materiały prasowe

Następca „Kundla” nadchodzi! – wywiad z Arturem Rojkiem


31 października 2021

Podziel się newsem:

Z niemałą obsuwą, ale zdaje się, że właśnie nadszedł jego czas! Promocja ostatniego albumu Artura Rojka w pełni, a za rogiem już szykują się kolejne projekty, o których artysta opowiedział nam nieco więcej.

Artur Rojek odradza się z po pandemicznych popiołów

Artur Rojek – postać legendarna i żywy monument polskiej sceny muzycznej. Znany niemal wszystkim pokoleniom – tym starszym jako lider kultowego zespołu rockowego lat 90. – Myslovitz, z kolei tym młodszym po prostu jako Artur Rojek – artysta solowy, który z każdym kolejnym albumem ukazuje swoje nowe oblicze oraz organizator największego polskiego festiwalu muzycznego, skupiającego swoją uwagę wokół szeroko pojętej alternatywy – OFF Festivalu.

Artur Rojek jak każdy artysta stał się ofiarą pandemicznego kryzysu i trudno w jego przypadku omijać ten temat, bowiem obostrzenia, które spadły na branżę muzyczną uderzyły go z podwójną siłą – jako artystę z świeżo wydanym albumem Kundel po sześciu latach od solowego debiutu oraz jako promotora zmuszonego do zawieszenia działalności festiwalu.

Dziś, Artur Rojek otrzepuje z siebie popandemiczny kurz i pomału wraca na właściwe tory. Chwilę temu wystartowała druga część trasy koncertowej promującej album Kundel, a przygotowania do kolejnej edycji OFF Festivalu stają się coraz bardziej zaawansowane, o czym artysta opowiedział w naszej rozmowie.

Artur Rojek wywiad nowy album
materiały prasowe

Artur Rojek – wywiad

Rojek zdradził również, że mimo licznych przeciwności losu i po nienapawających optymizmem ostatnich miesiącach, udało mu się również wycisnąć z tego czasu coś pozytywnego, czego efekty poznamy już niebawem. Co jeszcze dobrego Artur Rojek odnalazł w okresie pandemii? Sprawdźcie!

Weronika Szymańska: Co Cię ostatnio zachwyciło bądź zaskoczyło w muzyce?

Artur Rojek: Bardzo mi się podoba Arooj Aftab. To Pakistanka mieszkająca w Nowym Jorku. W tym roku wydała kolejną długogrającą płytę, w której miesza elementy muzyki arabskiej z muzyką awangardową, elektroniczną i jazzową. Kolejnym moim odkryciem jest Ghalia Benalii. Ona z kolei jest Tunezyjką i nagrała piękną płytę śpiewaną po arabsku, gdzie wokalowi towarzyszy tylko wiolonczela. Tych rzeczy słucham ostatnio intensywnie. Do tego codziennie wykonuję pracę researchową związaną z moim zawodowym zaangażowaniem w festiwal. Ta lista jest zatem zdecydowanie dłuższa.

Arooj Aftab – Mohabbat

Artur Rojek o przyszłości OFF Festivalu

Oddzielasz Artura prywatnie od Artura promotora i twórcy festiwalu czy to, co jest w line-upie OFFa możemy traktować jako Twoją aktualną playlistę w jakimś serwisie streamingowym?

Artur Rojek: Gdybym miał się opierać tylko na swoim prywatnym guście, to ciężko byłoby mi zrobić festiwal dla 10-15 tysięcy ludzi, więc pracując nad line-upem, muszę brać pod uwagę różne elementy, które przemawiają nie tylko do mnie, ale też do innych osób.

Na przyszły rok przygotowujecie już normalną edycję festiwalu?

Artur Rojek: To, co się stało w 2020 roku, unieruchomiło nas na dwa lata i uzmysłowiło, że w każdej chwili może się wydarzyć coś niespodziewanego. Ta obawa dosyć mocno zakorzeniła się w życiach wszystkich ludzi, nie tylko promotorów. Po kolejnym sezonie, w którym 90% festiwali się nie odbyło albo odbyło się w jakiejś mikro skali, nikt w Europie nie myśli o tym, żeby ten schemat powtarzać w przyszłym roku. Wszyscy przygotowują się do organizacji wydarzeń na pełną skalę, oczywiście z zachowaniem wszystkich obowiązujących reguł związanych z obecną sytuacją pandemiczną.

Zobacz również: OFF Festival 2022 ogłasza pierwszych artystów

OFF Festival 2022
OFF Festival 2022

Artur Rojek w trasie koncertowej Bez końca. Czego możemy się po niej spodziewać?

