Kuba Knap: Styl życia beja [rozmowa]


19 sierpnia 2016

Podziel się newsem:

Polub Rytmy.pl na Facebooku:

Z Kubą Knapem o życiowej szamotaninie, alkoholizmie i spaniu za śmietnikiem, bejowaniu, ale też o hiphopowej kropeczce nad i oraz propsach od Urszuli Dudziak.

Kuba Knap szykuje się do wydania trzeciego solowego albumu w Alkopoligamii. Skorzystaliśmy z okazji i spotkaliśmy się z nim w mieszkaniu jego siostry na Ochocie, by wcinając jabłka z Sulejówka w swobodnej atmosferze porozmawiać o zupełnie poważnych rzeczach.

Jak skumałeś się z Bonny Larmesem?

Na studiach, z których zresztą zrezygnowałem po tym, jak zadzwonił Mesu – i tak byłem tam tylko po zniżki – poznałem Emila G, który jest ziomalem Bonny’ego z Giżycka. Zaraz potem się z nim złapaliśmy i od sytuacji do sytuacji zatrybiło. On jest z czternastego sierpnia, ja z piętnastego, więc dogadujemy się, jakbyśmy się znali sześć żyć.

Clint Eastwóód to był pierwszy raz, kiedy współpracowaliście?

Przede wszystkim, Bonny to DJ Willy Mąka i jeździmy ze sobą na koncerty – a że robi też świetne bity, to trzeba było to w końcu wykorzystać. Clint powstał na spontanie w dwa tygodnie, zrobiliśmy go z Adasiem [Madą z Zetenwupe – przyp. red.] tutaj, na bazie. Mówię do niego: zróbmy płytę. No, ale to bitów potrzeba! „Czekaj zadzwonię do Bonny’ego” (śmiech). W ogóle to chyba tę płytę lubię najbardziej z moich wszystkich. Z Bonnym dużo wcześniej nie robiłem, bo on robi takie bity, że tam trzeba zasiać wpie*dol, a ja zawsze wolałem się na bicie pohuśtać. Ten rok się tak idealnie złożył, że Bejłocz będzie absolutnym wpie*dolem. Mało Knapa w Knapie.

Z czego ten wpie*dol wynika?

Miałem straszną szamotaninę życiową. Bez wchodzenia w detale, ale zaliczyłem sporo hardkorowych przeżyć – raczej z tych złych i raczej z tych na trzeźwo. To słychać na płycie, że się biję sam ze sobą – i to solidnie. Co kawałek, to trochę nie wiadomo, o co chodzi. Nie chciałbym nagrać drugiej takiej płyty.

Nie chciałbyś, bo…?

Trochę nie czułem przyjemności z robienia Bejłocz. Non-stop presja, bardzo zła, niezdrowa.

Przy dwóch pierwszych albumach tego nie było?

Przy drugiej płycie czułem już taką presyjkę, ale nie na zasadzie presji społecznej, tylko swojej własnej. Nowy album jest dla mnie bitwą ostateczną. Uważam, że celem każdego człowieka jest znaleźć siebie, co wymaga odłupywania ego, a to boli, po prostu. Tak jakbyś odejmował część siebie – niby sztuczną, ale jednak. Przez ostatni rok tę bitwę ostateczną stoczyłem, przeszedłem ten zakręt i powoli sobie z niego wychodzę. Czuję się dużo lepiej w porównaniu do stanu z kwietnia czy maja. Tamtego stanu nie chcę nawet pamiętać.

Odnalazłeś siebie na Bejłocz?

Na bank – i to słychać. Dla mnie to bardzo ważna płyta. Wczoraj Numer nagrał mi piękną zwrotę, dzięki czemu historia się zamyka i udało się dopiąć chyba najważniejszy kawałek na tej płycie, jeśli rozpatrywać to w kategoriach zajawkowych. Ten numer, w którym jest jeszcze Ostry, jest taką kropeczką nad i mojej hiphopowej drogi. Od słuchania za małolata „Nastukafszy” i „Masz to jak w banku” do wspólnego utworu z ich autorami… Cieszy to tym bardziej, że nie odbyło się to w ten sposób, że przelałem sianko komu trzeba i jeden z drugim dżony nagrał zwrotkę. Z Numerem znamy się już ho-ho, a do Ostrego pojechałem do jego domciu pod Kalisz i spędziliśmy u niego dwa super wieczory. Czułem się trochę jak na audiencji u papieża…

Kurde, dziwna jest ta płyta, aż straciłem wątek przez to.

Ta płyta jest pierwszą, której nie zatytułowałeś wersem z „Chwili” Numera. Pokończyły się?

