Martin Lange debiutują świetnym singlem i odpowiadają na nasze pytania


19 lutego 2021

Podziel się newsem:

Duet Martin Lange to kolejny dowód na to, że współczesny polski pop ma własny charakter, a przede wszystkim ma jakość, której jeszcze dekadę czy dwie temu brakowało rodzimym artystom reprezentującym główny nurt. Przy okazji premiery singla Oddychaj, postanowiliśmy zadać zespołowi kilka pytań.

Reklama

W stosunku do przaśnych lat 90., czy ślepo goniących za zachodem lat 00., współczesne realia muzyki pop w Polsce przedstawiają się naprawdę dobrze. Rodzimy mainstream jest nie tylko mocny. Przede wszystkim jest „jakiś”. Nie są to już kiepskiej jakości kalki zachodnich tworów, czy nieporadne próby zabłyśnięcia nie do końca trafionym pomysłem.

Jak polski pop nabrał własnego charakteru

Współcześni artyści sceny pop wiedzą, że muszą podchodzić do sprawy w sposób kompleksowy. Najbardziej dopieszczony wizerunek nie przykryje braków w zakresie tego, co najważniejsze, czyli muzyki. Z kolei nawet najlepsi kompozytorzy i instrumentaliści nie osiągną sukcesu na scenie pop, jeśli nie zadbają o pozostałe składowe, takie jak wspomniany wizerunek. Mówimy o głównym nurcie – tu nie ma miejsca na przypadek czy szczęśliwy los. Tu trzeba wykonać rzetelną pracę w każdym zakresie.

Martin Lange prezentują debiutancki singiel

Za zmianami, które dotknęły polski pop, stoją także artyści, których sposób myślenia znacząco różni się od tego reprezentowanego na wspomnianej scenie dwadzieścia czy trzydzieści lat temu. Dziś mainstream ma nie tylko pięknie wyglądać i łatwo wpadać w ucho. Ma przede wszystkim nieść za sobą jakość w brzmieniu. Za takim tokiem myślenia zdają się podążać twórcy duetu Martin Lange, który dziś podzielił się swoimi debiutanckim singlem zatytułowanym Oddychaj.

Martin Lange – Oddychaj

Kompozycja ta doskonale wpisuje się w ramy ambitnego popu, w którym pobrzmiewają wpływy folku, americany czy alt-country. Skojarzenia z Of Monsters & Men, The Lumineers czy Local Natives nasuwają się same. Do zgrabnie skomponowanego, opartego głównie na akustycznym brzmieniu utworu, Michał Lange i Marcin Makowiec wpuścili nieco świeżości za sprawą subtelnie zaakcentowanej elektroniki. Gdy dodamy do tego romantyczny, lecz pozbawiony banału tekst, otrzymujemy pop wysokich lotów, który z łatwością znajdzie uznanie mainstreamowych radiostacji, jak i wśród ciut bardziej wymagających słuchaczy.

Martin Lange – wywiad

Przy okazji premiery singla Oddychaj postanowiłem zadać autorom kilka pytań, które być może pomogą dowiedzieć się co nieco o samym projekcie Martin Lange oraz stojącymi za nim nimi nadziejami i planami.

Hubert Grupa: Dotychczas udzielaliście się w twórczości innych artystów i artystek, w dodatku ze sporymi sukcesami. Kiedy przyszedł ten moment, że poczuliście, że czas na autodefinicję?

Czy miało to miejsce za sprawą jakiegoś przełomowego doświadczenia, nagłego olśnienia, a może była to decyzja podjęta po wielu godzinach namysłów i niespiesznym dojrzewaniu do tego wyboru?

Michał Lange: Prawda jest taka, że od początku tworzenia przeze mnie muzyki, czy to dla siebie, czy dla innych artystów, czuję w niej wspomnianą przez Ciebie autodefinicję. Nie umiem oddzielić grubą kreską tych dwóch światów… Co prawda stylistyka, którą tworzymy z Marcinem jest zdecydowanie inna niż np. to, co robiłem w duecie Sarcast, albo przy okazji produkcji dla innych artystów, ale uważam, że to, co te obszary łączy, to emocjonalność i prawdziwość wyrazu, a właśnie tym chciałbym się definiować. 

W przypadku Martin Lange wszystko zaczęło się od stworzenia utworu Dom, który znajdzie się na płycie. Ta kompozycja pokazała nam, że możemy zrobić coś, co będzie dla mnie i Marcina satysfakcjonujące, z czego jesteśmy zadowoleni i najważniejsze – co oboje czujemy jako SWOJE.