Zanim jednak OFF Festival – jesienią ruszasz w drugą część trasy promującej Twój ostatni album, Kundel. Tym razem odwiedzicie mniejsze miejscowości.

Artur Rojek: Po 15 miesiącach udało mi się skończyć trasę, która odbyła się w dużych miastach. Potem był sezon letni, podczas którego też zagrałem w centralnych miejscach, do których co roku przyjeżdża bardzo duża liczba turystów, takich jak Open’er Park, OFF Country Club, Męskie Granie czy inne festiwale, którym w jakiś sposób udało się pozbierać lub odbyły się w oparciu o polski line-up. Naturalnym, kolejnym krokiem jest trasa jesienna. Rozważaliśmy, czy powinna się odbyć w dużych klubach czy w małych miastach i przestrzeniach, które nie przekraczają ilościowo pojemności standardowego klubu. Jako, że byłem już w tych większych miastach, postanowiliśmy, że pojedziemy do miejscowości, w których z solowym materiałem mnie jeszcze mnie było albo byłem, ale bardzo dawno temu, jeszcze z zespołem Myslovitz. Większość tych sal to miejsca na około 300-400 osób.

Trasa Bez końca będzie kontynuacją tego, co zaprezentowaliście w ramach koncertów z pierwszej części tej trasy czy szykujesz już coś nowego?

Artur Rojek: Nadchodząca trasa wciąż jest poświęcona promowaniu płyty Kundel, będzie jednak zaktualizowana o piosenki, których nie graliśmy podczas wiosennych i letnich koncertów. Wśród nich znajdzie się kilka starszych utworów z mojej pierwszej płyty, będzie też powrót do paru jeszcze starszych nagrań, które pochodzą z czasów Myslovitz, więc repertuar będzie się nieco różnił. Klubowa wersja trasy Bez końca będzie miała też inną oprawę oświetleniową i scenograficzną.

Zobacz również: Artur Rojek zagra „Wielkomiejski Tour” z „Kundlem”

Artur Rojek wywiad nowy album
fot. Asia Babiel

Chciałbym odpowiadać na impulsy, które mnie otaczają

Nie jest czasem tak, że Kundel Cię w jakiś sposób muzycznie odmłodził? W jego warstwie brzmieniowej jest sporo współczesnych inspiracji, które zahaczają o aktualne trendy.

Artur Rojek: Jak każdy świadomy artysta, który nie stanął w miejscu i rejestruje to, co się wokół niego dzieje, ja również próbuję odnieść się do tego, jak najlepiej potrafię. Myślę, że zarówno Składam się z ciągłych powtórzeń jak i Kundel, czy kolejna płyta, którą kończę – każda z nich jest w jakimś sensie moją odpowiedzią na to, co dzieje się wokół mnie. To nie znaczy, że jestem artystą dla 20-latków i też nie robię tego, żeby się stać artystą dla 20-latków, ale chciałbym odpowiadać na impulsy, które mnie otaczają. Sam słucham takiej muzyki, próbuję zrozumieć ją ze swojej perspektywy, dużo obserwuję i wiele rzeczy uważam za wartościowe. My, artyści, którzy zaczynali w latach 90., dzielimy się na dwie grupy: tych, którzy muzycznie zostali w tych latach 90. i tych, którzy chcą funkcjonować w dzisiejszych realiach. Nie uważam, że kiedyś było lepiej i nie chcę zmieniać rzeczywistości. Uważam, że teraz jest inaczej, ale równie ciekawie, dlatego te płyty brzmią tak, jak brzmią. Wynika to też ze współpracy z ludźmi, którzy myślą w podobny sposób, co ja. Nie nagrywałem płyty z osobą, która słynie z tego, że w latach 90. nagrywała najlepsze polskie płyty i mentalnie została jeszcze w tamtym okresie, tylko wiążę się z postaciami, które tak jak ja uważają, że należy wychodzić naprzeciw temu, co się dzieje wokół ciebie.

Zawsze lepiej wychodziło mi zajmowanie się małą przestrzenią, którą mam wokół niż zmienianie świata

Myślę, że wspomniani przez Ciebie 20-latkowie całkiem dobrze odnaleźliby się w proponowanych przez Ciebie brzmieniach.

Artur Rojek: Nie dziwię się, że młodzi ludzie nie sięgają aż tak głęboko, zważając na to, jak dużą ilością nowej muzyki są otoczeni i jak szybko zmieniają swoje upodobania. Zakładam, że jest wśród nich jakaś grupa osób, która muzykę traktuje bardzo wnikliwie, tak jak ja traktowałem ją w wieku 15 lat. Oczywiście byłem zafascynowany tym, co działo się aktualnie wokół mnie, ale interesowało mnie też to, z czego wzięła się muzyka lat 90., więc cofałem się 30 lat, dzięki czemu poznałem zespoły z lat 60. czy 70. Liczę na to, że jest jakaś część świadomych osób, które słuchając współczesnej muzyki popowej, alternatywy czy nawet hip-hopu, zadają sobie pytanie, skąd to się wzięło i wiedzą, że hip-hop nie zaczął się od piosenek Taco Hemingway’a, ale od Run-D.M.C. czy Public Enemy. Z drugiej strony akceptuję rzeczywistość taką, a nie inną i zamiast ją zmieniać, próbuję odnaleźć się w przestrzeni, w której jestem. Zawsze lepiej mi wychodziło zajmowanie się tą małą przestrzenią, którą mam wokół siebie niż zmienianie świata.

Myślę, że młodym ludziom jest dziś po prostu strasznie trudno nadrobić to, co wydarzyło się w świecie muzyki do momentu ich narodzin, a przecież każde kolejne pokolenie ma tego jeszcze więcej.

Artur Rojek: Zgadzam się z tym i absolutnie nie mam żadnych zarzutów w stronę młodych ludzi. Wiem, że są tacy sami jaki ja kiedyś byłem, więc w pełni ich rozumiem i nie zamierzam tego zmieniać. To wszystko musi się toczyć swoim tempem.

Artur Rojek – A miało być jak we śnie (feat. Taco Hemingway)

Koncept nie musi być pozbawiony prawdziwych emocji

Pracując nad albumem Kundel, założyłeś sobie bardzo sztywny koncept i pilnowałeś, żeby nie wychodzić poza jego ramy. Czy takie działanie nie ujmuje sztuce tego pierwiastka autentyczności, który mówi o tym, że im bardziej coś powstaje tu i teraz, tym bardziej jest prawdziwe i emocjonalne?

Artur Rojek: To zależy, jak kto pojmuje artyzm. Dla mnie praca artysty nie musi polegać na tym, że ktoś opowiada o tym, co z niego naturalnie wypływa. To jest oczywiście jeden ze sposobów. Inny polega na przyjęciu sobie jakiegoś celu i podjęciu tematu, wokół którego chciałoby się wypowiedzieć. Malarz raczej nie podchodzi do białego płótna z zamiarem „zobaczymy, co wyjdzie”, tylko zastanawia się, co właściwie chciałby namalować i tego się trzyma. Oczywiście są abstrakcjoniści, którzy będą strzelać farbą po płótnie, ale są też tacy, którzy mają jasno określony cel. Myślę, że wiele płyt w historii muzyki powstawało właśnie w taki sposób, że artysta chciał opowiedzieć konkretną historię. To niczemu nie ujmuje i wciąż jest wolną wypowiedzią artystyczną, która wcale nie musi być sztywna czy zabijać uczucia, które w sobie masz. Myślę, że ktoś, kto jest nazywany artystą, potrafi opowiedzieć o czymś w komunikatywny, istotny sposób. A czy jest to opowieść o tym, co czuje tu i teraz, czy o temacie, który sobie wyznacza, to już jest drugorzędna sprawa.

Artur Rojek vs „ten koleś z Myslovitz”

Nie da się ukryć, że na historii polskiej muzyki odcisnąłeś ogromne piętno, które będzie miało swoją kontynuację z pewnością jeszcze przez długi czas. Świadomość tego w jakiś sposób Cię uskrzydla czy wręcz przeciwnie, w pewnych momentach Ci ciąży, na przykład, kiedy próbujesz wyjść poza ramy tego, co ludzie myślą o Tobie jako o artyście i chcesz zatańczyć na scenie?

Artur Rojek: Nie czuję się ograniczony przez to, co się działo wcześniej. Wszystko, co wydarzyło się przez ostatnie ponad 20 lat powoduje, że czuję się pewny drogi, którą podjąłem i tego, gdzie dzisiaj jestem, bo przez długi czas walczyłem ze sobą, zastanawiając się, czy muzyka jest właśnie tym, czym powinienem się zajmować. Teraz, kiedy działam sam, podejmuje się różnych niecodziennych wyzwań i staram się zaskakiwać sam siebie, mam świadomość, że to jeszcze trochę potrwa, zanim ludzie zaczną kojarzyć mnie jako Artura Rojka, a nie „tego kolesia z Myslovitz”. Ten zespół osiągnął ogromny sukces, sprzedał setki tysięcy płyt, więc to zrozumiałe, że ludzie bardzo mocno kojarzą mnie z Myslovitz. Jednak dziś pracuję już nad tym, żeby kojarzyli mnie też z rzeczami, które robię jako artysta solowy. Teraz opowiadam już inną historię i domyślam się, że będę musiał opowiadać ją kolejne 20 lat, żeby ludzie pamiętali mnie z tego, co robię dziś.