Mam na tej płycie numer „Chwila” i nie ma tam rapu (śmiech). Bejłocz jest Bejłocz, stary. Z Bonnym jesteśmy rasowymi bejami-podróżnikami. Bonny kiedyś nawinął w jakimś numerze: to styl życia beja, nie w pracy, nie w szkole. To o nas. Ostatnio graliśmy koncert w Płocku, od razu po nim wróciliśmy, byliśmy u mnie o drugiej nad ranem, do czwartej gadaliśmy, a ten dżony o szóstej rano wstał, otworzył piwo i o 7.10 pojechał pociągiem do Zielonej Góry, żeby obejrzeć mecz GKM Grudziądz z Falubazem. Mecz odwołali, więc trzy dni przebejował w Zielonej i potem myk, do Olsztyna.

Bejłocz jest Bejłocz, stary. Z Bonnym jesteśmy rasowymi bejami-podróżnikami. Bonny kiedyś nawinął w jakimś numerze: to styl życia beja, nie w pracy, nie w szkole. To o nas.

Falubaz… To żużel?

Żużel. Bonny kibicuje, ma rodzinę w Grudziądzu i przez GKM odżyła mu zajawka. Przez dwa miesiące, kiedy mieszkałem u niego w Olsztynie, też się w to wkręciłem i oglądaliśmy sobie meczyki. Kiedyś byliśmy na koncercie w Ostrowie, wychodzimy rano i słyszymy, że jeżdżą. Rozejrzeliśmy się, a tu – stadion. No, to dzida. Akurat z jakimiś Litwinami jeździli.

Cała płyta powstała w Olsztynie?

Tak, cały Bejłocz powstał u Bonny’ego na kwadracie. Bodajże pierwszego kwietnia zgrywaliśmy pierwszy numer.

Kończąc poprzedni wątek – skąd się u ciebie w ogóle wzięła ta faza na „Chwilę”? Czemu ten, a nie jakiś inny kawałek?

(śmiech) Jest mi bliski, po prostu. Jak wyszła Muzyka Bloki Skręty, to ja kochałem tę płytę od samego początku. W końcu jakiś dżony na luzie, i to jeszcze z takim przebiegiem… Lubię styl pisania Numera – tam nie ma panczy, fajerwerków. Ot, siedzi se dżony na ławce i mówi o swoim życiu, hasełkami. Super.

OK, a co z Osiedlowymi Liniami Lotniczymi? Będziecie to kontynuować?

Kurde, nie wiem. Życie się wkradło ze swoimi zależnościami i faza jest taka, że ekipka nam się rozjechała trochę do własnych żyć. Ja mam tak, że nie umiem ci powiedzieć, co ja zrobię na przykład w przyszłym roku, bo ja jeszcze nie wiem, co zrobię dzisiaj. Na pewno będzie dużo dobrego hip-hopu, to ci mogę obiecać.

Znaczy się: spontan.

Styl życia beja, nie w pracy, nie w szkole.

Czyli tak jak na pierwszej płycie, nadal s*asz na studia, pracę…?

Dwa razy rzucałem uczelnię, nie chce mi się wracać. Nie lubię polskiego systemu edukacji, tego, jak działa i kogo promuje. Ten system jest po to, żebyś dostał skoliozy i poszedł do klubu fitness. I żeby nauczyć cię, jak być cwaniakiem. Nic nie zrobić i zdać.

Przez to zaczął się twój łajzlajf?

Łajzlajf ciągnie się u mnie całe życie, de facto. Taki prawdziwy pojawił się, gdy poznałem tę naszą ekipkę hiphopową. Podobne z nas dzieciaki, jeśli chodzi o podejście: ch*j z nimi, ch*j z tą pracą, ch*j z tym w ogóle. Tak sobie dwa lata bumelowaliśmy. Wychodziłem z domu i miałem dwa fajki i dwa dwadzieścia, i myślę: coś trzeba zrobić dzisiaj. Budziłem się rano, miałem dwa fajki i dwa dwadzieścia, tylko że dodatkowo miałem jeszcze kaca i parę przygód za sobą.

Teraz już więcej ogarniam, chociaż tak naprawdę zawsze w ch*j ogarniałem. Mam etykietę leniucha i łajzy, ale gdybym faktycznie się lenił, to bym nie nagrał pięciu płyt w trzy lata. Patrząc trzeźwym okiem, jestem w TOP5 najbardziej zapieprzających raperów w tym kraju.

Mam etykietę leniucha i łajzy, ale gdybym faktycznie się lenił, to bym nie nagrał pięciu płyt w trzy lata. Patrząc trzeźwym okiem, jestem w TOP5 najbardziej zapieprzających raperów w tym kraju.