Jeśli pytasz o przełomowe doświadczenie – dla mnie takim momentem było uświadomienie sobie, że w procesie twórczym zwykle uciekałem od pomysłów, które jako pierwsze przychodziły mi do głowy. Zawsze starałem się zrobić coś „inaczej”, „lepiej”, bo to, co grałem/śpiewałem wydawało mi się zbyt oczywiste. W tym wszystkim jednak nie brałem pod uwagę po pierwsze tego, że to, co oczywiste dla mnie, nie musi być oczywiste dla innych, ale przede wszystkim (!), że to, co przychodzi do mnie w pierwszym momencie jest najbardziej wartościowe i najszczersze/najprawdziwsze. Od początku współpracy z Marcinem, starałem się tą zasadą kierować i w pewnym momencie okazało się, że wytworzyliśmy nowy wspólny język.

Marcin Makowiec: Rzeczywiście pisaliśmy przez pewien okres czasu non-stop, codziennie od 9 do 17. To był nasz tryb – taki jak w “normalnej” pracy. Pisząc, część kompozycji oddawaliśmy innym artystom, a część odkładaliśmy do szuflady. Szuflada w pewnym momencie pękała od wartościowych rzeczy. Moim zdaniem ta płyta po prostu musiała się wydarzyć… Czuję, że to wszystko trochę samo do nas przyszło – traktuję to jako rodzaj autokorekty, oczyszczenia.

Martin Lange - fot. Damian Kramski
Martin Lange – fot. Damian Kramski

Martin Lange. Prawdziwe emocje

W Polsce funkcjonuje wielu muzyków, którzy wchodzą w składy najlepszych zespołów, lecz solowo nie są w stanie przebić się do świadomości szerszej publiczności. Czy w Waszym wypadku solowy projekt to jedynie potrzeba stworzenia przestrzeni dla samych siebie, czy może jednak czujecie, że w obrębie rodzimej sceny brakuje brzmienia, które chcecie reprezentować jako Martin Lange?

Michał: Muzycy, o których mówisz, często są solidną podstawą zespołów, składów, procesu twórczego, itd. Z perspektywy producenta muzycznego wiem, że nie zawsze potrzebują przebicia się do świadomości słuchacza swoim nazwiskiem, często ważniejsze jest dobro projektu i duma z tego, że Twoje dzieło się do tej świadomości przebiło. My natomiast jesteśmy na tyle zadowoleni z muzyki, którą razem stworzyliśmy, a nasze połączenie wydaje nam się na tyle unikatowe, że uznaliśmy że chcemy się tym podzielić jako Martin Lange, i spróbować odkopać się trochę spod nazwisk innych artystów. Czy znajdzie się dla nas miejsce na scenie muzycznej? Czas i słuchacz to ocenią, ale mamy nadzieję, że dotrzemy do kilku par uszu.

Marcin: Czuliśmy tylko, że tworząc płytę oddajemy część siebie, która była w nas od dawna. Ten potencjał musiał znaleźć w końcu jakiś wentyl, w jakiś sposób się ujawnić. Wyszła nam z tego bardzo osobista, autobiograficzna płyta, rozliczenie z przeszłością, i tak nam się nieskromnie wydaje, że jest to coś innego niż serwują w tej chwili wszyscy.

Martin Lange. Bez poczucia presji

Miałem okazję przesłuchać Wasz singiel. Pobrzmiewają w nim echa doskonale znanych wpływów, lecz całościowo jest to coś nowego, bardziej złożonego. Ambitny pop w nowoczesnym, lecz niegoniącym na oślep za trendami wydaniu. W Polsce to wciąż nie jest coś powszechnego. Czy macie kogoś kogo uważacie za drogowskaz, za którym warto podążać, niezależnie czy chodzi o światową, czy o lokalną scenę?

Michał: To ekscytujące słuchać opinii o pierwszym singlu, wiąże się to dla nas z niemałym stresem, więc tym bardziej się cieszymy, że masz wrażenie że to coś nowego i ambitnego!

Dla mnie pytania o inspiracje, drogowskazy zawsze są problematyczne – ze względu na to, że tak, jak chyba każdy artysta, chcemy stanowić o sobie i definiować się jako JA, a nie zlepek innych artystów. Z drugiej strony – każde muzyczne JA jest wypadkową słuchanych przez całe życie utworów, zlepkiem muzy, którą grałeś w zespołach, czy tej która po prostu zrobiła na Tobie wrażenie. Trudno mi mówić o nazwiskach, na pewno łatwiej o zasadach, które cenię – czyli nie wrzucaniem się do gatunkowej szufladki, nie kopiowaniem stylu, a szukaniem rozwiązań, które są unikatowe i powodują, że słuchacz będzie w stanie po jednej nutce stwierdzić, że to ten i ten artysta – w naszym przypadku “tak, to Martin Lange”.

Marcin: Inspiracji mamy wiele. Czerpaliśmy z wielu scen czy środowisk. To, że wyszedł nam Twoim zdaniem ambitny pop – OK, ale to jesteśmy my w 100 proc.: wrażliwi, emocjonalni, ale zarazem z pazurem i bez większej spiny czy kompleksów. Tak to czujemy.

