Dziesięć dowodów na to, że znów jest pierwsza dekada XXI wieku

Kamil Babacz
16 września 2016

Podziel się newsem:

Polub Rytmy.pl na Facebooku:

Podejrzewaliśmy to od jakiegoś czasu, teraz już jesteśmy pewni. We wrażeniu, że znów żyjemy na początku XXI wieku, utwierdzamy się każdego kolejnego dnia, gdy spływają do nas kolejne newsy o reaktywacjach, powrotach i sequelach.

Nie powinno nas to dziwić. Dzisiejszą popkulturę napędza siła nostalgii – właściwie można by wysnuć wniosek, że kultura popularna, której definicji jest zresztą co najmniej kilkadziesiąt, staje się w coraz mniejszym stopniu kulturą młodzieżową, a w coraz większym – kulturą, którą wspominamy jako ścieżkę muzyczną lub wizualną naszych beztroskich, ale już świadomych lat.

Chociaż pop zawsze żywił się nostalgią – nawet w kosmicznych ejtisach tęskniono za latami 50., 60., czy 70. – to dopiero lata 80. przemielono na wszystkie sposoby, ogłaszając co chwilę, że wracają. Po raz pierwszy wróciły na fali electroclashu pod koniec lat 90., a za powrót samych lat 90. można uznać całą powoli mijającą falę EDM-u. Jedynkę Billboardu wciąż jeszcze zajmują nieszczęśni reprezentanci tego nurtu, tacy jak The Chainsmokers, ale fala nostalgii za latami dwutysięcznymi już uderza w nasze iTunesy, Netflixy i Spotifaje. Niedawno pisaliśmy o tym, jak wiele dzisiejszy świat mody i popkultury czerpie od Aaliyah, ale dowodów na to, że władcy showbiznesu postanowili znów zdyskontować naszą potrzebę idealizowania przeszłości, jest o wiele więcej.

1. Nowa wersja „Where Is The Love” Black Eyed Peas

Jeden z największych hitów pierwszej dekady XXI wieku doczekał się autocoveru, na potrzeby którego grupa Black Eyed Peas nawet dokonała chwilowej reaktywacji. Tak jak w 2003 roku, nagranie powstało w „słusznym celu” – wtedy miało poruszyć nasze serca po zamachach terrorystycznych 11 września, dziś ma zwrócić naszą uwagę m.in. na problem kryzysu uchodźczego. Mam jednak nadzieję, że revival 00s nie będzie brzmiał tak, jak nowa, dość okropna wersja, która z luzem wczesnych „noughties” nie ma absolutnie nic wspólnego.

2. Justin Timberlake i Britney Spears może nagrają coś razem

Cóż to byłby za reunion! Taki news obiegł wszystkie media, gdy Justin zaskoczony został pytaniem o to, czy nagrałby numer ze swoją byłą dziewczyną, która przyznała się, że uważa go za jednego ze swoich ulubionych artystów. „Jasne, że jestem gotów! Zdecydowanie!” – zareagował Timberlake. Jak dobrze pamiętamy, teledysk do „Cry Me A River” zawdzięcza swoją karierę m.in. sugestiom, że nawiązuje do głośnego rozstania z Britney Spears. Wspólny utwór mógłby dodać ognia karierom niegdysiejszych idoli nastolatków i może nawet nie oznaczałby powrotu identycznych jeansowych kompletów.

3. Bridget Jones wróciła

Od dzisiaj Bridget Jones 3 jest w kinach. Teraz jest podobno producentką programu z newsami, ale nawet jej niewielka wiedza o świecie okazuje się zbyt wyszukana dla odbiorców współczesnych mediów, domagających się śmiesznych kotków w trybie 24/7. Poza tym jest w ciąży, ale nie jest pewna, kto jest ojcem dziecka. Recenzenci zgadzają się, że Bridget śmieszy, ale w łatwy do utożsamienia się życiowy sposób – dokładnie tak jak w 2001 i 2004 roku, kiedy ekranizacje jej zmagań z mężczyznami i światem biły rekordy frekwencyjne.

giphy-53

4. Harry Potter znów jest wszędzie

Trudno o lepszy przykład tego, jak panowie i panie z koncernów medialnych próbują zarobić na naszej nostalgii – pierwsi fani Harry’ego Pottera mają już około 30 lat, a nieustannie dołączają do nich nowe pokolenia dzieciaków zafascynowanych Hogwartem, Hagridem i profesorem Snapem. To nie jest grupa odbiorców, którą po prostu się porzuca. Stąd mamy: bogato ilustrowane nowe edycje, sztukę teatralną, scenariusz sprzedawany jak kolejną część powieści, ebooki z nowymi opowieściami i szczegółami, czy wreszcie spin-off Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć, który pod koniec roku trafia do kin.

giphy-54

5. Znowu oglądamy Gwiezdne Wojny w kinach

Powoli wchodzimy na nostaliczny poziom meta. Trzy prequele Star Wars sprezentowano nam na przełomie tysiącleci, a teraz mamy już Przebudzenie Mocy, Łotra 1 w drodze i dwie kolejne części zapowiadane na 2017 i 2019 rok. Czy warto było? Ciężko powiedzieć – Przebudzenie w sumie podobało się zdecydowanej większości i raczej nie zniszczyło nikomu dzieciństwa, chyba że wystarczyło do tego uśmiercenie Hana Solo. To śmierć równie ostateczna, co w Modzie na sukces, bo ukochany bohater wróci zaraz w swojej własnej trylogii. Tak, wiem, że wszystko tłumaczy chronologia, a na dodatek Hanem nie będzie już Harrison Ford, ale jednak żaden pomysł na fabułę w dziejach nie sprzedaje się równie dobrze, jak zmartwychwstanie.

giphy-56

6. Justin Bieber w tym kapeluszu

Tutaj tylko zostawię to zdjęcie – według zasady, że obrazy mówią więcej niż tysiące słów.

gettyimages-484891621-1460732264

7. Y2K inspiruje popowy underground

Ah, klątwa roku 2000. Jednym z najfajniejszych doświadczeń bycia dzieciakiem pod koniec lat 90. było dorastanie w czasie, w którym czuć było niepokój, że po odświeżeniu się ciekłokrystalicznego zegara z 23:59 na 0:00 cały świat się rozpadnie i wszyscy umrzemy. Kto nie chciałby dojrzewać w takim momencie? Ów lęk był traktowany jeszcze z 90sowym przymrużeniem oka, ale mocno zdefiniował estetykę i klimat tego okresu. Wszystko, co charakterystyczne w popkulturze Y2K, najlepiej ujęła na razie na swojej EP-ce o tym samym tytule LIZ, wydanej w Mad Decent, wytwórni Diplo. To jeszcze trochę popowy underground, co oznacza, że mainstream zjawisko pewnie podchwyci już za chwilę, jeśli nie już.

8. Tinashe to właściwie Ciara tej dekady

Do przełomu lat 90. i 00. w r&b mocno nawiązywali m.in. AlunaGeorge i James Blake, natomiast o ile u nich można mówić o inspiracjach, tak u Tinashe na Aquarius mieliśmy do czynienia właściwie z sytuacją przeniesienia niemal 1 do 1 stylu opatrzonego trademarkiem artystów takich jak Ciara, Timbaland lub Aaliyah. „2 On”, poza tym, że zawierało sampelek z „We Be Burnin'” Seana Paula, brzmiało (i w wyglądało) jak „Me & U” Cassie lub „1, 2 Step” Ciary. Nowy singiel „Superlove” też może kojarzyć się z tą drugą piosenkarką, a wizerunek i ciuchy Tinashe – niebieskie cienie, bluzki odsłaniające brzuch, workowate spodnie – to przecież esencja wczesnych 00s.

giphy-55

9. Sarah Jessica Parker gra w serialu HBO

Główna gwiazda Sex And The City, której postać Carrie jest, kochanym lub nienawidzonym, ale ewidentnie jednym z symboli pierwszej dekady XXI wieku, wraca na antenę HBO w serialu Rozwód. Tytuł mówi wszystko, co musicie wiedzieć o fabule, ale nie będzie to żaden dramat, a serial komediowy. Premiera już 9 października.

10. Missy Elliott wydaje nową płytę

Ze wszystkich kobiet popkultury ubiegłej dekady Missy Elliott miała ewidentnie najwięcej swagu. Kiedy Missy wystąpiła w ubiegłym roku na Super Bowl, śpiewając swój przebój „Work It”, młodzi internauci zwariowali, odkrywając nową artystkę u boku Katy Perry, dokładnie tak jak wcześniej Paula McCartneya, sympatycznego dziadka towarzyszącego Rihannie i Kanye. Nowy album, oczywiście we współpracy z Timbalandem, już się gotuje. Missy znów mierzy wysoko – wśród gości ma się pojawić nawet najbardziej cool Pierwsza Dama świata, czyli Michelle Obama.

Sprawdź także:
The Blueprint zamknął 90’sy w rapie i zmienił Jaya-Z z rapera w RAPERA

Podziel się newsem:

Polub Rytmy.pl na Facebooku: