak na Open’erze.

Dawid Podsiadło Open'er Park
fot. Open’er Festival

Sceniczne debiuty, a na deser Dawid Podsiadło

Otoczka stworzono wokół Open’er Parku totalnie pozwoliła się wyłączyć i odjechać: nawet festiwalowe opaski stwarzały te delikatne pozory, że jakoby bawimy się tak, jak dwa, trzy, cztery, czy nawet i dziesięć lat temu. W takiej atmosferze oczekiwanie na koncert odczuwało się z pełną satysfakcją, tym mocniej, im bliżej było do rozpoczęcia. Przed Dawidem Podsiadło występował jeszcze debiutant, Jakub Dąbrowski ze swoim girlsbandem. Muzyk grał swój pierwszy koncert i… to było widać. Stres aż szklił mu się na twarzy, co było doskonale widoczne z pierwszych rzędów, aczkolwiek sam jego performance był po prostu w porządku. Bez fajerwerków, ale i bez rozczarowań, w pewnym momencie rozochocona publika podchwyciła nawet taneczny vibe jednego czy drugiego kawałka, finalnie domagając się bisu. Dąbrowski teoretycznie grał osobny koncert, aczkolwiek praktycznie występy odbywające się przed, nazwijmy to szumnie, gwiazdą wieczoru, traktuje się jako support, tu też nie znajdziemy odstępstwa. Publiczność przyjęła go więc naprawdę przychylnie, na zdrowie. Dużym atutem prezencji artysty był niewątpliwie sam zespół i jego członkinie, znacznie swobodniej odnajdujące się na scenie. Swoboda jednak – przyjdzie z czasem. Dąbrowski ma go jeszcze całkiem sporo.

Jakub Dąbrowski – ZOSTAW GO

Ostatnie pięć minut przed planowanym rozpoczęciem kolejnego, finałowego koncertu tego dnia było dość napięte. Dało się wyczuć rosnącą ekscytację wśród tłumu i całe szczęście obyło się bez zbędnych przedłużeń. Nieznaczne sceniczne spóźnienia to normalka, raczej z powodów technicznych niż z kaprysu artystów; nie potrafię się jednak pozbyć wrażenia, że od pierwszego lockdowanu publika stała się wyjątkowo niecierpliwa.

Przy tym: Dawid Podsiadło nie zawiódł, rozpoczynając set od energicznego Nie ma fal, co momentalnie wywołało jakieś energetyczne wyładowanie. Ten numer nigdy nie należał do moich ulubionych, a tutaj niespodzianka, pierwszy raz hitnęło tak, że czułam to jakoś… bardziej.

Postaram się Was przeprowadzić przez ten koncert płynnie i nie zatrzymując się przy każdej piosence, naśladując autobus, który omija niektóre przystanki. Zależy mi, żeby uchwycić samą esencję z tamtego niedzielnego Dawida.

Dawid Podsiadło Open'er Park
fot. Open’er Festival

Dawid Podsiadło: metamorfoza i nowa płyta w drodze

Zdjęcia nowego wizerunku artysty już jakiś czas hulają sobie po sieci, a doskonale przecież wiadomo, że zgolony wąs, czy doczepione włosy to legitne dowody na to, że szykuje się nowy projekt. I będzie – sprowokowany pytaniem publiczności, Dawid zapowiedział, że nowy album na pewno ukaże się w przyszłym roku. Tym samym zakończy się era Małomiasteczkowa – dobry ruch, bo wyciśnięto z niej już tyle, ile tylko można.

Nie zrozumcie mnie źle – uwielbiam cały zespół, tworzący live band Podsiadły (Julka Kulpa, Aga Bigaj, Magdalena Laskowska, Aleksander Świerkot, Jacek Chrzanowski, Kuba Galiński, Marcin Ułanowski i Piotr „Patrick The Pan” Madej). i innowacje wprowadzane do utworów ogranych już po trzydzieści razy. Niesamowicie to budujące, że każda trasa to nowy aranż, a i drobne zmiany wpadają także pomiędzy poszczególne koncerty – jeśli było się więcej niż raz, czy dwa, łatwo to wychwycić. Miejsce na takie improwizacje jest totalnie fantastyczne, jednak tym razem zdecydowanie mniej odczułam obecność instrumentalnych nowinek.

