fot. materiały promocyjne

„The Sandman”: Cisza wielka, bo król zasnął… [recenzja]


05 sierpnia 2022

Podziel się newsem:

Król, bóg, prastara istota, jeden z „Nieskończonych”. W Sandmanie Neila Gaimana Morfeusz, czyli władca snów ma wiele przezwisk, ale jego rola jest nieodłącznym elementem utrzymania balansu we wszechświecie. Kiedy sam władca koszmarów nie śpi, tylko pilnuje swoich „dzieci”, reszta potężnych monarchów czyha na jego potknięcie, aby przejąć istotne dla rozłożenia sił królestwo snów.

Neil Gaiman jak Frank Miller?

Gaiman to jeden z najlepszych i najbardziej utytułowanych angielskich pisarzy, którym udało się dostać do prawdziwego mainstreamu. Mimo że większość jego prac to powieści, zasłynął przede wszystkim jako nowatorski twórca artystycznych komiksów za sprawą… Jednego tytułu! Choć jego prace często są ekranizowane, to jednak dla prawdziwych fanów powieści obrazkowych na zawsze pozostanie twórcą Sandmana. Specjalizujący się w „dark fantasy” i historiach grozy Gaiman stworzył w Sandmanie esencję tego, czym zawsze chciało być wydawnictwo DC Comics. „Władca snów” to artystyczne, ambitne i trudne dzieło, które wymyka się wszechobecnym stereotypom na temat komiksów. Jest to oczywiście nie tylko zasługa Anglika i jego nietuzinkowego pisarstwa, ale także ciekawej kreski Mike’a Drinkenberga. Francuz zasłynął z „ołówkowania” Sandmana, ale jedne z jego największych prac to także dzieła dla Marvela i Image Comics. Pisarz miał już swoje mocne wejście do streamingu, kiedy zekranizowano Amerykańskich bogów, ale serial nigdy nie stał się topowym tytułem wśród takich graczy jak The Boys, Invincible czy Titans. Gaiman jest również obok Franka Millera jedynym twórcą ambitnych komiksów w DC, który z łatwością przedostał się na mały i duży ekran.

Kadr z filmu
fot. materiały promocyjne

Śpij słodko, mały książę

The Sandman to powieść graficzna opowiadająca o mrocznym rodzeństwie tzw. „Endless” (z ang. „Nieskończonych”). To istoty starsze niż wszechświat, a nawet piekło i niebo. Są jednocześnie bogami, aniołami, demonami i duchami, których nie obowiązuje żadne prawo poza obowiązkiem, do którego zostali przypisani. Rodzina składa się ze Śmierci, Przeznaczenia, Zniszczenia, Pożądania, Rozpaczy, Delirium i naszego głównego bohatera, czyli Snu. W angielskiej wersji językowej wszystkie te postacie mają imię zaczynające się na literę „d”. Sean, król snów, władca koszmarów ma na imię Morfeusz i jest pracoholikiem, skrupulatnie podchodzącym do swojej pracy. Jego rzemiosło to budowanie sennych krain dla ludzkości, ale także koszmarów, które uprzykrzają nam nasze stany REM. Odpowiada także za swoje królestwo („Śnienie”) mające dużo większe znaczenie w kosmicznej równowadze niż uważają jego bracia, siostry i potencjalni wrogowie. Problem Morfeusza w komiksie i ekranizacji Netflixa zaczyna się wtedy, kiedy jeden z jego koszmarów, Koryntczyk, ucieka z królestwa snów, aby siać spustoszenie w rzeczywistym świecie ludzi.

Kadr z filmu
fot. materiał promocyjny

Wyprodukowany w półśnie

Nowy serial Netflixa to prawdopodobnie jeden z najważniejszych tytułów, jaki pojawił się na platformie przed wyprowadzeniem przez konkurencję najcięższego kalibru na ten rok. Widać, że w telewizyjną adaptację wtłoczono bardzo duży budżet, ale pierwszy sezon nie wystarczy, aby przekonać do siebie nową popkulturową publiczność. Serial przede wszystkim bardzo wolno się rozwija, ale ten „slow-pace’owy” koncept nadaje odpowiedniego sennego klimatu, który fani będą kojarzyć przede wszystkim z komiksu. Mniej dokładna kreska i upraszczanie kadrów zamieniono na leniwy rytm fabuły, bo od strony graficznej Sandman to majstersztyk. Efekty specjalne są bogate i wyraziste, a kostiumy i postacie pięknie ubrane i zaprojektowane. Mam jednak dziwne wrażenie, że długooczekiwany projekt będzie ważnym telewizyjnym wydarzeniem tylko dla pasjonatów powieści graficznych i fanów samego tytułu. Mocną stroną serii jest także odtwórca głównej roli Morfeusza, czyli Tom Sturridge (Velver Buzzsaw). Jego zblazowany, znudzony i przemądrzały władca koszmarów to ekscentryk, którego da się lubić, bo nie brakuje mu ani odwagi, ani dyscypliny. Zresztą jego duchowa przemiana z powodu błędów, jakie popełniał przez swoją pychę i nieomylność, jest wciągająca i ciekawa. Jego Morfeusz to protagonista skomplikowany, czasami nieprzyjemny, choć jednocześnie postać, której cały czas kibicujemy. Świetnie „boksuje” się na planie ze swoim nemezis granym przez Boyda Holbrooka (Narcos), którego wcześniej nie mogliśmy zobaczyć w tak diabolicznej roli. Lore Sandmana jest niezwykle szeroki i w pierwszym (10-odcinkowym) sezonie brakuje miejsca na rozszerzenie wątków, które wydają się najciekawsze. „Quest” Morfeusza właściwie tylko ślizga się po powierzchni historii, które możemy znaleźć w komiksach. Dla mnie ta dawka była wystarczająca i już nie mogę się doczekać, aż poznamy resztę „niekończącego się” rodzeństwa, plany granego przez Gwendoline Christie (Gra o Tron) Lucyfera i kolejne światy, do których będzie podróżował tytułowy Sandman.

Kadr z filmu
fot. materiał promocyjny

Spiesz się powoli

Zarówno Morfeusz, jak i twórcy serialu nie mają zamiaru pędzić ze swoją historią, bo taki był też zamysł twórcy oryginału. Komiks Gaimana to dzieło artystyczne i ambitne, a Netflix nie wydaje się najlepszą platformą do ekranizacji tego typu materiałów. Jednak The Sandman to nietuzinkowa podróż po szerokim świecie fantasy, trochę innym niż to, co można zobaczyć w ofercie streamingowych gigantów. Twórcy na pewno nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa, a seria zostawia sobie odpowiednio dużo miejsca na dopełnienie przygód Morfeusza. Miejmy nadzieje, że wyniki oglądalności pozwolą nam na poznanie dalszych losów komiksowego władcy koszmarów.

Ocena: 7/10

Król, bóg, prastara istota, jeden z „Nieskończonych”. W Sandmanie Neila Gaimana Morfeusz, czyli władca snów ma wiele przezwisk, ale jego rola jest nieodłącznym elementem utrzymania balansu we wszechświecie. Kiedy sam władca koszmarów nie śpi, tylko pilnuje swoich „dzieci”, reszta potężnych monarchów czyha na jego potknięcie, aby przejąć istotne dla rozłożenia sił królestwo snów. Zobacz także […]

Wiemy, gdzie są najlepsze koncerty. Sprawdź!

Biletomat.pl
20 PLN
Jak kupić bilet?

Po kliknięciu "Kup bilet" przeniesiesz się do strony internetowej oficjalnego dystrybutora biletów i na jego stronie dokonasz zakupu.

Bezpieczne zakupy u oficjalnych dystrybutorów

Zakup biletu odbywa się na stronie oficjalnego dystrybutora biletów. Pamiętaj o tym, że jeżeli miejsca są numerowane, a bilety sprzedaje kilka firm, to każda z nich udostępnia inną pulę miejsc do wyboru.

Polub Rytmy.pl na Facebooku:

Sprawdź także

Imprezy blisko Ciebie w Tango App →