„Przyjęliśmy koronawirusa do zespołu, jako naszego szóstego muzyka” – wywiad z Jinte Depezem z zespołu Balthazar

Podziel się newsem:

Belgijskie objawienie sceny indie (choć samo o sobie mówią – pop) powraca z nowym albumem Sand. Mimo tego szybkiego follow up’u do wydanego zaledwie dwa lata temu Fever, nie ma tu mowy o próbie podrobienia sukcesu poprzedniej płyty i bazowaniu na tych samych schematach.

Sand – nowy album od grupy Balthazar już jest

Muzycy z zespołu Balthazar zadbali o to, abyśmy nie nudzili się przy odsłuchu ich najnowszego dzieła. Choć na Sand z pewnością można doszukać się elementów, wskazujących na pewną kontynuację brzmienia z Fever, to nie da się jednocześnie nie zauważyć zupełnie nowej jakości, która pojawia się u Belgów niemal z każdym nowym wydawnictwem.

Sand jest jak powiew letniego, rześkiego powietrza. Maarten Devoldere, Jinte Deprez i spółka ponownie zaskakują intrygującymi rozwiązaniami muzycznymi. Nie brakuje wśród nich charakterystycznego dla brzmienia Balthazara orientalnego vibe’u, w którym dużą rolę odgrywają ponownie instrumenty dęte i skrzypce. Muzycy pokusili się również o jeszcze odważniejsze eksperymentowanie z elektroniką, która jednak nie przysłania ich organicznego fundamentu.


Balthazar – wywiad

O tym, co wpłynęło na brzmienie nowego Balthazara, udało mi się porozmawiać z wokalistą i gitarzystą grupy, Jinte Depezem, znanym również z solowej działalności pod pseudonimem J. Bernardt.

Weronika Szymańska: W związku z Waszym najnowszym albumem Sand, najbardziej intryguje mnie jego okładka. Dlaczego zdecydowaliście się umieścić na niej rzeźbę Homunculusa Loxodontusa? Ma to jakieś znaczenie w kontekście całej płyty?

Jinte: Przede wszystkim gratuluję, bo potrafisz wymówić tę nazwę, ja nie. :)

Oczywiście, ten wybór ma swoje wyjaśnienie. Gdy po raz pierwszy zobaczyliśmy zdjęcie Homunculusa Loxodontusa kilka lat temu, pomyśleliśmy, że jest zabawne. Widywaliśmy go jeszcze kilkakrotnie i za każdym razem wydawał się nam coraz bardziej intrygujący. Nie umieliśmy go jednak zinterpretować, więc odłożyliśmy to na bok. Kiedy skończyliśmy pisać album, okazało się, że jego tematyka jest w dużej mierze związana z kontekstem czasu. Jest w nim dużo o oczekiwaniu. W końcu zaczęliśmy szukać odpowiedniej okładki i odkryliśmy, że Homunculus Loxodontus odzwierciedla właśnie to niezręczne uczucie, które dręczy cię, gdy jesteś w poczekalni. Jest odbiciem pewnego rodzaju niepokoju, towarzyszącego nam, kiedy na coś czekamy. Pomyśleliśmy, że idealnie pasuje do koncepcji naszego albumu. Potem zaczęła się pandemia, więc teraz całość ma również bardziej globalne znaczenie. Myślę, że to adekwatna okładka do obecnych czasów.

Balthazar Sand
Balthazar – Sand, okładka albumu

Sam tytuł Sand też nie jest oczywisty. Co oznacza?

Jinte: Właściwie to samo. Na płycie znajduje się utwór Hourglass (tłumacz. klepsydra), w klepsydrze miarą jest przesypujący się piasek, co ponownie odnosi się bezpośrednio do czasu. Pomyśleliśmy, że to będzie prosty, krótki, chwytliwy i łatwy do wyjaśnienia tytuł.

Jinte Depez z Balthazar: „Gdyby nie koronawirus, ta płyta z pewnością brzmiałaby inaczej”

Z jednej strony słyszę na tym albumie sporo organicznych brzmień, z dodatkiem charakterystycznego dla Was orientalnego klimatu, ale z drugiej mam wrażenie, że coraz bardziej eksperymentujecie z elektroniką. Pandemia miała wpływ na to, jak brzmi ta płyta? Jak wyglądała Wasza praca przy tym albumie?

Jinte: Napisaliśmy ten album podczas trasy Fever. To był wspaniały czas, dobrze było znowu grać razem po przerwie na solowe projekty. Zaskoczyło nas, że na Fever stworzyliśmy bardziej ekstrawertyczną muzykę niż kiedykolwiek wcześniej. Ludzie na koncertach nagle stali się bardzo otwarci, zaczęli tańczyć, a my czuliśmy, że to jest coś nowego. Chcieliśmy szybko stworzyć kontynuację Fever, aby pchnąć to wszystko jeszcze dalej. Pierwotnym planem było nagranie tego materiału w studiu z zespołem, aby móc w pewien sposób oddać tę energię grania na żywo, którą budowaliśmy podczas trasy. Jednak, kiedy mieliśmy już wejść do studia, zaczął się pierwszy lockdown.