Artur Rojek – Bez końca

A jest coś, co różni Ciebie jako byłego lidera Myslovitz, a Ciebie jako dzisiejszego Artura Rojka?

Artur Rojek: Z pewnością w takim technicznym sensie. Będąc w pełni demokratycznym zespole traktowaliśmy wszystko po równo. Równą część z założenia każdy z nas w to wnosił i równą część każdy z tego zabierał. Działanie w takim układzie zespołowym jest z jednej strony bardzo ciekawe, bo w jego wyniku powstają rzeczy, które są wypadkową różnych sił, z drugiej strony trochę Cię ogranicza, bo zabija Twoją wewnętrzną wypowiedź, która musi być zbieżna z wypowiedziami innych. W zawiązku z tym każdy z nas raz czuł się z tym super, a raz żałował, że pewne jego pomysły nie przeszły. Natomiast myślę, że właśnie dzięki temu, jak ten zespół był skonstruowany, udało nam się tyle osiągnąć. Działanie solowe jest wyzbyte tego elementu. Tutaj jest większa własna odpowiedzialność za to, co robisz i w zasadzie ile w to włożysz – tyle samo potem otrzymasz, więc musisz mieć świadomość, że czy to będą pozytywne czy negatywne skutki – wcześniej czy później i tak wszystko skupi się na tobie, a nie na teamie składającym się z pięciu osób. Z jednej strony mamy tę odpowiedzialność, która może być też obciążeniem, a jednocześnie – dużą satysfakcję, jeżeli coś idzie dobrze, bo wtedy cała chwała spływa na ciebie. Ja się tego cały czas uczę, bo jednak dłużej pracowałem w zespole niż solo, ale generalnie odpowiada mi ta forma.

Artur Rojek wywiad nowy album
materiały prasowe

Branża nigdy nie była tak scalona jak w trakcie pandemii

Jako, że jesteś człowiekiem, który z rynkiem muzycznym jest związany od bardzo wielu stron – i tych zakulisowych, i tych związanych z byciem na scenie – jak myślisz, czy ten pandemiczny okres w dłuższej perspektywie przyniesie branży więcej złego czy pozornie dzięki niemu może się wydarzyć jednak sporo dobrego?

Artur Rojek: Na razie patrzę na naszą branżę z dużym współczuciem, bo „konsumpcja kultury” jest zawsze na końcu kolejki. Kiedy rozpoczęła się pandemia zostaliśmy z dnia na dzień odcięci od jakiegokolwiek funkcjonowania. Ta branża powoli wraca, ale wraca strasznie pokiereszowana. Wielu ludzi już w niej nie ma. Mówię tutaj m.in. o tych, którzy pracowali w obsłudze technicznej. Oni żyli tylko i wyłącznie z tego, że jeździli od miasta do miasta, stawiali sceny, stawiali nagłośnienie, pracowali na rusztowaniach, itd. Większość z nich powyjeżdżała, dziś pracują na budowie czy na statkach. Z ogromnym współczuciem patrzę też na tych, którzy w tym czasie rozwijali swoje skrzydła. Praca wielu artystów jest oparta na emocjach związanych z konkretnych okresem, w którym funkcjonują. Jeżeli ktoś im ten okres wytnie, to oni już do tego nie wrócą, nie zadebiutują drugi raz, a pandemia wycięła im aż dwa lata z życiorysu. Z drugiej strony w historii przechodziliśmy przez różne trudne sytuacje i one zawsze wymagają od nas większej pracy, wysiłku, cierpliwości, uruchamiają w nas instynkt walki. Myślę, że te rzeczy mogą być wzmocnieniem dla człowieka. Niezależnie, czy to jest muzyk, czy ktokolwiek z innej branży. Sam wiem, że muszę teraz włożyć więcej pracy w to, żeby móc w pełni powrócić, przyciągnąć tę samą ilość ludzi, którą miałem w 2019 roku i z powrotem zafunkcjonować w tym wszystkim. Nie mam takiego uczucia, że to, co mi było dane, będzie mi dane już na zawsze. To, co się stało, pokazało, że w każdej chwili możesz wszystko stracić. W tej całej tej masakrze, którą przeżyła nasza branża przez ostatnich kilkanaście miesięcy, to może być ta pozytywna rzecz – mobilizacja.

Ta sytuacja też nas bardzo połączyła. Branża nigdy nie była tak scalona jak w trakcie pandemii. Jeżeli chodzi o rynek promotorski – nigdy nie funkcjonowaliśmy razem. Jest trzech polskich promotorów, w tym my, którzy w silny sposób funkcjonują w strukturach europejskich, ale nigdy nie funkcjonowaliśmy razem w strukturach polskich. Pandemia spowodowała, że nagle wszyscy stanęliśmy w jednym szeregu i tych zjednoczonych podmiotów promotorskich jest już ponad 60. Rozmawiamy ze sobą, wymieniamy się doświadczeniami i poczuliśmy, że stoimy po tej samej stronie – to jest bardzo pozytywny aspekt tego, co się stało.

Myślę, że następny rok będzie czasem, kiedy będzie bardzo głośno wokół różnych przedsięwzięć, które będą chciały powrócić. Trzeba przy tym pamiętać, że z jednej strony mówi się o głodzie powrotu na koncerty i oczywiście taki głód jest, ale on nie dotyczy stu procent ludzi. Dalej jest duży odsetek osób, które będą się bały, dalej będzie jakiś procent ludzi, którzy nie będą potrafili odnaleźć się w tym messie komunikacyjnym i dalej będzie grupa, która trochę przyzwyczaiła się do tego, co jest i odzwyczaiła się już od funkcjonowania tak, jak przed pandemią. Ci ludzie planują przyszłe wakacje już pod zupełnie innym kątem niż w 2019 roku. Wiele osób nagle poczuło, że niewiele potrzebuje do funkcjonowania i poczucia bycia szczęśliwym. Pandemia, wybijając ich ze strefy komfortu, uzmysłowiła im jednocześnie, że rzeczy, którymi się do tej pory otaczali, nie są im wcale potrzebne. Nie wiem, na ile to pozostanie w ludziach. W każdym razie powrót naszej branży do poziomu z 2019 roku będzie długim procesem i to z pewnością nie będzie kwestia roku a 3-4 lat.

Myślisz że to zjednoczenie branży, o którym mówisz, ma szansę przetrwać w dalszej perspektywie czy to bardziej chwilowa współpraca na potrzeby kryzysu?

Artur Rojek: Myślę, że to przeżyje. Nie wiem, czy będzie dotyczyło wszystkich, ale na pewno dużej części. Te emocje z pewnością w nas pozostaną, a wraz z nimi to, co udało nam się wspólnie wypracować.

Artur Rojek – nowy album w drodze!

A jak wygląda Twój prywatny, popandemiczny bilans zysków i strat? Udało ci się w tym wolnym czasie stworzyć coś nowego?

Artur Rojek: Tak. Jesienią 2020 roku zacząłem pracę nad czymś nowym i w pewnym sensie zamknąłem ten projekt jesienią tego roku, natomiast doszedłem do wniosku, że jeszcze go rozbuduję. Nie zamierzam się jakoś szczególnie spieszyć, zwłaszcza, że mam teraz w planach dokończenie promowania Kundla. Myślę, że w ciągu najbliższych miesięcy będę gotowy, by pokazać coś nowego. Nie zdradzając wiele – to będzie coś innego niż to, co robiłem do tej pory.

Enigmatycznie. W każdym razie cieszę się, że nie będziemy musieli czekać kolejnych sześciu lat! :)

Artur Rojek: Tu mamy akurat przykład dobrego wpływu pandemii – dostaliśmy ekstra czas, który można było fajnie wykorzystać.

Z niemałą obsuwą, ale zdaje się, że właśnie nadszedł jego czas! Promocja ostatniego albumu Artura Rojka w pełni, a za rogiem już szykują się kolejne projekty, o których artysta opowiedział nam nieco więcej. Artur Rojek odradza się z po pandemicznych popiołów Artur Rojek – postać legendarna i żywy monument polskiej sceny muzycznej. Znany niemal wszystkim […]

Wiemy, gdzie są najlepsze koncerty. Sprawdź!

Biletomat.pl
20 PLN
Jak kupić bilet?

Po kliknięciu "Kup bilet" przeniesiesz się do strony internetowej oficjalnego dystrybutora biletów i na jego stronie dokonasz zakupu.

Bezpieczne zakupy u oficjalnych dystrybutorów

Zakup biletu odbywa się na stronie oficjalnego dystrybutora biletów. Pamiętaj o tym, że jeżeli miejsca są numerowane, a bilety sprzedaje kilka firm, to każda z nich udostępnia inną pulę miejsc do wyboru.

Polub Rytmy.pl na Facebooku:

Sprawdź także


Imprezy blisko Ciebie w Tango App →