BURN Battle School Remixed zatrzęsło Krakowem [relacja]


28 września 2016

Podziel się newsem:

Minimum (albo raczej brak) uchybień, maksimum przyjemności. BURN umie w rapowe eventy tak, że reszta powinna się uczyć.

Rzadko bo rzadko, ale czasem się zdarza, że człowiek ma ochotę napisać nie relację z wydarzenia, lecz tekst sponsorowany, bo tak wszystko mu się podobało. BURN Battle School Remixed to właśnie taki event – dopracowany w każdym calu, ze znakomitą muzyką i jeszcze znakomitszym podejściem do dziennikarza, który ani przez moment nie ma prawa poczuć się intruzem wyłudzającym akredytację. Ale takiego typu tekstu nie będzie. Zaproponuję Wam za to kilka obrazków, które dobrze oddadzą atmosferę święta kultury hip-hopowej.

burn-battle-school-remixed-poland-2

Pierwszym, co mnie uderzyło, była sama postać Busta Rhymesa. Spotkaliśmy się z nim w salce na konferencji prasowej, by posłuchać, co ma do powiedzenia. Odpowiadał spokojnie na pytania dziennikarzy z Polski i świata, dużo mówił o przewadze czucia nad rozumem, bo tym pierwszym kieruje się w życiu i muzyce, a także puszczał oczko, gdy w pewnym momencie powiedział, że da „terrible job and horrible show tonight”.

Busta dał świetny koncert i bawił się wyśmienicie z publicznością. Gestykulował, rozmawiał z DJ-em, wydzierał się wniebogłosy przy kolejnych hitach własnego autorstwa, unosił do góry koszulkę z napisem „Fuck ISIS” i wzruszył się jak dzieciak, gdy jedna z osób przekazała przez mikrofon, że ludzie zaśpiewali mu sto lat z okazji 25-lecia kariery. Nic więc dziwnego, że zdążył w przypływie radości odpalić jeszcze szampana i go sobie golnąć. Pierwszoklasowy showman, zdecydowanie, a przy tym facet, który budził sympatię nawet wtedy, gdy z opóźnieniem siadł na oparciu kanapy w czarnych okularach.

#bustarhymes #burnbattleschool

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Michal M. (@ishootmusic)

Sensowność organizowania setów DJ-skich ujawnił za to występ Grandmaster Flasha, o którym w trakcie swojego koncertu Ostry powiedział, że jakby mógł mieć drugiego ojca, to chciałby mieć jego. Dostał za to brawa i wyrazy szacunku od GMF, podobnie jak sam prekursor rapu od publiki wypełniającej większość płyty i sporą część krzesełek. Musiał dostać, skoro sypał klasykami jak z rękawa. Było choćby The Fugees, ale najwięcej hałasu zebrało „Gangsta’s Paradise” Coolio. Żywiołowość Mastera też dała o sobie znać, bowiem „moderował” ruchy publiki, raz po raz wykrzykując komendy do mikrofonu.

Swoje wykrzyczał również Duże Pe, będący mistrzem ceremonii. Podbijał kolejne kawałki, reklamowane jako klasyki polskiego rapu („Seniorita” Pezeta i Noona, „Się żyje” Molesty czy „Natura ludzka” Reno) i choć z niektórymi wyborami trudno było się zgodzić (Diox? Srsly?), to pozostawił po sobie doskonałe wrażenie. Jeszcze długo po koncercie, już w holu hotelowym, jeden z zagranicznych dziennikarzy dopytywał mnie, co to za jegomość, żeby móc sprawdzić jego kawałki na YouTubie.

burn-battle-school-remixed-poland-5

Wydaje mi się, że foreignersów poruszył także Ostry. Jak wiadomo, to człowiek-orkiestra, który ma tak zasobną dyskografię, że mógłby grać dzień po dniu przez cały rok, a i tak znaleźliby się tacy, którzy odwiedziliby jego koncerty pięćdziesiąt razy z rzędu. Najbardziej ujęło mnie coś, co mogłem zaobserwować na przestrzeni ostatniego roku, będąc na bodajże pięciu koncertach łodzianina. Mowa o spontaniczności scenicznej, która przejawia się tym, że trudno znaleźć dwa bliźniaczo podobne koncerty.

Gdy oglądałem jego występ na Ursynowie, motywem przewodnim było wesele. Tym razem postawił na żarty z własnej wagi oraz mowy o wartości przyjaźni i wypadł przy tym naturalnie. W niektórych momentach było za to słychać, że być może nie jest w najlepszej formie fizycznej, bo nawijka wydawała się ociężała i lekko rozmijająca się z bitem, lecz nie szkodzi. Wedle własnych słów nie widział swoich dzieci już dwa tygodnie, toteż można zakładać, że to napięty kalendarz nieco popsuł szyki.

Jeśli jednak myślicie, że samo wydarzenie było skupione wyłącznie na koncertach, to muszę wyprowadzić was z błędu. Osoby zgromadzone w Tauron Arenie oczywiście nimi żyły, ale przy tym obok malowano specjalne graffiti, utworzył się cypher tancerzy, a przez bite cztery godziny, niedaleko wyjścia, tańczył – na oko – ośmioletni chłopiec, do którego od czasu do czasu podłączali się starsi odbiorcy, żeby albo bić brawo, albo się dołączyć. Przechodząc tu i tam, usłyszałem również dwa utwory: śpiewane przez pewnego znanego krakowskiego rapera w palarni „Najlepsze dni” Eisa oraz „Tatuażyk” Sentino, intonowany przez chłopaków w przerwie między gigami. Wolę zapamiętać Burna z tego pierwszego kawałka, gdyż tam naprawdę było najlepiej. Wieczór bez pudła, życzę sobie takich więcej.

#BURNBattleSchool#bastawymiatacz#party#sobotnispam#naspontanie#

Film zamieszczony przez użytkownika paulina lezanska (@polioandcrazy_leo)

Sprawdź także:
„The Get Down”: Najlepsze i najgorsze seriale 2016 (jak dotąd)

Minimum (albo raczej brak) uchybień, maksimum przyjemności. BURN umie w rapowe eventy tak, że reszta powinna się uczyć. Rzadko bo rzadko, ale czasem się zdarza, że człowiek ma ochotę napisać nie relację z wydarzenia, lecz tekst sponsorowany, bo tak wszystko mu się podobało. BURN Battle School Remixed to właśnie taki event – dopracowany w każdym […]

Polub Rytmy.pl na Facebooku:

Imprezy blisko Ciebie w Tango App →