Trzy na trzy – Tallinn Music Week zachwyca nie tylko muzyką

Hubert Grupa
13 kwietnia 2019

Podziel się newsem:

Polub Rytmy.pl na Facebooku:

Nie pomylę się, jeśli napiszę, iż Tallinn Music Week to najważniejsze (i najpewniej największe) wydarzenie kulturalne w Estonii. Festiwal, który w tym roku miał swoją 11. edycję, przyciąga nie tylko muzyką. To wydarzenie posiadające wiele twarzy, a przy okazji przybliżające estońską kulturę jak nic innego.

7 dni, 26 miejsc i ponad 200 artystów – tak prezentuje się Tallinn Music Week w liczbach. Samo wydarzenie nie tylko angażuje przedstawicieli niemal każdej dziedziny kultury, lecz również stanowi doskonałą okazję do integracji dla lokalnej branży, społeczności i nie tylko.

Zarówno mieszkańcy Tallinna, jak i odwiedzający go goście z innych części kraju czy Europy, identyfikują się z festiwalem i starają się uczestniczyć w nim choćby w najmniejszym stopniu. To nic trudnego. Niemal cała stolica Estonii na czas trwania Tallinn Music Week staje się areną działań organizatorów i zaproszonych przez nich artystów, a część wydarzeń odbywających się w ramach imprezy, jest darmowa i dostępna dla każdego. Mowa tu m.in. o pokazach, targach czy wernisażach.

Jednak to, co najważniejsze i najmocniej przekonujące do tego, by pojawić się na Tallinn Music Week to oczywiście muzyka. Organizatorzy skupiają się na promocji lokalnych artystów oraz tych pochodzących z sąsiadujących krajów, lecz w line-upie imprezy nie zabrakło m.in. zespołów z Walii czy Kanady. Nie mogło obyć się bez polskich akcentów w postaci występów M8N czy Siksy, które zostały świetnie przyjęte zarówno przez publiczność, jak i obecnych na festiwalu dziennikarzy z całej Europy.

Starając się oddać to, co najciekawszego zobaczyłem i usłyszałem przez cztery dni pobytu w Tallinnie, postanowiłem skupić się na dwóch aspektach – na estońskich artystach, których przyszło mi poznać za sprawą Tallinn Music Week, oraz na miejscach, w których odbywały się festiwalowe wydarzenia i nie tylko, a które zasługują na to, by znaleźć się na check-liście każdego, kto planuje odwiedziny w stolicy Estonii. Zacznijmy jednak od muzyki.

#1 MARJA NUUT

Fot. Diana Pashkovich

Skrzypaczka i wokalistka wystąpiła w jednej z największych sal Estońskiej Akademii Sztuk, gdzie odbywały się przede wszystkim warsztaty i panele dyskusyjne oraz część koncertów. Towarzyszący jej na scenie producent Ruum, specjalizujący się w elektronicznych brzmieniach, uzupełnił występ o rozbudowane aranże, doskonale komponujące się z partiami wokalnymi i grą na skrzypcach samej Marji. Artyści współpracują ze sobą regularnie zarówno dając koncerty, jak i tworząc muzykę.

O wyjątkowości ich koncertu stanowi nie tylko muzyka, lecz cała oprawa, z jaką przyszło się spotkać każdemu, kto zmieścił się w wypełnionej po brzegi sali. Ci, którym się udało, zajmowali miejsca gdziekolwiek – zarówno na krzesłach, jak i na schodach czy podłodze. Zaś na scenie działy się cuda. Niesamowite umiejętności wokalne Marji Nuut, które objawiały się nie tylko w regularnych partiach, lecz również w wokalizach czy onomatopejach, doskonałe współgrały z elektronicznym anturażem dźwięków i – przede wszystkim – oprawą wizualną występu. Za znajdującymi się na scenie muzykami wisiał ogromny ekran, na którym wyświetlane były nastrojowe krajobrazy stanowiące genialną ilustrację do kolejnych piosenek. Występ potrafił pochłonąć bez reszty. Od pierwszego do ostatniego taktu większość widzów miała oczy wbite a to w artystów, a to w wyświetlane obrazy, zaś do uszu trafiało jedynie oniryczne, momentami hipnotyzujące brzmienie duetu Marja Nuut- Ruum.

Facebook / Spotify


#2 ANNA KANEELINA

Fot. facebook.com/annakaneelina

Anna Kaneelina miała kilka okazji, by zachwycić słuchaczy swoimi umiejętnościami. Prócz własnego występu, estońska wokalistka pojawiła się na scenie w towarzystwie swojego męża, wspomnianego w naszej zapowiedzi Tallinn Music Week, Erkiego Pärnoja. Zresztą utalentowane małżeństwo wspierało się wzajemnie – najpierw to Erki wystąpił jako gitarzysta u boku żony, następnie to Anna stała się podczas jego koncertu wokalem wspierającym.

Anna Kaneelina, której skala sławy i artystycznego dorobku powoli goni męża, w czasie swojego występu zaprezentowała wyjątkowe oblicze pełnego kobiecości popu. Przypominająca sceniczną manierą Belę Komoszyńską znaną z Sorry Boys, Estonka zauroczyła wszystkich gości zgromadzonych w F-Hoone, jednym z festiwalowych lokali. Pop w jej wykonaniu czerpie nieco z folku, lecz również m.in. art rocka w stylu Anny Calvi. Z jednej strony zwiewna i delikatna, z drugiej kobieca i wyrazista Anna Kaneelina dała występ, w czasie którego publiczność mogła zapomnieć, że na scenie jest ktokolwiek inny prócz samej wokalistki.

Facebook / Spotify

#3 KADRI VOORAND

Fot. Stina Kase

Kadri Voorand uznawana jest za jeden z największych talentów w Estonii, czego najlepszym dowodem niech będą liczne nagrody, jak choćby Estonian Music Awards dla Najlepszej Artystki czy za Najlepszy Album Jazzowy. Voorand ma za sobą występy na najważniejszych festiwalach jazzowych świata, od Londynu po Pekin. Oczekiwania wobec jej występu na Tallinn Music Week były zatem ogromne. Jeszcze większe były wrażenia, jakie na mnie pozostawił.

Napisać o Voorand, że jest artystką jazzową to duże niedopowiedzenie. Wokalistka i pianistka, lecz przede wszystkim kompozytorka, w czasie swojego koncertu mieszała techniki i stylistyki tworząc niesamowite widowisko, od którego nie sposób było oderwać uszu i oczu. Towarzyszący jej kontrabasista Mihkel Mälgand stanowił ostoję spokoju dla Voorandktóra zaskakiwała zarówno odważnymi eksperymentami wokalnymi, jak i instrumentalnymi. Avant jazz w jej wykonaniu to muzyka, obok której nie sposób przejść obojętnie i zarazem… myśleć jako o muzyce jazzowej. Na oczach widzów tworzy się zupełnie nowy gatunek, który wymyka się jakimkolwiek schematom.

Tyle o muzyce. Tymczasem wybierając się do stolicy Estonii przy okazji Tallinn Music Week lub zwyczajnego wypadu, nie możecie pominąć tych miejsc. Wyjątkowe wrażenia gwarantowane.

Facebook / Spotify

#1 TELLISKVI LOOMELINNAK CREATIVE CITY

Fot. visitestonia.com

Kulturalne serce nie tylko Tallinna, ale i całej Estonii. Przypominający rozbudowaną Ulicę Elektryków w Gdańsku teren pełen jest klubów, barów czy restauracji, a także miejsc, gdzie możecie kupić prace estońskich artystów, ubrania od miejscowych projektantów czy wyroby takie jak naturalne kosmetyki czy nawet meble.

Dla każdego, coś miłego – znajdziecie tu zarówno kawiarnie i kluby żywcem wyciągnięte z berlińskiego Kreuzberga, lokale przypominające ruin bary w Budapeszcie czy modne restauracje, gdzie jedzenie serwują najlepsi szefowie kuchni w Estonii, a w tle wybrzmiewa grany na żywo jazz. Telliskivi Loomelinnak to miejsce, w którym można spędzić cały dzień, a nawet weekend zaczynając od śniadania z przepysznym chlebem w roli głównej w Muhu Bakery, skoczyć na kawę do Reval Café, zaliczyć obiad w F-Hoone, wypić bałtyckiego portera w Pudel Bar, a na koniec bawić się na after party w Sveeta Bar.


#2 EESTI KUNSTIAKADEEMIA

Fot. Päär Keedus

Fot. Päär Keedus

Eesti Kunstiakadeemia, czyli Estońska Akademia Sztuk to miejsce, gdzie nie tylko kształcą się artyści wszelakich dziedzin. To także doskonały sposób na to, by poznać estoński design. Nowoczesna, minimalistyczna bryła budynku robi wrażenie nie tylko na zewnątrz. W środku znajdziemy mnóstwo architektonicznych perełek – sale wykładowe, galerie, a nawet stołówka zachwycają estetyką i wykonaniem sprawiając, że chciałoby się w tym miejscu pozostać na cały dzień.

Akademia jest otwarta dla zwiedzających – gdy w salach trwają zajęcia, turyści mogą przejść się korytarzami kilkukondygnacyjnego budynku podziwiając prace i instalacje autorstwa studentów uczelni. Włodarze tego miejsca mają świadomość, iż nie służy ono jedynie nauce. W Akademii regularnie odbywają się koncerty, wystawy czy warszataty dla każdych grup wiekowych. Wisienką na torcie jest taras widokowy na ostatnim piętrze budynku, z którym rozciąga się doskonały widok na port.

#3 PEGASUS RESTORAN

Fot. Lauri Laan / visitestonia.com

Czy są tu fani stylu rodem z lat 60. i 70., a przy okazji wybornego jedzenia? W takim przypadku adresem, który musicie odwiedzić jest ulica Harju 1. To tutaj mieści się otwarta w 1962 roku restauracja Pegasus, która w zakresie serwowanej kuchni i wyglądu swoich przestrzeni należy do ścisłej czołówki miejsc, do jakich możecie trafić podczas wizyty w Tallinnie.

Znajdująca się na trzech piętrach restauracja słynie z wyjątkowego wystroju, który zatrzymał się w latach 70. Meble, których nie powstydziłby się Stanley Kubrick szukając scenografii do Mechanicznej Pomarańczy, znajdujące się pod stopami gości lastryko czy obite w welur kanapy i fotele sprawiają, że siłą rzeczy każdy ma ochotę sięgnąć po telefon i uwiecznić swoją wizytę w tym miejscu na Instagramie. Uroku dopełnia obecna wszędzie roślinność. Menu restauracji słynie z dań rybnych i wyśmienitego estońskiego chleba zwanego wiru, który wypiekany jest na miejscu. Obsługujący gości kelnerzy podają go w formie przystawki, jedynie w towarzystwie masła i soli morskiej. Jeśli podobnie jak ja kompletnie zachwycicie się jego smakiem, możecie zabrać go ze sobą – na parterze restauracji znajduje się sklep, do którego ustawiają się kolejki chętnych, by kupić jeszcze ciepły bochenek prosto z piekarni znajdującej się w Pegasusie.

Podziel się newsem:

Polub Rytmy.pl na Facebooku: