fot. YouTube

Zespół boygenius wydał właśnie „płytę”. Możliwe, że to najlepsze, co w tym roku usłyszycie    

Obserwuj nas na instagramie:

Julien Baker, Phoebe Bridgers i Lucy Dacus – każda z nich to ceniona solowa artystka z tłumami oddanych fanów i chwalonymi płytami na koncie. Razem tworzą jednak supergrupę, która według wielu ma przed sobą ważne zadanie. W sumie jest ono całkiem proste: boygenius ma po prostu zbawić rocka.

Przyjaźń i szacunek

Zanim posypały się pięciogwiazdkowe recenzje ich debiutanckiej płyty, znalazły się w line-upie najważniejszych zagranicznych festiwali, trafiły na symboliczną okładkę magazynu „Rolling Stone”, a Kristen Stewart nakręciła im film, dziewczyny były po prostu fankami swojej własnej twórczości. Zespół powstał w 2018 roku, a fundamentami założycielskimi była przyjaźń, wzajemny szacunek i podziw dla własnej muzyki. Brzmi to jak banał nad banałami, ale być może właśnie dzięki temu jesteśmy tu, gdzie jesteśmy. Każda z trójki artystek miała już wówczas na koncie przynajmniej jedną płytę i uznanie w branży muzyki niezależnej. Pitchforkowy światek polecał ich muzykę, NPR zapraszał do tyci-koncertów w swojej redakcji, a europejskie cool-dzieciaki karmiły nimi swoje Spotifaje i zamawiały winyle.

Wspólna trasa cenionych artystek

Kiedy członkinie boygenius się poznały, co miało miejsce w 2016 roku, to wcale nie ​​Phoebe Bridgers była na topie topów. Artystka, którą wychwalają dziś Paul McCartney i Elton John, i która – mówiąc brutalnie – trafiła już do mainstreamu (w dużej mierze przez liczne współprace z m.in. SZA i Taylor Swift), była jedynie supportem dla Julien Baker. Podobnie zresztą jak Lucy Dacus. Finalnie jednak połączyły siły, zabukowały potrójną trasę koncertową i w ten sposób udało im się napisać i w cztery dnia nagrać pierwszą EP-kę. Każda z dziewczyn przyniosła do studia jedną praktycznie gotową piosenkę, do której następnie swoje trzy grosze dodały pozostałe, a reszta utworów powstała na skutek improwizacji.

Dziewczyna z gitarą to nie gatunek

Co ciekawe, a nawet bardzo istotne, w proces nagrywania materiału zaangażowane były praktycznie wyłącznie kobiety. Bo dla boygenius kwestie płci są bardzo ważne – razem i osobno mówią głośno o tym, co czują, jak denerwuje je ingerencja we własną wolność i jaki wpływ na ich życie miały relacje czy coming outy. To także ich połączyło – frustracja, która wylewała się z nich, kiedy jako młode artystki nieustannie były namaszczane na „kobiety muzyki rockowej” i trafiały w ten sposób do jednego gatunkowego worka, choć każda z nich grała zupełnie coś innego. Od zawsze Baker, Bridgers i Dacus były przeciwko robieniu sensacji z „dziewczyn z gitarami” i wytwarzaniu sztucznej rywalizacji przez wytwórnie. To wciąż Girl Power, ale w trochę innym wydaniu, celnie punktujące i ironiczne, manifestujące się w tekstach skupionych na najważniejszych problemach kobiet. Nawet nazwa „boygenius” to oznaka przekory i cios wymierzony w mężczyzn, którym od dziecka wmawia się, że są geniuszami. Nie, nie jesteście – wydają się mówić członkinie zespołu – pogódźcie się z tym i oszczędźcie sobie późniejszych problemów.

Idealne wokalne połączenie

Początki boygenius są ważne, szczególnie w kontekście tego, co mówi się o zespole, określając go mianem „supergrupy”. To nie trzy młode, zagubione dziewczyny utworzyły ten zespół, ale świadome artystki, które wymieniły się doświadczeniami i osiągnęły dzięki temu nowy poziom. Bo umówmy się – o supergrupach dużo i głośno się mówi, powstawanie kolejnych to zawsze sensacja, ale rzadko ich albumy są tak dobre, jak dokonania członków w innych zespołach. W przypadku boygenius i ich „the album” (prostota w nazewnictwie to również domena zespołu) jest inaczej. Materiał broni się na każdym poziomie, a artystki uzupełniają się, choć czuć, że znów po części pisały piosenki oddzielnie. Ale wydaje się, że nie da się inaczej. Nie da się oddać emocji i osobistych przeżyć pisząc szkielet utworu „na spółę”, choć razem można go też potem perfekcyjnie dopracowywać. Co ważne, Baker, Bridgers i Dacus tworzą idealne trio nie tylko songwritersko, ale i wokalnie. Każda dysponuje trochę inną, charakterystyczną manierą oraz brzmieniem. Kiedy ich wokale łączą się w jedno, powstaje coś zupełnie unikatowego. To są właśnie najlepsze „momenty” tej płyty, od których przebiegają ciarki.

boygenius jak Nirvana

Łącznie na the record jest 12 utworów – sporo z nich poznaliśmy już wcześniej, bo od początku roku dziewczyny prowadziły intensywną promocję nadchodzącej płyty. Wspomniana sesja okładkowa dla magazynu „Rolling Stone” była tego najlepszym przykładem – ubrane w garnitury odtworzyły słynne zdjęcia Nirvany w tym samym magazynie sprzed ponad 30 lat – kiedy żadnej z nich nie było jeszcze na świecie! „To supergrupa, której potrzebowaliśmy” – brzmiał nagłówek. Zabawne jest jednak to, że ciężko znaleźć obecnie zespół, któremu byłoby bliżej do Nirvany z tamtych czasów (nie tylko dlatego, że – jak żartowały w zakulisowym materiale artystki – Baker podobna jest do Dave’a Grohla). Nie chodzi tylko o muzykę, bo na płycie jest ona różnorodna – od folkowych, intymnych ballad, po gitarowe ściany dźwięku i zdzieranie gardła. Chodzi bardziej o szczerość przekazu i pewność siebie, obnażanie przed słuchaczem i sprzeciw wobec tego, jak funkcjonuje współczesny biznes muzyczny. Jasne, boygenius też w gra w tę grę, bo taka jest cena olbrzymiej popularności, ale przy okazji wydaje się powoli zmieniać jej reguły, nie mówiąc już o ich aktywizmie na rzecz praw kobiet czy LGBTQ+. Nie miałyby jednak szans tego robić, gdyby nie dobre utwory i umiejętność gromadzenia przed sobą ogromnej publiczności. A tę wydają się świetnie wyczuwać i budować z nią więź. Posłuchajcie True Blue, Not Strong Enough, Emily I’m Sorry czy $20 – te momenty, kiedy ich głosy przenikają się, kiedy budują instrumentalne napięcie i rozładowują je wokalami, kiedy wspierają się nawzajem i kompletnie nie gwiazdorzą, oddając miejsce w piosence koleżance. Kiedy mówią o sprawach ważnych, związkach pozbawionych lukru, ale takich, w których człowiek czuje się bezpiecznie; o tym, jak to jest być kobietą w dzisiejszych czasach i odczuwać strach. O smutku, samotności i małych radościach małomiasteczkowego życia. Jeżdżeniu samochodem w kółko i słuchaniu muzyki, zupełnie tak jak kiedyś. Jeśli taka muzyka nie zbawi rocka, to jaka?

Julien Baker, Phoebe Bridgers i Lucy Dacus – każda z nich to ceniona solowa artystka z tłumami oddanych fanów i chwalonymi płytami na koncie. Razem tworzą jednak supergrupę, która według wielu ma przed sobą ważne zadanie. W sumie jest ono całkiem proste: boygenius ma po prostu zbawić rocka. Zobacz także Co obejrzeć po „Reniferku”? Te […]

Obserwuj nas na instagramie:

Sprawdź także

Imprezy blisko Ciebie w Tango App →