Artur Rojek w sidłach electro-popu – recenzja albumu „Kundel”

Podziel się newsem:

Polub Rytmy.pl na Facebooku:

Po sześciu latach od debiutu otrzymaliśmy drugi, solowy album Artura Rojka - jedną z najbardziej wyczekiwanych premier muzycznych tego roku. Premierę, która wielu może zaskoczyć.

Muzyczna rewolucja Artura Rojka

Artur Rojek to ikoniczna postać polskiej sceny muzycznej. Pokochaliśmy go ze emocje, których dostarczał nam z grupą Myslovitz. Potem złamał nam serca decyzją o odejściu z zespołu, ale szybko je posklejał swoim debiutanckim, solowym albumem Składam się z ciągłych powtórzeń.

Dziś z kolei wydał album, którego wielu może mu nie wybaczyć. Choć może to po prostu pójście z biegiem czasu i pogoń za trendami, których w przypadku Rojka wciąż trudno nam zaakceptować? Tak czy inaczej, każda rewolucja, nawet ta muzyczna niesie za sobą konsekwencje.

Artur Rojek Kundel

Rojek zawsze lubił kombinować i wyłamywać się ze ściśle określonych ram gatunkowych. Już podczas Składam się z ciągłych powtórzeń bawił się elementami elektroniki i popu, które zwinnie przeplatał ze swoim „rojkowym”, rockowo-emocjonalnym sznytem. Tym sposobem spełniał oczekiwania tęskniących za Myslovitz, a jednocześnie wprowadził do swojej solowej twórczości wiele świeżości.

Kundel – ślepa uliczka przepełniona komputerowym brzmieniem

Na najnowszym albumie Kundel, Rojek już niemal całkowicie odciął pępowinę od swojego macierzystego zespołu Myslovitz. Choć wprowadzające w album intro mogłoby mylnie sugerować powrót do macierzy, sielankowy klimat szybko znika na rzecz syntezatorów. Kundel jest bardzo nowatorski, może nawet trochę awangardowy. Miejscami aż za bardzo przesycony współczesnymi brzmieniami, które szybko zaczynają męczyć.

Tak naprawdę, dwa single, które otrzymaliśmy przed premierą albumu to najciekawsze momenty Kundla, choć w zasadzie też nie są tym, czego oczekiwano po nowym Rojku. Na pewno zaskakują, ale czy pozytywnie? Nie mnie. Na Kundlu naprzemiennie odczuwam ogromny przesyt lub ogromną nudę. Ani tego, ani tego nie słucham z nadmierną przyjemnością.

Czy Rojek potrafi być cool?

Rojek przy okazji swojego najnowszego albumu postawił na totalną ewolucję. Ku uciesze fanów zaczął tańczyć i ku mojej mniejszej uciesze nagrał płytę electro-popową, której stałym elementem są wspomniane już syntezatory. Instrumentów tu naprawdę niewiele, więcej niespójnych i niezrozumiałych idei.

Wyobraźcie sobie na przykład, że zanurzacie się w błogim, muzycznym transie, słuchając nowego kawałka i nagle z rozkosznego stanu wybija Was element, który pojawia się nie wiadomo skąd i jest zupełnie nieuzasadniony. Mieszanka zdumienia i rozżalenia. Właśnie tak się czułam, gdy w Fur Meine Liebe Gertrude Rojek nagle zaczął śpiewać po niemiecku.

Z kolei A miało być jak we śnie to nieudana według mnie próba doskoku do stylistyki Dawida Podsiadło, która przewija się w zasadzie przez cały album. Młodzieżowy slang, przez który ma przebijać szczerość i prostota przekazu, z ust Rojka brzmi co najmniej komicznie i jest mocno naciągany. Trudno nie złapać się za głowę. Niestety nie z zachwytu.

Brak Rojka w Rojku

Na Kundlu mamy cały maraton przaśnych, nowoczesnych brzmień, które w żaden sposób nie zatrzymują mojej uwagi na dłużej. Znalazły się tu chyba wszystkie możliwe muzyczne rozwiązania – połamane bity, spokojny fortepian (niestety w znikomej ilości), liryczność, dosłowność, wielojęzyczność i fragmenty autentycznych dźwięków rzeczywistości, których stosowności nie potrafię rozszyfrować. Jak wiadomo – jak ktoś jest dobry we wszystkim, to nie jest dobry w niczym.

Osobliwa rzecz dzieje się również w warstwie tekstowej. Nie jest ona zła, w dużej mierze za teksty odpowiada Radek „Radex” Łukasiewicz, który potrafi w ciekawy sposób uchwycić poruszany w utworze temat. Przyciąga słuchacza i sprawia, że mimo wszystko chce się z tą płytą poobcować i spróbować ją zrozumieć. Słuchając albumu nie mogę jednak pozbyć się myśli, że jakoś mało w tym wszystkim samego Rojka.

Brakuje mi autentyczności, z którą zawsze był identyfikowany. Mam nieodparte wrażenie, jakby ktoś ten album Rojkowi w całości przygotował, a on tylko użyczył swojego głosu.

Mam nadzieję, że mimo tego całego nieudanego z perspektywy słuchacza eksperymentu Artur Rojek w jakiś sposób się spełnił przy pracy nad Kundlem, może ziścił swoje artystyczne wizje i w przyszłości jeszcze nas nie raz zaskoczy. Oby następnym razem bardziej pozytywnie!

Artur Rojek – Kundel, odsłuch albumu:

Po sześciu latach od debiutu otrzymaliśmy drugi, solowy album Artura Rojka – jedną z najbardziej wyczekiwanych premier muzycznych tego roku. Premierę, która wielu może zaskoczyć. Muzyczna rewolucja Artura Rojka Artur Rojek to ikoniczna postać polskiej sceny muzycznej. Pokochaliśmy go ze emocje, których dostarczał nam z grupą Myslovitz. Potem złamał nam serca decyzją o odejściu z […]

Podziel się newsem:

Polub Rytmy.pl na Facebooku: