RAU: „Od teraz będę wchodził i rozpie***dalał” [wywiad]


22 lipca 2016

Podziel się newsem:

Spotkaliśmy się z RAUem na słonecznym warszawskim Żoliborzu, żeby wypytać go o tendencje samobójcze, świecenie muzyką i hasztagi, których używał, zanim to było modne #cotozakombo.

Ortodoksi mówią, że przydługi włos, hipsterski wąs, że okulary nie takie i że za gram hip-hopu. Co bardziej otwarci i kumaci widzą świeżość, różnorodność i super warsztat. Nam bliżej do tych drugich. Po lekturze tego wywiadu Wam chyba również będzie do nich bliżej.

Widziałem ostatnio twoją płytę w kiosku.

RAU: W kiosku…? Pierwsze słyszę.

Na Krakowskim Przedmieściu.

RAU: A, widzisz, bo album jest dystrybuowany przez Agorę i niewykluczone, że nawet na stacji benzynowej na trasie do Poznania ją znajdziesz.

To chyba pierwsza współpraca na linii Alkopoligamia – Agora?

RAU: Tak, trochę na zasadzie eksperymentu, ale Witek [Michalak, współwłaściciel wytwórni – przyp. JB] twierdzi, że mamy z tego sporo plusów i pewnie Alko’ będzie to kontynuować. Sam jednak nie mam głowy do rzeczy wydawniczo-biznesowych – skupiam się na tych muzycznych.

W sumie to się zastanawiam, czy się cieszyć z tego kiosku, czy nie…

Wydaje się spoko – chociaż do kiosku to raczej się wpada po gazetę…

RAU: …i szlugi, też racja – ale może komuś się spodoba? Może jakieś dziecko z tendencjami samobójczymi zobaczy na okładce typa wiszącego na baloniku i się zajara…?

Wywiad RAU Rytmy.pl
 

To trzeba mieć tendencje samobójcze, żeby słuchać „Konkretnej rozrywki”?

RAU: No, płyta ma takie drugie dno, trochę…

…trochę samobójcze?

RAU: Trochę (śmiech). Ale też z umiarem – siedzimy tutaj, rozmawiamy, wszyscy żyją.

Dopiero na tej płycie wychodzi z ciebie ta mroczna strona – wcześniej sprawiałeś wrażenie raczej wiecznego wesołka. Teraz łączysz te dwa światy.

RAU: Jedno jest wynikiem drugiego. Przedtem też robiłem dużo mrocznych rzeczy, ale w momencie, gdy zacząłem wrzucać swoje numery do Internetu, moje życie uległo zmianie na lepsze, pozbyłem się jakichś dotychczasowych demonów i trosk, co poskutkowało tym, że… zacząłem mniej tworzyć. Wcześniej muzyka była dla mnie odskocznią od tego, co mnie nurtowało. To, co jest w necie, to moje flow kreatywne wygenerowane przez jointy, a nie jakieś szczególne emocje – nie miałem za bardzo na co narzekać. Podczas prac nad tą płytą miałem jednak pewne przemyślenia – to raz, a dwa, że nie do końca chciałem robić stricte śmieszkowatego albumu.

Wcześniej muzyka była dla mnie odskocznią od tego, co mnie nurtowało. To, co jest w necie, to moje flow kreatywne wygenerowane przez jointy, a nie jakieś szczególne emocje.

Dlaczego?

RAU: Zastanawiałem się, czy robić płytę A, czy robić płytę B, ale koniec końców zrobiłem ją trochę w locie – takie kawałki jak „Zło” czy „Dekadentysta” powstały po prostu pod wpływem impulsu. Zresztą, zazwyczaj tak tworzę – jak coś mnie wk***ia i mam wszystkiego dość, to siadam i piszę o tym. Nie zmuszam się do robienia kawałków, one same ze mnie wychodzą. Zmusiłem się jedynie do tego, żeby z tych kawałków zrobić materiał, który ułoży się w spójną płytę.

Nie uważasz, że umiejscowienie poważniejszych utworów pomiędzy tymi mniej poważnymi w jakiś sposób spłyca ich treść i zmienia odbiór?

RAU: Początkowo plan był taki, że ta płyta będzie naprawdę mroczna, że będzie mocniej szła w stronę „Trucizny” czy „Part time no life” – ale chyba źle bym się z tym czuł. Słuchacze kojarzyli mnie z innych rzeczy i też po części nie chciałem im tego odbierać. Robiąc Konkretną Rozrywkę, miałem także zupełnie pogodne dni, tak że ten album jest sumą moich stanów umysłu – bez specjalnego kombinowania, wymyślania, rozkminiania.

Poza tym, ja z jednej strony jestem otwarty do ludzi i lubię sobie pogadać, pośmiać się, zagrać koncert, a z drugiej strony – najchętniej świeciłbym samą muzyką i w tym świecie chciałbym się zamknąć. Nie to, żebym na siłę kreował się na chodzącą tajemnicę, ale…

…to było widać nawet na twoim występie na Weekenderze – byłem na pierwszych dwudziestu minutach i widać było, że jesteś nieco skrępowany, wycofany, podczas gdy ludzie reagowali bardzo żywiołowo.

RAU: Tak było, bo zwyczajnie obawiałem się, że warszawska publika jest raczej z gatunku tych, co to stoi, patrzy, obcina, coś czasem kiwnie głową – i na tym się kończy. Nie wiedziałem, czy mam wejść na scenę, zapomnieć o tym i robić swoje, czy trochę stonować, czekać na reakcję ludzi… Zupełnie niepotrzebnie – od teraz będę wchodził i rozpi***alał (śmiech). Koleś, który grał po mnie, powiedział mi na backstage’u: – People are for you here. You are not here for them. Prosta filozofia, a jak otwiera głowę…

Koleś, który grał po mnie, powiedział mi na backstage’u: – People are for you here. You are not here for them. Prosta filozofia, a jak otwiera głowę…

Żałuj, że nie zostałeś do końca, bo po tych dwudziestu minutach zaczęło się szaleństwo – darcie mordy, tańce, bisy, wszystko. Ludzie pod sceną coraz bardziej mnie nakręcali, więc z czasem się wyluzowałem – bo też nie jestem mega doświadczony, jeśli chodzi o granie koncertów. Zagrałem ich do tej pory może z dwadzieścia – największy na Hip-Hop Kempie. Tam był straszny tłum, ale taki stricte rapowy tłum. Byłem tam trochę jakby z innego świata.

Ty w ogóle jesteś chyba totalnie gościem spoza tego hiphopowego środowiska.

RAU: À propos totalności – ja się wychowałem totalnie na 600 Volcie, na Moleście, Nasie, Biggiem. Mój kamień… Jak się nazywa ten kamień, który się daje pod budynek? Wapienny…?

Węgielny.

RAU: Właśnie – więc mój kamień węgielny jest mocno rapowy i mocno ortodoksyjny. Byłem kiedyś totalnie wj***any w rap, ale niedługo stukną mi trzy dychy i dla mnie się liczy po prostu muzyka. Nie chcę się utożsamiać z żadnym jej konkretnym odłamem. To, w którą stronę idzie obecnie rap, nieszczególnie mnie jara. Dziwni ludzie, dziwne zasady, dziwny klimat.

To sprawiło, że jesteś akurat w Alkopoligamii? Niby środowiskowa wytwórnia, ale jednak otwarta na inne rzeczy.

RAU: Raczej to, że oni są otwarci na inne rzeczy, spowodowało, że u nich jestem. Jakby Alkopoligamia się do mnie nie odezwała, pewnie założyłbym własny label albo byłbym w jakimś majorsie.

W każdym razie wszystkie dotychczasowe kolaboracje zawierałeś głównie z ludźmi z Alko’.

RAU: Zgadza się. Ostatnio jednak zrobiłem też na przykład dwa bity dla Onara, który niby jest funflem Stasiaka, ale poznaliśmy się przypadkiem na imprezie. Swoją drogą, to było zajebiste – nie znałem wtedy Onara osobiście, on też mnie nie znał, ale kojarzyliśmy się nawzajem i widać było, że jeden drugiego rozpoznał. W takich sytuacjach przeważnie jest: yyy… – i wzrok w ziemię – a ja podbiłem do niego, on do mnie i poszła normalna gadka. Tego mi brakuje u ludzi w Polsce (śmiech). Kilka moich produkcji będzie też na nowej płycie Eldoki, z którym współpracę nawiązałem dzięki Hubsonowi, który jest jego managerem – więc też można stwierdzić, że to kolabo w alkopoligamicznym gronie. Nieskromnie powiem, że oddawałem te bity z łezką w oku, ale jeżeli Eldo zrobi z nimi to, co zapowiedział, to będzie naprawdę nieźle i wiele osób zaskoczy. Wkrótce wleci też na pewno kawałek z Quebonafide. On ma już nawet napisaną zwrotkę.

Właśnie, odwrotnie zwrotek – przed premierą płyty nie rozpatrywałem cię w kategoriach tekściarza, tylko beatmakera – tymczasem na Konkretnej rozrywce jesteś i tym, i tym.

RAU: W pierwszych latach przygody z muzyką tylko rapowałem – mam pewnie z dwieście nieopublikowanych zwrotek. Przechodziłem przez przyśpieszenia i hasztagi, kiedy te jeszcze nie były u nas popularne – choć nie traktuję tego na tej zasadzie, że: [podnosi głos] mogę ci to udowodnić, bo mam wszystko zapisane (śmiech). Teraz wypracowałem sobie natomiast taką zamuloną gadkę z prostymi rymami – wolę to niż bez sensu nap***dolić wszystkiego i zamieszać. Nie lubię, jak teksty odwracają uwagę od muzyki – dlatego ich nie cyzeluję. Preferuję raczej najarany freestyle.

Wywiad RAU Rytmy.pl

Ustaliliśmy już, że od strony tekstowej twoja płyta to dwa różne światy – od strony muzycznej tych światów jest jeszcze więcej i są one faktycznie świeże. Zatem – skąd ta świeżość?

Stąd, że staram się brzmieć jak ja, nie jak ktoś inny.

W takim razie jak brzmi R.A.U.?

RAU: Dobre pytanie… Wrzucamy do gara samplowany, brudny hip-hop, stary house, undergroundowe techno, trochę newschoolowego rapu zza Oceanu, obniżone wokale, Missy Elliott, Timbalanda i Pharrella. Mieszamy. Gdzieś wtedy wpadam ja. Cały na biało.

Wrzucamy do gara samplowany, brudny hip-hop, stary house, undergroundowe techno, trochę newschoolowego rapu zza Oceanu, obniżone wokale, Missy Elliot, Timbalanda i Pharrella. Mieszamy. Gdzieś wtedy wpadam ja. Cały na biało.

Na singlu nie spałeś, bo trzymałeś poziom – po premierze płyty już możesz spać spokojnie? Poziom utrzymany?

RAU: Nigdy nie śpię spokojnie. Zawsze można lepiej.

Ale poziom utrzymany…?

RAU: Chyba utrzymany. Ja jestem zadowolony.

A jak z bicem? Zrobiony?

RAU: Przez zimę powinien się zrobić. Przed rozpoczęciem prac nad tą płytą był już prawie zrobiony, ale nagrywki plus złe odżywianie plus stres i brak czasu spowodowały, że forma trochę się popsuła. W każdym razie przyjemnie jest się poruszać, a nie siedzieć cały dzień przy kompie – choć nie aspiruję do bycia kotletem (śmiech).

 

Sprawdź też: RAU na dobitkę. „Ma być brudno, basowo i rytmicznie”

 

Inne nasze wywiady:

XXANAXX: Pop to dla nas progres

Małpa: Udało mi się uciec od syndromu drugiej płyty

Spotkaliśmy się z RAUem na słonecznym warszawskim Żoliborzu, żeby wypytać go o tendencje samobójcze, świecenie muzyką i hasztagi, których używał, zanim to było modne #cotozakombo. Ortodoksi mówią, że przydługi włos, hipsterski wąs, że okulary nie takie i że za gram hip-hopu. Co bardziej otwarci i kumaci widzą świeżość, różnorodność i super warsztat. Nam bliżej do […]

Polub Rytmy.pl na Facebooku:

Imprezy blisko Ciebie w Tango App →