Dużo było za to tańczącego Dawida, a to zdecydowanie na plus. Aż się prosi, żeby na scenie dołączył do niego Artur Rojek, co mogłoby się skończyć czymś totalnie nieprzewidzianym i niekontrolowanym. Ładna była ta spontaniczność i zarazem taka uspokajająca. Musiało mu być dobrze na scenie, a to prosta zależność: jeśli artyście na scenie jest dobrze, dobrze jest też i publiczności.

Dawid Podsiadło Open'er Park
fot. Open’er Festival

Dawid Podsiadło obiecał dawać – no i dał (czadu)

Największym goalem tego wieczoru było bezdyskusyjnie No, które w tej wersji dosłownie wysadziło mnie z butów. Słyszałam tę piosenkę naprawdę wiele razy na żywo, wliczając w to wersję z Narodowego, ale jakaś przedziwna energia sprawiła, że Dawid wraz z zespołem tym razem po prostu ją roznieśli. I po tym mogłoby już nie być nic, bo utwór i muzycznie i wokalnie wywindował muzyków na totalne szczyty – może nie możliwości, a oczekiwań, jakie można by przed nimi postawić.

I to właściwie był najlepszy moment koncertu – reszta seta ponownie: tanecznie, miło, bardzo profesjonalnie. Pojawiły się oczywiście przebłyski, w których znowu czułam tę energię z No – w Nieznajomym, czy Co mówimy było już do tego blisko. Ponadto fantastycznym ruchem ze strony Podsiadły są cody zamykające utwory, jak dobrze już znane I’m not having enough, I won’t leave it – to są te momenty, które są tylko na żywo i tylko dzięki byciu, zwiedzaniu i doświadczaniu można poczuć je w tak przeszywający sposób.

W dobrą stronę zamknęło główną część występu i po ostatnim, energetycznym refrenie publika pożegnała muzyków. Bez niespodzianek, niezmiennie jednak gitarowe solo Olka Świerkota jest kolejnym z flashbacków tamtego show. Na deser wybrzmiała Matylda w nieco ułagodzonej wersji: ładnie, estetycznie, nie lepiej, ani nie gorzej, a wspólne klaskanie wprowadziło i tym razem szczególny nastrój.

Moje ostatnie koncertowe zetknięcie się z Dawidem Podsiadło pozostawiło mnie z dużym niesmakiem i zdawałam sobie sprawę z tego, że będę patrzeć na jego występ podczas Open’er Park przez pryzmat wydarzeń z leśnego koncertu w Poznania.

Chciałam pozbyć się tej goryczki – stało się, więc tak prywatnie dałam mu kolejną szansę. I dobrze, bo Dawid jest artystą wysokich lotów. Na jego koncertach za każdym razem jest inaczej, a ja mam po prostu bardzo dużą pulę porównań. Wiem jednak, że on i jego zespół grają tak, że warto przeżyć to indywidualnie, w swoim świecie i – na własnej skórze.

Dawid Podsiadlo – No (na żywo z PGE Narodowego, 28.09.2019)

Dawid Podsiadło zagrał trzy koncerty na Open’er Park. Pojechałam do Gdyni z myślą, żeby odczarować sobie jego muzykę i… chyba się udało. Niedzielny koncert był powrotem artysty, za jakim tęskniłam, niemniej jednak zabrakło mi nowości. Zobacz także Co obejrzeć po „Reniferku”? Te seriale powinny wam się spodobać Początki polskiego rapu: pierwsze kasety, dissy i nadejście […]

Obserwuj nas na instagramie:

Sprawdź także


Imprezy blisko Ciebie w Tango App →