Bridgertonowie” zamiast „Plotkary”, czyli intrygi, skandale i blichtr w XIX-wiecznym Londynie


30 grudnia 2020

Podziel się newsem:

Skoro Gossip Girl znika z Netflixa wraz z końcem tego roku, ludziom trzeba dać coś w zamian. Bardzo proszę - zamiast na wskroś amerykańskiej dramy o nastolatkach pławiących się w luksusie, mamy Bridgertonów, nienaganne maniery brytyjskiej arystokracji i zakulisowe konfabulacje możnych. Wcale nie odbiegające tak bardzo od bananowych licealistów z Upper East Side.

Bridgertonowie - czy to faktycznie coś za coś?

Dla wszystkich niezaznajomionych z, nazwijmy to, pierwowzorem nowej produkcji Netflixa, pozwolę sobie pokrótce wyjaśnić. Bridgertonowie opierają się na dokładnie tej samej koncepcji, co kultowa już (a przynajmniej w pewnych kręgach) Plotkara. To są te wczesne lata 2000, kiedy z prawdziwą przyjemnością patrzyło się na drogie ciuchy na ekranie i kulturę też przyjmowało się ciut inaczej. Bardziej bezkrytycznie. Trend grania nastolatków przez aktorów 30+ nadal się utrzymuje (jakim cudem?), ale teraz pewne rzeczy chyba zwyczajnie już by nie przeszły - a na pewno nie stałyby się fenomenem, czy zjawiskiem.

Plotkara należy do seriali, które zestarzały się naprawdę fatalnie - dużo gorzej od atakowanych często gęsto Przyjaciół. Bridgertonowie mają szansę to naprawić, ponownie wykorzystać pomysł i zrealizować go na przyzwoitym poziomie. Znaczy to tyle, że jeśli odetną toksyczne kupony oryginału, dostaniemy serial idealny na relaksacyjne popołudnie. Z psem albo z rodziną - można śmiało polecić go mamie, tacie, czy dziadkom.

Bridgertonowie
Bridgertonowie (2020)

Bridgertonowie - romans, dramat, ale na pewno nie historyczny

Serial opowiada o perypetiach londyńskiej śmietanki towarzyskiej. Z boku patrzymy na losy bogatych, eleganckich młodych ludzi, którzy muszą wypełnić swój obowiązek względem rodziny, to znaczy - zawiązać korzystną umowę matrymonialną, spłodzić potomka z prawego łoża, wziąć ślub. Można dowoli napawać oczy pięknymi sukniami, powzdychać do brytyjskich dżentelmenów, zachwycić się manierami prezentowanymi na salonach, by później dojść do wniosku, że świat arystokracji budują wyłącznie fasady. Proste, z historii nie trzeba być orłem, by wiedzieć, jak to wyglądało naprawdę.

Po Bridgertonach jednak nie należy oczekiwać, że wyłuszczą widzom te zawiłości i skorygują nasze wyobrażenie o XIX-wiecznej Anglii. Serial korzysta sobie z historycznego tła (na zdrowie), by nam, siedzącym przed telewizorami, uatrakcyjnić ten spektakl. Innymi słowy - nie nastawiajcie się na stuprocentową zgodność z ówczesnym savoire- vivre'em, czy w ogóle, z brytyjskimi tradycjami, etykietą itd. Przyjmujemy tu po prostu koncepcję, która bez dogłębnego wwiercania się w nią, będzie bardzo przyjemnym tłem - wyważonym i estetycznym. W innym przypadku skończy się na kręceniu nosem i wyzywaniu, że takiej sukni, to żadna szanująca się arystokratka by nie założyła. Ale przecież nie o to chodzi.

Bridgertonowie (2020)

Bridgertonowie - serial na raz

W moim rozumieniu jest znacząca różnica między filmem czy serialem historycznym, a quasi historycznym. Pożyczenie sobie czasów do kreacji świata to w końcu nic złego, dodaje znaczące urozmaicenie - bo dla oka to wszystko jest przecież więcej niż przyjemne, a przy tym i dziwnie nostalgiczne. Komu nie zdarzyło się fantazjować, że żyje w innej epoce, za źródło wiedzy biorąc sobie obrazy z filmów, jakie zdołał obejrzeć: Peaky Blinders ponownie otworzyli nitkę na akademicką modę, O północy w Paryżu utrwaliło wizerunek tamtejszych dandysów pojących się absyntem, wyliczać te inspiracje można w nieskończoność. Bal z takim panem Darcym albo obstawianie wyścigów z giwerą skrytą gdzieś za pazuchą, to wszystko są te fragmenty przeszłości, których chcemy w jakiś sposób posmakować. Najlepiej: według własnego widzimisię, ignorując to, że nawet na królewskich dworach bywało przeraźliwie zimno (bo niby jak kominkiem ogrzać taki metraż?).

Sama koncepcja historyzmu jest zaś eksploatowana na różne sposoby - np. w Faworycie i Wielkiej cała zabawa polega na tym, że de facto: to nasza wersja tamtych zdarzeń patrząc pod względem... społecznym? Tego, jak wtedy mówiono i jak być może, się zachowywano. Fakty są twarde, ale cała reszta? Feministyczne wtręty i siarczyste przekleństwa, dlaczego właściwie mamy sobie tego odmawiać? Z Bridgertonami jest podobnie, znaczy - oni są bardzo nasi, mimo że wydają się z epoki. I pewnie dlatego tak łatwo wpaść tu w formę binge-watchingu. To atrakcyjne - wszystko, czego dziś nie ma.

Bridgertonowie - oficjalny zwiastun

Bridgertonowie - więcej niż guilty pleasure

Wróćmy jednak do meritum. Zostawmy w spokoju nieścisłości tyczące się ram czasowych - przy omawianiu castingu mogłyby się pojawić wątpliwości, lecz zdaje mi się, że na frustracja tycząca się czarnoskórych aktorów grających europejską arystokrację nie ma już miejsca. A tak swoją drogą, obsada jest fenomenalna. Adjoa Andoh jako lady Danbury, Claudia Jessie jako Eloise Bridgerton, Rege-Jean Page w roli księcia Hastings to moi faworyci po paru pierwszy odcinkach. No i komentarze Julie Andrews w każdym epizodzie... A co z tą fabułą? W Londynie rozpoczyna się sezon matrymonialny, panowie lecą w konkury, panie prezentują swoje wdzięki, a wszystkie te wydarzenia są skrupulatnie opisywane przez tajemniczą lady Whistledown - odpowiedniczkę Plotkary, która nierzadko wie więcej, niż sami zainteresowani.

I o dziwo, to wszystko wpada płynnie w dramat kostiumowy, będący taką sobie z lekka uwspółcześnioną Jane Austen. Bohaterowie są cudownie wyraziści i przekrojowi - od młodszych sióstr szykującej się do zamążpójścia Daphne Bridgerton, po milczącego lorda Featheringtona. Na deser zaś do tej całej przyjemnej oprawy, serwuje się widzom znakomitą muzykę. Ariana Grande, Maroon 5, Billie EIlish czy Shawn Mendes w aranżacji kwartetu smyczkowego? Bezcenne. I wiecie, to nie tak, że ta muzyka leci sobie w tle. Bohaterowie do niej t a ń c z ą. Fajny mam ten pop, taki idealny na podwieczorki w towarzystwie przyzwoitki i tańce ze sztywnymi figurami. Klasa, naprawdę klasa.

Skoro Gossip Girl znika z Netflixa wraz z końcem tego roku, ludziom trzeba dać coś w zamian. Bardzo proszę – zamiast na wskroś amerykańskiej dramy o nastolatkach pławiących się w luksusie, mamy Bridgertonów, nienaganne maniery brytyjskiej arystokracji i zakulisowe konfabulacje możnych. Wcale nie odbiegające tak bardzo od bananowych licealistów z Upper East Side. Bridgertonowie – […]

Polub Rytmy.pl na Facebooku:

Sprawdź także

Kup Bilet Otwarty na dowolny koncert

Biletomat.pl
50 PLN
Jak kupić bilet?

Po kliknięciu "Kup bilet" przeniesiesz się do strony internetowej oficjalnego dystrybutora biletów i na jego stronie dokonasz zakupu.

Bezpieczne zakupy u oficjalnych dystrybutorów

Zakup biletu odbywa się na stronie oficjalnego dystrybutora biletów. Pamiętaj o tym, że jeżeli miejsca są numerowane, a bilety sprzedaje kilka firm, to każda z nich udostępnia inną pulę miejsc do wyboru.