The Blueprint zamknął 90’sy w rapie i zmienił Jaya-Z z rapera w RAPERA


15 września 2016

Podziel się newsem:

Polub Rytmy.pl na Facebooku:

Jeśli chcesz najlepszego otwarcia płyty w historii – odpal "The Ruler's Back". Najlepszego raperskiego dissu – "Takeover". Najlepszego antyhejterskiego numeru? "Heart of the City". Najważniejszej płyty Jaya-Z i jednej z najważniejszych płyt ubiegłej dekady? The Blueprint.

W pewnym momencie filmu Dope między głównym bohaterem, a Domem, granym przez A$AP Rocky’ego, nawiązuje się dialog, w którym bohater stwierdza, że klamrą dla rapu lat 90. jest z jednej strony It Takes a Nation… Public Enemy, wydane w roku 1988 z jednej strony, i The Blueprint Jaya-Z, wydane w 2001 z drugiej.

Od ukazania się na rynku tego drugiego dosłownie parę dni temu, 11 września, minęło piętnaście lat. Zdaniem wielu – najwybitniejszego (obok debiutanckiego Reasonable Doubt) albumu Cartera.

cover_thebluepr_300rgb2

Klasyk w dwa dni

Podobno praca nad The Blueprint trwała niecałe dwa tygodnie, przy czym teksty Jay-Z napisał w dwa dni. Nie jest zresztą tajemnicą jego sposób pracy – przy wejściu do studia Carter jest zawsze ekstremalnie przygotowany, mając wszystkie szkice i wersy nie w notatniku, a… w głowie.

W czasie nagrywania The Blueprint Jay-Z był jednym z most-hated na scenie rapowej – pomijając już dwie dość poważne sprawy sądowe, został zdissowany przez Jadakissa, Nasa czy 1/2 Mobb Deep – Prodigy. Z dwoma ostatnimi fenomenalnie rozprawił się już na początku płyty – w drugim numerze „Takeover”, wyprodukowanym przez Kanyego Westa, wtedy jeszcze znanego z bycia dwudziestoparoletnim producentem w Roc-A-Fella, a nie z My Beautiful Dark Twisted Fantasy i The Life of Pablo. Przewijają się tutaj zresztą tacy producenci, jak Timbaland, Eminem (tutaj zresztą na feacie w „Renegade”), czy mniej wtedy znani Bink i Just Blaze, którym, podobnie jak Kanyemu, The Blueprint otworzył drogę do kariery.

Jak zostało ładnie napisane na Geniusie – The Blueprint to album, który zmienił Jaya-Z z rapera w RAPERA. Co prawda sama data, całkowicie przypadkowo, nie została raczej zapamiętana ze względu na premierę nowego Cartera, co nie przeszkodziło w sprzedaży tego albumu w 420 tysięcy sztukach w pierwszym tygodniu od wydania.

To album jest przesycony klasykami – zaczynając od otwierającego „The Ruler’s Back”, czy wspomnianego „Takeover”, gdzie na bicie ze samplowanym kawałkiem The Doors zjadł Nasa i Prodigy. Potem mamy trzy kozackie single – „Izzo (H.O.V.A.)”, „Girls, Girls, Girls” oraz „Jigga That Nigga” i finał z numerami takimi, jak emocjonalne „Song Cry” i tytułowy „Blueprint (Momma Loves Me)”, gdzie Carter zmienia gadkę z gangsterskiej na dotyczącą jego młodości i uczuć – co robi doskonale.

The Blueprint może nie wynalazło rapu na nowo, ale na pewno zapisało Jaya złotymi zgłoskami w historii nie tylko rapu, ale i muzyki. W bitach wyprodukowanych przez Kanyego Westa można zresztą wyczuć pewne techniki tworzenia i samplowania, które są słyszalne na jego późniejszych solowych albumach.

Należy też pamiętać, co zbudowało podwaliny pod The Blueprint, poczynając od naprawdę grubego debiutu, po trzy numery jeden – „Hard Knock Life”, „Life and Times of S. Carter” i „The Dynasty: Roc La Familia”. Jay-Z nie musiał nic nikomu udowadniać. On już odniósł sukces. Zrobił płytę dokładnie taką, jaką chciał. Płytę, na której spokojnie mógł powiedzieć:

„If I ain’t better than B.I.G./ I’m the closest one”.

tumblr_mwswiu5wd01t3ndq9o1_500

Sprawdź także:
Szklany sufit. Bolączka małej wytwórni rapowej?

Podziel się newsem:

Polub Rytmy.pl na Facebooku: