fot. Natalia Klimza

Soundcheck #3 – Maks Łapiński


09 lutego 2022

Obserwuj nas na instagramie:

Trzecia odsłona Soundchecku to gorące powitanie debiutanta, który wydał dziś swój pierwszy singiel. Maks Łapiński z premierowym Lwem jest cennym nabytkiem dla polskiej sceny popowo-alternatywnej.

Soundcheck, czyli niszowi polscy artyści, których powinieneś znać

Era streamingów sprawiła, że poznawanie nowej muzyki nigdy nie było łatwiejsze. Analogicznie, wydawanie swojej twórczości – wrzucenie klipu na YouTube, zarejestrowanie znaku towarowego na Spotify, pestka, nazywasz się artystą. Jednak jest też druga strona tego samego medalu, czyli etap przesiewu. Zarówno poszukiwacze, jak i twórcy, znajdują się w tym względzie na łasce algorytmu. Przynajmniej dopóki nie uzbierają tych kilku zer na końcu liczby wyświetleń.

W cyklu Soundcheck robimy miejsce właśnie dla debiutantów, którzy do tej pory nie dali się poznać szerszej publice. Przygotowaliśmy przestrzeń zarówno dla artystów, jak i dla wszystkich, którzy nie ograniczają się muzycznie i kiedy obiecują, że przesłuchają kawałek podesłany im przez znajomych, to naprawdę to robią. Będziemy prezentować Wam muzykę wyselekcjonowaną, lecz bez zbędnych widełek. Od tylu do tylu subskrypcji, do 10.000 odtworzeń, nie. Kryterium jest jedno: debiut z potencjałem na więcej.

Sprawdźcie koniecznie wcześniejsze odsłony cyklu, który odtąd będzie pojawiał się regularnie w drugim tygodniu każdego miesiąca.

Soundcheck #1 – Frank Leen

Soundcheck #2 – Ciepłe Brejki


Soundcheck #3 – Maks Łapiński

  1. Kto: Maks Łapiński
  2. Skąd: Bydgoszcz
  3. Od kiedy: 2022
  4. Brzmienie: pop/alternatywa
  5. Dla fanów i fanek: sanah, Pawła Domagały, Dawida Podsiadło, Patricka the Pana
Maks Łapiński soundcheck
fot. Natalia Klimza

Soundcheck – Maks Łapiński i debiut

Trzecia seria Soundchecku prezentuje dzisiejszego debiutanta, Maksa Łapińskiego, który szykuje się na podbój muzycznej sceny ze swoim pierwszym oficjalnym singlem – Lew. Artysta sam komponuje muzykę, pisze słowa, gra na instrumentach, ot, człowiek samograj, o którym prędzej czy później zrobi się głośno. Ja obstawiam, że jednak prędzej, zważywszy na sceniczne atuty Maksa: przyjemny, ciepły wokal, wrażliwość bijącą z jego twórczości, czy nawet estetyczny zmysł, którym sygnuje się teledysk Lwa (do którego scenariusz napisał sam muzyk). Jego całokształt artystyczny oraz brzmienie implikują oswojenie się ze swymi emocjami, więc zróbcie to, kiedy tylko będziecie gotowi.

Maks Łapiński – Lew (Official Music Video)

Maks Łapiński – wywiad

Maja Kozłowska, Rytmy.pl: Dziś premiera twojego debiutanckiego singla, to znaczy, że wychodzisz ze swoją własną, autorską muzyką do znacznie szerszej publiczności niż ta, przed którą grałeś koncerty. Lew to utwór, który do końca życia zostanie z tobą jako ten, którym otworzyłeś swoją karierę. Czy to był oczywisty wybór?

Maks Łapiński: Tak. Jeśli chodzi o Lwa, to był bardzo pewny wybór. Cały czas komponowałem i pisałem różne numery, aż w końcu pojawiła się myśl: dobra Maks, trzeba zdecydować, który kawałek wypuścić jako pierwszy. Napisałem Lwa i już po jego wstępnym zarysie wiedziałem i poczułem, że chcę, żeby to był właśnie ten utwór.

Pierwsza myśl, kiedy usłyszałeś tę kompozycję w całości?

Maks Łapiński: Komponowałem to na looperze a później przekleiłem na pianino… Pamiętam przede wszystkim emocje, strasznie zajarałem się tym numerem. Ta ekscytacja była długotrwała. Czasami jest efekt wow, ale w ferworze tworzenia to wszystko opada. Oczywiście pracuje się dalej, pomysł się zapisuje i rozbudowuje, ale brakuje końcowych fajerwerków. Do Lwa od początku do samego finału żywiłem (i żywię nadal) bardzo silne emocje. Cały proces tworzenia skutkował wewnętrzną megapodjarką. To numer, który bardzo ze mną współgra i ciężko do dziś mi to opisywać, to był impuls, to się czuje. Nawet sama forma mnie przekonuje – w refrenie jest “podjazd”, a ja normalnie tak nie śpiewam, w żadnych innych kawałkach, więc nawet wokalnie różni się on od reszty. Tam śpiewam bardzo wysoko, a zazwyczaj utrzymuję się w średnich tonacjach, więc muszę być w dobrej formie, aby to zaśpiewać.

Komu pierwszemu pokazałeś ten utwór?

Maks Łapiński: Możliwe, że to była moja siostra lub moi rodzice. Nie pamiętam, kto pierwszy to usłyszał. Bardzo często mam tak, że mija dużo czasu, zanim komuś pokażę to, co stworzyłem.

Maks Łapiński soundcheck
fot. Natalia Klimza

Kiedy pierwszy raz usłyszałam twoją piosenkę, pomyślałam sobie: wow, ale to jest radiowe. I dalej musiałam dopowiedzieć – chwytliwe, ale w takim dobrym sensie. Jesteś jednym z tych gości, którzy kończą z demonizowaniem popu.

Maks Łapiński: To fajnie zabrzmiało, to że kończę z demonizowaniem popu (śmiech). Wiesz co, ja nigdy w życiu nie zrobiłem piosenki pod coś. Nie mam ciśnienia, żeby to trafiło do radia, czy żeby tworzyć coś, co akurat znajduje się na topie. Moje piosenki są w stu procentach spójne ze mną. Zawsze pisałem od serducha. Moja muzyka to faktycznie brzmienia popowe i cieszę się, że mogę robić to od serca i że jednocześnie jest to przystępne dla większości uszu.

Obrazy, które pojawiły się w teledysku namalował Twój tata i nie są one przypadkowe – czy można się pokusić o stwierdzenie, że są streszczeniem Twojej historii?

Maks Łapiński: Ten teledysk był taką szaloną akcją, bo dostałem info od Marcjanny Lelek, która tym zarządzała, że w sobotę możemy mieć ekipę filmową. To był środek tygodnia, więc mieliśmy mało czasu, żeby wszystko ogarnąć. Scenariusz był gotowy, napisałem go dużo wcześniej, ale pozostałe szczegóły – scenografia i miejscówki należało zorganizować. Wiedziałem, że akcja miała dziać się w galerii sztuki, a skoro mój tata maluje obrazy… Kierowałem się tym, żeby były dopasowane do numeru. Ptak jest metaforą wolności, tata nie miał w swojej galerii lwa, który został namalowany dopiero na potrzeby teledysku, ale ten ptak też świetnie oddaje mój przekaz. Miasta, które tam są również posłużyły jako analogia do moich podróży. Mogę tacie z tego miejsca podziękować, że ten artyzm w genach krąży, chociaż moje zdolności plastyczne nie są na najwyższym poziomie. Ale też absolutnie nie żałuję, wystarczy mi muzyka.

Wspominasz, że kiedy byłeś daleko od tego, co dawało Ci w życiu satysfakcję, oddałeś się muzyce w stu procentach. Jaki był to do tej pory najtrudniejszy moment tej decyzji?

Maks Łapiński: To narastało. Zdawałem sobie sprawę, że muzyka była obecna w moim życiu w bardzo malutkim stopniu i puchło i puchło, aż podjąłem decyzję i byłem wewnętrznie przekonany, że chcę zająć się nią na poważnie. Od tego momentu nie miałem żadnej chwili zawahania. Oczywiście nie mówię, że jest z górki, bo ta droga tak naprawdę cały czas prowadzi pod górkę. Wymaga dużo samodyscypliny, uporu i ciągłej walki. Oprócz tego, że byłem autorem tekstów i muzyki, sam sobie ogarniałem koncerty, musiałem być tour managerem, pisać maile, obdzwaniać kluby. Miałem na barkach wszystko, ale odkąd poszedłem w to na sto procent, mój wewnętrzny kompas ciągle prowadzi mnie w muzykę. Było ciężko, ale nigdy nie zwątpiłem.

Co przychodzi Ci łatwiej, pisanie muzyki czy tekstów? Polskim artystom już na starcie stawia się spore wymagania pod tym względem. Kiedy jesteś tekściarzem, nie ma taryfy ulgowej.

Maks Łapiński: Pisanie po polsku jest ciężkie. Z całą pewnością dla mnie łatwiejsze jest tworzenie muzyki. Wymyślanie i komponowanie przychodzi mi lżej, naturalniej. Zdarza się, że długo zastanawiam się nad jakimś motywem, ale rozwiązuję to sprawnie. Teksty to dłuższy proces. Najpierw komponuję na pianinie lub gitarze. Mam linię melodyczną na jakichś wymyślonych słowach – ale już są emocje w wokalu, który początkowo jest pozbawiony znaczenia. Potem to wszystko ubieram w słowa z prawdziwego zdarzenia. Bywa, że napiszę tekst jednego wieczoru, ale i tak wracam do tych słów. W języku polskim napisać coś, co dobrze brzmi i oddaje to, co się czuje, to niełatwe zadanie. Pracuję nad tym oczywiście, uczę się, nie uważam się za wybitnego tekściarza, ale myślę, że mój warsztat będzie coraz lepszy. Moje piosenki może nie są zasłane metaforami, ale czuję, żeby pisać w taki prosty i przejrzysty sposób. Każde słowo wychodzi prosto ode mnie.

No i na koniec – wymień trzy miłosne piosenki, które jako pierwsze wpadły Ci do głowy.

Maks Łapiński: Pierwsza skojarzyła mi się Love Me Tender Elvisa Presleya. Dalej Let Her Go Passangera, bardzo lubię ten numer i Bonfire Heart Jamesa Blunta.

Ciekawe wybory, uszczknęłam zatem trochę Twojego gustu. I zobacz, wszystko po angielsku

Maks Łapiński: Faktycznie, nie wybrałem nic po polsku. Angielskiej muzy, nie wiem, czy więcej słucham, bo staram się wchodzić na radach premier, ale jednak bardziej zakorzeniły mi się te zagraniczne piosenki.

Passenger | Let Her Go (Official Video)

Trzecia odsłona Soundchecku to gorące powitanie debiutanta, który wydał dziś swój pierwszy singiel. Maks Łapiński z premierowym Lwem jest cennym nabytkiem dla polskiej sceny popowo-alternatywnej. Zobacz także Co obejrzeć po „Reniferku”? Te seriale powinny wam się spodobać Początki polskiego rapu: pierwsze kasety, dissy i nadejście Scyzoryka WROsound 2024. Zagrają m.in. Małpa, susk, Bisz i Kasia […]

Obserwuj nas na instagramie:

Sprawdź także

Imprezy blisko Ciebie w Tango App →