Peja: Bilans 40-latka będę robił pewnie po pięćdziesiątce [rozmowa]

Ryszard Gawroński
02 grudnia 2016

Podziel się newsem:

Polub Rytmy.pl na Facebooku:

Ostatni czas to dla Rycha świętowanie okrągłych rocznic. Z okazji koncertu na 40. urodziny rozmawiamy z Peją o życiu, pracy i robieniu albumów pod swoje oczekiwania, nie młodzieżowe mody. Sprawdźcie pierwszą część wywiadu z ikoną polskiego rapu.

Gdy czyta się z Tobą wywiady z ostatnich lat, można odnieść wrażenie, że wszyscy skłaniają Cię do podsumowywania Twojej twórczości. To chyba jednak nie do końca pasuje do artysty, który w jednym roku planuje wydać dwie płyty. Czujesz, że to jest dla Ciebie czas podsumowań?

Wiesz, może to wiąże się z tym, że skończyłem czterdziestkę. Bilans czterdziestolatka będę robił pewnie za 10 lat po pięćdziesiątce, bo się może wtedy poczuję na te 40. Aczkolwiek jestem teraz po chorobie i nie do końca czuję w sobie witalność, energię i motywację, dlatego ten drugi album ukaże się dopiero w przyszłym roku. Miałem wszystko wyliczone na styk i choroba uniemożliwiła mi skończenie ścieżek wokalnych. To ma swoje plusy – będę mógł bardziej selektywnie podejść do materiału, zaprosić gości, zmotywować Braha do zrobienia jeszcze większej liczby bitów. Z reguły powinno się robić album studyjny w przerwie od koncertów – mam ją najczęściej między styczniem a marcem. Właśnie wtedy powstawało DDA. W marcu miksowaliśmy i mieliśmy bardzo dużo czasu, więc może teraz też wpasuję się w podobne ramy. Według tego klucza pewnie skończę album.

Straciłem na chwilę zapał, pewność siebie. Czekam, by skumulować jakąś energię, żeby działać. Na razie próbuję wdrożyć się, czego dowodem jest ten dzisiejszy wywiad. Muszę ruszyć dupsko, bo 2 grudnia mam duży koncert, który trzeba odpowiednio wyprodukować.

Nie słychać na DDA jakiegoś braku pewności siebie. Jest wręcz przeciwnie.

Nie, nie, to jest chwilówka. Mówię o ostatnim miesiącu, przełomie października i listopada. Po prostu oklapłem po tym przeziębieniu i tyle. Każdy ma przecież słabsze dni. Ja też – borykam się z moją chorobą alkoholową, która od czasu do czasu spycha mnie na margines i muszę sobie z tym radzić. To może mnie wyłączyć nawet na dłuższy czas. Nie chciałbym tego porównywać do depresji, ale nawrót jest swojego rodzaju depresją, tyle że alkoholową. Chcąc nie chcąc, jeżeli coś zaniedbasz, to nagle z dnia na dzień wstajesz, jest szaruga za oknem i zaczynasz funkcjonować tak, jak kiedyś, jakbyś chlał.

Można czuć się źle, nie pijąc. Nie jest mi łatwo w tych jesiennych miesiącach, tym bardziej, że cały październik był już jak listopad. Jak człowiek ma raka, bierze chemię, to wszyscy widzą jego chorobę. Jeśli jesteś alkoholikiem, wszystko rozgrywa się w Twojej głowie. Dlatego czasem wszystko wydaje mi się totalnie beznadziejne, a ja po prostu na wszystko narzekam. Człowiek patrzący z boku może pomyśleć, że jestem jakimś pojebanym typem. Przecież mam wszystko co trzeba, a nic mi nie pasuje. Może i mam więcej, ale za to mam swoje ograniczenia, których jestem świadomy.

Człowiek patrzący z boku może pomyśleć, że jestem jakimś pojebanym typem. Przecież mam wszystko co trzeba, a nic mi nie pasuje. Może i mam więcej, ale za to mam swoje ograniczenia, których jestem świadomy.

Jestem również DDA (Dorosłe Dzieci Alkoholików – przyp. red) i naprawdę niełatwo z tym żyć. Udało mi się zatrzymać moją chorobę poprzez niepicie alkoholu i mityngi, bo to jedyne słuszne rozwiązanie. Skoro wszystko doskonale ogarniam, ludzie nie są w stanie dostrzec we mnie jakiejś ułomności, zrozumieć faktu, że jestem chory. Bo tego na zewnątrz po prostu nie widać. Widać za to pijącego alkoholika, który szybko zakoduje nam się jako zwykły menel. Wtedy ta choroba jest bardziej widoczna. Mimo to ludzie nie traktują alkoholików jako osoby chore. Chociaż wzrasta świadomość społeczna, to jednak stygmatyzacja jest zauważalna. Pamiętajmy, że alkoholizm jest chorobą nieuleczalną, postępującą i w konsekwencji śmiertelną.

Co do podsumowań, to rzeczywiście nie jest na to jeszcze czas. Przychylam się do twojej tezy, że mój czas dopiero od nowa nadchodzi, sądząc po moich produkcjach i zapale. Oczywiście, będę wydawał krążki, będę jeździł w trasy. Pracuję też w wiele lepszych warunkach i w większym komforcie niż 15 lat temu.

No właśnie, chyba masz ogromny komfort twórczy. Trochę to słychać na płytach.

Wiadomo, należy robić swoje. Jeżeli chcesz pogadać o rozwijaniu się za pomocą skakania po trendach, żeby podtrzymać popularność albo utrzymać przy sobie docelową grupę wiekową, to należy spytać o to innych. Ja tego nie robię. Chcę, żeby moi równolatkowie odnajdywali się w mojej wersji. Jeżeli jakiś małolat jest dojrzały i potrafi coś przyswoić dla siebie i nie oczekuje tylko łatwo przyswajalnych treści, nagrywanych przez jego rówieśników, to spoko. Wiadomo, niech młodzi nagrywają dla młodych, ale jeżeli ja po części zgarnę młody elektorat, to będzie to jakiś mój osobisty sukces.

Wiek mnie nie dyskryminuje, a nawet w pewnym sensie predysponuje do tego, by opowiadać o rzeczach, które widzę z perspektywy swoich lat. Nie będę przecież udawał dzieciaka, którym nie jestem. Jeżeli ktoś jest mentalnie dzieciakiem, nie różni się generalnie od swojego odbiorcy i ma czternastoletni mózg, to trudno. Albo należy współczuć albo należy zaakceptować. Mnie albo kochasz, albo nienawidzisz z moim bagażem doświadczeń i różnymi, skrajnymi opiniami. Staram się specjalnie nie podkreślać, że idę gdzieś dalej w jakąś dojrzałość. Oczywiście przy pierwszych odsłuchach da się jednak wyczuć, że dojrzewam, również muzycznie.

peja wywiad

…ale w swoich wypowiedziach często wspominasz, że jesteś jednak młody duchem.

To na pewno miało bezsprzecznie związek z tymi urodzinami. Wiesz, przemijanie, takie rzeczy. Skończyłem 40 lat, a inżynier Karwowski, nasz serialowy czterdziestolatek, właśnie zmarł. Przeżyłem już w zasadzie metryką moją matkę, zapewne przeżyję i ojca – wystarczą jeszcze trzy lata. Wiek ma dla mnie jednak znaczenie, bo moi rodzice nie byli długowieczni. Chociaż geny mam odpowiednio mocne, bo odziedziczyłem je po dziadkach. Dziadek 70-tki nie dożył, ale tylko dlatego, że był hardkorowcem, więc jeżeli ja parę lat temu zatrzymałem się z melanżami, to spokojnie 70 czy 80 lat powinienem i życzyłbym sobie przeżyć. Chyba, że zatrzyma mnie rak prostaty, którym jestem genetycznie obciążony. Czasem jednak wystarczy zwykła cegłówka z dachu lub zawał. Nie wybiegam dalej niż kwartał na przód. Żyję tu i teraz, nie tym co było wczoraj, nie tym, co będzie jutro.

Co do warunków, to po tylu latach coś po prostu wypracowałem. Udało się dzięki sytuacji finansowej, bo w tej branży, jeśli nie jesteś niezależny ekonomicznie, to jesteś zależny – po prostu. To jakiś sukces: są warunki i mogę sobie pracować w sposób hobbystyczny, jak to nawijam w jednym z nowych kawałków. Najważniejsze to robić solidne albumy skrojone pod własne oczekiwania, a nie gusta młodzieży, która zmienia idoli jak rękawiczki.

Stary, sprzedałem ponad pół miliona płyt. Co jeszcze miałbym zrobić? Mogę sobie założyć żywy band i grać duże festiwale. Pewne rzeczy już przeżyłem, pewne rzeczy przestały mnie już jarać. Stawiam na muzykę, a nie na look czy otoczkę, chociaż wiem, że look jest teraz bardzo ważny. Muzyka jest teraz zawsze drugorzędna, więc jak nie wyglądasz dobrze i marketingowo nie pasujesz do rynku, to rzeczywiście możesz sobie nie poradzić. Ja za to za lookiem nie będę za specjalnie ganiał, aczkolwiek lubię też dobrze się ubrać, więc będę czasem subtelnie podkreślał, że w związku z moim statusem mogę sobie pozwolić na co nieco więcej, jak na ikonę gatunku przystało.

Wspominałeś już, że pewne rzeczy Cię nie jarają, że tworzysz dla ludzi bardziej w swoim wieku…

Wiadomo, choć na przykład AC/DC robią swoje albumy tak, jakby mieli całe życie 16 lat. To jakby obala całą moją wcześniejszą wypowiedź (śmiech). Wiek nie ogranicza w żaden sposób. Jeżeli nie zaciera się jakaś granica i światopogląd, widzisz i czujesz rzeczy u młodych, to bez problemu jesteś w stanie sportretować ich codzienność albo wgłębić się w ich emocje. Chociaż kiedy czytam wrzucane przez dzieciaków na tablice linijki ich młodszych ode mnie idoli, to często słowo pisane wygląda bardzo banalnie i prosto. Pewnie jakbym był też młodszy, to nie byłoby to dla mnie banalne, tylko śmiertelnie poważne, tak jak dla nich. Pytanie, czy kiedy będą się zbliżać do mojego wieku, to będą jeszcze słuchać tych rapsów, którymi się teraz jarają.

Spotykam wiele osób, które mówią: „Słuchałem cię za dzieciaka”. Odpowiadam wtedy: „Zapraszam do wysłuchania teraz”. Potem nadrabiają i mówią?: „Kurwa, nie wiedziałem, że sobie tak poradziłeś”. Kiedy spotykam kogoś i słyszę: „Nie ma Cię w telewizji, co się stało, skończyłeś grać?”, to wtedy wiem, że on wtedy po prostu przestał się tym interesować, przynajmniej w moim zakresie.

Inna sprawa, że rynek tak rozrósł się, że nie każdy będzie koncentrował się na wszystkim. Jedni weszli w rap przez moje utwory, mówią, że „wychowali się na mojej muzyce” i słuchają nadal. Jest też taki słuchacz, który poszedł dalej i wybrał sobie lepszych tekściarzy oraz bardziej rozwojowych artystów, którzy nie tkwią w jakiejś tam stylistyce, mentalności i mają po prostu szerszy światopogląd. Też staram się mieć w miarę szerokie patrzenie, tym niemniej wychodzi, że zawężam je w sposób świadomy bądź nie. Taki jestem. Jestem też świadom swoich ograniczeń, więc bardzo szanuję artystów, którzy potrafią wyjść nieco dalej. Nowa płyta Mesa jest jak zwykle tego dowodem. Ostatnie dwie płyty O.S.T.R.-ego pokazały, że nie musi rapować na typowo hiphopowych bitach. Absolutnie je teraz zmasakrował i jak najbardziej hiphopową stylówą połamał każdy rytm i bit. Słuchanie takich albumów może pchnąć ku dalszej pracy i dalszemu rozwojowi albo może kompletnie zdemotywować. Słuchałem tego akurat w tym moim słabszym okresie i powiedziałem: „Kurwa, co on zrobił w ogóle…”. Po prostu mnie zabił.

Wspominasz, że idziesz tą swoją drogą, nie zalecasz się do nikogo…

Nie chcę być karykaturą samego siebie. Tym bardziej, że nie potrafiłbym wchodzić w taki klimat, że odświeżam się w jakiś ewidentny sposób i jestem fajny cool młodzieżowy i w ogóle zajebisty. Przerobiłem to na przykładzie naszych rockmanów, tatusiów z brzuszkami, którzy nadal próbowali być cool. Widziałem to przerysowanie. Widziałem, że nie da się wszystkiego ukryć. Jak jesteś w formie i nie dziadziejesz, to wtedy rzeczywiście dzieciaki nie patrzą ci w metrykę. Przecież gros tych raperów z mojego rocznika, jest na takim samym topie, co ja i nie wydaje mi się, żeby ktoś ich odbierał jako dziadków. Chociaż wiem, ze pojęcie 40-letniego faceta, jest dla dzieciaków po prostu jakąś abstrakcją. Mimo to muzyka może być bardzo mocnym i stabilnym mostem pokoleniowym.

Nie chcę być karykaturą samego siebie. Tym bardziej, że nie potrafiłbym wchodzić w taki klimat, że odświeżam się w jakiś ewidentny sposób i jestem fajny cool młodzieżowy i w ogóle zajebisty. Przerobiłem to na przykładzie naszych rockmanów, tatusiów z brzuszkami, którzy nadal próbowali być cool.

Szukasz jeszcze nowych fanów?

Trudno powiedzieć. Nigdy nie zastanawiam się, do kogo dotrze to, co robię. Uważam, że nie mam ściśle sprecyzowanej publiczności. To mogą być wtórni analfabeci uzależnieni od mefedronu, ale też i lekarze, czy prawnicy. Zawsze mnie to zadziwia, że podchodzi do mnie ktoś zupełnie jakby z innej bajki, totalnie niepasujący do rapowego świata i wyjmuje płytę do podpisania. Od dawna przestałem generalizować, bo sam uczestniczę w eventach niezwiązanych z hip-hopem, słucham różnych gatunków, poznaję ludzi. Muzyka dzieli się na dobrą i złą, a nie na hiphopową i niehiphopową.

Nie mam recepty na to, jak dotrzeć do szerszej grupy, podbić serca nastolatków albo zatrzymać przy sobie starego słuchacza. Nigdy się takim czymś nie kierowałem. Tak naprawdę najpierw robię dobrze sobie, a dopiero potem publiczności, brzydko mówiąc. Jeżeli publiczności podoba się ten mój liryczny onanizm, to jest to jakiś mój mały sukces. Nie zwykłem robić kawałków na zasadzie takiej, że wyobrażam sobie dzieciaka i rzeczy, które przeżywa. Wolę wyobrazić sam siebie jako dzieciaka – wtedy znam paletę tych emocji. Mógłbym obejrzeć 4 filmy, przesłuchać po 5 płyt polskich i zagranicznych raperów, sprawdzić jakie są trendy w muzyce, co jest fajne w klipie (wiadomo dupeczki, kolorowe obrazki), ładnie to opakować i zarobić pieniądze. Pytanie tylko, czy to byłby wtedy Rychu Peja.

Z drugiej jednak strony brzmienie, które proponuje Brahu, aż się prosi o egzotyczne, kolorowe miejsca z ładną dziewczyną w tle. Był nawet taki plan, żeby wyjechać gdzieś jeszcze w tym roku i pokręcić teledyski, ale sam z ciepłych miejsc wybrałem ciepłą kołdrę i herbatę, bo mnie kurwa złożyło.

peja wywiad

Wracając do wątków podsumowań, to we wszystkich wywiadach mówisz o różnicach pomiędzy „starym Rychem” a „nowym Rychem”. A jakie są podobieństwa?

Wiara w projekt. Jeżeli nie wierzysz w to co robisz, to tego nie rób. Jeżeli na dany moment nie czuję, że muszę coś zrobić, to tego nie robię. Ja powinienem chcieć, a nie musieć. Jeżeli coś mi nie idzie, to mogę popracować na zasadzie warsztatu, żeby zająć głowę. Taka praca warsztatowa zawsze czemuś służy. Prawdziwy rozwój dzieje się poza strefą komfortu – to też jest wers z nowej płyty. Nie ma czegoś takiego, że wszystko jest ładnie, pięknie, wygląda jak wideoklip i brzmi, jak wspaniale nagrana płyta. Za tym idą setki nieudanych podejść, wyrzeczeń, frustracji, niedyspozycji, ale też wszystkiego, co na plus, czyli dobrej energii, dobrego dnia, siły, mocy i wiary, która pcha cię do tego, żeby realizować to z pełnym zaangażowaniem i z pełnym przekonaniem, że to jest to.

Inna sprawa, że muzyka nie jest dla muzyków. Jest dla słuchaczy. Oceniając swoje rzeczy, każdy z nas mógłby płyty kończyć w nieskończoność. Zawsze na pierwszy rzut jest to fajne do słuchania, ale potem to już się analizuje „a mógłbym zrobić lepiej to i to”.

Dla mnie takim podobieństwem pomiędzy Rychem Peją z dawnych czasów, a teraz, jest pracowitość. Mówiłeś i mówisz wiele o pracy w wywiadach. To jest chyba mega ważne dla Ciebie.

Wychodzi na to, że tak. Choć ja bardzo lubię się lenić. Najchętniej nie robiłbym nic. Tylko podróżował, siedział w restauracjach, chodził na plażę, pił kawę, czytał książki, wypoczywał, kochał się z żoną, bawił się z dzieckiem. Można powiedzieć: idealna opcja na spędzenie życia dla każdego z nas. Ale niestety najczęściej wyjeżdżam służbowo, w trakcie urlopów, kiedy jestem w tych egzotycznych miejscach, piszę płytę, a kiedy już się pobawię z dzieckiem i pokocham z żoną, to siadam do pracy. Trzeba to umiejętnie wszystko łączyć.

Nie zawsze to się udaje, ponieważ są jeszcze sprawy administracyjne i proza życia. Siedzisz skupiony na linijkach, a tu trzeba zapłacić gaz i „Kurwa, co to są w ogóle za pierdoły, kiedy ja tu tworzę”. Nie, nie ma już tego przerysowania, dojmujących artystycznych odpałów, które gdzieś tam kiedyś może i były, że „teraz mi nie przeszkadzaj, bo tu się ważą losy”. Nie traktujmy tego tak poważnie. Praca jest ważna, ale życie też jest ważne.

Opisałeś teraz takie super życie, że kochasz się z żoną, bawisz się z dzieckiem i jeździsz do ciepłych krajów. Właściwie mógłbyś już je mieć. Mógłbyś przestać tworzyć, ale nadal to robisz. Co Cię teraz motywuje?

Lepsze warunki pod każdym względem. Wygodnie mi teraz. Wygoda może być bardzo zdradliwa, podobnie jak wena. Wiadomo, że artysta najbardziej płodny, to ten głodny. No właśnie. Zdarza mi się przeczytać, że „to już nie ten Rychu” albo „Rychu w końcu wrócił, stary dobry Rychu” czy tam „nowy stary Peja”… Myślę, że każdy z nas to przerabia, że płyty kojarzą się ludziom z danym okresem w życiu i nie przetłumaczysz, im że te nowsze są lepiej zrobione. On wtedy miał osiemnastkę, zakochał się, miał burzliwy okres w życiu albo najlepsze wspomnienia i słuchał wtedy tych starszych nagrań. Ja wiem, że teraz nagrywam w sposób bardziej świadomy oraz nieprzypadkowy, na lepszym sprzęcie za lepsze pieniądze i nadal sprawia mi to frajdę. Póki będzie ona i feedback ludzi, to będę to robił. Ilu ludzi tyle opinii, wszystkich nie zadowolisz. To byłoby straszne doznanie, gdyby wszystkim się podobały płyty Peji. Jakaś kurwa masówa totalna. Smutek.

Po drugą część wywiadu z Peją – o Slums Attack, płytach DDA i Remisja, życiu na trzeźwo i ostatnich zajawkach – zajrzyjcie na Rytmy.pl w poniedziałek, 5 grudnia.

Podziel się newsem:

Polub Rytmy.pl na Facebooku:

Kup Bilety

Jak kupić bilet? Bezpieczne zakupy u oficjalnych dystrybutorów

Po kliknięciu "Kup bilet" przeniesiesz się do strony internetowej oficjalnego dystrybutora biletów i na jego stronie dokonasz zakupu.

Zakup biletu odbywa się na stronie oficjalnego dystrybutora biletów. Pamiętaj o tym, że jeżeli miejsca są numerowane, a bilety sprzedaje kilka firm, to każda z nich udostępnia inną pulę miejsc do wyboru.