Martin Lange - fot. Damian Kramski
Martin Lange – fot. Damian Kramski

Martin Lange. Jak rywalizować to tylko ze samym sobą

Wydaje mi się, że z pójściem „na swoje”, w rozumieniu stworzenia solowego projektu, jest trochę jak z rozpoczęciem pracy jako freelancer – sam ustalasz zasady, ale jednocześnie musisz ich przestrzegać. Z jednej strony wolność, a z drugiej samodyscyplina. Zaczynacie pracować na własny rachunek i na markę swojego projektu. Czy traktujecie to jako wyzwanie napędzające Was do działania, czy może macie do tego nieco luźniejsze podejście w stylu „robimy swoje na swoich zasadach, żadnej presji”?

Trochę tak jest – stąd większa odpowiedzialność. Nie ma już zasłony dymnej w postaci innego artysty. Zdajemy sobie sprawę, że jak coś schrzanimy będzie już tylko „na nas”, ale to nie przeszkadza nam w działaniu, a raczej tak jak mówisz – do niego napędza. Podejście mamy raczej luźne, bo wyrażamy siebie i nie musimy się trzymać kurczowo jakichś konwencji, itd. Mamy tu akurat pełne wsparcie wytwórni i ogromną swobodę pracy twórczej.

Jeśli działasz na swoich zasadach, to sam siebie napędzasz, a jeśli robisz coś w zgodzie ze sobą, to nie ma czegoś takiego jak presja otoczenia. Jedyna presja, która istnieje, to presja wobec samego siebie – by dać więcej, zrobić coś lepiej, a rywalizować – jedynie z samym sobą.

Martin Lange. Zawsze iść po swoje

Nie sposób abym nie zapytał o rzeczywistość, w której obecnie funkcjonujemy i w której funkcjonuje – a raczej próbuje funkcjonować – świat muzyki. Czy sądzicie, że potrzebujemy „nowego otwarcia”, powiewu świeżości, młodych twarzy i zredefiniowania paru zasad? W mojej opinii uważam, że przedpandemiczna tendencja zwyżkowa w polskiej muzyce – coraz większe koncerty, zasięgi, sprzedaż, coraz większe sale czy festiwale – doprowadziła do… wyjałowienia. Mam wrażenie, że zarówno polski pop, jak i alternatywa, były znacznie ciekawsze 5-6 lat temu. Czy staliśmy się ofiarami sukcesu? A może należy pójść z prądem i znaleźć miejsce dla siebie w rozpędzonym już peletonie?

Michał: Każdy mainstreamowy sukces odkrywczego projektu kończy się tym, że przybywa naśladowców – i teraz właśnie tego jesteśmy świadkami – pójścia z prądem i gnania w peletonie, próby powtórzenia tego sukcesu na podobnym patencie. Mam wrażenie, że to zjawisko zawsze istniało i istnieć będzie – teraz tylko zatacza 5-6-letnie koło.

Myślę, że nie ma co dramatyzować, bo wartościowych alternatywnych projektów jest mnóstwo – rzadko jednak spotykają się z ekscytacją mediów mainstreamowych, stacji radiowych itd, a właśnie to najbardziej ciągnie za sobą popularność. Miejsca na rynku jest wystarczająco dużo żeby wszystkich pomieścić, bo odbiorcą w Polsce jest nowe pokolenie, otwarte na nowości, które potrafi kochać muzykę. Moim zdaniem potrzeba jedynie czasu na zarażenie tym coraz większego grona. Będzie dobrze!

Marcin: Kiedyś ciągle narzekaliśmy, że tak mało jest nowych świeżych rzeczy – co chwilę słyszało się, że potrzeba świeżej krwi, nowego spojrzenia. Po prostu ludzie zaczęli “wychodzić”, ułatwił to powszechny dostęp do internetu i serwisów streamingowo-społecznościowych wszelkiej maści. Ważne by zawsze iść po swoje, może ciut podpatrując trendy, ale nadal szukając swoich własnych rozwiązań i ścieżek. To jedyna opcja by w pewnym momencie wykreować coś odkrywczego niż być kolejną kalką znanego artysty.

Martin Lange – Oddychaj już w sieci

Singiel Oddychaj dostępny jest już w serwisach streamingowych. Niebawem kolejne premiery od duetu Martin Lange. Bądźcie czujni!

Duet Martin Lange to kolejny dowód na to, że współczesny polski pop ma własny charakter, a przede wszystkim ma jakość, której jeszcze dekadę czy dwie temu brakowało rodzimym artystom reprezentującym główny nurt. Przy okazji premiery singla Oddychaj, postanowiliśmy zadać zespołowi kilka pytań. W stosunku do przaśnych lat 90., czy ślepo goniących za zachodem lat 00., […]

Polub Rytmy.pl na Facebooku:

Sprawdź także