Nie długość, a jakość. Najlepsze płyty 2021 w polskim rapie już tu są


23 grudnia 2021

Obserwuj nas na instagramie:

Najlepsze płyty 2021 w polskim rapie to dowód na różnorodność, a co za tym idzie barwność naszej rozpędzonej sceny.

Podsumowanie 2021 w polskim rapie – kulisy wyboru płyt

Za moment pożegnamy rok 2021, a już teraz nadszedł czas, by powiedzieć: miło było, ale się skończyło w kwestii podsumowań ostatnich 12 miesięcy. Dziś publikujemy ostatnie z naszych zestawień – to, które dla wielu czytelników jest zapewne najważniejszym. Choć żyjemy w singlowych i eventowych czasach, dłuższe i krótsze materiały wciąż cieszą się niesłabnącą popularnością. I dobrze, bo są solą muzyki.

W rankingu przygotowanym dla was przez Igora Wiśniewskiego, Jakuba Wojakowicza, Macieja Wernera i Krzysztofa Nowaka, szefa działu rapowego Rytmów, znajdziecie zarówno rozciągnięte na wiele minut albumy, jak i zdecydowanie krótsze, mniej zobowiązujące krążki. Jasne, ciężko je ze sobą porównywać, ale ostatecznie wydawnictwo to wydawnictwo, jakość powinna być na pierwszym miejscu. Znakomita EP-ka nie powinna być mniej ważna niż bardzo dobry longplay.

Tyle słowem wyjaśnienia. Zapraszamy do sprawdzenia dziesiątki, która w głosowaniu pokonała 43 inne dzieła.

Płyta roku RAP #10: LOWPASS – + EP

Nie wiem czy ten króciak to wynik twardej selekcji, czy też coś nagranego niezależnie od LP. Z pewnością jednak do mnie osobiście EP-ka kolektywu LOWPASS przemawia bardziej od i tak świetnego debiutu. Cóż, czasem zdarza się, że z odrzutów da się stworzyć lepszy materiał niż z albumowych kawałków.

Może to kwestia kondensacji treści? + EP to zaledwie pięć utworów, ale esencjonalnych i jednocześnie poszerzających zakres stylistyczny. I właśnie to poszerzenie najmocniej mnie w tym materiale urzeka. Nie dość, że mało mamy w Polsce jazz-rapu, to jeszcze rzadko trafia się jego realizacja na tak wysokim poziomie. Posłuchajcie sobie choćby kawałków Świat płonie czy Szponty. Ten saksofon hipnotyzuje i koi.

Nie zapominajmy też o pozostałych zaletach krążka. Sen Psychola jest nie tylko popisem rapowych umiejętności Miłego ATZ i Marcelego Bobera, ale również każdego z zaproszonych gości. Featuring Michała Szczygła, który w 2021 stał się człowiekiem-refrenem, buduje twardą, klimatyczną Walutę. Tu naprawdę nie usłyszycie słabego utworu. Czy to więc idealny materiał dla wszystkich, którym brak czasu na rozbudowane albumy? Oczywiście. (Jakub Wojakowicz)

Podsumowanie 2021 w polskim rapie: LOWPASS –+ EP

Płyta roku RAP #9: Kobik – Bazarr

Słuchacze spragnieni mięsistych linijek i południowego klimatu albo jeszcze nie słyszeli Kobika, albo wciąż zasłuchują się w albumie Bazarr. Reprezentant Krakowa dostarczył materiał niezwykle równy, w którym nie znajdziemy momentów skłaniających do skipowania kawałków. Otwieracz J. Prince Freestyle sumiennie pozycjonuje gospodarza na tle reszty sceny, po czym ten aż do końca nie opuszcza należnego mu miejsca.

Autora wspierają goście równie charakterystyczni jak on sam. Jest Paluch w numerze tytułowym, Berson w singlu On The Spot, Kabe w stonerskim Smoku oraz niemiecko-polscy kompani ze 102 Boyz. O brzmienie krążka zadbali za to Kudel, MLD, PSR, Litt Wilson, Cheez, HUT i Zacheyak. Mimo pokaźnej liczby nazwisk myśl przewodnia się nie rozmywa. Spójność to jeden z kilku najważniejszych atutów tego albumu.

Łóżko polowe, które raper rozłożył na Bazarrze, ugina się od przewózki (dalekiej od taniego flexu) i prężenia muskułów – pisałem w recenzji wydawnictwa na naszych łamach (znajdziecie ją tutaj). Ciągle podpisuję się pod tymi słowami. Te zaś, które położył na bitach świadomy swych umiejętności KOB, stworzyły zadziornego kozaka. Jeśli szukaliście linijek, to trafiliście pod dobry adres. (Igor Wiśniewski)

Podsumowanie 2021 w polskim rapie: Kobik – Bazarr

Płyta roku RAP #8: Kosi – Is.OK

Kosi wypuścił swoje pierwsze solo w wieku 45 lat. I samo to jest scenowym fenomenem. Członek JWP/BC na IS.OK nie odkrywa rapu na nowo – poziom wykonania sprawia jednak, że mamy do czynienia z albumem, którego odsłuch to czysta przyjemność. Bezbłędne ogarnianie bitów, błyskotliwe żonglowanie słowami i ich znaczeniami, nośne, nieprzypałowe refreny… Dwoma słowami: czysty hip-hop. Na ogół klasyczny, ale nie uduszony we własnym sosie. Karta jest zdecydowanie dłuższa i bardziej różnorodna.

Gospodarz zaprosił do współpracy kilku producentów, co dobrze zrobiło warstwie muzycznej. Jest ona idealnym tłem dla osadzonych w wielkomiejskich realiach historii Kosiora. Takich, które mogą używać abstrakcyjnych skojarzeń, ale najczęściej mówią na końcu: na rejonie nie jest kolorowo. Nie ma tu przekombinowania, nie ma też monotonii. Koncertowe numery mieszają się z tymi, które bardziej pasują do głębokiego fotela i gęstego dymu.

Trzeba to podkreślić – choć warszawiak jest obecny na scenie od dobrego ćwierćwiecza, równie dobrze czuje klasykę i trendy. Gdy dołożymy do tego idealne ucho do podkładów oraz zmysł kooperacyjny, powinno nam wyjść, że jest lepiej niż OK. A przynajmniej mnie tak wyszło. (Maciej Werner)

Podsumowanie 2021 w polskim rapie: Kosi – Is.OK

Płyta roku RAP #7: Gruby Mielzky – Do wesela się zagoi

Po trzech latach nieobecności w materii płytowej Mielzky powrócił z przytupem. Do wesela się zagoi to z pewnością materiał przełomowy dla jego kariery. Bliższe skumanie się z kolektywem Undadasea znacząco wpłynęło na brzmienie, a także kwestię dotyczącą współprac – w niektórych refrenach gościnnie udziela się Pers, członek smaganej bryzą grupy.

Ostatni album Mielona jest dużo bardziej melodyjny, gospodarz próbuje podśpiewywać, a całość wymyka się dawniej prostej klasyfikacji z gatunku: klasyczny, charakterny rap. Jednocześnie nie brakuje tego, co najważniejsze w twórczości MC ze Starogardu Gdańskiego. Ładunek emocjonalny, jaki podkłada m.in. w Jak wyśnię, jest ogromny. Przewiew czy Co to ten rap? poruszają nostalgiczną strunę. Z kolei W co ty grasz? to popis zbudowany z braggowych umiejętności, zabawy słowem i niesamowitej charyzmy. Niezmienne pozostaje zaś staroszkolne podejście do treści.

Wszystko to sprawia, że wydawnictwo jest najbardziej różnorodnym, a zarazem najrówniejszym projektem Grubego. Nawet jeśli brakuje mu choćby jednego tak dużego hitu jak Silny jak nigdy, wkurwiony jak zawsze, Texas czy Nowy klasyk, to i tak mówimy o jednej z najmocniejszych pozycji 2021. Polecam wszystkim – nie tylko truskulowym głowom. (Jakub Wojakowicz)

Podsumowanie 2021 w polskim rapie: Gruby Mielzky – Do wesela się zagoi

Płyta roku RAP #6: LOWPASS – LOWPASS

Chwilę wcześniej mój redakcyjny kolega Jakub Wojakowicz stwierdził, że woli EP-kowe wydanie kolektywu LOWPASS od tego albumowego. Jako że równowaga w przyrodzie musi zostać zachowana – mnie zdecydowanie bliżej do grupowego debiutu. Ten niespełna 40-minutowy krążek to rzecz zjawiskowa, bo zawieszona w czasie i przestrzeni. To nie retoryczny wybieg – ona naprawdę brzmi inaczej od wszystkiego, co do tej pory zapisało chociaż zdanie w gargantuicznej knidze zatytułowanej Dzieje polskiego rapu.

Czy to bardziej niebiosa, czy też może kosmos? Takie pytanie pojawiło się w mojej recenzji płyty, którą możecie przeczytać w tym miejscu. Nadal nie znalazłem na nie odpowiedzi, za to z każdym kolejnym odsłuchem zanurzam się coraz głębiej w odrealnionej przestrzeni, z rzadka łapiącej kontakt z rzeczywistością. Tylko pozornie Ziemi dotyka najkonkretniejszy Pato Styl z Peją, bo choć przywodzi na myśl skojarzenie z Dzikim Zachodem, to raczej takim przeniesionym na Marsa. Na podkładach duetu Miroff / Wuja HZG, które nie patrzą do tyłu czy przodu, tylko w poprzek, Miły ATZ i Marceli Bober siedzą skopceni, rzucają do siebie krótkie, szybko umykające frazy i dbają o melodie słów. Odwiedzający ich goście już od progu prezentują się inaczej niż na swoich projektach. Nie lepiej czy gorzej. Po prostu inaczej.

Wiadomo, że artystyczna weryfikacja wypadła nad wyraz okazale. Rynkowa pozostaje wielką niewiadomą, gdy nie ma się wglądu w tabelki. Wypada mieć nadzieję, że zielona stylistyka przeniosła swój kolor na Excela. To się nie nudzi, więc niech to się nie kończy. (Krzysztof Nowak)

Podsumowanie 2021 w polskim rapie: LOWPASS – LOWPASS

Płyta roku RAP #5: Smolasty – Ghetto Playboy

Ghetto Playboy rozpoczyna albumową piątkę, która w naszym redakcyjnym głosowaniu zostawiła resztę stawki daleko w tyle. Pozwolę sobie więc na poważniejszą prywatę. Nie było w tym roku płyty, na którą bardziej czekałbym po usłyszeniu singli. Jest to całkiem zabawne, ponieważ ostatnie materiały Smolastego sprawiły, że w głowie przekreśliłem jego szanse na dużą solową karierę. Odwołanie się do ulicznych korzeni okazało się jednak strzałem w dziesiątkę.

To najlepsza płyta w stylu trap’n’b (pozdrowienia dla Marcina Flinta), jaka kiedykolwiek wyszła w naszym kraju. Smoła odbił nie tylko od popu, ale także od zachłystywania się muzyką Tory’ego Laneza. Wreszcie robi to, co naprawdę czuje. Gdy mówi o cięższych tematach, to nie gryzie się w język. Gdy chce po prostu zabawić się formą, nawijając przy tym lekki tekst o relacjach damsko-męskich czy lecąc braggowo, to puszcza w eter perełki pokroju Tysona Fury’ego.

Owszem, czasem goście obniżają lot całości, a o istnieniu takiego Hula Hop po prostu staram się zapomnieć, ale nadal mamy do czynienia z niespotykaną nad Wisłą świeżością, której motorem napędowym są świetne refreny. Jeśli ktoś będzie próbował wmówić wam, że to nie jest rapowy album, odeślijcie go do nagranego z Frostim utworu Wszystko albo nic. Tyle. (Jakub Wojakowicz)

Podsumowanie 2021 w polskim rapie: Smolasty – Ghetto Playboy

Płyta roku RAP #4: Belmondawg – Hustle As Usual EP

Gdy (nie)dobre dwa lata temu Belmondziak podejmował same złe decyzje podczas zawodowo-osobistego sztormu, byłem niemal pewien, że zakończy swój artystyczny żywot na pierwszej możliwej skale. Na szczęście w porę zaczął zbaczać z kolejnych kolizyjnych kursów, po czym, dopłynąwszy do brzegu, dał sobie czas na refleksję w spokojniejszych okolicznościach przyrody. Już wiemy, że znalazł odpowiedni moment na ponowne wypłynięcie w nieznane.

Buńczuczny tytuł EP-ki wprowadza słuchaczy w błąd. To rozliczanie się z trudnymi doświadczeniami branżowo-życiowymi jest podstawą Hustle As Usual. Belmondo znalazł patent na to, by zachować jedyny w swoim rodzaju sposób pisania i wykorzystywania odniesień popkulturowych, ale przy tym nie stracić z oczu konfesyjnego celu. Jest bardziej skupiony niż zwykle, precyzyjniejszy i szczerszy, co pozwala mu sumiennie przejść przez dawne niepokoje, zawody, nałogi oraz obecną niepewność. Pierwiastek szaleństwa przejmuje kontrolę rzadko, za to charakterystycznie. Dawanie pola i zarazem trzymanie w ryzach to spora zasługa EXPO 2000, którego bity w stylistyce lo-fi, będące głównym budulcem muzycznym krążka, pozwalają gospodarzowi uwierzyć w to, że wiele może, lecz nie wszystko musi.

Trudno powiedzieć, jak będzie wyglądać dalsza kariera Młodego Gipsy’ego. Zapewne jednak sporo rozjaśni nam rok 2022, bo po tak kapitalnym materiale wypadałoby pójść za ciosem na wielkiej arenie, a nie ukryć się gdzieś w kącie za podwójną gardą. Skoro był w stanie wyjść obronną ręką ze starcia z demonami, to naprawdę może wszystko. (Krzysztof Nowak)

Podsumowanie 2021 w polskim rapie: Belmondawg – Hustle As Usual EP

Płyta roku RAP #3: Barto Katt – YUPPIE

3 grudnia 2021 roku, godzina 11:05. Wtedy wysłałem do Barto Katta prywatną wiadomość o treści: mam dla ciebie gwiazdkowy prezent dziennikarski, dostaniesz go 24 grudnia. Tymże prezentem miało być napisanie tekstu, do którego zbierałem się od premiery nowego krążka, a który to nie mógł jakoś wyjść spod moich palców. Ale w końcu wyszedł. Roboczy tytuł: Nie chciałbym być Barto Kattem – i wy też byście nie chcieli. Po naszym głosowaniu wyrzuciłem go do kosza.

Na szczęście stracił sens, bo lubiany przeze mnie raper i producent wreszcie zbliża się do miejsca, w którym powinien być już dawno. Po doskonałych futurystycznych Sztucznych kwiatach z zeszłego roku nie osiadł na laurach i ponownie zaatakował rynek płytowy czymś świetnym. Tym razem jednak jego propozycja jest dużo przystępniejsza. Powrót z dalekiej, międzygwiezdnej podróży naprawdę się opłacił – YUPPIE misternie łączy awangardowe ambicje artysty z próbą dotarcia do jak najszerszego grona słuchaczy, co już zdążyło przełożyć się na liczbę odsłuchów poszczególnych kawałków w serwisie Spotify. Pisanie stało się bardziej ludzkie, rapowanie wyraźniejsze, znani i mniej znani goście zostali dobrze wykorzystani w nieoczywistych kontekstach, a rozpiętość stylistyczna i pula inspiracji wciąż powalają. Jakość nie spadła, słupki wzrosły. Sukces.

Liczę na to, że materiał stanie się dla szefa BUMP’12 przepustką do dużo większego grania, bo zasługuje na nie jak mało kto w tym środowisku. Na koniec, żeby nie przedłużać, króciutki apel. Jak jesteś Patrick Bateman – daj mu pengę. A jak nie to też bez krępacji, sakwa wytrzyma. (Krzysztof Nowak)

Podsumowanie 2021 w polskim rapie: Barto Katt – YUPPIE

Płyta roku RAP #2: Sokół – NIC

Sokół po raz kolejny udowodnił, że fraza: jeszcze nie zgred, już nie małolat znajduje odzwierciedlenie w jego twórczości. NIC to Wojtek Sokół na sterydach. Jest grubiej, a przy tym obyło się bez reperkusji zdrowotnych. Materiał jest spójny i zróżnicowany, wzbudza zainteresowanie od pierwszego taktu.

Drugą solówkę założyciela PROSTO stworzyła producencka śmietanka. Zeppy Zep, Lanek, Steez – to tylko początek przeładowanej talentem listy. Wiele dobrego można powiedzieć także o gościach, którzy udzielają się tu wokalnie. No to wyliczmy: Hodak, ZIP Skład, Quebonafide, Pezet, Szpaku i… Fasolki. Kooperacja Wandy i Bandy z PRO8L3M-em była dużo mniej ekscytująca niż współpraca legendy z grupą dzieci. Na kilka słów zasłużył wspomniany Szpaku, który pierwszy raz od dawna wystawił czubek nosa poza strefę komfortu. Dzięki temu przypomniał słuchaczom, czym jeszcze parę lat temu zwracał na siebie uwagę.

Warszawski weteran nadal zgrabnie kreśli storytellingi (Ty też, After), nie próbuje też być fałszywie skromny. No, chyba że ironicznie, jak w otwierającym album Cześć. Z łatwością skupia uwagę i rówieśników, i młodszych odbiorców – jeśli nie brzmieniem, to sposobem prowadzenia narracji (patrz: skit przed 52Hz). Pełną recenzję znajdziecie tutaj. Bez cienia wątpliwości: jeden z najlepszych krążków w Polsce AD 2021, ale to NIC. (Igor Wiśniewski)

Podsumowanie 2021 w polskim rapie: Sokół – NIC

Płyta roku RAP #1: Szczyl – Polska Floryda

Szczyl to debiutant roku. Tak brzmiało pierwsze zdanie tytułu niedawnej recenzji Szczyla, którą napisałem dla Rytmów. Nie spodziewałem się jednak, że Polska Floryda wyląduje aż tak wysoko w naszym kończącym rok zestawieniu płytowym. Jak do tego doszło? Mianowicie: pierwszy album rapera wydającego w Sony zgarnął aż 70 punktów na 80 możliwych. To o sześć punktów więcej niż NIC Sokoła, które zdobyło 11 oczek więcej niż YUPPIE Barto Katta. Nie ma mowy o niepodzielnym panowaniu, za to stwierdzenie, że newcomer rozgościł się na tronie jest jak najbardziej na miejscu.

Najczęściej debiutujący twórcy dzielą odbiorców swoją muzyką. Ten znalazł szerokie uznanie zarówno u starej gwardii słuchaczy, jak i młodszej klienteli. Ba, został doceniony również poza środowiskiem, choć stylistycznie nie zalecał się do publiczności nieinteresującej się rapem. Ma jednak atuty, które działają nie tylko gatunkowo. Objawił się jako najpierw człowiek, dopiero później raper. Jego kawałki są spójne, jeśli chodzi o podejście do życia i rzeczywistości.

Przeczytaj również poprzednie podsumowania 2021 w polskim rapie: wydarzenia, teledyski i utwory roku

Pozwólcie, że pozwolę sobie na dłuższy autocytat: Otwarcie i wnikliwie opowiada o swoich uczuciach i relacjach, ale nie szantażuje nimi obserwatorów. Ma ogrom dojrzałych przemyśleń, ale nie moralizuje i nie przekonuje do swojej racji. Bez robienia pokazówki dla mas stroni od blichtru, szuka piękna w człowieku, dodaje otuchy i wyciąga wnioski z przeszłości. Żyje pasją i żyje z paczką. Nie puszy się, co chciałby zrobić, tylko konsekwentnie to robi. Nie trwoni czasu na mówienie rzeczy, którymi niczego by nie wniósł. Najczęściej ucieka też od prostych, czarno-białych diagnoz, poddając rzeczy w wątpliwość.

Chociaż część publiczności słyszy w nim kontynuatora dawnych twórców czy MC złożonego z kilku innych, ma klucze do własnego, a nie czyjegoś warsztatu. Charakterystyczny głos i równie charakterystyczna chrypka, adekwatny do sytuacji flow, który nie stroni od podśpiewywania czy offbitu, zmysł w dostosowywaniu głośności, panowanie nad słowami i rozkładanie ich tak, by pasowały do wymyślonej koncepcji, plastyczność myśli… Atut na atucie, a przede wszystkim umiejętność ich efektywnego wykorzystywania. Do tego dochodzi porozumienie z czołowymi artystycznie producentami. Owszem, Magiera, Kubi Producent i GØHER są obrazowi, lecz ten krążek to popis duetu nolyrics, który mógłby obdzielić swoją kreatywnością kawał sceny. Smaczki wyliczyłem już w podlinkowanym tekście, więc po prostu odsyłam do niego wszystkich zainteresowanych. Znajdziecie go tu. A tu stawiam kropkę. (Krzysztof Nowak)

Podsumowanie 2021 w polskim rapie: Szczyl – Polska Floryda

Najlepsze płyty 2021 w polskim rapie to dowód na różnorodność, a co za tym idzie barwność naszej rozpędzonej sceny. Zobacz także Co obejrzeć po „Reniferku”? Te seriale powinny wam się spodobać Początki polskiego rapu: pierwsze kasety, dissy i nadejście Scyzoryka WROsound 2024. Zagrają m.in. Małpa, susk, Bisz i Kasia Lins Podsumowanie 2021 w polskim rapie […]

Obserwuj nas na instagramie:

Sprawdź także


Imprezy blisko Ciebie w Tango App →