Piosenki były gotowe, ale musieliśmy znaleźć inny sposób, aby je nagrać. Wtedy zdecydowaliśmy się na przyjęcie koronawirusa do zespołu, jako naszego szóstego muzyka i zaczęliśmy szukać innego brzmienia. Zaczęliśmy używać więcej sampli perkusyjnych, elektroniki i syntezatorów, czyli raczej rzadko spotykanych rozwiązań w rockowym graniu. Tak też dokończyliśmy ten album. Choć został on napisany do grania na żywo, to wykończyliśmy go z wykorzystaniem większej ilości instrumentów elektronicznych. Ale jesteśmy bardzo zadowoleni z efektów. Niektóre piosenki są teraz zupełnie inne i zaskoczyły nas samych. Dodatkowo, kiedy musisz pracować z ograniczeniami, stajesz się bardziej kreatywny. Bez koronawirusa ta płyta z pewnością brzmiałaby inaczej.

Balthazar – pop europejski z fetyszem do nierockowych instrumentów

Skoro tak, to wyobraźmy sobie teraz, że tworzysz zupełnie nowy gatunek, który jest opisywany przez brzmienie nowej płyty zespołu Baltazar. Jak nazwałbyś Waszą muzykę?

Jinte: Zabawne jest to, że zawsze jestem bardzo ciekawy, jak dziennikarze opiszą ten rodzaj muzyki, a potem sam muszę to robić. :)

Dla mnie to jest zdecydowanie muzyka pop, ponieważ wciąż pracujemy w ramach pewnych schematów muzyki pop. Mam na myśli teksty o miłości, chwytliwe refreny – to elementy charakterystyczne dla popu. Lubię fakt, że muzyka pop nie ma ograniczeń i pozostając w jej granicach, można naprawdę zaszaleć i to, że ta muzyka nie opiera się już tylko na wpływach angielskich czy amerykańskich, bo coraz więcej jest w niej również inspiracji francuskich, włoskich, czy nawet polskich. Dla mnie nasza muzyka to coś w rodzaju popu europejskiego z fetyszem do innych niż rockowe instrumentów muzycznych, takich jak skrzypce czy saksofon.

W zasadzie, jeśli chcesz zdefiniować nasze brzmienie, to spójrz na okładkę tego albumu i spróbuj opisać to stworzenie. Tak właśnie brzmi nasza muzyka.

Balthazar Sand wywiad Jinte Depez J. Bernard
Balthazar

Śpiewanie o ucieczce od samego siebie

Zastanawia mnie również historia, jaka kryje się za Waszym najnowszym, intrygującym teledyskiem do singla On A Roll. Możesz opowiedzieć o nim coś więcej?

Jinte: Ten teledysk jest bardzo mocno związany z tekstem piosenki. Po wielu latach zaczynasz odkrywać siebie we wszystkim, co próbujesz w sobie zmieniać. To nigdy nie działa. To trochę tak, jakby twoje ciało było klatką, a Ty żyłbyś we własnej pętli. Próbowałem zaśpiewać o tym, jak uciec od siebie. I to właśnie jest ukazane w teledysku. To nie tylko metafora wielu rzeczy i wielu stanów emocjonalnych. To jednocześnie metafora pewnego rodzaju braku kontroli nad własnym umysłem. Idea tego klipu opowiada o tym, że za każdym razem, gdy coś robimy i upadamy, potem popełniamy dokładnie ten same błędy. Może to niezbyt pozytywne, ale zawsze lubię, kiedy widz musi też sam wyobrazić sobie pewne rzeczy, więc to od Ciebie zależy, co znajduje się w tym pokoju.

Jinte Depez z Balthazara: „Oszalałbym, gdybym musiał cały czas pisać bez grania na żywo ”

Miałam okazję widzieć Was dwa razy na żywo i uważam, że jesteście stworzeni do bycia na scenie. Wasze koncerty to zawsze piękne widowisko, pełne emocji i zaangażowania – zarówno z Waszej strony, jak i od publiczności. A co jest dla Was ciekawsze – granie na żywo, czy pisanie i nagrywanie piosenek?

Jinte: To dobre pytanie. Dopiero teraz, kiedy nie możemy grać na żywo, zdałem sobie sprawę, że to naprawdę ważne. Lubię pisać piosenki, ponieważ tworzę wtedy coś nowego, ale oszalałbym, gdybym musiał cały czas pisać bez grania na żywo. Koncertowanie to celebrowanie tego, co się napisało. Widzisz, że ludzie naprawdę tego słuchają i twoje utwory otrzymują nowe życie. Każda piosenka staje się inną historią. Przyznaję, że jestem od tego trochę uzależniony i kiedy mi to odebrano, czuję się naprawdę dziwnie. Piszesz album i trafia on do sieci, czytasz coś, ale nie widzisz reakcji ludzi. Nie ma jednego bez drugiego, lubię zarówno proces tworzenia, jak i koncertowanie. To zupełnie inny rodzaj doświadczenia, ale do obu mam sentyment. Nie mógłbym jednak pisać piosenek wiedząc, że nie zagram ich na żywo.

Balthazar Sand wywiad Jinte Depez J. Bernard
Balthazar

Baltazar – krok po kroku do sukcesu

Czujecie, że jako zespół przeżywacie właśnie swój „time of my life”? Mam na myśli, fakt, że stajecie się coraz bardziej popularni, już nie tylko w Europie i zdaje się, że to naprawdę Wasz moment.

Jinte: Trudno powiedzieć, ponieważ cała nasza kariera przebiegała krok po kroku. Z każdym albumem docieramy do większej publiczności i do nowych krajów, ale nigdy nie było takiego momentu, w którym mieliśmy tak zwane „boom”. Myślę, że to pewne błogosławieństwo, bo możemy w pełni cieszyć się każdym etapem tej drogi. Gdybyśmy osiągnęli tak duży sukces przy okazji drugiego albumu, to mogłoby nas obciążyć psychicznie, bylibyśmy pewnie bardziej szaleni, a może nawet nie bylibyśmy już zespołem? Jestem zdecydowanie zadowolony z tego, jak rozwinęliśmy się jako grupa, ale cieszę się również z tego, jak potoczyły się losy mojego solowego projektu, w którym próbuję czegoś innego. Ilekroć tworzymy album z Balthazarem, jest to świadomy wybór, ponieważ dobrze się razem bawimy i możemy zrobić coś, czego nie możemy zrobić w solowych projektach. Zawsze jestem szczęśliwy, kiedy wydajemy album, bo chcemy, a nie, bo musimy. Zresztą, w przeciwnym razie nie wydalibyśmy kolejnej płyty tak szybko.

Balthazar Sand wywiad Jinte Depez J. Bernard
Balthazar

Balthazar mood

Wspomniałeś o swoim solowym projekcie, więc muszę cię zapytać – co z J. Bernardtem? Planujesz wydać coś nowego?

Jinte: Jeszcze nie. Myślę, że będziemy tworzyć dużo nowości, ale na razie mamy w głowach „Balthazar mood”. Dobrą rzeczą, w przypadku projektu solowego jest fakt, że jesteś w nim zależny tylko od siebie, więc to opcja, do której można zawsze powrócić. Od czasu do czasu potrzebujemy tego rodzaju zmian, aby wciąż się inspirować. Na razie jednak o tym nie myślę, ponieważ czuję, że najpierw musimy pograć na żywo z tym albumem, abym w swojej głowie mógł skończyć rozdział związany z Sand.

Granie na żywo to pewnego rodzaju podsumowanie tego, co próbujesz osiągnąć tworząc płytę i fakt, że nie możemy teraz koncertować, jest naprawdę dziwny i nienaturalny. Na razie skupiam się na tym, żeby wrócić na scenę i nie wiem jeszcze, co będę tworzyć później. Myślę, że jest to równie ekscytująca kwestia dla słuchaczy, jak i dla nas samych. Może zrobimy kolejną płytę Balthazara, a może najpierw ukaże się coś solowego. Zobaczymy!


Balthazar – Sand, posłuchaj albumu

Belgijskie objawienie sceny indie (choć samo o sobie mówią – pop) powraca z nowym albumem Sand. Mimo tego szybkiego follow up’u do wydanego zaledwie dwa lata temu Fever, nie ma tu mowy o próbie podrobienia sukcesu poprzedniej płyty i bazowaniu na tych samych schematach. Sand – nowy album od grupy Balthazar już jest Muzycy z […]

Polub Rytmy.pl na Facebooku:

Sprawdź także

Kup Bilet Otwarty na dowolny koncert

Biletomat.pl
50 PLN
Jak kupić bilet?

Po kliknięciu "Kup bilet" przeniesiesz się do strony internetowej oficjalnego dystrybutora biletów i na jego stronie dokonasz zakupu.

Bezpieczne zakupy u oficjalnych dystrybutorów

Zakup biletu odbywa się na stronie oficjalnego dystrybutora biletów. Pamiętaj o tym, że jeżeli miejsca są numerowane, a bilety sprzedaje kilka firm, to każda z nich udostępnia inną pulę miejsc do wyboru.