W Warszawie nad Wisłą lato się nie kończy


26 sierpnia 2016

Podziel się newsem:

Polub Rytmy.pl na Facebooku:

Plażowa zamknęła swe podwoje, ale życie, szczególnie nad gościnną Wisłą, nie znosi próżni. Sprawdziłem na własnej skórze.

Jest taki jeden dzień w tygodniu, który znajduje się na pograniczu pracy i odpoczynku. Zwykło się mawiać, że funkcję „małego piątku” pełni środa, ale osobiście się z tym nie zgadzam. To w czwartek myślami znajdujemy się już przy weekendzie i na poważnie planujemy spotkania na dwa piwa lub cztery, więc siłą rzeczy siedzimy jak na szpilkach, a chęć wyjścia z open space’a staje się nie do przezwyciężenia. Wtedy z pomocą przychodzi Wisła, zawsze chętna, by przyjąć niedoszłych jeszcze melanżowiczów. Żądni zabawy często wybierali Plażową, ale ona raptem kilka dni przed moją wizytą zakończyła działalność. Rzeka jednak nadal płynie wartkim strumieniem.

 

Pod mostem miłości

Na Moście Poniatowskiego łatwiej zostać poturbowanym przez rozpędzony rower niż porozmawiać idąc we trójkę, ale pewna młoda para na tyle przykuła moją uwagę, że musiałem zamienić z nią kilka słów. Wracała akurat z tzw. schodków, by posiedzieć na plaży, szli pod ramię. Dziewczyna stwierdziła z rozbrajającą szczerością, że jej nazwisko nawiązuje do wody, dlatego nad nią czuje się najlepiej, a dodatkowo na piasku jest na tyle ciemno, że nikt nie widzi mniejszych i większych igraszek.

W okolicy opuszczonego budynku Plażowej, przy jednej smutnej palecie, siedziała czwórka znajomych, w Temacie Rzeka odbywał się klimatyczny event pod patronatem chilloutowej stacji radiowej, a ilość koców i ognisk była zaskakująco mała. Czasem tylko ktoś krzyknął z kniei, czasem ktoś puścił Rihannę z telefonu na tyle głośno, że osoby obok mogły ją usłyszeć. W takich okolicznościach do rangi najważniejszego wydarzenia urosło niespodziewane spotkanie psa, który nazywał się… Afterek. Biorąc przykład z jego imienia, potraktowałem piaszczysty epizod jako bifor.

 

Freestylem do mnie mów

„Powiem Ci szczerze, że moim zdaniem nad Wisłę przychodzą głównie przyjezdni, warszawiacy bawią się gdzie indziej”. To było pierwsze zdanie, jakie wypowiedział do mnie mężczyzna ze stołecznej, wielopokoleniowej rodziny. Trudno było mi się z nim zgodzić, wszak często chodzą tu moi warszawscy znajomi, ale rozmawialiśmy dalej. Narzekał na to, że to siedlisko EDM-owych knajp. To fakt, szeroko pojęta muzyka taneczna wiedzie tu prym.

Tego wieczora utarg się zgadzał. Na samych schodkach tłumów nie było, za to w klubach istny szał. Nikt jednak nie mógł równać się z absolutnym królem polowania, czyli Pomostem 511. Z daleka słychać było śpiewy, więc prędko znalazłem się w okolicach parkietu. Przygrywał akurat cykl Urban Live Beats, któremu przewodzi Maurycy Ra. Dynamiczna nawijka KaCeZeta mieszała się z bałkańskimi, wpadającymi w ucho melodiami i rytmami, pod którymi równie dobrze mógłby się podpisać Caravan Palace.

 

Gwoździem programu była kończąca mój pobyt nad wodą pogawędka z grupką, która próbowała odpowiedzieć na parę pytań… freestyle’ując. Z ich wolnomajkowych monologów wynotowałem, że czują się już nieco za starzy na chodzenie po nadwiślańskich klubach, chcą sobie w spokoju pogadać przy nienachalnej muzyce w tle i wódce w gardłach, no i oczywiście podziwiać kosmos, bo noc ciepła i jasna. Zostawiłem ich więc w spokoju tuż po zapoznawczej degustacji. Wisła była, jest i będzie klawa.

zdjęcie: Temat Rzeka

Sprawdź także:
Ursynów Zapomniany. Tego nie znajdziesz w przewodnikach po Warszawie

Podziel się newsem:

Polub Rytmy.pl na Facebooku: