fot. Netflix

Kto zabił? Wybraliśmy 10 filmów i seriali, które warto obejrzeć po „Glass Onion”


30 grudnia 2022

Obserwuj nas na instagramie:

Najnowszy film Riana Johnsona wciąż rozgrzewa statystyki Netfliksa do czerwoności. Jeśli jednak jesteście już po seansie Glass Onion i szukacie nowych filmowo-serialowych wyzwań, polecamy naszą listę.

Miłośnicy filmowych zbrodni

Kochacie ekranowe zbrodnie, mylenie tropów i z poziomu kanapy typujecie, kto zabił? Albo wraz z domownikami zapisujecie w połowie filmu czy serialu imię mordercy na małych karteczkach i chowacie do szuflady, by po seansie sprawdzić, kto miał rację? Dobrze to znamy, widz-detektyw siedzi także w nas. Dlatego tak bardzo cieszy nas powracająca do łask konwencja whodunnit, którą w świeży sposób eksploruje Rian Johnson. W Na noże z 2019 roku, a teraz w drugiej części, czyli Glass Onion: Filmie z serii „Na noże”, proponuje on rozrywkę na wysokim poziomie. Przy okazji obnaża okrutną prawdę o tego typu produkcjach (co zrobił też niedawno w podcaście WTF Marca Marona): to tylko zabawa, a widz tak naprawdę nie ma szansy rozwikłać przemyślnie skonstruowanej zagadki. Dajemy się jednak wciągnąć w tę grę i uwielbiamy być śledczymi. A jeśli macie tak samo jak my i jesteście już po seansie Glass Onion, polecamy poniższą listę filmów i seriali. Dzięki nim nowych śledztw i doskonałej rozrywki będziecie mieli pod dostatkiem.

Glass Onion
fot. Netflix

10 filmów i seriali, które warto obejrzeć po Glass Onion

Brick (2005), reż. Rian Johnson

Prequelem Glass Onion jest oczywiście Na noże z 2019 roku – według niektórych dużo lepszy i zwarty fabularnie od najnowszego hitu Netfliksa. Jednak szansa na to, że już go widzieliście, jest zbyt duża i nie warto marnować tu miejsca na ochy i achy. Zamiast tego skupmy się na innym filmie Riana Johnsona, czyli na Brick. Nakręcona w 2005 roku niskobudżetowa produkcja to jego debiut reżyserski i dowód na to, że detektywistyczne historie siedziały w głowie Amerykanina od początku filmowej kariery. Brick to kryminał w konwencji neo-noir, którego akcja dzieje się na współczesnych kalifornijskich przedmieściach pośród uczniów liceum. Naszym detektywem jest właśnie jeden z nich, grany przez Josepha Gordona-Levitta, który próbuje rozwikłać zagadkę zniknięcia swojej byłej dziewczyny. Film, który zdobył nagrodę krytyków w Sundance, to dziś absolutny klasyk i przy okazji wciągająca historia.

Patrz jak kręcą (2022), reż. Tom George

Coś dla fanów gatunku, którzy traktują go bardzo dosłownie. W filmie Toma George’a lądujemy w latach 50. na londyńskim West Endzie, gdzie w teatrze dochodzi do morderstwa. Akurat triumfy święci tam Pułapka na myszy Agathy Christie, a ktoś zabija amerykańskiego reżysera, który pracuje nad filmową ekranizacją. Do poszukiwania sprawcy zostaje przydzielony pozornie niepasujący do siebie detektywistyczny duet: zmęczony życiem inspektor i młoda, ale ambitna policjantka. Patrz jak kręcą, które niedawno można było oglądać jeszcze w kinie, a obecnie znaleźć na Disney+, momentami popada w banał, ale z drugiej strony to też przyjemna rozrywka – zupełnie jak w Glass Onion. Ten film ogląda się też dla obsady (grają m.in. Sam Rockwell, Saoirse Ronan i Adrien Brody), ale też dla estetyki, przywodzącej na myśl… filmy Wesa Andersona. To chyba najbliższa andersonowska kopia, jaką widzieliśmy w kinie. I do tego (chyba) niezamierzona.

Biały Lotos, (2021-), reż. Mike White

Serial Mike’a White’a stoi przede wszystkim na relacjach międzyludzkich, ciekawych obserwacjach społecznych i krytyce uprzywilejowanych, a nie obecnej, ale zepchniętej na drugi plan kryminalnej zagadce. Ale… czyż dokładnie taki sam nie jest Glass Onion? Zastanówmy się: w drugiej części swojego filmu Rian Johnson uciekł trochę od klasycznego whodunnit (za co zebrał cięgi od niektórych widzów) i skupił się na bogaczach i ich „problemach”. W Białym Lotosie ten motyw też posuwa całą akcję do przodu, choć żelaznym kręgosłupem serialu są pytania o ofiarę i sprawcę. White nie przedstawia nam co prawda klasycznej postaci detektywa. Benoitami Blancami jesteśmy my przed telewizorami, ale podobieństw między tymi dwoma tytułami jest mnóstwo. Poza tym Biały Lotos to jeden z najlepszych seriali ostatnich lat – a my wykorzystamy każdą okazję, żeby go polecić.

Lęk pierwotny (1996), reż. Gregory Hoblit

Edward Norton w Glass Onion wciela się w Milesa Brona – miliardera i przedsiębiorcę, który – jak twierdzi Rian Johnson – wcale nie był wzorowany na Elonie Musku. Powiedzmy, że mu wierzymy, szczególnie, że Norton nie naśladował w żaden sposób mimiki czy zachowań obecnego (jeszcze) CEO Twittera. Brona zagrał jednak rewelacyjnie – jak zawsze zresztą, w typowy dla siebie sposób balansując na granicy irytującej pewności siebie i odrobinę niepokojącej serdeczności. Wiadomo, Norton ma na koncie pamiętne role w Więźniu nienawiści, Podziemnym kręgu czy 25. godzinie, ale cofnijmy się na chwilę do początku jego kariery, samego kinowego debiutu. Chodzi o film Lęk pierwotny, w którym młodziutki wówczas aktor zagrał u boku Richarda Gere’a, a potem zgarnął Złoty Glob i nominację do Oscara. Co łączy kreację z Lęku pierwotnego z tą z Glass Onion? Pewien rodzaj gry, którą Norton prowadzi z ekranu z widzem. Nie do końca wiemy, czy mu ufać, czy jest dobry, a może zły, i czy nas czymś zaskoczy. Spoiler alert: zaskakuje. W obu przypadkach.

Śmierć na Nilu (2022), reż. Kenneth Branagh

Trudno mówiąc o specyficznej filmowej koncencji, biorącej na warsztat klasyczne „kto zabił”, pominąć nową serię filmową tworzoną przez Kennetha Branagha. Filmy na podstawie prozy Agathy Christie (poprzednie było Morderstwo w Orient Expressie), gdzie główną rolę odgrywa detektyw Herkules Poirot, są czymś na kształt podkręconego przez nowoczesną technologię i teledyskową konwencję teatru. Trochę jest tu sztuczności, trochę trzymania się pomysłu, na który 100 lat temu wpadła brytyjska pisarka. Jako główny konkurent Riana Johnsona i jego serii Na Noże, Kenneth Branagh i Śmierć na Nilu
przegrywa z kretesem. Jeśli jednak kochamy śledztwa, zagadki, szukanie motywów zbrodni i prozę Christie, nie możemy odpuścić – także z powodu taaakiej obsady.

The Afterparty (2022-), twórca: Christopher Miller

Serial Apple TV+ konstrukcyjnie i fabularnie bardzo zbliżony jest do Glass Onion. Tu także mamy reunion starych znajomych i kryminalną zagadkę morderstwa, osadzoną w środowisku pięknych i uprzywilejowanych. Spotkaniu po latach – jak w filmie Johnsona – przewodzi najbogatszy z grona – gwiazda filmu i muzyki Xavier (Dave Franco). Zaprasza on wszystkich do swojej luksusowej rezydencji na after… a potem ginie. Historię obserwujemy po kolei z perspektywy każdego z uczestników, a śledztwo prowadzi charyzmatyczna pani detektyw. Dużo zabawnych momentów, kolorowej scenografii i wypełniona gwiazdami (w dużej mierze komediowymi) obsada. Jedna z dziennikarek nazwała The Afterparty „whodunnit dla milenialsów”, obwieszczając światu nową podkategorię filmową. Według niej śledztwo nie jest tutaj dla bohaterów ryzykowną grą o przetrwanie, ale raczej opcją na drugą szansę, spełnienie się w życiu i odejście od nudnej codzienności. Ciekawe spostrzeżenia, ale polecamy najpierw pozostać na poziomie nieskrępowanej serialowej rozrywki.