Udało się odgonić ten wizerunek wesołka, który nic, tylko trzyma Perłę w jednej ręce i jointa w drugiej?

Żaden spec od wizerunku by mnie nie naprawił, jestem zbyt radykalny i za bardzo wszystko trzymam na wierzchu, chociaż nie lubię tego w sobie. Ja jestem zagubionym dzieciakiem i chcę tylko znaleźć siebie na tej ścieżce życia. Zresztą, słowo wizerunek jest jakieś spie*dolone, teraz każdy ma wizerunek… G*wno mnie obchodzi, co tam se myślą o mnie, tak naprawdę. Dzieciaki sądzą, że jak mam osiem klipów, to sobie siedzę w Warszawie, s*am hajsem i nic nie robię. Prawda jest taka, że ze względu na styl życia beja bywało ch*jowo. Nie chciało mi się wrócić z koncertu, odespać i iść do regularnej pracy, bo bym został kolejnym sfrustrowanym chłopem i narzekał na to, że trzeba zapieprzać. Pie*dolę, wolę pisać, że jest ciężko, będąc bejem. W ogóle to najbardziej lubię pisać, że jest lekko. Tylko czasem ciężko o tym pisać.

Jesteś znany z socjologicznych rozkmin. Co ostatnio rozkminiałeś?

Sporo już widziałem, sporo przemyślałem i wniosek jest taki, że… ch*j z tym. Można to nazywać egoizmem, ale uważam, że najważniejsze jest ja – ale nie chodzi mi o mój obraz siebie i to, czy będę jeździł za chwilę Mercem. Chodzi o to, żebym ja przeżywał każdą chwilę w życiu tak, żeby być szczęśliwym człowiekiem – co nie znaczy, że mam się cały czas uśmiechać. Jak jestem smutny, to chcę przeżyć ten smutek po swojemu – ale tak, żeby go faktycznie przeżyć i żeby unikać masek. Dla mnie to zdrowy egoizm. Miałem w życiu chore sceny, popie*dolone, patologiczne doświadczenia, ale żyję. To jest zajebiste, że mam tak pos*aną drogę, ale dzięki hip-hopowi mam pewność, że co by się nie działo, to i tak żyję.

Moja ulubiona historia to ta, jak kiedyś pojechałem do Łodzi, a że w związku ze zbiegiem okoliczności byłem wku*wiony i smutny, poszedłem do sklepu, kupiłem pół litra i poszedłem spacerkiem w pi*du. Łaziłem po tej Łodzi do piątej rano, a potem spałem za śmietnikiem. Nie miałem pojęcia, gdzie jestem. Jak się obudziłem, to za tym śmietnikiem znalazłem dwie dychy i kupiłem se taryfę na Dworzec Kaliski. Jakimś cudem nic mi się nie stało.

Ja jestem alkoholikiem od piętnastu lat, a za cztery dni kończę dwadzieścia sześć. Wynik, hm, niezachwycający i uważam, że każdy w moim pokoleniu jest alkoholikiem – nawet ci, co nie piją. W moim przypadku, najlepszym przykładem jest to, że jak na koncertach gram kawałek „Zbyt dziabnięty”, to dzieciaki się jarają. Wiesz, czemu? Bo to znają, stary. A przecież to jest paskudna historia, ku*wa jego mać. W tym kraju jest naprawdę mało osób, które się kiedyś nie zrzygały. Wóda to najgorszy narkotyk ze wszystkich, jakie są, i ta wóda będzie tu zawsze. My tu mamy ją pić, bo tym na górze jest dużo wygodniej, jak my jesteśmy naj*bani. To tak, jakbyś wlewał w siebie zwątpienie i brak wiary, to klasyczny polski motyw. Połlisz Metanol Wiżyn, człowieniu.

No, a tak w ogóle to dostałem ostatnio props od Urszuli Dudziak. Była u mojej mamy w domu i gdy spytała, co jej dzieci robią, to mama puściła klip „Bejływemyszon”. Potem dostałem SMS od mamy, że pani Urszula po wysłuchaniu „Bejływemyszon” mówi, że jestem wspaniały. Pomyślałem: ooo, teraz mogę umierać szczęśliwy. Na nowej płycie mam zresztą jeden numer na samplu z Urszuli Dudziak i jest to cholernie ważny numer, w którym opisuję moją próbę samobójczą. Jechałeś kiedyś Fiatem Pandą dwieście na godzinę, dziubnięty?

Nie.

To posłuchasz Bejłocz i skumasz, że nie jest to specjalnie mądre.

Sprawdź także:
Zestresowani? Poznajcie Łajz Lajf Kuby Knapa

Podziel się newsem:

Polub Rytmy.pl na Facebooku: