5 filmów idealnych na antywalentynki


14 lutego 2017

Podziel się newsem:

Tak, to dzisiaj. Tego dnia kino może być dla Was pułapką, jeśli traficie na „Ciemniejszą stronę Greya”, ale może być też wybawieniem, jeśli zdecydujecie się na kino w domu i jeden z filmów bez cukierkowych nut. Czy tam bez nudnego sadomaso, skoro to jest teraz modne.

Jeśli naprawdę chcecie zobaczyć „Ciemniejszą stronę Greya”, to właściwie… zachęcam! Ale idźcie do kina sami, dokładnie w Walentynki. Siedzenie na sali pełnej par, oglądających ten harlekin, to naprawdę ciekawe doznanie. Wiem, bo w takich warunkach obejrzałem pierwszą część tego dzieła.

To jeden ze sposobów na udane antywalentynki. Jeśli nie macie sadystycznych skłonności, możecie wybrać coś z bogatej oferty Netflixa, filmów na DVD i Blu-Ray lub czegokolwiek, skąd bierzecie filmy. Przygotowałem dla Was kilka propozycji na 14 lutego. Nie wszystkie są wrogie miłości lub romantycznym uczuciom, ale przynajmniej oszczędnie dozują cukier albo sięgają po zdrowsze odpowiedniki.

Harold i Maude (1971, oryg. Harold & Maude)

Ok, to jest film o miłości, ale między 79-letnią kobietą, a 18-letni chłopakiem, więc zawstydza tegoroczną walentynkową premierę na każdym poziomie perwersji. To jeden z filmów, które musicie obejrzeć przed Waszą śmiercią. Nie przypadkiem to słowo tu pada, bo główny bohater – Harold – uwielbia inscenizować swoje samobójstwa. Dopiero 79-letnia Maude uczy go, jak cieszyć się życiem, bo żyje jego pełnią. Kto więc tu jest stary, a kto młody?

Anomalisa (2015)

Jeżeli chcecie w Walentynki nieco więcej pocierpieć, niż trzeba – niech żyje Charlie Kaufman! „Anomalisa” – jak na razie ostatni z filmów powstałych na bazie jego scenariusza – to przytłaczająca wyprawa w smutny i pełen rutyny świat, z którego na chwilę wyrwie nas spotkanie dwóch bohaterów. Ale tylko na chwilę. Będzie tylko gorzej, kiedy wyparuje początkowe zauroczenie – jeszcze szybciej, niż dzieje się to zwykle.

Wstyd (2011, oryg. Shame)

Umówmy się – wszystkie twarze Greya to fetyszyzm jak z bajek Disneya. Pamiętacie ten mem z użyciem kadrów z filmu, z podpisami „Mam dziwne hobby, nie zrozumiesz” i „Ty chory pojebie”? Idealnie pasowałyby też do „Wstydu”, bo główny bohater jest seksoholikiem, który nie potrafi zapanować nad swoim życiem seksualnym. Christian Grey to przy nim grzeczny chłopiec.

Turysta (2014, oryg. Force Majeure)

Co może być przyjemniejszego, niż oglądanie w Walentynki rozpadającego się małżeństwa! Gorąco polecam ten film o szwedzkiej rodzinie, która wybrała się w Alpy. Pewnego dnia, gdy przebywają w restauracji, obok nich przechodzi lawina. Nic się nikomu nie dzieje, ale mąż zamiast ratować żonę i dzieci, woli uciekać sam. Po czymś takim trzeba przemyśleć parę rzeczy, więc atmosfera robi się tak gęsta, że można ją ciąć nożem.

Wojna państwa Rose (1989, The War of the Roses)

„Wojna państwa Rose” jest trochę jak „Turysta”, ale tu noże naprawdę idą w ruch. Tym razem nie żadne traumatyczne życie zmienia wszystko, a raczej proza życia. Właściwie jeden moment, kiedy zaczynasz się zastanawiać, czy to, co masz, to na pewno to, czego chcesz. Barbara (Kathleen Turner) postanawia w końcu, że ma dosyć Olivera (Michael Douglas). Ale ten nie chce się wynieść. Ich luksusowy dom staje się polem zażartej bitwy.

Tak, to dzisiaj. Tego dnia kino może być dla Was pułapką, jeśli traficie na „Ciemniejszą stronę Greya”, ale może być też wybawieniem, jeśli zdecydujecie się na kino w domu i jeden z filmów bez cukierkowych nut. Czy tam bez nudnego sadomaso, skoro to jest teraz modne. Jeśli naprawdę chcecie zobaczyć „Ciemniejszą stronę Greya”, to właściwie… […]

Polub Rytmy.pl na Facebooku:

Imprezy blisko Ciebie w Tango App →