Trzy na trzy – wrażenia po ENEA Spring Break


30 kwietnia 2019

Podziel się newsem:

Polub Rytmy.pl na Facebooku:

ENEA Spring Break za nami. Poznańska impreza kolejny raz udowodniła, że nie tylko pokazuje to, co już jest najlepsze na rodzimej scenie, lecz co może zaraz do tego miana pretendować.

Przez trzy dni trwania festiwalu i konferencji, uczestnicy zobaczyć kilkadziesiąt koncertów, zarówno w wykonaniu scenicznych wyjadaczy, jak i kompletnych debiutantów. Oferta tegorocznej edycji była absolutnie największa w historii ENEA Spring Breaka i trudno przewidywać, by impreza mogła rozrosnąć się jeszcze bardziej.

Koncerty, panele, warsztaty, spotkania – wszystko to, co składa się na kształt poznańskiego eventu, przyciąga do stolicy Wielkopolski nie tylko rodzimą branżę, lecz także coraz liczniejszą reprezentację przedstawicieli z zagranicznych rynków.

Najważniejszymi gośćmi pozostają jednak sami uczestnicy, a ci nie mogli narzekać w tym roku zarówno na brak dobrych występów, jak i niespodzianek. Prócz koncertów artystów gromadzących największą publiczność, frekwencja dopisywała niemal we wszystkich festiwalowych lokalizacjach, począwszy od strefy gastronomicznej, a kończąc na miejscach, w których do rana trwały aftery.

O tym, jak istotny jest ENEA Spring Break dla samych artystów, niech świadczy największa niespodzianka tegorocznej edycji. Relacje ze spontanicznego (no dobra, dobra) koncertu Dawida Podsiadło na parkingu przed Centrum Kultury Zamek w jednej chwili opanowały Instagramy uczestników festiwalu i przypadkowych przechodniów. Doskonały sposób na internetowy viral, a zarazem miłe zaskoczenie i ukłon ze strony najważniejszego obecnie artysty w świecie polskiego popu w kierunku imprezy, w której line-upie nie był przecież obecny w tym roku (prócz panelu). Przejdźmy jednak do konkretów.

Recenzję-relację poświęconą poznańskiemu showcase’owi postanowiłem podzielić dwojako. W pierwszej części znajdziecie trzy zespoły, które udowodniły, iż wszelkie przedfestiwalowe rekomendacje i zachwyty słane pod ich adresem, nie były pomyłką. W drugiej zaś wspomniałem nazwy, które zadebiutowały na ENEA Spring Breaku (a czasem zadebiutowały na scenie w ogóle) i które należy uważnie śledzić.

MŁODZI, PIĘKNI, DOMINUJĄCY

#1 NIEMOC

Zielonogórskie trio udowodniło, iż można być do przesady wiernym swoim zasadom i jednocześnie sprawić, by publiczność oszalała. Konsekwentnie rozwijane, surowe, gitarowo-syntezatorowe brzmienie Niemocy wypełniło przestrzeń klubu Próżność, a tłum zgromadzony pod sceną prawdziwie zwariował, co udzieliło się też samym muzykom. Znany już materiał oraz najnowsze kompozycje z wydanej w tym samym tygodniu płyty Baśnie sprawiły, iż nie sposób było stać w miejscu.

#2 GOLDEN PARAZYTH

Litweski zespół będący pierwotnie duetem, parę miesięcy temu rozrósł się do ośmiu osób, włączając w to trzyosobowy chór, żywą perkusję czy bas. Po dość oszczędnym, osadzonym w elektropopwej stylistyce brzmieniu nie zostało prawie nic. Zamiast tego, w Klubokawiarni Meskalina mieliśmy do czynienia z uduchowionym, pełnym disco-funkowego groove’u występem. Giedrius Širka, lider i wokalista formacji z Wilna, zarówno swoim głosem, jak i sceniczną ekspresją, przypominał skrzyżowanie Jamesa Murphy’ego i Jeremy’ego Greenspana z Junior Boys. Golden Parazyth grając koncert w ramach ENEA Spring Breaka zaanonsowali nowy rozdział w swojej karierze i kompletną zmianę brzmienia, z którym z chęcią ponownie zobaczylibyśmy ich w Polsce.

#3 PEJZAŻ

Bartosz Kruczyński czegokolwiek dotknie, zamieni w złoto. Ptaki, Phantom, Earth Trax, a teraz Pejzaż – każde z jego wcieleń różni się stylistyką, lecz zawsze prezentuje pewien określony poziom, poniżej którego Kruczyński nie schodzi. Podobnie było w przypadku tego ostatniego aliasu, pod którego szyldem producent wystąpił w Próżności. Skąpany w klimatach disco i deep house set był esencją tego, co w największym stopniu kojarzyć może się z Ostatnim Dniem LataPrzelotem – płytami nagranymi i wydanymi przez Kruczyńskiego kolejno jako Pejzaż i Ptaki. Przewijające się przez cały czas trwania występu remiksy i edity zbudowane na bazie polskich piosenek z lat 70. czy 80., doprowadziły parkiet poznańskiej Próżności do szaleństwa.

MŁODZI, PIĘKNI, ASPIRUJĄCY

#1 SQUID

Dość nieoczywista pozycja zarówno w tym zestawieniu, jak i w moim rozkładzie jazdy po springbreakowych koncertach. Kuba Łakomy i Tomek Grządkowski, muzycy tworzący od 2014 roku wrocławski zespół Squid, zaprezentowali w poznańskim Schronie w czasie showcase Regime Brigade własną wizję współczesnego post-rocka, skąpanego w nostalgii, za to pozbawionego banału i schematyczności. Hipnotyzujące, momentami wręcz przeszywające brzmienie duetu pozostało w głowie na długo, podobnie jak obrazy wyświetlane za plecami muzyków, doskonale komponujące się z koncertem. Squid pokazali, iż w 2019 roku wciąż można zachwycić się rodzimym post-rockiem.

#2 JULIAN UHU

Chyba żaden z debiutantów (i to kompletnych, gdyż na ENEA Spring Breaku Julian Uhu zagrał swój pierwszy koncert w karierze) nie wzbudził takiego zainteresowania przed swoim wystepem i tylu skrajnych opinii tuż po nim. Młody artysta łączy w swojej muzyce wiele światów, od hip-hopu, przez pop, aż po jazz, lecz wydawać się może, iż jak na pierwszy raz tego wszystkiego było nieco za dużo. Trudno mieć pretensje o takie potknięcia jak zapomniany tekst, gdy mówimy o absolutnym debiucie scenicznym, w dodatku na festiwalu i to przed liczącą kilkaset osób publicznością. Jednak ostateczne wrażenia po koncercie Juliana pozostawiają w głowie pytania jak należy odbierać jego występ – czy jako rapera z live bandem, czy jednak artystę pop, który lubi łączyć nie zawsze pasujące do siebie konwencje. Umieszczenie go w tym zestawieniu podyktowane jest dwoma względami. Po pierwsze Uhu to debiutant, zatem należy obserwować jak będzie rozwijać się jego kariera, a zarazem kształt występów na żywo. Po drugie jego muzyka to połączenie, którego próżno szukać na rodzimej scenie, stąd powinno się dać temu młokosowi kredyt zaufania i przymknąć oko na nierówny, choć na pewno interesujący koncert.

#3 BŁOTO

Na wstępie przyznaję się, iż nie dotarłem na ten koncert, lecz ilość słyszanych z każdej strony zachwytów pod jego adresem, nakazuje mi o nim wspomnieć. Błoto, czyli nowy projekt czterech członków składu EABS, zachwycił zarówno tych, którzy są fanami ich matczynej formacji, jak i tych, którzy w jazzie szukają czegoś zupełnie innego. Niekonwencjonalne podejście do wrzucania do jazzowej stylistyki elementów innych gatunków to krok odważny, lecz w pełni uzasadniony, gdy mówimy o artystach tak utalentowanych i wyposażonych w równie doskonały warsztat. Błoto umieszczam w tym zestawieniu, byście zarówno Wy, jak i ja, nie zapomnieli nadrobić zaległości gdy tylko formacja ogłosi koncert w niedalekiej okolicy.

Podziel się newsem:

Polub Rytmy.pl na Facebooku: