fot. Michał Żak

Moje Rytmy #70: Duxius z pełną świadomością pozwala, by porastał ją „Dziki Bez”


21 września 2022

Podziel się newsem:

Duxius po raz kolejny udowadnia nam, że jest artystką w pełnym tego słowa znaczeniu. Posłuchajcie najnowszego singla wokalistki – Dziki Bez.

Duxius pełna najczystszych emocji

Czasami w świecie muzyki pojawią się tacy artyści, którzy mają do zaoferowania swoim słuchaczom coś więcej niż tylko kilka piosenek. Pomiędzy nimi kryją się bowiem niesamowite historie, których próby przekazania mogą być jednak odebrane w dwojaki sposób. Jedni powiedzą, że są to bardzo infantylne próby zyskania rozgłosu, podczas gdy drudzy dadzą się jednak otulić niesamowitymi opowieściami, będącymi nierzadko odpowiednikami naszych prywatnych przeżyć.

Przeczytaj także: Duxius – Nie wierzę w spokój to manifest przeciwko pogrążonej w chaosie rzeczywistości

Moje Rytmy #70: Duxius z pełną świadomością pozwala, by porastał ją „Dziki Bez”
Duxius / fot. Michał Żak

O Edycie Rogowskiej, tworzącej pod pseudonimem Duxius, można powiedzieć tylko jedno – artystka. Mająca w swoim rękawie wiele przepięknych umiejętności wokalistka bardzo dobrze wie, jak ich użyć, by trafić prosto do samego serca swoich słuchaczy. Najnowszy singiel Duxius to prywatna, wręcz onieśmielająca historia, w której to poznajemy jej ojca, który przez wiele lat zmagał się z chorobą afektywną dwubiegunową. Wywołane przez nią okresy manii przeplatające się ze stanami depresyjnymi były przez bardzo długi czas wyzwaniem dla wokalistki, która nie mogła się pogodzić z tą jakże ciężką dla siebie sytuacją. Jak się jednak z czasem okazało, zrozumienie, a także pogodzenie się z chorobą ojca było dla Duxius bodźcem, który obudził w niej artystyczną wrażliwość.

Dziki Bez — tak nazwał kiedyś mojego ojca, Irka, Krzysiek Ścierański. Od tamtej pory Irek chciał, żeby tak się do niego zwracać. Dziesięć lat po jego śmierci, czasie akceptacji tego, co się stało, zrozumiałam, kim był mój tato i znalazłam samą siebie w jego historii. Dlatego postanowiłam napisać o nim piosenkę o takim właśnie tytule. Ten utwór spełnia marzenia „Dzikiego bzu” o byciu artystą a mnie artystycznie dopełnia. Mam wrażenie, że w tym utworze przeszłość łączy się z teraźniejszością i daje wiarę w to, że wszystko jest możliwe

– mówi o swoim singlu Duxius.

Sam utwór, a także jego wydanie stały się więc dla wokalistki przypieczętowaniem pewnego rozdziału w jej życiu, którego zrozumienie, a także akceptacja stale pozwalają otwierać się jej na otoczenie. Dziki Bez stał się również motorem napędowym dla Duxius, której artystyczna droga kontynuowana jest śladami jej ojca, którego pasja i miłość do muzyki od małego rozbudzały w wokalistce najpiękniejsze z możliwych twórczych instynktów.

Moje Rytmy #70: Duxius z pełną świadomością pozwala, by porastał ją „Dziki Bez”
okładka singla Dziki bez Duxius / fot. Michał Żak

Dziki Bez jest propozycją, której niestety nie da się opisać słowami. Będący manifestem własnych przeżyć utwór rozkochuje w sobie słuchacza już od pierwszych dźwięków, otulając nas niesamowicie emocjonalnym i poruszającym wokalem, który hipnotyzuje z każdą sekundą coraz bardziej. Całość przekazu dopełniają oniryczne gitary, które tworzą nam kompletną i bardzo intrygującą opowieść. Samej Duxius należą się również ogromne podziękowania – nie tylko za dostarczanie nam muzycznego majstersztyku, ale również za poruszenie bardzo ważnej, niezadbanej kwestii chorób psychicznych w społeczeństwie. Co więc tu dużo mówić – po prostu, czapki z głów!

Duxius – Dziki Bez, posłuchaj!


Moje Rytmy: Duxius – wywiad

Z okazji wypuszczenia nowego singla Duxius udzieliła dla nas wywiadu w cyklu Moje Rytmy, w ramach którego wokalistka opowiedziała nam o swoich mniej i bardziej ulubionych albumach, piosenkach, filmach czy też koncertach.

Utwór, od którego wszystko się zaczęło:

Jak tylko przeczytałam to pytanie, to od razu miałam w głowie siebie sprzątającą w moim domu rodzinnym do albumu Queen A Night At The Opera. Mogłam mieć jakoś 11 czy 12 lat. Jak byłam sama i wiedziałam, że nikt mnie nie podgląda, to dawałam z siebie wszystko – jakbym była na scenie i odgrywała koncert czy musical życia. Najczęściej kończyło się to niedokładnie posprzątanym pokojem czy kuchnią (śmiech). Byłam tak zajarana tym albumem, że czasem nawet zapraszałam moją siostrę do duetu, wtedy obie byłyśmy gwiazdami. Utwory takie jak Death on Two Legs, Love Of My Life są jednymi z głównych korzeni mojej edukacji muzycznej. Ale najważniejszym utworem, od którego wszystko się zaczęło, jest jednak Bohemian Rhapsody. Ten utwór łączy wszystko, co kocham w muzyce. W szkole muzycznej nauczyłam się, jak się ją czyta, a Freddy nauczył mnie, jak się ją czuje.

Album, który zmienił moje życie:

Tutaj muszę opowiedzieć romantyczną historię związaną ze mną i moim przyszłym mężem. Jednym z moich głównych idoli, nie tylko muzycznych, jest David Bowie. Na płytę Blackstar czekałam z zapartym tchem. Pod koniec 2015 roku poznałam Michała Żaka, artystę z Poznania, fotografa i videografa. Między nami zaiskrzyło od pierwszego wejrzenia, ale jakoś nie mogliśmy się spotkać. Pomimo tego, że mieszkaliśmy oboje w Berlinie, ciągle coś komuś wypadało. W dniu śmierci Davida Bowiego dostałam mnóstwo „kondolencji”. Nawet moja mama do mnie zadzwoniła i zapytała, jak znoszę tę wiadomość. Uczucie, jakie tego dnia mnie ogarnęło, było podobne do uczucia, kiedy umarł mój tato. Miałam wrażenie, że odszedł ode mnie drugi „ojciec”. Jedną z tych wiadomości był SMS od Michała z zapytaniem, czy może wpaść i ugotować mi rosół. Przyjechał i tak zostaliśmy przy tym rosole i albumie Blackstar do dziś.

Płyta, której kiedyś nie lubiłam, ale doceniłam ją po latach:

Trudne pytanie, ale pamiętam, jak Pearl Jam wydali płytę Backspacer w 2009 roku. Zaczynałam wtedy studia na socjologii w Lublinie i przeprowadzałam się z przyjaciółką Jagodą, która jest moją „partner in crime” w miłości do Pearl Jam i kochaniu się w Eddiem Vedderze. Nie mogłyśmy się jednak przekonać do tej płyty. Już nie pamiętam dokładnie, jakie były nasze argumenty, ale wiem, że nie słuchałyśmy jej z przyjemnością. Parę lat temu, kiedy zdecydowałam się na nostalgiczną podróż do świata Pearl Jam, słuchając wszystkich płyt wzdłuż i wszerz, włączyłam Backspacer. Okazało się, że znam wszystkie utwory i ku mojemu zdumieniu, cała płyta jest genialna.

Utwór, którego nie chcę już więcej słyszeć:

The Final Countdown zespołu Europe. Pod moim pierwszym mieszkaniem w Berlinie, w dzielnicy Wedding, znajdowała się Oldie Treff – typowa berlińska „alte eck kneipe” (stara knajpa na rogu). Byłam z nią w ciągłym konflikcie. Kiedy ja w nocy chciałam spać, tam zaczynało się życie. Nie będę się rozgadywać o wszystkich bitwach, które albo przegrałam, albo wygrałam, ale chcę wspomnieć tylko o jednej, niestety przegranej. Wróciłam do domu nad ranem po pracy w restauracji w Mitte, była godzina 4 czy 5 rano. Już wchodząc do domu, słyszałam ten utwór. Nie uwierzycie mi, jak powiem, że leciał na loopie, do 10:00, czyli do momentu, w którym prawdopodobnie ktoś z budynku odciął tej knajpie prąd (śmiech).

Album, którego słucham najczęściej:

Przez ostatnie parę lat jest to album Overpowered Roisin Murphy. Nie wiem, ile razy przeleciał w całości, ile razy słuchałam utworów Tell Everybody i Primitive na zapętleniu, ale ta płyta stała się soundtrackiem tej części mojego życia. Najbardziej lubię jej słuchać, gdy jadę sama samochodem, najczęściej po warsztatach artystycznych, które prowadzę z młodzieżą. Energia, którą dostaje od młodych, krąży po moim ciele i czeka, żeby spotkać się z Roisin. Wszystkie syntezatory, gitary, jej głos, wjeżdżają tak głęboko w moją skórę, że aż dotykają kości. A tam łączą się ze szczęściem, które mam, gdy wiem, że coś w życiu ludzi, z którymi właśnie pracowałam, się zmieniło.

Moje muzyczne gulity pleasures:

Ne zamierzam tu udawać kogoś, kim nie jestem (śmiech). Tak więc kiedy chodziłam do szkoły, razem z koleżankami z klasy i gościnnie z dziewczynami z 4C przygotowywałam Mini Playback Show do Wanna Be Spice Girls. Michał znalazł parę lat temu w swojej prywatnej kolekcji Spiceworld z 1997 roku. Przejechaliśmy więc tysiące kilometrów w naszym pierwszym wspólnym samochodzie, krzycząc „Come on and do it!”, a jak krążę gdzieś po mieście ze słuchawkami i tańczę do moich guilty pleasures, to przechodnie uśmiechają się do mnie i unoszą kciuki w górę (śmiech).

Najlepszy koncert, na którym byłam:

Nick Cave na Open’erze w 2013. Kolejny duży festiwal z tak wspaniałym line-upem w moim życiu. Oprócz Cave’a grali tam m.in. Tame Impala, Kings of Leon, Queens of the Stone Age, Alt-J, Editors i wielu, wielu innych. Na koncercie Nicka staliśmy z moją festiwalową grupą całkiem blisko, ale wciąż było wokół nas sporo przestrzeni. Ten Open’er kończył się dodatkowym ekstra dniem, w którym swój koncert miała Rihanna. Organizatorzy zaproponowali bilet na jej koncert, tym którzy wykupią karnety na wszystkie dni, za darmo. Dlatego było dużo festiwalowiczek i festiwalowiczów, którzy kompletnie nie pasowali do atmosfery i klimatu. Za nami stało sporo ludzi, którzy pytając się nawzajem: „kto to jest ten Cave”, zdecydowali się zostać. Już od pierwszego utworu byliśmy niezadowoleni, bo „tamci” ciągle głośno rozmawiali. W pewnym momencie przypomniałam sobie metodę „deep listening”, którą się nauczyłam na warsztatach z Pauline Oliveros w Lublinie. Świadomie skupiłam całą swoją uwagę tylko na dźwiękach wychodzących ze sceny i całość innych impulsów docierających do mnie z zewnątrz „wyłączyłam”. Nagle dźwięki stały się bardziej intensywne, wibracje docierające do mnie mocno spotęgowały odbiór, nie tylko zmysłem słuchu i wzroku. Dosłownie czułam, jakby wszystkie instrumenty mnie dotykały. Nigdy nie byłam na haju halucynogennym, ale wiele razy zdarzyło mi się być w stanie full flow i ten koncert był chyba moim pierwszym razem. Jak Nick Cave zaczął wychodzić do ludzi, tak jak ma w zwyczaju – być blisko swoich fanów, moja twarz płonęła od łez i emocji. Teraz jak o tym myślę, zaczynam czuć podobne mrowienie w dłoniach. Oprócz tego zespół The Bad Seeds – wiedzą, jak wspierać swojego lidera i jak zachowywać się na scenie, żeby cały koncert był niczym spektakl teatralny.

Nick Cave Gliwice
fot. Alter Art

Film, który każę obejrzeć moim dzieciom:

Zostanę w konwencji muzycznej i powiem: ELVIS. Nic nie wytłumaczy moim dzieciom lepiej tego, co przeżywałam, kiedy słuchałam muzyki z płyt winylowych mojego ojca, kładąc się bardzo blisko głośników na podłodze. Tak jak Elvis jako dziecko, słuchając muzyki, dostawałam drgawek, czułam, że dźwięki wywiercają w moim ciele przestrzenie, żeby móc w nich rezonować. Wiadomo, wtedy tego nie rozumiałam, myślałam, że jestem dziwakiem, nikomu o tym nie mówiłam. Wszystkie sceny z występów na żywo są ciągle w mojej głowie. To, jak pięknie Austin Butler zagrał Elvisa, zatańczył jak on, zaśpiewał jak on… Po prostu wow! Elvis nie tyle rozumiał muzykę, którą tworzył – on ją dosłownie czuł w swoim ciele, za co dostał wielkie społeczne baty. Bardzo utożsamiam się z muzyczną fizycznością Presleya i cieszę się, że nie jestem sama (śmiech).

elvis baz luhrmann
fot. kadr z filmu Elvis

Film, w którym chciałabym wystąpić jako postać:

The Grand Budapest Hotel. Po pierwsze zagrać u Wesa Andersona? Bitte! Po drugie, zagrać razem w jednym filmie z Billem Murray, Ralphem Finnes, Owenem Wilsonem i moją ulubioną aktorką number one Tildą Swinton, Bitte x2. Oprócz tego moim marzeniem jest być na planie zdjęciowym i obserwować, jak się pracuje przy takiej produkcji. Zamknijcie oczy, posłuchajcie sobie Mr. Mustafa, Alexandre Desplat i wyobraźcie sobie mnie jako postać w tym filmie. Idealnie!

Popkulturowe zjawisko, które lubię trochę za bardzo:

A czy można lubić coś za bardzo? Uwielbiam stroje, kostiumy, peruki, makijaże. Jakbym mogła, całe życie wychodziłabym w kostiumach na scenę. Mam wiele planów wobec mojej kariery muzycznej i dobranych do niej kostiumów (śmiech).

Duxius po raz kolejny udowadnia nam, że jest artystką w pełnym tego słowa znaczeniu. Posłuchajcie najnowszego singla wokalistki – Dziki Bez. Zobacz także FiQuality to (nie)śmieszny żart, który czym prędzej powinien doczekać się puenty Ubisoft nie będzie mnie wodzić za nos. Powrót do korzeni „Assassin’s Creed” to zagrywka pod publiczkę Horrorcore cały czas w pełni […]

Wiemy, gdzie są najlepsze koncerty. Sprawdź!

Biletomat.pl
20 PLN
Jak kupić bilet?

Po kliknięciu "Kup bilet" przeniesiesz się do strony internetowej oficjalnego dystrybutora biletów i na jego stronie dokonasz zakupu.

Bezpieczne zakupy u oficjalnych dystrybutorów

Zakup biletu odbywa się na stronie oficjalnego dystrybutora biletów. Pamiętaj o tym, że jeżeli miejsca są numerowane, a bilety sprzedaje kilka firm, to każda z nich udostępnia inną pulę miejsc do wyboru.

Polub Rytmy.pl na Facebooku:

Sprawdź także

Imprezy blisko Ciebie w Tango App →