Zagadka zbrodni (2004), reż. Bong Joon-ho

Czas na odrobinę cięższy kaliber – drugi w karierze film południowokoreańskiego reżysera Bong Joon-ho, który wiele lat później dał światu m.in. genialnego Parasite’a. Zagadka zbrodni to dzieło nie mniej wybitne – wystarczy wspomnieć, że film został okrzyknięty w Korei Południowej „filmem stulecia” i wysoko ceni go sam Quentin Tarantino. Oparta na prawdziwych wydarzeniach historia seryjnego mordercy i gwałciciela kobiet oraz skomplikowanego śledztwa odbiega od lekkiego i rezolutnego Glass Onion. Bliżej jej bardziej do np. Siedem czy Milczenia owiec. To jednak idealny przykład zręcznie utkanej tajemnicy, który być może będzie odtrutką dla wszystkich tych, którym czegoś w Glass Onion zabrakło. Co ciekawe, choć fabuła filmu została zainspirowana wydarzeniami z lat 80., w rzeczywistości dopiero po 30 latach rozwiązano sprawę kryminalną. Zupełnie inaczej niż w Glass Onion.

Weronika Mars (2004-), twórca: Rob Thomas

Weronika Mars to coś między Brick a Glass Onion. Młoda pani detektyw rodem z liceum, ale sprawy dotyczące często tych uprzywilejowanych, podane w lekki i zabawny sposób (choć z szacunkiem dla widza). Serial na początku był prawdziwym hitem – trochę ze względu na pomysły scenarzystów, a trochę z powodu obsady z przebojową Kristen Bell na czele. Później spadła mu oglądalność i po 3 sezonach został skasowany. Produkcji udało się jednak osiągnąć coś ważnego – uzyskał status kultowy i wielką miłość fanów, którzy prośbami, groźbami i petycjami doprowadzili najpierw do powstania fabularnego filmu w 2014 roku, a potem nakręcenia 4. sezonu w 2019.

Krzyk (1996), reż. Wes Craven

Seria filmowa, która już za moment doczeka się 6. części. Skupmy się jednak na tej, od której wszystko się zaczęło. Fakt, gatunkowo Krzyk to nie klasycznie kryminalne whodunnit, ale raczej horror typu slasher. Trudno jednak o dwa tak podobne do siebie gatunki – w obu przypadkach trzeba zgadywać, kto zabija, obserwować uważnie wydarzenia na ekranie i prowadzić w głowie małe śledztwo. Choć może w przypadku slasherów skala mordów jest odrobinę większa… Co jeszcze Glass Onion ma wspólnego z Krzykiem? Pewną lekkość w podejściu do funkcjonującego od dawna w sztywnych ramach tematu. W obu filmach, choć można już przecież nawet powiedzieć seriach, najważniejsza jest zabawa i puszczanie oka do widza.

Nie patrz w górę (2021), Adam McKay

Nie patrz w górę i Glass Onion, czyli dwa idealne produkty dzisiejszych czasów. Wielkie budżety, multum głośnych nazwisk, scenariusz zbudowany w formie zabawnych scenek i gdzieś w tle celna krytyka – wyraźnie wymierzona w uprzywilejowanych, ale skonstruowana w nienatarczywy dla widza sposób. Wszystko natomiast wzorowo obudowane netfliksową formatką, która pozwala cieszyć się błyszczącym filmem-prezentem i nie traktować go super poważnie. Nie patrz w górę nie ma w sobie żadnej tajemnicy lub zagadki, bliżej mu do kina katastroficznego. Ale oba filmy niosły ze sobą podobny rodzaj oczekiwania i niewymuszonego hajpu, właściwego dla czasów streamingu. To idealny przykład wielkiego kina XXI wieku zaprojektowanego z myślą o małym ekranie. Bo czy dziś po topową rozrywkę zawsze musimy biegać do kina? Czy kanapa i telewizor lub łóżko i laptop nie mogą pełnić roli kina studyjnego czy multipleksu? Jeśli taka dyskusja miałaby formę śledztwa, oba te filmy byłyby mocnymi dowodami rzeczowymi w sprawie.

Najnowszy film Riana Johnsona wciąż rozgrzewa statystyki Netfliksa do czerwoności. Jeśli jednak jesteście już po seansie Glass Onion i szukacie nowych filmowo-serialowych wyzwań, polecamy naszą listę. Zobacz także Co obejrzeć po „Reniferku”? Te seriale powinny wam się spodobać Początki polskiego rapu: pierwsze kasety, dissy i nadejście Scyzoryka WROsound 2024. Zagrają m.in. Małpa, susk, Bisz i […]

Obserwuj nas na instagramie:

Sprawdź także

Imprezy blisko Ciebie w Tango App →