7 nieoczywistych, najlepszych koncertów na festiwalu Colours of Ostrava 2019

Podziel się newsem:

Polub Rytmy.pl na Facebooku:

Za nami kolejna edycja festiwalu Colours of Ostrava - jednego z najbardziej wyjątkowych wydarzeń muzycznych w Europie. Przywieźliśmy z niego wiele odkryć muzycznych. Sprawdźcie nasz wybór najlepszych koncertów z Ostrawy!

Na tegorocznym Colours of Ostrava Festival nie brakowało świetnych, muzycznych wrażeń. Mieliśmy okazję podziwiać genialny, legendarny zespół The Cure w ponad 2-godzinnym secie, zjawiskową, czarującą Florence and The Machine, pełen tanecznej energii koncert Years & Years, czy podbijających rynek muzyczny Toma Walkera i Rag’n’Bone Mana.

Jednak to nie oni skradli moje serce w tym roku. Colours of Ostrava to przede wszystkim odkrywanie – niesamowitej, postindustrialnej przestrzeni, odmiennej kultury koncertowej i oczywiście nowych brzmień. Obok największych gwiazd na festiwalu zaprezentowało się wiele małych, często początkujących zespołów. To właśnie one zachwycały mnie najbardziej!

Colours of Ostrava 2019

7 zespołów, które przywiozłam z festiwalu Colours of Ostrava 2019

Sprawdźcie, jakie dźwięki zachwyciły mnie w Ostrawie!

Amber Run

Jeśli jeszcze nie znacie tego zespołu, to koniecznie nadróbcie zaległości! Chociaż trudno mi uwierzyć, że ktokolwiek chociaż raz w życiu nie słyszał jednego z ich najsmutniejszych hitów – I Found. Panowie w Ostrawie dali koncert, który zapamiętam na długo. Genialne, gitarowe brzmienie, idealnie wyważone budowanie napięcia, płynne przechodzenie z nostalgicznych ballad do energetycznego rockowego grania i przede wszystkim hektolitry emocji, które zespół przelał na zgromadzoną pod sceną publiczność. Do tego przeszywający głos Joego Keogha, który przyprawiał o ciarki na ciele. Amber Run, oprócz swoich największych hitów, zaprezentowali również single z nadchodzącej płyty, które na żywo wybrzmiały jeszcze lepiej. Zapowiada się naprawdę dobra premiera, po której miejmy nadzieję – zespół ponownie odwiedzi Polskę.

Amber Run – No Answers

Lola Marsh

Ta izraelska grupa skradła serca ostrawskiej publiczności i jest moim największym odkryciem tego festiwalu. Zespół założył duet tworzony przez wokalistkę Yael Shoshana Cohen i gitarzystę Gil Landau, którzy poznali się podczas przypadkowego jamu na imprezie urodzinowej. Z tego niespodziewanego spotkania urodził się niesamowicie charyzmatyczny zespół, który nie pozwala oderwać od siebie uwagi podczas koncertu. Ich indie-popowy repertuar, okraszony czarującym, sensualnym wręcz wokalem Yael zupełnie mnie porwał. Na żywo zespół to wulkan scenicznej energii, która udziela się publiczności. Do tego niesamowita wokalistka, która nawiązuje świetny kontakt z fanami i zachęca do wspólnej zabawy. Udało jej się rozśpiewać nawet niezbyt skłonną do wyrażania swoich emocji czeską publiczność. Lola Marsh to zespół, który zasługuje na Waszą uwagę. Sprawdźcie!

Lola Marsh – Echoes

Rosborough

Irlandczyk wyszedł na scenę zaledwie z gitarą i w towarzystwie perkusisty. Bez scenografii i szczególnych świateł. Nikt nie spodziewał się czegoś wielkiego. Jednak to i wyjątkowa charyzma Rosborougha wystarczyły. Bez użycia looperów i efektów specjalnych, po prostu podłączył gitarę i zagrał na najwyższym poziomie, niczym nie odstając od topowych indie-rockowych kapel. Jego najważniejszym instrumentem, zaraz po gitarze był potężny głos, który naprzemiennie wzruszał i porywał do zabawy. Niech najlepszą rekomendacją jego talentu będzie fakt, że muzyk ma już na swoim koncie występ na jednym z największych festiwali – Glastonbury.

Rosborough – Another Lesson

Ólafur Arnalds

Mam wrażenie, że Ólafur Arnalds to artysta, którego niby wszyscy kojarzą, ale nikt do końca nie wie, o co chodzi. Poszłam więc sprawdzić to podczas Colours of Ostrava 2019. To, co wydarzyło się podczas nocnego setu, kończącego drugi dzień festiwalu okazało się być nie tylko zwykłym koncertem, ale wręcz muzyczną terapią wprowadzającą w stan totalnego błogostanu. Ólafur, wraz ze swoim kwartetem smyczkowym, zaprezentował nam klasyczne brzmienia, podsycone nutką nastrojowej elektroniki, wprowadzając publiczność w hipnotyczny stan i uczucie unoszenia się nad ziemią. To było jak podróż do innej czasoprzestrzeni, na koniec której nie chciało się otwierać oczu i wracać z powrotem na ziemię. Magia – to jedyne słowo, które opisuje rzeczywistość, jaką tworzy wokół siebie Ólafur Arnalds przy pomocy muzyki. Koncert, którego trzeba chociaż raz w życiu doświadczyć, niezależnie od tego, jakiej muzyki słuchacie na co dzień. Najbliższa okazja już jesienią w katowickim NOSPRze.

Ólafur Arnalds – Near Light

47 Soul

Zaraz po Ólafurze, wciąż jeszcze unosząc się kilka centymetrów ponad ziemią, powędrowałam w stronę mojej ulubionej sceny Glo Fresh Stage. Stamtąd dobiegały skrajnie inne brzmienia, które od razu mnie orzeźwiły i porwały w taneczny trans. Wszystko za sprawą arabskiej grupy 47 Soul, która serwowała zupełnie odmienną elektronikę od tej, którą znam. Palestyńczycy zapodali mieszankę hip-hopu, elektroniki i reggae, tworząc zupełnie nienadającą się do klasyfikacji muzykę taneczną. Oryginalności ich brzmieniu dodały charakterystyczne wschodnie zaśpiewy. Muzykę wykonywali oczywiście na żywo, używając niestandardowych instrumentów, takich jak flet Mijwez, tradycyjne bębny oraz mocne gitary. Tak energetycznych koncertów na zakończenie festiwalowego dnia życzę sobie jak najwięcej!

47 Soul – Intro to Shamstep

Opal Ocean

Ten francusko-nowozelandzki duet miał okazję zaprezentować się podczas tegorocznej edycji Colours of Ostrava aż dwukrotnie. Nic dziwnego, gdyż muzyka, którą prezentują to naprawdę wyjątkowe widowiska, które podczas obu dni zgromadziły ogromną publiczność. I niech Was nie zniechęci to, że duet inspiruje się… flamenco. Na bazie tego Nadav Tabak oraz Alex Champ tworzą oryginalny, akustyczny rock-metal. Opal Ocean to wirtuozi gitar, którzy na dwóch instrumentach budują kompozycje, jakich nie powstydziłby się niejeden popularny zespół rockowy. Wprowadzają muzykę instrumentalną na nowy pułap. W ich kompozycjach słychać m.in. perkusję i bas, a wszystko to uzyskują dzięki dwóm gitarom akustycznym i pedalboardom. Niesamowita energia, kontakt z publicznością i ogromny talent! Ich koncert to doświadczenie, które zapamiętam na długo.

Opal Ocean – MEXICANA

Pierce Brothers

Zapowiadało się niewinnie. Nie spodziewałam się po tym duecie większego zaskoczenia. Jednak, jak pokazało wiele innych, podobnych przypadków z Colours of Ostrawa 2019, większość koncertów, na które szłam z takim nastawieniem kończyło się ogromnym zachwytem. Podobnie było w przypadku Pierce Brothers. Duet, który otwierał główną scenę ostatniego dnia festiwalu, swoją energią powalił publiczność na kolana. W tym mnie. Australijczycy biegali po scenie, skakali, robili fikołki, schodzili do publiczności – w skrócie ogromne show. Gdy w pewnym momencie jeden z braci wskoczył na barierkę, przy której stałam i zaczął na niej grać, niczym na perkusji – utwierdziłam się w przekonaniu, że w muzyce nie trzeba wiele, aby stworzyć fantastyczną energię. Ale, żeby nie było, że na show się skończyło – Jack i Pat to przede wszystkim świetni multiinstrumentaliści, którzy z niczego potrafią stworzyć genialne indie-folkowe dźwięki. Posłuchajcie sami!

Pierce Brothers – Trip Lovers

To zaledwie kilku artystów, których udało mi się odkryć na festiwalu Colours of Ostrava 2019 i którzy zrobili na mnie największe wrażenie. Takich zespołów było jednak znacznie więcej. Chociażby szaleńcy z Shaka Ponk skaczący z kilku metrów w morze publiczności, wprowadzająca w gitarowy trans grupa Mogwai, początkujący, ciekawie zapowiadający się rockowy skład The Sherlocks, Rosalia, która do Ostrawy przywiozła wielkie show czy doskonały muzycznie John Butler Trio.

Wszystkie te nazwy polecam Wam do sprawdzenia i odkrycia, ale przede wszystkim zachęcam do zaplanowania podróży na Colours of Ostrava w przyszłym roku. To atmosfera, w której z pewnością się zakochacie!

Podziel się newsem:

Polub Rytmy.pl na Facebooku:

Sprawdź także