Wykopane spod gleby #2. King Dude, Xasthur i inne mroki


30 listopada 2016

Podziel się newsem:

Polub Rytmy.pl na Facebooku:

Drążymy runo w poszukiwaniu co ciekawszych rzeczy, które mogły Was ominąć. Dziś nawiązujemy z runem kontakt jeszcze intensywniejszy. Tym zbłotniałym, listopadowym runem. Bendom mhroki.

1. Wędrowcy~Tułacze~Zbiegi – „Światu, co mu wszystko jedno” z albumu Światu jest wszystko jedno

a2453044032_10

Kto i gdzie?

Sarsa (nie mylić z Sarsą) możecie znać z cenionego środowiskowo projektu Duszę Wypuścił. Pod takim szyldem produkował się do 2013 roku. Światu jest wszystko jedno to debiutancka płyta pod szyldem zmienionym (poprzedzona epką Kiedy deszcz zaczął padać na zawsze? z 2014 r.), pełna ludyczności, klimatów biesiadnych przełamanych black metalową zgnilizną, muzycznym grzybem i post-punkowym nerwem. W tym szaleństwie jest jednak metoda. I trąbka.

Dlaczego?

Bo w momencie, kiedy polski black metal wypełzł już zupełnie z zasiusianej piwnicy, a redaktor mainstreamowego portalu informacyjnego wywołuje tzw. „guldoburzę” pisząc o Furii (w kontekście ich PIĄTEJ! studyjnej płyty) jako o jakiejś zupełnej nowince, warto być z czarcią muzyką (szczególnie eksperymentalną) na bieżąco. A WTZ to chore wytwórstwo dla chorych odbiorców. Czyli dokładnie tak, jak powinno być.

2. Xasthur – „Parole Fearing” z albumu Subject to Change

xasthur-5467a7f587dcc

Kto i gdzie?

Od 1995 roku Scott „Malefic” Conner działał w ramach inspirowanego Burzum, pionierskiego na łonie suicidal/depressive black metalu projektu Xasthur. W 2010 Xasthur zawiesił działalność, a Conner już jako Nocturnal Poisoning (nazwa, celem jeszcze większej komplikacji, wzięta z debiutu… Xasthura) zaczął uprawiać dark folkowe poletko. Rok temu zmienił jednak nazwę Nocturnal Poisoning na… Xasthur. I oto mamy nowe nagranie projektu.

Dlaczego?

Gatunkowych zasług Xasthura nie trzeba wymieniać. To oczywistość. Zresztą w kontekście nowego albumu nie ma to również merytorycznego sensu, wszak to kompletnie inna muzyczna szufladka. Co za to obie wersje projektu spaja, to emocje. Nieprzyjemne, ale mocno udzielne. Idąc tropem z poprzedniego akapitu: nagrania tworzone przez chorych dla chorych – okazuje się, że czy prąd jest czy nie na wieśle, Conner smęci całkiem nieźle.

3. King Dude – „I Wanna Die at 69” z albumu Sex

cr2koczwaaagjir

Kto i gdzie?

Thomasa Jeffersona Cowgilla możecie znać z bliskiej współpracy z Chelsea Wolfe, która po tym, jak pojawiła się na ścieżce dźwiękowej do Gry o tron, stała się (także u nas) całkiem popularna. Cowgill jest trochę jakby bękartem Michaela Giry i Johnny’ego Casha. Przy czym jest od swoich duchowych ojców bardziej dowcipny i ironiczny. Zaczynał gdzieś w granicach neofolku, a dziś jest jedną z wiodących postaci sceny gothic country. Na piwnym brzuchu ma wytatuowany napis „grim”.

Dlaczego?

Bo z płyty na płytę King Dude staje się coraz bardziej kolorowy, choć kolory to raczej mroczne i zgniłe. Tu zapuści się w kierunku pijackiego bluesa, tam post-punka, tam znów cofnie ku neofolkowi. Kiedy ten facet staje przy mikrofonie, cała tradycja americany przewraca się w grobie, a przynajmniej trwa w jakichś perystaltycznych spazmach. Kompletna antyteza kindermroku. Nawet mimo tego, że na Sex gdzieniegdzie jest i miejsce na eteryczne damskie wokalizy…

4. Marissa Nadler – „The Best You Ever Had” z epki Bury Your Name

marissa-nadler-strangers-spin-cover-story-1-2500x1000

Kto i gdzie?

Skoro już zahaczyliśmy o eteryczne damskie wokalizy i wspomnieliśmy o Chelsea Wolfe, warto przywołać i Marissę Nadler, specjalistkę od gotyckiego folku, która od debiutu w 2004 roku nie popełniła ani jednego słabego nagrania, czym zapracowała sobie na trwającą właśnie trasę ze Szwedami z Ghost. Chłopakom należy pogratulować nosa do supportów, natomiast Marissie życzyć większej rozpoznawalności w naszym kraju i nie tylko.

Dlaczego?

Termin „gotycki folk” na pierwszy rzut ucha pachnie niemytymi organami rodnymi – wiadomo. W muzyce Nadler następuje jednak owego terminu egzorcyzm. Wyobraźcie sobie zderzenie folkowej tradycji spod znaku Joan Baez, alternatywnego country, nastrojów podsłuchanych w ejtisowym katalogu wytwórni 4AD. Weźcie tę miksturę na mokradła ścielące się za waszą plantacją w Luizjanie i wypijcie w towarzystwie wiedźm, bagiennych ogników i wszelkich innych dusz zagubionych. I smaczne, i sponiewiera.

5. Tanya Tagaq – „Retribution” z płyty Retribution

tanya tagaq

Kto i gdzie?

Myśleliście, że na koniec będzie lżej? Nic podobnego! Tanya to Kanadyjka pochodzenia inuickiego, czyli z tych ludów arktycznych, co to iglo sobie budują. Muzyką zajmuje się już jakiś czas, na koncie ma choćby udział w nagraniach albumu Medúlla Björk i co rusz spadają na nią laury jakichś kolejnych przeglądów i festiwali muzyki etnicznej.

Dlaczego?

Dlatego, że podczas studiów na Uniwersytecie Nowej Szkocji dostała granta za opracowanie własnej metody solowego śpiewu gardłowego, którym obsługiwała partie wykonywane zazwyczaj przez aż DWIE kobiety. W praktyce brzmi to trochę jak śpiew gardłowy, a trochę jak śpiewokrzyk Diamandy Galas. Oparte na fantastycznie transowych, plemiennych beatach i gitarowym drone’owym brudzie daje to efekt mrożący krew w żyłach. W sam raz na koniec listopada.

Sprawdź także:
Wykopane spod gleby #1. Nowości spoza mainstreamu

Podziel się newsem:

Polub Rytmy.pl na Facebooku: