CATZ ‘N DOGZ: „ Nasz nowy album to pozytywna melancholia”


17 kwietnia 2019

Podziel się newsem:

Polub Rytmy.pl na Facebooku:

Przy okazji nowego albumu oraz całonocnego występu w jednym z najlepszych warszawskich klubów, zapraszamy Was na wywiad z najbardziej rozpoznawalnymi polskimi DJ'ami za granicą - duetem Catz 'n Dogz!

Catz ‘n Dogz od dawna nazywani są naszym głównym duetem eksportowym. Jeśli nie mieliście jeszcze okazji ich poznać, to jest co nadrabiać, gdyż właśnie wydali swój 4-ty album!

Przed imprezą promującą płytę „Friendship” w warszawskim klubie Smolna ( w formule all night long) , rozmawiam z Grzegorzem Demiańczukiem i Wojtkiem Tarańczukiem o życiu w czasach krótkich form i negatywnych informacji, nostalgii w muzyce, wyróżnieniu przez kultowych dziennikarzy Annie Mac i Pete’a Tonga oraz …”stawianiu DJ-a do kąta”.

WYWIAD: CATZ’N DOGZ

Levon Vincent wspomniał niedawno w  wywiadzie, że kultura klubowa opiera się głównie na singlach, a  mniej na na płytach długogrających. Tymczasem wy nagraliście właśnie 4-ty album „Friendship”. Lubicie albumy jako spójną muzyczną całość?

Grzegorz: Albumy to jednak trochę inna forma ekspresji. Wydajemy tam trochę inną muzykę niż na singlach. Album to jak opowiedzenie dłuższej historii, przygotowujemy się do tego bardzo skrupulatnie. Na płytach długogrających nasze muzyczne inspiracje są zdecydowanie szersze.

Wojtek: A ja powiedziałbym wręcz, że albumy robię…dla siebie (śmiech).  I taka jest pewnie intencja u wielu artystów!

Czy wydawanie LP to swoisty wyróżnik w czasach, gdy królują krótkie formy i tysiące nowych singli ląduje na serwisach streamingowych co tydzień?

Grzegorz: My lubimy robić rzeczy trochę inne, czasem ryzykowne i na przekór. Kiedyś np. zaczęliśmy działać pod nową nazwą, mając już zbudowaną popularność jako 3 Channels. Ale jest jednocześnie sporo zespołów tanecznych, którzy swoja popularność zbudowali na albumach np. Disclosure czy The Chemical Brothers. Natomiast faktycznie żyjemy w czasach krótkich form i szybkiej konsumpcji – dziś zobaczyłem nowy kawałek Erykah Badu, który trwał… 1 minutę!

Wojtek: Przy tym albumie nie było żadnych kalkulacji, robienia pod dyktando czy publikę. Wierzę, że taka szczerość materiału sama się obroni.

Od jakiegoś czasu mieszkacie oddaleni od siebie. Jak trwał proces twórczy i nagrywanie płyty w małej wiosce Cercedilla?

 Wojtek: Wszystko, co powstało, było tam zaczęte. Utwory zainspirowane były daną chwilą. Jak się tam spotykaliśmy, to wciąż była inna pogoda. Począwszy od słońca po deszcz i śnieg wymagający łańcuchów na kołach auta. A do tego bardzo mili ludzie wokół.

Grzegorz: Na tym albumie daliśmy z siebie wszystko, ale nagrywanie odbywało się na dużym luzie. Była fajna atmosfera do utrwalania muzyki, co na pewno słychać w tych piosenkach.

Do każdego utworu z płyty powstały takie grafiki, z krótkim wytłumaczeniem i opisem ich powstawania. Znajdziecie je na fanpage’u Catz’n Dogz.

Płytę wypełniają utwory bardziej  rasowe kompozycje klubowe jak „Questions” czy „One Plus You” , ale i skręcające w stronę popu piosenki, gdzie wspomagają was m.in. WhoMadeWho. Płyta miała być i do słuchania i tańczenia?

Wojtek: My ten album określamy jako „pozytywną melancholię”. Muzykę można moim zdaniem odbierać wielopłaszczyznowo. Czasem będąc wesołym w  domu, masz mimo wszystko chęć na słuchanie smutnych utworów. Ja w takich momentach dzięki takim dźwiękom zatrzymuję się na chwilę, by niejako kontemplować tę radość. A czasem słucham muzyki klubowej , by „wyrzucić” tę radość z siebie. To tak jak z seksem: czasem masz potrzebę takiego dzikiego seksu, a czasem na romantycznie! (śmiech)

Grzegorz: Ta płyta jest ewidentnie odbiciem naszych nastrojów w tamtym czasie. Słuchaliśmy jej zresztą często wracając ze studia – to około godzinę drogi do Madrytu. A nasz teledysk do piosenki „New Love” jest też dość nostalgiczny , na granicy radości i smutku.

 „Woman Of The Ghetto” i „Rave History” były odwołaniami do historii kultury klubowej i pokazywały skąd pochodzicie. Jaki macie feedback ze sceny odnośnie tych singli i albumu?

Grzegorz: Jest już trochę odzewu i to pozytywnego. Co ciekawe zarówno od DJ’ów bardziej undergroundowych, jak i bardziej komercyjnych. Pisali do nas min. Claptone czy Midland. Ale mam też oddźwięk od ludzi mało zainteresowanych muzyką np. mojego sąsiada, który jest chirurgiem! (śmiech)

Najbardziej kontrowersyjny jest mimo wszystko numer z Taco Hemingwayem!

Grzegorz: I te komentarze na Glam Rapie! (śmiech)

Płyta jest hołdem dla przyjaźni, miłości i dobrego życia. Wierzycie, że tylko światło może pokonać ciemność we współczesnym świecie, tak pokrytym negatywnymi emocjami?

Grzegorz: Świat nie jest aż tak negatywny chyba jednak… Wystarczy trochę odłączyć się od wiadomości! Wesołe newsy może nie są modne, ale to  na nich warto koncentrować uwagę.

Wojtek: Ja czytam newsy polityczne raz w tygodniu! A te dobre wiadomość są trochę jak disco polo: dużo ludzi słucha, a nie ma tej muzyki w przestrzeni publicznej.

Kiedy 10 lat temu miksowaliście kompilację Poland Calling Vol.2 , polska scena producencka była zupełnie inna. Teraz wydajecie wielu naszych artystów na składankach z  serii Friends Of Pets, na „Friendship” słyszymy Taco Hemingway i Rosalie.  Jak wypada wasze porównanie poziomu muzycznego z tych okresów?

Grzegorz: To istny kosmos, gdy porównam ten czas! Pamiętam, jak się wtedy namęczyliśmy szukając utworów na tę składankę. Teraz jest zupełnie inaczej – dobrych producentów jest bardzo dużo, zaczynając od Das Komplex czy Earth Trax.  I oczywiście poza muzyką taneczną: Rosalie.

Promocji płyty towarzyszą 2 wielkie sukcesy : najpierw Annie Mac ogłosiła singla „New love” jako the hottest record of the week, a w kilka tygodni później Pete Tong wyemitował wasz drugi Essential Mix? Jest tam zarówno wasz edit Da Hool, jak i klasyczny house od MAW i Kink. Jak dobieraliście nagrania?

Grzegorz:  Od kilku lat mieliśmy folder, w którym odkładaliśmy kawałki do tego miksu! (śmiech). To był nasz drugi Essential Mix i chcieliśmy tam pokazać swoją klubową stronę. Specjalnie zrobiliśmy m.in. ten edit „Meet Her At The Love Parade” Da Hool. Był też edit kawałka Ru Paul, ale nie wszedł finalnie do tej audycji. Oczywiście wyróżnienie przez Annie Mac i Pete’a Tonga przyjęliśmy z ogromną radością.

Pet Shop Boys powiedzieli kiedyś, że gdy usłyszeli „Blue Monday” New Order, to poczuli wielką zazdrość, ze to nie oni nagrali tak perfekcyjnego w  ich odczuciu utworu. Robert Babicz popłakał się ze wzruszenia słysząc po raz pierwszy linię basu w „Acid Tracks” Phuture. Czy macie jakiś taki utwór, który wzbudził wasz podziw i zainspirował na całe życie?

Wojtek: Ja lubiłem te zespoły klubowe, które ze swoją muzyką przedostawały się do mainstreamu podwyższając tym samym jego poziom. To był przełom lat 90. i ’00, gdy MTV puszczało sporo dobrej muzyki . Wtedy to podczas oglądania list przebojów, w  pierwszej 50-tce dało się zobaczyć teledyski np. The Chemical Brothers, Daft Punk czy The Prodigy.

Grzegorz: Ja miałem bardzo podobnie z tym odkrywaniem i zachwycaniem się muzyką. Ale taką „ciarę życia” zaliczyłem chyba podczas słuchania Superrdiscount „Prix Choc” wyprodukowanego przez Etienne De Crecy. I w ogóle fascynowała mnie cała ta fala French Touch z Daft Punk, Stardust na czele. A jeśli chodzi o taki podziw i totalny zachwyt na czyimiś pomysłami, aranżacjami i realizacją to zbiorczo honoruję wspomnianych The Chemical Brothers.

Jaka jest przyszłość muzyki house?

Grzegorz: Wraca chyba moda na suche, wesołe, euforyczne brzmienia lat 90. i to bardzo krzepiące. My zresztą staramy się przypominać te stare klasyki, ale często one są ubogie brzmieniowo w stosunku do postępu jaki dokonał się w  branży klubowego sprzętu i nagłośnienia. I dlatego czasem pozwalamy sobie na własne edity tych tracków. Połączenie starych brzmień  z trendami aktualnymi to coś co może być bardzo atrakcyjne i z pewnością sprawdzi się na parkietach.

Wojtek: A ja wróżę powrót do łask nurtu electro-house. A w kulturze klubowej może nastąpić odwrót od dominacji DJ-a w klubie i „postawienie go do kąta”. Mam na myśli koniec z eksponowaniem go jako głównego aktora gry stojącego na piedestale.

Grzegorz: Nawiązuje to do ostatniego słynnego wywiadu z DVS1, który kwestionuje DJ-a jako osobę „zastępującą” zespół rockowy na scenie. My osobiście przepadamy za interakcją z publicznością i grając bawimy się tak, jakbyśmy sami byli uczestnikami imprezy.

Rozmawiał: Artur Wojtczak
Foto: Yonathan Baraki

Podziel się newsem:

Polub Rytmy.pl na Facebooku: